Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 listopada 2012
Protest, czy rewolucja? Jak poważny okaże się kryzys?
Protesty w Hiszpanii, protesty we Włoszech, protesty w Portugalii i protesty w Grecji przybrały na sile, stało się to niemal jednocześnie. Uzbrojeni w czerwone sztandary Grecy ścierający się na ulicach z policją to widok, którego Europa dawno nie widziała i który dużą jej część nadal jeszcze napawa lękiem i trwogą. Wściekłość europejskich społeczeństw zrodziła się z bezczelności neoliberalnych i burżuazyjnych ośrodków władzy. Zimne wyrachowanie i bezkompromisowa polityka likwidacji własności społecznej oraz wszelkich zdobyczy klasy pracującej sprowadziła na rządy gniew rozjuszonych ludzi.
Nie chcąc studzić czyjegokolwiek entuzjazmu trzeba jednak stwierdzić, że protesty te są – jak na razie - bardzo dalekie od szans powodzenia. Protesty, protesty, jeszcze raz protesty, ciągle protesty. Protest to tak naprawdę forma działania konserwatywnego. Forma działania odwołującego się do przeszłości i nawołującego do jej przywrócenia. Co prawda, protest nie zawsze musi być konserwatywny, ale patrząc na skalę: prywatyzacji, oszustw i złodziejstw, które właśnie mają miejsce w całej Europie przyznać trzeba, że manifestacje to w porównaniu z nimi trochę mało, to dość niewiele. Nie twierdzę wcale, że protest ten nie ma przyszłości, czy też, że nie należy go – w tym przypadku - popierać. Chcę raczej zwrócić uwagę na inną sprawę, mianowicie na to, że stopień zaawansowania walki klasowej w państwach zagrożonych kryzysem jest jeszcze dość niski i wczesny. Obserwowany przez nas protest rozwija swe skrzydła powoli. Strajki generalne w Grecji to dopiero pierwsze, prawdziwe symptomy poważnego działania.
Tak naprawdę obserwujemy dopiero pierwsze stadium pokazu siły ze strony pracowników najemnych. Dopiero teraz, powoli, zaczną powstawać warunki konieczne dla zaistnienia faktycznej świadomości klasowej. W grupie, zorganizowani wokół jednej sprawy, pracownicy dopiero zaczynają być "klasą dla siebie". W tym momencie protestujący poszukują języka wspólnoty, poszukują swojej politycznej narracji, poszukują ideologii. Dzieje się to na naszych oczach.
Przeszło rok temu, w "Manifeście z 15 Maja" Madryt domagał się "etycznej rewolucji" i nadzieję pokładał przede wszystkim w edukacji. Dziś w "Manifeście 25-S" ci sami ludzie żądają: obalenia rządu, całkowitej zmiany systemu podatkowego, stworzenia stabilnych i pewnych miejsc pracy i zawieszenia, bądź też nawet umorzenia całości długu publicznego. Pojawia się nawet żądanie nowej konstytucji!
Poddawane rygorowi neoliberalnej terapii szokowej społeczeństwa z każdym dniem stają się coraz bardziej radykalne, ludzie znają już objawy kapitalistycznego schorzenia. Inna rzecz, że najtrudniejsze dopiero przed nimi.
Protestujący przekonali się już, że policja nie jest jedynie elementem wystroju wnętrz i że ściga nie tylko przestępców. Kapitalistyczne władze trzymają narody i państwa w potężnym uścisku. Jeśli nawet dojdzie do obalenia poszczególnych rządów to czym zostaną one zastąpione? Czy oburzonych stać na tworzenie w sercu Europy gospodarczych autarkii, czy stać ich na stworzenie nowej federacji państw socjalistycznych?
Nie jest to bynajmniej pytanie zdjęte z księżyca, to właśnie tego typu rozwiązanie jest w zasadzie jedyną rzeczywistą szansą na realizację wysuwanych przez protestujący tłum postulatów. Taki (przymusowy i pyrrusowy) los może czekać poświęconą na ołtarzu niewypłacalności Grecję. Elity nic nie oddają za darmo. Poszczególne rządy dały już po sobie poznać, że nie ugną się łatwo, że nie pragną powrotu do 'kapitalizmu z ludzko-bogatą twarzą', że nie chcą prosocjalnych reform.
Jeśli protestujący pójdą dalej drogą protestu i buntu przekonają się też, że gumowe kule łatwo zastąpione mogą zostać ostrą amunicją. Protest, gdy tylko przekroczy ramy niegroźnej kontestacji może przerodzić się w prawdziwą rewolucję. Ta z kolei rządzi się własnymi prawami, nie tymi, którymi rządzi się parada równości, pochód, manifa, czy okazjonalna demolka.
Są oczywiście i inne, możliwe scenariusze. Być może kapitałowi uda się zawrzeć kompromis, być może w zamian za spokój lud otrzyma w prezencie więcej zysków z kolonii, jakąś wojnę, rasizm/nacjonalizm lub inną zabawkę, która odwróci jego uwagę. Być może protest po prostu rozpuści się w rezygnacji i nie uzyska wystarczającego poparcia, być może zadowolenie klasy wyższej i jej poparcie wystarczy rządowi by się utrzymać. W kapitalizmie wszyscy poniekąd są na siebie skazani, a to właśnie kapitalizm przez wiele lat dostarczał dobrobytu krajom obecnie pogrążonym w kryzysie. Czy teraz społeczeństwa te zrezygnują z tego co do tej pory działało, czy położą na szali swoje światowo-uprzywilejowane położenie? Scenariuszy jest wiele, nadal jednak nie wiadomo jeszcze kto jest reżyserem tego społecznego spektaklu, choć chwilowo inicjatywa wydaje się być po stronie manifestantów.
Rozstrzygnięcie nadejdzie niedługo. Odpowiedzi na pytanie o potencjał protestów udzieli nam przyjęta przez protestujących doktryna i (przede wszystkim) środki, których wykorzystanie będzie ona zakładać.
Jak poważny okaże się kryzys?
Może po prostu trzeba jeszcze trochę poczekać… Może by coś naprawdę się ruszyło nie wystarczy 25%, a dopiero 40% bezrobocia…
Ktoś w końcu zaryzykuje.
piątek, 24 sierpnia 2012
Biznes to biznes
Polski 'wolny rynek' toczą afery. Skandale, które wychodzą na światło dzienne nie wywołują jednak większej krytyki gospodarki wolnorynkowej. Kolejne upadłości firm turystycznych (których koszty ponosi oczywiście państwo), upadłość linii lotniczej OLT Express, czy też klęska i skandal związany z Amber Gold traktowane są jak wypadki przy pracy, normalność, która znalazła się na czołówkach gazet bodajże tylko dlatego, że znajdujemy się w samym środku sezonu ogórkowego.
Modę na gospodarcze afery zapoczątkowano w „wolnej Polsce” z wielką pompą. Aktem założycielskim była przecież złodziejska i łupieżcza masowa prywatyzacja społecznego majątku. Świętując i kultywując pamięć o tych wielkich łowach współcześni przedsiębiorcy postępują podobnie. Wzorują się wręcz na przeszłości, powtarzając wciąż w kółko za pośrednictwem ekspertów z centrum im. Adama Smitha, że proces prywatyzacyjny jeszcze na dobre się nie zakończył i że wiele w tej materii dopiero przed nami.
Całkowicie nowe standardy w tej dziedzinie stworzyła Platforma Obywatelska. Umiejętnie dogadała się z biznesem, aż do tego stopnia, że pieniądze z budżetu, które tradycyjnie otrzymują partie przekraczające 3% próg poparcia i które pozwalają im na mniejszą lub większą niezależność stały się dla PO zbędne. Była też afera hazardowa, która żadnych krzywdzących rozstrzygnięć politykom Platformy nie przyniosła, dokonano jednak przy jej okazji publicznej legitymizacji praktyki lobbingu, normalnością stały się też nocne pogadanki na cmentarzach i przy stacjach benzynowych, przy okazji których ustala się losy ustaw i podejmuje najważniejsze gospodarcze decyzje. Apostołem szczególnie dobrze reprezentującym swoją epokę jest Stefan Niesiołowski, który stwierdził, że klienci Amber Gold, którzy powierzyli instytucji swoje pieniądze i teraz nie wiadomo czy otrzymają je z powrotem, są sami sobie winni, naiwnie bowiem uwierzyli w zwrot wysokości aż 14 procent. Oto przyszłość peryferyjnego kapitalizmu: brak państwowej kontroli, brak skutecznych służb, brak jakiejkolwiek kontroli rynku i czysta 'wolnorynkowa' ruletka, rosyjska ruletka.
Podążając tym tokiem myślenia powinniśmy spodziewać się w najbliższym czasie wprowadzenia powszechnego dostępu do broni, byłoby to ukoronowanie królującego w życiu społecznym prawa przemocy i pięści. Zabity będzie odtąd uczciwym przegranym, żywy będzie prawdziwym zwycięzcą, szczególnie moralnym (i kto wie, czy nie natchnionym przez wstawiennictwo samej Opatrzności).
To, że kolejne upadłości ciągną za sobą spustoszenie i ludzką tragedię zostało już wyparte ze społecznej świadomości. Upadłości to bezrobocie, bankructwa i utrata oszczędności, demoluje to plany życiowe i wręcz odbiera ludziom życie. Każdy kolejny krok kapitału na drodze do maksymalizacji zysku to kolejny krok w wyalienowaniu społeczeństwa. A maksymalizacja zysku karmi się oszustwem, szwindlem i krętactwem – na które szczególnie podatne są państwa ubezwłasnowolnione przez międzynarodowy kapitał. Takie jak Polska.
Za gospodarczymi podbojami nielicznych, których nazwać można w Polsce kapitalistami podąża nowa, przywleczona z Zachodu moda. Moda na niewinność. Sprawcy gospodarczych afer, przekrętów i winni upadłości rzadko już trafiają przed oblicze sądu, prawie nigdy nie trafiają do więzienia. Złe decyzje ekonomiczne traktowane są pobłażliwie, uznaje się je za dzieło nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Pojęcie przestępstwa gospodarczego tak się w kapitalizmie rozmyło, że nie wiadomo już co oznacza. Stało się tak dlatego, że kapitalizm sam w sobie jest przestępstwem gospodarczym, trudno więc byłoby sądzić wszystkich, którzy działają przeciwko społeczeństwu, na szkodę środowiska lub niezgodnie z prawem. Samo prawo przeistoczyło się w formę rytuału. Prawo stało się odrębnym światem, takim do obejścia, do pominięcia przy zastosowaniu rozmaitych kruczków prawnych, przy wykorzystaniu porad możliwie najdroższego prawnika. Zgodnie z prawem kapitał przestał też być instancją żywą. Kapitał i pieniądze stały się czymś neutralnym, środkiem który wykorzystany być może dla dowolnego celu, przy zachowaniu całkowitej niewinności posiadacza. Sam posiadacz stał się tylko użytkownikiem idei, absolutu pieniądza i wykonawcą rozkazów mrocznej (żywiołowej) siły, za którą nie można już dostrzec żadnego człowieka.
W ten sposób zniknęła odpowiedzialność za decyzje gospodarcze. Działalność indywidualistyczna i podyktowana egoizmem, która jest dziś czymś naturalnym przestała być jakkolwiek szkodliwa, bo naprzeciw siebie ma tylko własność społeczną i państwową, które w rozpowszechnianej przez system opinii są przecież oficjalnymi wrogami wszelkich wolności i nowoczesnych swobód demokratycznych.
Firma ma prawo korzystać z wszelkich środków i metod, byle tylko utrzymywała się na powierzchni i była rentowna. Gdy firma zaczyna tonąć, uznaje się, że tak zdecydowała magiczna siła wolnego rynku, że kapitał i pieniądze same podjęły decyzje. I zgodnie z zasadami wolnego rynku, który żywi się klęską większości w imię zysku coraz mniejszej liczby osób, wszystko odbywa się zgodnie z prawem świętego wywłaszczenia, a wywłaszczać ma prawo każdy, kto tylko zdoła to zrobić. Biznes to biznes.
wtorek, 7 sierpnia 2012
Bezrobotni? Niedostosowani
Panujące w Polsce wysokie bezrobocie – oscylujące w tym momencie wokół
14 procent – jakoś specjalnie nie zaprząta czyjejkolwiek uwagi.
Bezrobotni na stałe wpisali się w pejzaż rzekomo kwitnącej gospodarki, a
wykorzystywane przez wszystkie partie polityczne hasło walki z
bezrobociem jest już nawet nie pustą obietnicą, tylko kultywowanym na
chłodno rytuałem.
A mimo to rząd ma z bezrobotnymi duży problem. Oto są ludzie, którzy swoim położeniem najwyraźniej nie potwierdzają oficjalnej doktryny, zgodnie z którą każdy kto chce pracować, pracę może mieć. Kapitalistyczne państwo w erze powszechnej informacji nieustannie musi dbać o swoje Public Relations. Dlatego też na potrzeby propagandy sukcesu ewolucji ulega sposób przedstawiania zagadnienia bezrobocia i ludzi bezrobotnych. Jest to ewolucja wyjątkowa, bo całkowicie dehumanizująca, nie tylko pracę, ale przede wszystkim – ludzi.
Uruchamiane przez rząd urzędy pracy starają się dostosowywać ludzi do ofert funkcjonujących na rynku pracy. Powstają szkolenia, którym w sukurs idzie oficjalna ideologia, w myśl której praca jest, tylko ludzie są do niej niedostosowani. Dostosowywanie ludzi do pracy przychodzi o tyle trudno, że nie każdy obywatel Polski pogodził się już z pracą na umowie śmieciowej. Oferty pracy, które obecnie znaleźć możemy w urzędach nie pozwalają samodzielnie przetrwać, nie pozwalają nawet na wynajem mieszkania, jedyne do czego się przyczyniają to obniżanie się poziomu życia i ogólna pauperyzacja. Nic więc dziwnego, że do takiej pracy należy opornego obywatela dostosować.
Walka z bezrobociem to we współczesnej Polsce walka nie ze zjawiskiem bezrobocia, ale z samymi bezrobotnymi! Jest to jednak tylko walka na niby. Tak naprawdę celem rządu jest zwiększanie liczby bezrobotnych, ale przy jednoczesnej – wciąż - pejoratywnej ocenie zjawiska bezrobocia przez społeczeństwo próbuje się tę prawdę ukryć. Dlatego bezrobotni w kapitalizmie nigdy nie są ofiarą, nie są produktem mechaniki funkcjonowania systemu. Są leniwi, złodziejscy, są nieludźmi, są bezczelni! Urzędy pracy, które zajmują się bezrobotnymi nie są w stanie znaleźć im pracy ponieważ miejsc pracy nie ma. Państwową politykę pełnego zatrudnienia zastąpiła państwowa polityka maksymalizacji bezrobocia, do której świetnie przyczyni się podniesienie wieku emerytalnego oraz projekty prywatyzacji urzędów pracy, o których ostatnimi czasy jest coraz głośniej.
Strukturalne bezrobocie, które jest nierozerwalnie związane z systemem kapitalistycznym tworzy rezerwową armię pracy i rezerwowych robotników, skutecznie obniżających cenę siły roboczej ludzi pracujących. Im większe jest bezrobocie tym mniejsze jest wynagrodzenie tych, którzy pracują. A im mniej ludzie pracujący rzeczywiście pracują, tym mniejsze otrzymują wynagrodzenie. To ostatnie uzyskano dzięki polityce tzw. uelastycznienia. Ta polityka ciągłego zwalniana i zatrudniania to stara kapitalistyczna strategia, doskonale znana Karolowi Marksowi już w XIX wieku. Wówczas to fabryki zatrudniały pracowników na konkretne zlecenia, konkretne prace. Stały etat, ciągłość pracy to owoce walki robotników o swoje prawa, walki z kapitałem. W czasach klęski ruchu robotniczego i bez oporu z jego strony te prawa zostaną odebrane.
W krajach kapitalistycznych wypracowano szereg metod radzenia sobie z bezrobotnymi. Hasła przemawiające za otwarciem szkolnictwa wyższego dla wszystkich były zbieżne z tym kapitalistycznym programem. Młodych bezrobotnych zamraża się na studiach na okres pięciu lat, skutecznie maskując fakt braku pracy na rynku. Drugą metodą jest otwarcie międzynarodowego rynku pracy. Wykwalifikowana siła robocza z Polski może nawet zechcieć zmywać naczynia w sytuacji, w której za roboczogodzinę otrzyma 10, ale nie złotych, tylko funtów. Kolejnym sposobem maskowania bezrobocia jest ewolucja samego sposobu zatrudniania i wspomniane już uelastycznienie…
Człowiek jest w kapitalizmie przedmiotem nieustannego wywłaszczania, wywłaszcza się go z majątku, z produktu jego pracy i finalnie z samej pracy. W niekapitalistycznej rzeczywistości człowiek realizuje się poprzez pracę i jest ona naturalnym przedłużeniem jego aktywności. W kapitalizmie jest inaczej. Praca jest w nim przedmiotem panowania nad człowiekiem, dlatego też, wbrew pozorom, w kapitalizmie to nie człowiek szuka pracy, ale praca szuka sobie człowieka, lub raczej, jak to ma miejsce dziś, praca (a w zasadzie skryty za nią kapitał) dopasowuje do siebie ludzi przy pomocy usłużnego, agenturalnego państwa.
Czy wszystkich uda się "dopasować"?
Skądże! W końcu nie taki jest prawdziwy cel kapitalistycznej "walki z bezrobociem". Sukcesem walki z bezrobociem w kapitalistycznym wydaniu będzie nie aktywizacja społeczeństwa i pełne zatrudnienie, lecz powszechna bieda i tańsza praca, oraz jeszcze tańsze bezrobocie. "Dopasowani" zamiast pracy i godnej płacy zyskają chroniczną biedę, a ich praca będzie karykaturą...
A mimo to rząd ma z bezrobotnymi duży problem. Oto są ludzie, którzy swoim położeniem najwyraźniej nie potwierdzają oficjalnej doktryny, zgodnie z którą każdy kto chce pracować, pracę może mieć. Kapitalistyczne państwo w erze powszechnej informacji nieustannie musi dbać o swoje Public Relations. Dlatego też na potrzeby propagandy sukcesu ewolucji ulega sposób przedstawiania zagadnienia bezrobocia i ludzi bezrobotnych. Jest to ewolucja wyjątkowa, bo całkowicie dehumanizująca, nie tylko pracę, ale przede wszystkim – ludzi.
Uruchamiane przez rząd urzędy pracy starają się dostosowywać ludzi do ofert funkcjonujących na rynku pracy. Powstają szkolenia, którym w sukurs idzie oficjalna ideologia, w myśl której praca jest, tylko ludzie są do niej niedostosowani. Dostosowywanie ludzi do pracy przychodzi o tyle trudno, że nie każdy obywatel Polski pogodził się już z pracą na umowie śmieciowej. Oferty pracy, które obecnie znaleźć możemy w urzędach nie pozwalają samodzielnie przetrwać, nie pozwalają nawet na wynajem mieszkania, jedyne do czego się przyczyniają to obniżanie się poziomu życia i ogólna pauperyzacja. Nic więc dziwnego, że do takiej pracy należy opornego obywatela dostosować.
Walka z bezrobociem to we współczesnej Polsce walka nie ze zjawiskiem bezrobocia, ale z samymi bezrobotnymi! Jest to jednak tylko walka na niby. Tak naprawdę celem rządu jest zwiększanie liczby bezrobotnych, ale przy jednoczesnej – wciąż - pejoratywnej ocenie zjawiska bezrobocia przez społeczeństwo próbuje się tę prawdę ukryć. Dlatego bezrobotni w kapitalizmie nigdy nie są ofiarą, nie są produktem mechaniki funkcjonowania systemu. Są leniwi, złodziejscy, są nieludźmi, są bezczelni! Urzędy pracy, które zajmują się bezrobotnymi nie są w stanie znaleźć im pracy ponieważ miejsc pracy nie ma. Państwową politykę pełnego zatrudnienia zastąpiła państwowa polityka maksymalizacji bezrobocia, do której świetnie przyczyni się podniesienie wieku emerytalnego oraz projekty prywatyzacji urzędów pracy, o których ostatnimi czasy jest coraz głośniej.
Strukturalne bezrobocie, które jest nierozerwalnie związane z systemem kapitalistycznym tworzy rezerwową armię pracy i rezerwowych robotników, skutecznie obniżających cenę siły roboczej ludzi pracujących. Im większe jest bezrobocie tym mniejsze jest wynagrodzenie tych, którzy pracują. A im mniej ludzie pracujący rzeczywiście pracują, tym mniejsze otrzymują wynagrodzenie. To ostatnie uzyskano dzięki polityce tzw. uelastycznienia. Ta polityka ciągłego zwalniana i zatrudniania to stara kapitalistyczna strategia, doskonale znana Karolowi Marksowi już w XIX wieku. Wówczas to fabryki zatrudniały pracowników na konkretne zlecenia, konkretne prace. Stały etat, ciągłość pracy to owoce walki robotników o swoje prawa, walki z kapitałem. W czasach klęski ruchu robotniczego i bez oporu z jego strony te prawa zostaną odebrane.
W krajach kapitalistycznych wypracowano szereg metod radzenia sobie z bezrobotnymi. Hasła przemawiające za otwarciem szkolnictwa wyższego dla wszystkich były zbieżne z tym kapitalistycznym programem. Młodych bezrobotnych zamraża się na studiach na okres pięciu lat, skutecznie maskując fakt braku pracy na rynku. Drugą metodą jest otwarcie międzynarodowego rynku pracy. Wykwalifikowana siła robocza z Polski może nawet zechcieć zmywać naczynia w sytuacji, w której za roboczogodzinę otrzyma 10, ale nie złotych, tylko funtów. Kolejnym sposobem maskowania bezrobocia jest ewolucja samego sposobu zatrudniania i wspomniane już uelastycznienie…
Człowiek jest w kapitalizmie przedmiotem nieustannego wywłaszczania, wywłaszcza się go z majątku, z produktu jego pracy i finalnie z samej pracy. W niekapitalistycznej rzeczywistości człowiek realizuje się poprzez pracę i jest ona naturalnym przedłużeniem jego aktywności. W kapitalizmie jest inaczej. Praca jest w nim przedmiotem panowania nad człowiekiem, dlatego też, wbrew pozorom, w kapitalizmie to nie człowiek szuka pracy, ale praca szuka sobie człowieka, lub raczej, jak to ma miejsce dziś, praca (a w zasadzie skryty za nią kapitał) dopasowuje do siebie ludzi przy pomocy usłużnego, agenturalnego państwa.
Czy wszystkich uda się "dopasować"?
Skądże! W końcu nie taki jest prawdziwy cel kapitalistycznej "walki z bezrobociem". Sukcesem walki z bezrobociem w kapitalistycznym wydaniu będzie nie aktywizacja społeczeństwa i pełne zatrudnienie, lecz powszechna bieda i tańsza praca, oraz jeszcze tańsze bezrobocie. "Dopasowani" zamiast pracy i godnej płacy zyskają chroniczną biedę, a ich praca będzie karykaturą...
sobota, 16 czerwca 2012
Bezprawne długi, prawny system
Czy długi zawsze należy spłacać? Czy społeczeństwa powinny czuć się
zobowiązane do spłaty długów, które zaciągane były na ich szkodę? Co zrobić
ażeby uzdrowić pogrążoną w kryzysie finansowym Unię Europejską? Kogo posłać do
więzienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada książka "Bezprawne
długi". W swej książce François Chesnais, francuski profesor ekonomii i
członek rady naukowej ATTAC-France bada przyczyny europejskiego kryzysu. Autor
nie tylko dokonuje drobiazgowej analizy poszczególnych, najsilniej zadłużonych
państw strefy euro, ale także demaskuje reguły gospodarki kapitalistycznej.
Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.
Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.
Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.
U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.
Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.
To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.
Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.
Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.
Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.
Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.
Tymoteusz Kochan
Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.
Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.
Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.
U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.
Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.
To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.
Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.
Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.
Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.
Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.
Tymoteusz Kochan
Etykiety:
demokracja,
ekonomia,
globalizacja,
imperializm,
kapitalizm,
kryzys,
neokolonializm,
neoliberalizm,
prywatyzacja,
recenzja,
teoria,
uspołecznienie
poniedziałek, 14 maja 2012
Przyszłe reformy, przyszłość pracowników
Odbyło się głosowanie dotyczące podniesienia wieku emerytalnego do 67. roku życia. Głosami PO, PSL i Ruchu Palikota wiek emerytalny podwyższono. Klamka zapadła, wkrótce wszystkim pracującym dodane zostaną zgodnie z przelicznikiem kolejne miesiące pracy, aż do całkowitego wydłużenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn. Polacy pracować będą dłużej. Mroczne, skrywane przez rząd fakty są takie: co trzeci Polak nie dożyje emerytury, żyjemy znacznie krócej niż Europejczycy na Zachodzie, już teraz osoby powyżej 55 roku życia mają olbrzymie trudności ze znalezieniem pracy, a także nie istnieje jakakolwiek skuteczna państwowa strategia dotycząca tworzenia miejsc pracy. Rząd Platformy posiada jasny plan i realizował go będzie z całą bezwzględnością. Jaki to plan, czyj to plan? By uzyskać odpowiedź wystarczy poszperać w rozwiązaniach gospodarczych proponowanych przez neoliberalne instytuty, fundacje i grupy nacisku.
1. Podwyższenie wieku emerytalnego
Podwyższenie wieku emerytalnego służy dwóm najważniejszym celom - obniżeniu ceny siły roboczej poprzez zwiększenie ilości konkurujących ze sobą pracowników na rynku oraz oszczędności, którą zapewni mniejsza liczba koniecznych do utrzymania emerytów. Wydłużenie wieku emerytalnego to doskonały interes dla poszukujących taniej robocizny kapitalistów. Rozwiązanie to rekomendowane jest przez takie instytucje jak Bank Światowy, a także Forum Obywatelskiego Rozwoju, stało się też priorytetem dla rządu. Innym priorytetem są też radykalne cięcia i niskie składki emerytalne oraz jak najniższe świadczenia. W przyszłości, kiedy ostatnie pieniądze nazbierane za czasów Polski Ludowej zostaną wydane, minimalna emerytura wynosić będzie około ~635 zł. Nie pozostanie nic innego jak liczyć wyłącznie na siebie lub swoje dzieci – jak radził z resztą wicepremier Waldemar Pawlak.
2. Deregulacja i liberalizacja zawodów
Mowa o tzw. "uwolnieniu zawodów". Rząd już teraz planuje uwolnić ponad 50 zawodów regulowanych. Ma to "zwiększyć konkurencję" i "zwiększyć zatrudnienie". Wiele profesji stanie się przedmiotem intensywnej rywalizacji drobnych i średnich podmiotów gospodarczych. Deregulacja umożliwi wejście na rynek dodatkowego kapitału, małe firmy szybko jednak upadną i przepadną w rywalizacji z dużymi spółkami i korporacjami - deregulacja będzie dobrą okazją do wywłaszczenia, a także - co najważniejsze - do obniżenia kosztów kształcenia pracowników przez pracodawców. Od chwili wprowadzenia zmian w życie trenerem, taksówkarzem, czy przewodnikiem turystycznym zostać będzie mógł niemal każdy. Konsumenci tych usług staną się w dużej mierze bezradni, szybko wzrośnie też bezrobocie w wyniku niekontrolowanych boomów na poszczególne branże. Gowinowską strategię od dawna wspiera Fundacja Republikańska oraz oczywiście fundacja Balcerowicza.
3. Likwidacja okresu ochronnego
Przedsiębiorcom bardzo ciąży okres ochronny pracowników. "To, że pracodawca nie może zwolnić osoby od 56. roku życia w przypadku kobiet i 61. roku życia w przypadku mężczyzn, sprawia, że znalezienie pracy po pięćdziesiątce jest prawie niemożliwe - twierdzi Małgorzata Rusewicz." Marzeniem zatrudniających jest likwidacja emerytur, likwidacja okresu ochronnego i całkowita dowolność w kwestii zatrudniania/zwalniania ludzi. Propaganda przeciwko okresowi ochronnemu już przewija się na portalach internetowych i w gazetach, projekt gorąco wspiera Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Tylko kwestią czasu jest, kiedy rząd zabierze się do realizacji tego postulatu.
4. Likwidacja ochrony lokatorów
Już teraz resort budownictwa chce skasować przepis zgodnie z którym eksmitowanym kobietom w ciąży i rodzinom z dziećmi przysługuje lokal socjalny. Te działania związane są z neoliberalną strategią, która polegać ma na "uwolnieniu rynku mieszkań na wynajem". Nie istnieje żadna publiczna strategia tworzenia nowych mieszkań, od czasu do czasu z konieczności stawiane są najwyżej kontenery. Stopniowe uwalnianie rynku mieszkań jest doskonałą okazją dla spekulacji kredytowych, w których prym wiodą instytucje finansowe i banki. Państwo likwidując swoją obecność na rynku mieszkaniowym zyskuje oszczędność i wspiera prywatny kapitał, który jest z nim bezpośrednio powiązany. Lokatorzy (szczególnie ciążaci i dzieciaci) dostaną w prezencie poczekalnie na odremontowanych na Euro 2012 dworcach.
5. Przekwalifikowanie rolników na pracowników
Ten autorski projekt Forum Obywatelskiego Rozwoju zakłada przesunięcie 160 tysięcy ludzi z sektora rolnictwa do sektora usług i przemysłu. Działanie to "zapewnić ma wzrost PKB o 0,9 proc". Eksperci Balcerowicza są wyjątkowo optymistyczni w swej wierze, że ludzie ci znaleźliby zatrudnienie gdzie indziej. Gwarancją pracy dla nich ma być... ich niskie wynagrodzenie. Ta stricte burżuazyjna logika, którą posługują się neoliberałowie za cel swej polityki zakłada stworzenie jak największej liczby, jak najtańszych pracowników najemnych. Niskie stawki nie są wcale środkiem do powszechnego zatrudnienia (chyba, że w rachubę wchodziłyby stawki rzędu 200 złotych miesięcznie), tylko do zwiększenia konkurencji na rynku i stworzenia możliwości uzyskiwania jak największej wartości dodatkowej. Rolnicy, których obecnie utrzymują w dużej mierze dopłaty unijne znajdują się poza rynkiem, są poza nawiasem rynkowej konkurencji - i to doprowadza neoliberałów do irytacji.
6. Inwestycje prywatne z publicznej kasy
Posługujący się neoliberalizmem przedsiębiorcy wcale nie zrezygnowali z udziału państwa w gospodarce. Wręcz przeciwnie - pragną oni, by państwo utrzymywało ich i fundowało im życie wykładając środki na prywatne inwestycje. W kraju, w którym wszystko co państwowe i publiczne cieszy się opinią nierentownego, przynoszącego straty i szkodliwego publiczne środki pójdą do kieszeni prywatnych właścicieli - którzy być może zrobią to co do nich należy, rzecz jasna mając na uwadze przede wszystkim jak największe oszczędności i jak największą prywatną korzyść. "Wzrost stopy oszczędności krajowych i podniesienie poziomu inwestycji pomogłyby PKB. Poziom inwestycji to ok. 20 proc PKB rocznie, w tym tylko ok. 15 proc. prywatnych. Potrzebny jest lepszy dostęp do krajowego kapitału, czyli oszczędności." - czytamy w Forbesie. Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Jak oszczędzać i jednocześnie wydawać na inwestycje, którymi zajmą się żądni zysku przedsiębiorcy? Wydawać mogłoby się, że jest to niemożliwe. A jednak można to zrobić - wystarczy brać pieniądze od przeciętnych obywateli, po czym oddawać je na rzecz prywatnych inwestycji. Temu służyć będą podatki - transferowi pieniędzy od pracowników najemnych do przedsiębiorców.
7. Atak na uczelnie
Ostatnimi czasy wiele mówi się o produkcji bezrobotnych na polskich uczelniach wyższych. Burzę swoim wystąpieniem rozpoczął prezes PZU, później pojawiły się kolejne krytyczne głosy wobec sposobów kształcenia na uniwersytetach. Cała krytyka skupiona została wyłącznie na uczelniach i zatrudnionych w nich pracownikach, podczas gdy ani słowem nie poruszona została kwestia wielkiego boomu prywatnych uczelni i świadomego otwarcia przez państwo uczelni wyższych na wszystkich kandydatów. Nie mówi się o tym, że celowo zdestabilizowano edukację wyższą i zrobiono z uczelni przechowalnię, lodówkę zamrażającą i pacyfikującą na czas studiów przyszłych bezrobotnych. Atak na uczelnie szybko zagospodarowany został przez neoliberalne instytucje, które już teraz proponują przejście do modelu edukacji wyższej przyjętego w USA. Płatny drugi kierunek studiów to dopiero początek, już teraz FOR lobbuje za wprowadzeniem powszechnej odpłatności wraz z systemem kredytów studenckich i stypendiów. Studenci kończący studia z kredytami rzędu kilkuset tysięcy złotych? Już wkrótce.
Jak widać przyszłość polskich pracowników nie jest elastyczna. Jest określona, zaplanowana i dawno już przewidziana...
poniedziałek, 7 maja 2012
Eksperci będą strzelać
Zaczęła się ofensywa neoliberałów. Po wyborach we Francji i Grecji
prawicowi komentatorzy już straszą... że strefa euro się rozpadnie, że
nastąpi koniec unii europejskiej i na świecie zapanuje chaos.
W Wiadomościach TVP1 'ekspert' wyraził zaniepokojenie i w prawdziwym strachu pytał, "co jeśli Hollande naprawdę podwyższy stawkę podatkową dla najbogatszych i przestanie zajmować się spłatą długu?" "Europa powinna mówić jednym głosem" twierdzą zlęknieni agenci neoliberalizmu nawołując do solidarności ze swoim programem. Czyżby? Naprawdę powinna? A może innym, nie waszym?
Eksperci chcą w Polsce wydłużenia wieku emerytalnego, eksperci są krytyczni wobec Hollande'a, eksperci wyrażają swoje zaniepokojenie, eksperci tęsknią za Sarkozym (mimo, że jak sami twierdzą nie lubił Polaków!!!), eksperci mają biegunkę... Rynki zareagują niepokojem! Rynki będą wierzgać! Rynki zaczną pluć ogniem i rynki zareagują! Rynek dmuchnie, chuchnie i zdmuchnie nas wszystkich!
Światem rządzi magia i czarodzieje! Magiczne są rynki, które niczym Big Brother widzą, mogą i wiedzą wszystko. Magiczni są eksperci, jedyni istniejący eksperci, w liczbie około trzech krawaciarzy z centrum Adama Smitha/od Misesa/Lewiatana/Business Centre Club (do wyboru do koloru!).
Magii przeciwstawić można dopiero czyn.
Rynki są realne. Eksperci są prawdziwi. Tak prawdziwi jak miliardy euro na kontach ich fundatorów. Tak realni jak instytucje finansowe, które nimi dysponują. Od pieniądza, po rakiety ziemia-powietrze, rynki mogą posłużyć się wszystkim i każdym. I zrobią to. Już robią wiele. Wystarczy kilka godzin, by posłuszni rycerze świętego długu wyszli ze swych jaskiń i zaczęli lobbować w telewizji (i publicznej i prywatnej), propagować w radiu (w każdej stacji, przy udziale setek wyznawców), smarować kilogramy tekstów (od Gazety Wyborczej po Politykę i Wprost).
Rząd dusz nie kończy się na samych mediach, nie jest też niesmacznym żartem, dowcipem, czy pomyłką wynikającą z czyjejkolwiek głupoty/zapomnienia. Neoliberalizm to kapitalizm. A kapitalizm nie zawaha się bombardować, strzelać, zabijać. Od Pierwszej Wojny Światowej po wojny na Bliskim Wschodzie, od głodu w rogu Afryki po miliony ofiar wojen surowcowych w Kongo. Kapitalizm nigdy nie żartuje. Nie żartują też zatrudniani przez niego eksperci, eksperci, którzy są tylko marną wisienką na torcie... torcie, który w repertuarze poszczególnych warstw posiada policję, wojsko, czołgi, samoloty, arsenał nuklearny, kler i tendencje faszystowskie.
Eksperci będą strzelać.
W Wiadomościach TVP1 'ekspert' wyraził zaniepokojenie i w prawdziwym strachu pytał, "co jeśli Hollande naprawdę podwyższy stawkę podatkową dla najbogatszych i przestanie zajmować się spłatą długu?" "Europa powinna mówić jednym głosem" twierdzą zlęknieni agenci neoliberalizmu nawołując do solidarności ze swoim programem. Czyżby? Naprawdę powinna? A może innym, nie waszym?
Eksperci chcą w Polsce wydłużenia wieku emerytalnego, eksperci są krytyczni wobec Hollande'a, eksperci wyrażają swoje zaniepokojenie, eksperci tęsknią za Sarkozym (mimo, że jak sami twierdzą nie lubił Polaków!!!), eksperci mają biegunkę... Rynki zareagują niepokojem! Rynki będą wierzgać! Rynki zaczną pluć ogniem i rynki zareagują! Rynek dmuchnie, chuchnie i zdmuchnie nas wszystkich!
Światem rządzi magia i czarodzieje! Magiczne są rynki, które niczym Big Brother widzą, mogą i wiedzą wszystko. Magiczni są eksperci, jedyni istniejący eksperci, w liczbie około trzech krawaciarzy z centrum Adama Smitha/od Misesa/Lewiatana/Business Centre Club (do wyboru do koloru!).
Magii przeciwstawić można dopiero czyn.
Rynki są realne. Eksperci są prawdziwi. Tak prawdziwi jak miliardy euro na kontach ich fundatorów. Tak realni jak instytucje finansowe, które nimi dysponują. Od pieniądza, po rakiety ziemia-powietrze, rynki mogą posłużyć się wszystkim i każdym. I zrobią to. Już robią wiele. Wystarczy kilka godzin, by posłuszni rycerze świętego długu wyszli ze swych jaskiń i zaczęli lobbować w telewizji (i publicznej i prywatnej), propagować w radiu (w każdej stacji, przy udziale setek wyznawców), smarować kilogramy tekstów (od Gazety Wyborczej po Politykę i Wprost).
Rząd dusz nie kończy się na samych mediach, nie jest też niesmacznym żartem, dowcipem, czy pomyłką wynikającą z czyjejkolwiek głupoty/zapomnienia. Neoliberalizm to kapitalizm. A kapitalizm nie zawaha się bombardować, strzelać, zabijać. Od Pierwszej Wojny Światowej po wojny na Bliskim Wschodzie, od głodu w rogu Afryki po miliony ofiar wojen surowcowych w Kongo. Kapitalizm nigdy nie żartuje. Nie żartują też zatrudniani przez niego eksperci, eksperci, którzy są tylko marną wisienką na torcie... torcie, który w repertuarze poszczególnych warstw posiada policję, wojsko, czołgi, samoloty, arsenał nuklearny, kler i tendencje faszystowskie.
Eksperci będą strzelać.
niedziela, 6 maja 2012
Francuskie scenariusze
Wygrana Francois Hollande'a w wyborach prezydenckich to duży sukces
europejskiej lewicy. Dopiero drugi raz w historii w wyborach
prezydenckich we Francji zwycięża przedstawiciel socjalistów. Zwycięstwo
to nadeszło w krytycznym dla Unii Europejskiej i światowego systemu
ekonomicznego momencie, w sytuacji, w której od władz najpotężniejszych
państw Europy zależy naprawdę bardzo wiele. Hollande ma przed sobą
trudny okres, który zweryfikuje jego polityczny program i podda próbie
autentyczność jego politycznych zapowiedzi.
Najpoważniejszym wyzwaniem dla Hollande'a będzie renegocjacja paktu fiskalnego. Jeżeli nowo wybrany prezydent Francji zdecyduje się dążyć do zmiany paktu fiskalnego to pewnym jest, że spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony kanclerz Angeli Merkel i korzystających z dekoniunktury w innych państwach Unii Niemiec. Walka o skalę cięć budżetowych i długu publicznego to walka z wielkim globalnym kapitałem, w tym kapitałem europejskim, a także z potężnymi instytucjami finansowymi. Walka ta wymagać będzie wielkiej odwagi, zaparcia i posiadania w zanadrzu całościowego, bezkompromisowego, alternatywnego projektu Unii Europejskiej.
Kluczowe będą też europejskie inwestycje. Hollande dobrze wie, że aby państwa UE mogły wyjść z kryzysu na dobre potrzebują dużych inwestycji na najwyższym poziomie centralnego zarządzania i planowania. Zmiany w unijnych funduszach strukturalnych i ewentualne projekty inwestycji przemysłowych mogą odwrócić sytuację i z dotychczas uległej polityce cięć Europy przemienić ją w kontynent tworzący swój własny wzrost i społeczny dobrobyt. Polityka, która królowała dotychczas, polegająca na ustępowaniu przez państwo pola sektorowi prywatnemu i żywieniu nadziei, że ten samorzutnie z miłości do ludzi zajmie się miejscami pracy legła w gruzach. Bajki o społeczeństwie opartym na wiedzy muszą zostać zastąpione przez prawdziwą reindustrializację Europy.
Następnym wielkim wyzwaniem jest polityka imigracyjna i zagraniczna. Francja Sarkozy'ego dążyła do zamknięcia granic dla imigrantów i uniemożliwienia swobodnego przepływu nawet w skali UE. Polityka zagraniczna prawicy była czysto kolonialną strategią, w zgodzie z którą podbito Libię i wspierano najbardziej imperialistyczne tendencje makropolityczne. To właśnie stosunek Hollande'a do imigrantów, a także do pozostałych krajów będzie decydujący. Francja, która zajęta będzie tylko własnym, wąsko rozumianym, interesem i nie zejdzie z wojennej ścieżki nie stanie się magnesem przyciągającym inne kraje Unii, nie będzie też prawdziwie lewicowa, ani socjalistyczna. Dla Francji i dla Unii nadchodzi czas próby. Czas wyjątkowo brutalnego konfliktu politycznego między ludźmi pracy a kapitałem, w którym wszystkie metody będą dozwolone.
Czy Hollande skapituluje, czy wycofa się z szumnych zapowiedzi i odda władzę sektorowi prywatnemu? A może okaże się bezradny? Czy będzie chociaż próbował dokonać tego co z pozoru niemożliwe?
Najpoważniejszym wyzwaniem dla Hollande'a będzie renegocjacja paktu fiskalnego. Jeżeli nowo wybrany prezydent Francji zdecyduje się dążyć do zmiany paktu fiskalnego to pewnym jest, że spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony kanclerz Angeli Merkel i korzystających z dekoniunktury w innych państwach Unii Niemiec. Walka o skalę cięć budżetowych i długu publicznego to walka z wielkim globalnym kapitałem, w tym kapitałem europejskim, a także z potężnymi instytucjami finansowymi. Walka ta wymagać będzie wielkiej odwagi, zaparcia i posiadania w zanadrzu całościowego, bezkompromisowego, alternatywnego projektu Unii Europejskiej.
Kluczowe będą też europejskie inwestycje. Hollande dobrze wie, że aby państwa UE mogły wyjść z kryzysu na dobre potrzebują dużych inwestycji na najwyższym poziomie centralnego zarządzania i planowania. Zmiany w unijnych funduszach strukturalnych i ewentualne projekty inwestycji przemysłowych mogą odwrócić sytuację i z dotychczas uległej polityce cięć Europy przemienić ją w kontynent tworzący swój własny wzrost i społeczny dobrobyt. Polityka, która królowała dotychczas, polegająca na ustępowaniu przez państwo pola sektorowi prywatnemu i żywieniu nadziei, że ten samorzutnie z miłości do ludzi zajmie się miejscami pracy legła w gruzach. Bajki o społeczeństwie opartym na wiedzy muszą zostać zastąpione przez prawdziwą reindustrializację Europy.
Następnym wielkim wyzwaniem jest polityka imigracyjna i zagraniczna. Francja Sarkozy'ego dążyła do zamknięcia granic dla imigrantów i uniemożliwienia swobodnego przepływu nawet w skali UE. Polityka zagraniczna prawicy była czysto kolonialną strategią, w zgodzie z którą podbito Libię i wspierano najbardziej imperialistyczne tendencje makropolityczne. To właśnie stosunek Hollande'a do imigrantów, a także do pozostałych krajów będzie decydujący. Francja, która zajęta będzie tylko własnym, wąsko rozumianym, interesem i nie zejdzie z wojennej ścieżki nie stanie się magnesem przyciągającym inne kraje Unii, nie będzie też prawdziwie lewicowa, ani socjalistyczna. Dla Francji i dla Unii nadchodzi czas próby. Czas wyjątkowo brutalnego konfliktu politycznego między ludźmi pracy a kapitałem, w którym wszystkie metody będą dozwolone.
Czy Hollande skapituluje, czy wycofa się z szumnych zapowiedzi i odda władzę sektorowi prywatnemu? A może okaże się bezradny? Czy będzie chociaż próbował dokonać tego co z pozoru niemożliwe?
środa, 14 marca 2012
Co oznacza bankructwo
Śledząc wiadomości, newsy, informacje ze świata polityki i ekonomii bombardowani jesteśmy pewną, konkretną terminologią, która wydaje się stała, niezmienna i wsparta o potoczne rozumowanie przeciętnego zjadacza chleba. I tak, podczas kryzysu gospodarczego, bardzo często słyszymy o takich zjawiskach jak cięcia, dług, życie ponad stan, czy też bankructwo. Warto przyjrzeć się bliżej każdemu z tych terminów i przeanalizować rzeczywistą treść oraz konsekwencje każdego z nich. Przy bliżej analizie okazuje się bowiem, że terminy te są bezpośrednio uzależnione od kapitalistycznych mechanizmów, które dowolnie sterują i kierują nimi w ramach zmieniających się potrzeb systemu.
W wiadomościach ekonomicznych, na stronach portalów newsowych, w telewizji... bez przerwy słyszymy o bankructwie. Bankructwo przedstawiane jest jako termin pokrewny z końcem świata. Bankrut oznacza kogoś skończonego, wyrzuconego poza margines. Bankructwo danego kraju przedstawiane jest jako wyrzucenie poza nawias państwowości i utrata wszelkiej suwerenności, a nawet prawa do własnej tożsamości. W analizach i komentarzach na temat sytuacji gospodarczej w Grecji bezustannie słyszymy o "niewypłacalności", "zagrożeniu bankructwem", lub po prostu o bankructwie. Co w przypadku Grecji oznacza bankructwo? Nie oznacza tego, co podpowiada widowni zdrowy rozsądek - jest wręcz na odwrót. Bankructwo jest w systemie kapitalistycznym nie klęską, lecz zwycięstwem. Tyle, że zwycięstwem konkretnej grupy, klasy, konkretnych ludzi. Rezultatem bankructwa Grecji będzie jej kompletna, całkowita prywatyzacja, zawłaszczenie całości majątku i narzucenie maksymalnego spłacalnego programu spłat "długów". Bankructwo nie oznacza w tym wypadku, że Grecja wypada poza stawkę, że przestaje się liczyć i wychodzi poza kapitalizm - co to, to nie. Wręcz przeciwnie, Grecja z całym impetem wkracza w kapitalizm właśnie z chwilą bankructwa, które to pozwala kapitalistom na przejęcie majątku, zawłaszczenie budżetowej teraźniejszości i przyszłości. Dług, na którym kapitał robił doskonałe interesy i który sprzyjał tanim kredytom - dzięki którym obławiały się instytucje finansowe i ich państwa-siedziby - okazuje się nie być długiem kapitału, który z niego korzystał, lecz długiem obarczonego nim państwa.
Na czym polega w kapitalizmie sukces państwowej gospodarki? Bardzo ważnym i wykorzystywanym w tej materii miernikiem jest dla neoliberalnych ekonomistów wzrost gospodarczy. Zasady współczesnej ekonomii nakazują troszczyć się wyłącznie o wzrost gospodarczy (i ew. związane z nim ratingi w agencjach ratingowych). Wydatki na cele inne niż podtrzymywanie wzrostu gospodarczego stają się niedozwolone - w takim układzie rząd z polityków przemienia się w kapitalistycznych zarządców pewnego, konkretnego obszaru ekonomicznego. Wzrost gospodarczy jest uznawany za bardzo ważny wskaźnik i dzieje się tak nie bez przyczyny. W rzeczywistości mierzy on zdolność państwa do realizacji ekonomicznego programu burżuazji. Jeżeli wzrost staje się zbyt niski to dług zaczyna rosnąć, a gdy dług rośnie pojawia się niebezpieczeństwo... bankructwa...czyli całkowitego przejęcia państwa przez kapitał. W tym układzie państwo staje się kontrolowanym narzędziem wzrostu gospodarczego globalnego kapitału, może być wymieniane, poddane rozbiórce i sprywatyzowane do cna - o ile tylko będzie dostatecznie słabe i niewystarczająco dochodowe. Państwa nie przynoszące kapitałowi zysku kończą bankrutując i zostając poddane rozbiórce. Dezercja, plajta, opcja upadłości i możliwość wyjścia poza schemat nie jest przewidziana - taka opcja ostała się już tylko w języku potocznym.
Dotykamy szerszego zagadnienia. Kapitalizm nie tylko usuwa możliwość alternatywy gospodarczej z potencjalnego zakresu decyzyjnego społeczeństw - które w razie kryzysu przechodzą w ręce skorumpowanych neoliberalnych technokratów - , ale także bezustannie wykorzystuje swój aparat ideologiczny, który służy piętnowaniu wszelkich wysiłków zmierzających do przejścia w alternatywną formację gospodarczą. Niezwykle żywe w naszym społeczeństwie są koszmarne wizje związane z wynaturzeniami Białorusi, Korei Północnej, a nawet Chin (choć te ostatnie poprzez swoje wpływy wymykają się już z zasięgu kapitalistycznej propagandy). W ten sposób kapitalizm uzyskuje także władzę w przestrzeni teoretycznej, pacyfikuje potencjalne alternatywy zrównując je do (w pewnej mierze hodowanych przez siebie) obiektów reprezentujących zło absolutne. Hegemonia polityczna kapitalizmu usuwa więc: możliwość wyjścia poza system, możliwość plajty w ramach systemu, oraz wszelkie alternatywne perspektywy i systemy. Co więc oznacza bankructwo? Bankructwo oznacza przecenę, obniżkę na asortyment danego organizmu państwowego, służąc jednocześnie jako pojęcie z zakresu kompleksowego, kapitalistycznego terroru ideologicznego.
W wiadomościach ekonomicznych, na stronach portalów newsowych, w telewizji... bez przerwy słyszymy o bankructwie. Bankructwo przedstawiane jest jako termin pokrewny z końcem świata. Bankrut oznacza kogoś skończonego, wyrzuconego poza margines. Bankructwo danego kraju przedstawiane jest jako wyrzucenie poza nawias państwowości i utrata wszelkiej suwerenności, a nawet prawa do własnej tożsamości. W analizach i komentarzach na temat sytuacji gospodarczej w Grecji bezustannie słyszymy o "niewypłacalności", "zagrożeniu bankructwem", lub po prostu o bankructwie. Co w przypadku Grecji oznacza bankructwo? Nie oznacza tego, co podpowiada widowni zdrowy rozsądek - jest wręcz na odwrót. Bankructwo jest w systemie kapitalistycznym nie klęską, lecz zwycięstwem. Tyle, że zwycięstwem konkretnej grupy, klasy, konkretnych ludzi. Rezultatem bankructwa Grecji będzie jej kompletna, całkowita prywatyzacja, zawłaszczenie całości majątku i narzucenie maksymalnego spłacalnego programu spłat "długów". Bankructwo nie oznacza w tym wypadku, że Grecja wypada poza stawkę, że przestaje się liczyć i wychodzi poza kapitalizm - co to, to nie. Wręcz przeciwnie, Grecja z całym impetem wkracza w kapitalizm właśnie z chwilą bankructwa, które to pozwala kapitalistom na przejęcie majątku, zawłaszczenie budżetowej teraźniejszości i przyszłości. Dług, na którym kapitał robił doskonałe interesy i który sprzyjał tanim kredytom - dzięki którym obławiały się instytucje finansowe i ich państwa-siedziby - okazuje się nie być długiem kapitału, który z niego korzystał, lecz długiem obarczonego nim państwa.
Na czym polega w kapitalizmie sukces państwowej gospodarki? Bardzo ważnym i wykorzystywanym w tej materii miernikiem jest dla neoliberalnych ekonomistów wzrost gospodarczy. Zasady współczesnej ekonomii nakazują troszczyć się wyłącznie o wzrost gospodarczy (i ew. związane z nim ratingi w agencjach ratingowych). Wydatki na cele inne niż podtrzymywanie wzrostu gospodarczego stają się niedozwolone - w takim układzie rząd z polityków przemienia się w kapitalistycznych zarządców pewnego, konkretnego obszaru ekonomicznego. Wzrost gospodarczy jest uznawany za bardzo ważny wskaźnik i dzieje się tak nie bez przyczyny. W rzeczywistości mierzy on zdolność państwa do realizacji ekonomicznego programu burżuazji. Jeżeli wzrost staje się zbyt niski to dług zaczyna rosnąć, a gdy dług rośnie pojawia się niebezpieczeństwo... bankructwa...czyli całkowitego przejęcia państwa przez kapitał. W tym układzie państwo staje się kontrolowanym narzędziem wzrostu gospodarczego globalnego kapitału, może być wymieniane, poddane rozbiórce i sprywatyzowane do cna - o ile tylko będzie dostatecznie słabe i niewystarczająco dochodowe. Państwa nie przynoszące kapitałowi zysku kończą bankrutując i zostając poddane rozbiórce. Dezercja, plajta, opcja upadłości i możliwość wyjścia poza schemat nie jest przewidziana - taka opcja ostała się już tylko w języku potocznym.
Dotykamy szerszego zagadnienia. Kapitalizm nie tylko usuwa możliwość alternatywy gospodarczej z potencjalnego zakresu decyzyjnego społeczeństw - które w razie kryzysu przechodzą w ręce skorumpowanych neoliberalnych technokratów - , ale także bezustannie wykorzystuje swój aparat ideologiczny, który służy piętnowaniu wszelkich wysiłków zmierzających do przejścia w alternatywną formację gospodarczą. Niezwykle żywe w naszym społeczeństwie są koszmarne wizje związane z wynaturzeniami Białorusi, Korei Północnej, a nawet Chin (choć te ostatnie poprzez swoje wpływy wymykają się już z zasięgu kapitalistycznej propagandy). W ten sposób kapitalizm uzyskuje także władzę w przestrzeni teoretycznej, pacyfikuje potencjalne alternatywy zrównując je do (w pewnej mierze hodowanych przez siebie) obiektów reprezentujących zło absolutne. Hegemonia polityczna kapitalizmu usuwa więc: możliwość wyjścia poza system, możliwość plajty w ramach systemu, oraz wszelkie alternatywne perspektywy i systemy. Co więc oznacza bankructwo? Bankructwo oznacza przecenę, obniżkę na asortyment danego organizmu państwowego, służąc jednocześnie jako pojęcie z zakresu kompleksowego, kapitalistycznego terroru ideologicznego.
niedziela, 26 lutego 2012
Nie uprawiajmy polityki, zadowalajmy rynki
Trwa rządowa ofensywa antysocjalna. Donald Tusk lekceważy malejące słupki poparcia deklarując, że gotów jest umrzeć za swą "męską decyzję" o podniesieniu wieku emerytalnego. W mniemaniu Tuska cierpienia społeczeństwa są niczym wobec niewygody odpowiedzialności i przykrej "konieczności historycznej" jaką na swoje barki bierze premier. Sytuacja, w której polityk i jego partia świadomie psuje sobie opinię i renomę to w naszym kraju polityczne novum. Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli zrobi to co planuje to straci władzę, szacunek i najprawdopodobniej wszelką polityczną przyszłość - i kompletnie się tym nie przejmuje! Premier przestał być politykiem, nie jest ani liberałem (od którego można spodziewać się przynajmniej konkretnych wyliczeń i usprawiedliwień), ani prawicą ludową (która nie zwykła palić za sobą wszelkich mostów), stał się wraz z Platformą Obywatelską podwykonawcą zleceń - bardzo konkretnych zleceń.
W udzielonym dziś wywiadzie telewizyjnym Jan Krzysztof Bielecki (słusznie określony przez Leszka Millera mianem jednej z najbardziej wpływowych postaci polskiej polityki) wyjawił cel rządowej strategii. Ten cel to "robienie tego, czego oczekują rynki", co więcej robienie tego nawet z wyprzedzeniem ich oczekiwań! Bielecki z dwudziestoletnim zapasem wie już czego oczekiwał od Polski będzie zagraniczny kapitał - tu nie ma miejsca na elastyczność. Doktryna służby rynkom zawładnęła rządem na dobre, co więcej, lobby rynkowe (czyli lobby kapitalistów) posiada tak dużą władzę nad rządzącymi, że jest w stanie poświęcić całą dzisiejszą kadrę, byle tylko przeforsować korzystne dla siebie ustawy - i potem zastąpić stare popychadła nowszymi.
W jednym z niedawnych artykułów Forbesa apelowano o zaufanie do "rządów technokratów". Ci technokraci - przedstawieni jako naukowcy, eksperci, specjaliści z dziedziny nauk ścisłych - to nic innego jak neoliberalna kadra, przysłana prosto z magazynów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, neoliberalnych think-tanków i instytucji. U nas, ta wymarzona w artykule rzeczywistość nastała już jakiś czas temu. W ten sposób polityków zastąpiono skorumpowanymi wolą polityczną neoliberalnych grup nacisku urzędnikami niższego szczebla, figurantami - dla których jedynym zmartwieniem jest to, by utrzymać się przez pewien czas na powierzchni, zasłużyć się u swego pana, a na starość (gdy twarz zostanie utracona a zaufanie zmaleje do zera) bezpiecznie zająć miejsce w szykowanej przez pryncypała radzie nadzorczej.
W udzielonym dziś wywiadzie telewizyjnym Jan Krzysztof Bielecki (słusznie określony przez Leszka Millera mianem jednej z najbardziej wpływowych postaci polskiej polityki) wyjawił cel rządowej strategii. Ten cel to "robienie tego, czego oczekują rynki", co więcej robienie tego nawet z wyprzedzeniem ich oczekiwań! Bielecki z dwudziestoletnim zapasem wie już czego oczekiwał od Polski będzie zagraniczny kapitał - tu nie ma miejsca na elastyczność. Doktryna służby rynkom zawładnęła rządem na dobre, co więcej, lobby rynkowe (czyli lobby kapitalistów) posiada tak dużą władzę nad rządzącymi, że jest w stanie poświęcić całą dzisiejszą kadrę, byle tylko przeforsować korzystne dla siebie ustawy - i potem zastąpić stare popychadła nowszymi.
W jednym z niedawnych artykułów Forbesa apelowano o zaufanie do "rządów technokratów". Ci technokraci - przedstawieni jako naukowcy, eksperci, specjaliści z dziedziny nauk ścisłych - to nic innego jak neoliberalna kadra, przysłana prosto z magazynów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, neoliberalnych think-tanków i instytucji. U nas, ta wymarzona w artykule rzeczywistość nastała już jakiś czas temu. W ten sposób polityków zastąpiono skorumpowanymi wolą polityczną neoliberalnych grup nacisku urzędnikami niższego szczebla, figurantami - dla których jedynym zmartwieniem jest to, by utrzymać się przez pewien czas na powierzchni, zasłużyć się u swego pana, a na starość (gdy twarz zostanie utracona a zaufanie zmaleje do zera) bezpiecznie zająć miejsce w szykowanej przez pryncypała radzie nadzorczej.
piątek, 24 lutego 2012
Tanie państwo, tania niewola
Kilka dni temu usłyszałem w radio rozmowę na temat postulowanego przez polityków francuskich ujednolicenia stawki CIT na wyższym niż w Polsce poziomie (podatku płaconego przez przedsiębiorców). Ekonomiczny 'ekspert' uczestniczący w audycji, ideologiczny najemnik BCC/Lewiatana nie pozostawił na projekcie suchej nitki, z rozpędu postulując wręcz działanie odwrotne - obniżenie tegoż podatku. Jednocześnie, jak gdyby przy okazji, wymsknęło mu się stwierdzenie, że "taniość" Polski w Europie jest jej największym atutem i należy bronić jej niczym niepodległości. Jak widać, niepodległość różne ma imię - śmiem wątpić, czy nasz 'ekspert' z zachwalania "taniości" w teorii przeszedł do etapu praktykowania jej w życiu codziennym - swoje zadanie wykonał jednak aż za dobrze - przy okazji uświadamiając nam rolę jaka dla Polski szykowana jest przez neoliberalne władze i ich politykę.
Rosnąca agresja premiera i jego podwładnych, którzy z bezczelną bezwzględnością zamierzają przeforsować przez sejm podwyżkę wieku emerytalnego, działania zmierzające do prywatyzacji służby zdrowia, którymi pieczołowicie zajmuje się już duduś-arłukowicz i całkowita pustynia w obszarze planowanych inwestycji, czy tworzenia miejsc pracy uświadamiają nam, że rząd jest śmiertelnie zdeterminowany w swych działaniach - które w efekcie doprowadzą do katastrofalnego regresu cywilizacyjnego. Polityka rządu to wyprzedaż, cięcia i prawdziwie "tanie państwo" - państwo, które dobrowolnie pozbywa się majątku, pieniędzy i przyszłości. Czeka nas istna wolna amerykanka zrealizowana na zamówienie Lewiatana, Business Centre Club i zagranicznych grup kapitałowych, dla których niewolniczy kraj w granicach Europy - źródło taniej siły roboczej i rąk chwytających się każdej oferowanej pracy to świetny interes. Teraz należy już tylko całkowicie zlikwidować ostatnie obciążenia, które w przeszłości zostały wywalczone za cenę krwi i walki całych pokoleń. Prawa społeczne i socjalne, zdrowie, bezpieczna emerytura i ludzka godność zostaną odebrane. Polska przypieczętuje swój los i zostanie peryferią kapitalizmu w sercu Europy, niezwykle cenną kolonią, którą zarządzać będzie burżuazyjno-polityczny pakt neoliberalnych (kłótliwych tylko w medialnych kwestiach obyczajowych) pseudopartii.
Propaganda rządowa twierdzi, że ludzie nie znają swoich interesów i nie wiedzą co będzie im służyć. Proponowane przez premiera debaty i hucpy mają objaśniać społeczeństwu, że wersja rządu jest jedyną, oświeconą i tą wspólną. Otóż nie ma i nigdy nie będzie wspólnych interesów w sprawie emerytur i służby zdrowia! Rząd nie tylko, że nie reprezentuje żadnej całości, ale reprezentuje znikomą mniejszość, służąc wyłącznie interesom najbogatszych i bezwzględnych, ociekających brudnym szmalem elit. Nie mamy wspólnych interesów z BCC, nie pociąga nas Ziemia Obiecana Lewiatana i Bieleckiego. Konflikt, którego jesteśmy świadkami to konflikt klasowy, konflikt, w którym 90% społeczeństwa, wszyscy pracownicy najemni mają wspólny i uzasadniony interes, mają niezbywalne prawa i będą o nie walczyć.
PO, Tusk i jego poplecznicy, a także fałszywa opozycja w postaci Palikotowej podpuchy wprowadzą te zmiany jak na zlecenie. Jedynie zdecydowany opór i nieugiętość świadomych sytuacji związków zawodowych oraz faktyczna, radykalnie lewicowa alternatywa polityczna zapobiec może tej społecznej katastrofie. Pomagierzy i niewolnicy ideologii neoliberalnej prywatyzacji, kontrolowani przez wyrachowane instytucje pracobiorców (bo nikt pracy nie daje, a słowo "pracodawca" to element kłamliwej, propagandowej nowomowy) to siła, z którą w politycznym konflikcie zwyciężyć może jedynie kompletnie przeciwstawna i na wskroś antyburżuazyjna alternatywa społeczna. Rodzący się opór musi znać swoją tożsamość, protestujący muszą wiedzieć: kto w Polsce sprawuje władze i kto stoi za cofającymi nas w rozwoju decyzjami. Taki, zorganizowany i czytający sytuację społeczną opór będzie miał szansę odmienić szykowany nam los i zapobiec katastrofie permanentnej kapkolonizacji.
Rosnąca agresja premiera i jego podwładnych, którzy z bezczelną bezwzględnością zamierzają przeforsować przez sejm podwyżkę wieku emerytalnego, działania zmierzające do prywatyzacji służby zdrowia, którymi pieczołowicie zajmuje się już duduś-arłukowicz i całkowita pustynia w obszarze planowanych inwestycji, czy tworzenia miejsc pracy uświadamiają nam, że rząd jest śmiertelnie zdeterminowany w swych działaniach - które w efekcie doprowadzą do katastrofalnego regresu cywilizacyjnego. Polityka rządu to wyprzedaż, cięcia i prawdziwie "tanie państwo" - państwo, które dobrowolnie pozbywa się majątku, pieniędzy i przyszłości. Czeka nas istna wolna amerykanka zrealizowana na zamówienie Lewiatana, Business Centre Club i zagranicznych grup kapitałowych, dla których niewolniczy kraj w granicach Europy - źródło taniej siły roboczej i rąk chwytających się każdej oferowanej pracy to świetny interes. Teraz należy już tylko całkowicie zlikwidować ostatnie obciążenia, które w przeszłości zostały wywalczone za cenę krwi i walki całych pokoleń. Prawa społeczne i socjalne, zdrowie, bezpieczna emerytura i ludzka godność zostaną odebrane. Polska przypieczętuje swój los i zostanie peryferią kapitalizmu w sercu Europy, niezwykle cenną kolonią, którą zarządzać będzie burżuazyjno-polityczny pakt neoliberalnych (kłótliwych tylko w medialnych kwestiach obyczajowych) pseudopartii.
Propaganda rządowa twierdzi, że ludzie nie znają swoich interesów i nie wiedzą co będzie im służyć. Proponowane przez premiera debaty i hucpy mają objaśniać społeczeństwu, że wersja rządu jest jedyną, oświeconą i tą wspólną. Otóż nie ma i nigdy nie będzie wspólnych interesów w sprawie emerytur i służby zdrowia! Rząd nie tylko, że nie reprezentuje żadnej całości, ale reprezentuje znikomą mniejszość, służąc wyłącznie interesom najbogatszych i bezwzględnych, ociekających brudnym szmalem elit. Nie mamy wspólnych interesów z BCC, nie pociąga nas Ziemia Obiecana Lewiatana i Bieleckiego. Konflikt, którego jesteśmy świadkami to konflikt klasowy, konflikt, w którym 90% społeczeństwa, wszyscy pracownicy najemni mają wspólny i uzasadniony interes, mają niezbywalne prawa i będą o nie walczyć.
PO, Tusk i jego poplecznicy, a także fałszywa opozycja w postaci Palikotowej podpuchy wprowadzą te zmiany jak na zlecenie. Jedynie zdecydowany opór i nieugiętość świadomych sytuacji związków zawodowych oraz faktyczna, radykalnie lewicowa alternatywa polityczna zapobiec może tej społecznej katastrofie. Pomagierzy i niewolnicy ideologii neoliberalnej prywatyzacji, kontrolowani przez wyrachowane instytucje pracobiorców (bo nikt pracy nie daje, a słowo "pracodawca" to element kłamliwej, propagandowej nowomowy) to siła, z którą w politycznym konflikcie zwyciężyć może jedynie kompletnie przeciwstawna i na wskroś antyburżuazyjna alternatywa społeczna. Rodzący się opór musi znać swoją tożsamość, protestujący muszą wiedzieć: kto w Polsce sprawuje władze i kto stoi za cofającymi nas w rozwoju decyzjami. Taki, zorganizowany i czytający sytuację społeczną opór będzie miał szansę odmienić szykowany nam los i zapobiec katastrofie permanentnej kapkolonizacji.
sobota, 11 lutego 2012
Trup demokracji
Obowiązujące systemy polityczne zawsze przedstawiały się w możliwie jak najlepszym świetle. Dziś jest tak samo. Społeczeństwa krajów Zachodu żyją dziś w systemie demokratycznym. Wszystkie posunięcia polityków rządzących partii uchodzą za motywowane wolą społeczeństwa. Tak samo dzieje się z rzeczywistością ekonomiczną i polityczną, która dzięki demokratyzacji uzyskała pełnię swobody, niezależność i mandat wiecznego, niezmąconego zaufania. Każdy protestujący, każda niezgoda, każdy słuszny sprzeciw napotyka na mur, w konfrontacji z "systemem demokratycznym" staje przed koniecznością konfrontacji nie z rzeczywistością polityczną, lecz z samym sobą i z całym społeczeństwem.
Wiara w demokracją parlamentarną, która jest dziś uważana za największe osiągnięcie gatunku ludzkiego i ukoronowanie jego świętości to dziś wiara przebrzmiała, wiara czasów minionych, wiara trupa. Z wiarą tego rodzaju jest tak samo jak z - portretowaną dziś w filmach kostiumowych - wiarą ludzi średniowiecznych, gorąco wierzących w boski i ponadludzki mandat króla do sprawowania przez niego władzy absolutnej. Demokracja jest dziś ulubionym argumentem do wywoływania wojen, podejmowania krwawych i brzemiennych w złe skutki decyzji, jest orężem niszczenia sprzeciwu w wymiarze gospodarczym, kulturowym, humanistycznym i codziennym. Dzisiejsza demokracja - demokracja kapitalizmu to kaganiec, który zakładany jest społeczeństwu - kaganiec uniemożliwiający rozwój, przejście w prawdziwą samodzielność, a nawet wysuwanie samych postępowych żądań. Wiara w Zachodnią Demokracją i idące za nią "zachodnie wartości" to rezerwacja miejsca w kościele wierzących w przewagę jednostki nad siłą pieniądza - w rządzonym przez kapitał kapitalizmie. Demokracja dana panom i niewolnikom nie przedstawia sobą większej wartości. Dzisiaj demokracja jest ostatnią linią obrony władz, które nie potrafią wyobrazić sobie innego, sprawiedliwszego systemu. Nie potrafią? Nie, one nie chcą tego zrobić, słusznie boją się - bo wiedzą czym jest alternatywa.
Czym zatem jest demokracja? Czy jest sposobem wybierania władz i sprawowania kontroli? Czy jest wiarą w to, że wyposażone w nią społeczeństwo zawsze pójdzie prawą ścieżką? Czy demokracja wyczerpuje i zamyka drogę postulatom poprawy i przemian? Czy demokracja to wybór lepszy, gorszy i czy w ogóle inny od dyktatury (swego szatańskiego brata bliźniaka)?
Demokracja nie wyczerpuje niczego, co więcej - ona nie istnieje. Demokracja to mit prywatnej własności, która posługuje się nią w razie potrzeby - w chwili gdy demokracja nie jest jej potrzebna do gry wchodzi ostra amunicja i kryzys. Wobec tego - sam postulat demokracji zakrywany jest przez cień haseł Wielkiej Rewolucji Francuskiej - Wolność, Równość, Braterstwo. Demokracja nie jest orężem ludzi dążących do zmian, ani ludzi rewolucji - nie będzie prawdziwym postulatem na sztandarach przemian. Równość - oto prawdziwa demokracja, oto gwarancja prawdziwie równych szans, a równe, coraz większe szanse i szersza wiedza to gwarant braterstwa i wolności - do której droga wiedzie przez współpracę.
Rozbroimy i rozbrajamy "demokrację". Wstawiamy w to miejsce socjalizm, sprawiedliwy podział dóbr i społeczną własność. I musimy to robić, czasem nawet w samotności. Ludzie sami się nie przeciwstawią, bo nie znają i nie rozumieją zmistyfikowanej rzeczywistości, w której hegemonia i dominacja ośrodków ideologii kapdemokracji ich przytłacza. Ale, społeczeństwo wyczuwa przesłanki, które prowadzić będą do nadejścia alternatywy, bo za każdym razem gdy demokracja przestaje działać, zaczyna działać śmiertelny - dla swych wrogów - postulat równości.
Wiara w demokracją parlamentarną, która jest dziś uważana za największe osiągnięcie gatunku ludzkiego i ukoronowanie jego świętości to dziś wiara przebrzmiała, wiara czasów minionych, wiara trupa. Z wiarą tego rodzaju jest tak samo jak z - portretowaną dziś w filmach kostiumowych - wiarą ludzi średniowiecznych, gorąco wierzących w boski i ponadludzki mandat króla do sprawowania przez niego władzy absolutnej. Demokracja jest dziś ulubionym argumentem do wywoływania wojen, podejmowania krwawych i brzemiennych w złe skutki decyzji, jest orężem niszczenia sprzeciwu w wymiarze gospodarczym, kulturowym, humanistycznym i codziennym. Dzisiejsza demokracja - demokracja kapitalizmu to kaganiec, który zakładany jest społeczeństwu - kaganiec uniemożliwiający rozwój, przejście w prawdziwą samodzielność, a nawet wysuwanie samych postępowych żądań. Wiara w Zachodnią Demokracją i idące za nią "zachodnie wartości" to rezerwacja miejsca w kościele wierzących w przewagę jednostki nad siłą pieniądza - w rządzonym przez kapitał kapitalizmie. Demokracja dana panom i niewolnikom nie przedstawia sobą większej wartości. Dzisiaj demokracja jest ostatnią linią obrony władz, które nie potrafią wyobrazić sobie innego, sprawiedliwszego systemu. Nie potrafią? Nie, one nie chcą tego zrobić, słusznie boją się - bo wiedzą czym jest alternatywa.
Czym zatem jest demokracja? Czy jest sposobem wybierania władz i sprawowania kontroli? Czy jest wiarą w to, że wyposażone w nią społeczeństwo zawsze pójdzie prawą ścieżką? Czy demokracja wyczerpuje i zamyka drogę postulatom poprawy i przemian? Czy demokracja to wybór lepszy, gorszy i czy w ogóle inny od dyktatury (swego szatańskiego brata bliźniaka)?
Demokracja nie wyczerpuje niczego, co więcej - ona nie istnieje. Demokracja to mit prywatnej własności, która posługuje się nią w razie potrzeby - w chwili gdy demokracja nie jest jej potrzebna do gry wchodzi ostra amunicja i kryzys. Wobec tego - sam postulat demokracji zakrywany jest przez cień haseł Wielkiej Rewolucji Francuskiej - Wolność, Równość, Braterstwo. Demokracja nie jest orężem ludzi dążących do zmian, ani ludzi rewolucji - nie będzie prawdziwym postulatem na sztandarach przemian. Równość - oto prawdziwa demokracja, oto gwarancja prawdziwie równych szans, a równe, coraz większe szanse i szersza wiedza to gwarant braterstwa i wolności - do której droga wiedzie przez współpracę.
Rozbroimy i rozbrajamy "demokrację". Wstawiamy w to miejsce socjalizm, sprawiedliwy podział dóbr i społeczną własność. I musimy to robić, czasem nawet w samotności. Ludzie sami się nie przeciwstawią, bo nie znają i nie rozumieją zmistyfikowanej rzeczywistości, w której hegemonia i dominacja ośrodków ideologii kapdemokracji ich przytłacza. Ale, społeczeństwo wyczuwa przesłanki, które prowadzić będą do nadejścia alternatywy, bo za każdym razem gdy demokracja przestaje działać, zaczyna działać śmiertelny - dla swych wrogów - postulat równości.
sobota, 29 października 2011
Wielki kryzys i perspektywy
Wielki kryzys
Europę czeka stagnacja. Wszystko wskazuje na to, że kryzys jaki obserwujemy dopiero się rozpoczyna, 'Grecki Problem' stał się problemem nie tylko Unii Europejskiej ale i całej światowej gospodarki kapitalistycznej i samego jej jądra. Spadać będą ratingi kolejnych krajów Europy [1], prognozy wzrostu lecą w dół [2] i szybko wzrasta bezrobocie [3]. Kryzys jaki obecnie trwa jest największym kryzysem w historii kapitalizmu, jest także nadal w fazie swego rozwoju. Wielka zapaść 'spekulacyjnego' sektora finansowego dopiero zaczyna odciskać swoje piętno na 'realnej gospodarce'. Mamy do czynienia ze zmianami, które odmienią i doprowadzą do przedefiniowania polityki gospodarczej dotychczasowych, największych potęg ekonomicznych. UE, USA, Chiny... w tym momencie cały świat, cała globalna wioska pogrążona jest w kapitalistycznym kryzysie - nie ma już bardziej znaczącego podmiotu, który nie byłby dotknięty jego efektami. Są i będą to czasy wielkich ruchów, wielkich zmian i wielkiego chaosu, w którym sytuacja ulega zmianie z godziny na godzinę, w którym stare potęgi ulec mogą nowym - jest to czas wielkich rozstrzygnięć, które zadecydują o kierunku przyszłych zmian gospodarczych, politycznych i cywilizacyjnych.
Jednak interwencjonizm
To wolny rynek odpowiedzialny jest za kryzys, to neoliberalne koncepcje stoją za wydarzeniami, jakie obserwujemy. Żaden spośród unijnych przywódców nie zakwestionował potrzeby i konieczności interwencji państw UE w gospodarcze problemy strefy. Wspólna polityka ekonomiczna na poziomie kontynentalnym, interwencjonizm zakrojony na niespotykaną w historii skalę i olbrzymi wzrost znaczenia funduszy ratunkowych - oto efekty procesu państwowo-publicznej kontroli jakiej poddawany jest prywatny sektor gospodarki. Krótkotrwałe okazały się wzrosty jakie odnotowały światowe giełdy po ekonomicznym szczycie, którego postanowienia ocalić miały UE przed narastaniem kryzysu. Podczas szczytu postanowiono zwiększyć budżet Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej do biliona euro, zdecydowano się obciąć grecki dług o 100 mld Euro, lecz jednocześnie 100 mld ma zostać przeznaczone na rekapitalizację banków. Banki będą zmuszone szukać tego kapitału, z "restrukturyzacji i konwersji długu na instrumenty kapitałowe" - mowa o sprzedaży obligacji i innych aktywów, które docelowo zwiększać mają ich kapitał. Dopiero kolejnym punktem 'pakietu rekapitalizacyjnego' jest bezpośrednie wsparcie finansowe przez rządy państw UE, a ostatnią możliwością jest pożyczka udzielona przez EFSF. Mimo obszernych postanowień szczytu nie można mieć najmniejszych złudzeń - Grecja zbankrutowała i wszelka suma długu przekraczająca 50% PKB (a po postanowieniach dług Grecji powinien utrzymać się na poziomie 120% PKB) oznacza dla tego kraju niemożność i brak zdolności do wyjścia z zapaści ekonomicznej.
Ten fakt skłonił władze państwa do ogłoszenia referendum w sprawie przyjęcia drugiego pakietu pomocy i programu drastycznych cięć. Premier Grecji - Jeorjos Papandreu dzięki tej decyzji wyjątkowo zmyślnie zaszantażował i obezwładnił unijną gospodarkę. Sektor prywatny - szczególnie finansowy - panicznie zareagował na te wieści i giełdami zawładnął kolor spadków [4], teraz UE musi przedstawić lepszy projekt naprawy gospodarki Grecji, lub pogodzić się z perspektywą jeszcze większych strat dla kapitalistów- straty te odcisną się boleśnie na kondycji całej Europy i wywołają ogromną utratę zaufania. Jeżeli Europa zdecyduje się ratować swoją sytuację na rynku to będą czekały nas kolejne decyzje rodem z gospodarki centralnie planowanej.
Zachód/Chiny?
Nie ulega wątpliwości, że każde pogorszenie się sytuacji gospodarczej w Europie będzie miało swoje dalekosiężne skutki w krajach takich jak Chiny. Trwają rozmowy z Pekinem [5] - Chińczycy niechętnie jednak będą fundować Europie kurację [6]. Choć wydatki na fundusz pomocowy i łatanie dziur najpewniej wiązałyby się ze wzrostem udziałów i wpływów - to dla Chin istnieje obecnie tyle dróg i scenariuszy rozwoju/ekspansji, że nie ma mowy by 'wielki żółty brat' skazany był na kooperację z tonącą łajbą strefy euro. Wkrótce dojdzie do istotnego przetasowania na politycznej mapie wpływów, na chwilę obecną nie wiadomo kto wyjdzie zeń zwycięsko i czy będzie to Europa i Stany Zjednoczone, czy też Chiny, lub grupa innych państw pozostaje kwestią otwartą. Obecnie, gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę 'Arabską Wiosnę Ludów' i zintensyfikowany ruch kapitału na całym świecie nie istnieją jasne, jednoznaczne wnioski, a wszelkie przewidywania weryfikowane będą przez okres następnych lat. Jednakowoż nieprzypadkowo to najbardziej rozregulowane rynkowo państwa mają obecnie największe kłopoty - gospodarka Chin, gdzie mówić można raczej o kapitalizmie państwowym niźli wolnorynkowym będzie z pewnością odporniejsza na wszelkie zawirowania i ich następstwa.
Jaki kryzys, taka polityka?
"Nie mogę dłużej patrzeć na sondaże, w których większość jest przeciwko ugodzie, w których większość jest przeciwna programowi ale jednocześnie, w których większość opowiada się także za pozostaniem w strefie euro" - rzekł ostatnio na temat sytuacji w swoim kraju minister finansów Grecji [7]. To właśnie w tych wynikach sondaży drzemie największa szansa i największy potencjał dla politycznej alternatywy wobec liberalnych programów. Dziś cała gospodarcza opozycja polityczna jest w posiadaniu tego leku. Nadal żywy i aktualny jest projekt europejskiej 'unii narodów', projekt integracji gospodarczej, kulturowej i projekt wspólnej waluty dla kontynentu - to co uległo zmianie to rodzaj pożądanego przez społeczeństwo systemu ekonomicznego. Polityka cięć wywołuje rosnący, masowy gniew społeczny - wywołuje go szczególnie, gdyż prowadzona jest wyłącznie zgodnie z interesami szczytów władzy gospodarczej. W czasach, w których rozstrzyga się przyszłość unijnej gospodarki społeczeństwo wyraźnie łaknie alternatywy dla wolnorynkowej dyktatury 'świętej', kapitalistycznej stopy zysku. Historia i teraźniejszość wyraźnie wskazuje, że czasy kryzysu są wymarzoną okazją dla sił nacjonalistycznych, które rosną w siłę niesione na fali lęku narodów przed ich ubożeniem. Już spostrzec możemy jak do głosu dochodzą prawicowe i izolacjonistyczne w tendencjach ugrupowania (szczególnie w zamożniejszych państwach [8]). Jeśli liberalna doktryna nie sprosta wyzwaniom - a wiele na to wskazuje - to nastanie nowa era dla socjalistycznych projektów gospodarczych. Przyszłość pokaże czy Europa po kryzysie będzie Europą Narodów, czy też Europą Nacjonalizmów.
[1] http://forsal.pl/artykuly/557801,najwyzszy_rating_francji_zagrozony_paryz_juz_nie_jest_wiarygodny_w_oczach_inwestorow.html
[2] http://biznes.onet.pl/ubs-obnizyl-prognoze-pkb-dla-polski-za-2012-r-do-2,18490,4895676,1,news-detal
[3] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/hiszpania-najwyzsze-bezrobocie-od-15-lat,1,4893814,wiadomosc.html
[4] http://gielda.onet.pl/nyt-fala-uderzeniowa-z-grecji-moze-zalamac-gospoda,18489,4895627,1,news-detal
[5] http://rt.com/news/eu-china-bailout-fund-967/
[6] http://rt.com/news/china-refrain-saving-euro-863/
[7] http://wallstcheatsheet.com/economy/papandreou-shocks-european-leaders-with-call-for-referendum-on-debt-accord.html/
[8] http://www.hurriyetdailynews.com/n.php?n=rebel-lawmakers-want-referendum-on-uk-leaving-european-union-2011-10-24
Europę czeka stagnacja. Wszystko wskazuje na to, że kryzys jaki obserwujemy dopiero się rozpoczyna, 'Grecki Problem' stał się problemem nie tylko Unii Europejskiej ale i całej światowej gospodarki kapitalistycznej i samego jej jądra. Spadać będą ratingi kolejnych krajów Europy [1], prognozy wzrostu lecą w dół [2] i szybko wzrasta bezrobocie [3]. Kryzys jaki obecnie trwa jest największym kryzysem w historii kapitalizmu, jest także nadal w fazie swego rozwoju. Wielka zapaść 'spekulacyjnego' sektora finansowego dopiero zaczyna odciskać swoje piętno na 'realnej gospodarce'. Mamy do czynienia ze zmianami, które odmienią i doprowadzą do przedefiniowania polityki gospodarczej dotychczasowych, największych potęg ekonomicznych. UE, USA, Chiny... w tym momencie cały świat, cała globalna wioska pogrążona jest w kapitalistycznym kryzysie - nie ma już bardziej znaczącego podmiotu, który nie byłby dotknięty jego efektami. Są i będą to czasy wielkich ruchów, wielkich zmian i wielkiego chaosu, w którym sytuacja ulega zmianie z godziny na godzinę, w którym stare potęgi ulec mogą nowym - jest to czas wielkich rozstrzygnięć, które zadecydują o kierunku przyszłych zmian gospodarczych, politycznych i cywilizacyjnych.
Jednak interwencjonizm
To wolny rynek odpowiedzialny jest za kryzys, to neoliberalne koncepcje stoją za wydarzeniami, jakie obserwujemy. Żaden spośród unijnych przywódców nie zakwestionował potrzeby i konieczności interwencji państw UE w gospodarcze problemy strefy. Wspólna polityka ekonomiczna na poziomie kontynentalnym, interwencjonizm zakrojony na niespotykaną w historii skalę i olbrzymi wzrost znaczenia funduszy ratunkowych - oto efekty procesu państwowo-publicznej kontroli jakiej poddawany jest prywatny sektor gospodarki. Krótkotrwałe okazały się wzrosty jakie odnotowały światowe giełdy po ekonomicznym szczycie, którego postanowienia ocalić miały UE przed narastaniem kryzysu. Podczas szczytu postanowiono zwiększyć budżet Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej do biliona euro, zdecydowano się obciąć grecki dług o 100 mld Euro, lecz jednocześnie 100 mld ma zostać przeznaczone na rekapitalizację banków. Banki będą zmuszone szukać tego kapitału, z "restrukturyzacji i konwersji długu na instrumenty kapitałowe" - mowa o sprzedaży obligacji i innych aktywów, które docelowo zwiększać mają ich kapitał. Dopiero kolejnym punktem 'pakietu rekapitalizacyjnego' jest bezpośrednie wsparcie finansowe przez rządy państw UE, a ostatnią możliwością jest pożyczka udzielona przez EFSF. Mimo obszernych postanowień szczytu nie można mieć najmniejszych złudzeń - Grecja zbankrutowała i wszelka suma długu przekraczająca 50% PKB (a po postanowieniach dług Grecji powinien utrzymać się na poziomie 120% PKB) oznacza dla tego kraju niemożność i brak zdolności do wyjścia z zapaści ekonomicznej.
Ten fakt skłonił władze państwa do ogłoszenia referendum w sprawie przyjęcia drugiego pakietu pomocy i programu drastycznych cięć. Premier Grecji - Jeorjos Papandreu dzięki tej decyzji wyjątkowo zmyślnie zaszantażował i obezwładnił unijną gospodarkę. Sektor prywatny - szczególnie finansowy - panicznie zareagował na te wieści i giełdami zawładnął kolor spadków [4], teraz UE musi przedstawić lepszy projekt naprawy gospodarki Grecji, lub pogodzić się z perspektywą jeszcze większych strat dla kapitalistów- straty te odcisną się boleśnie na kondycji całej Europy i wywołają ogromną utratę zaufania. Jeżeli Europa zdecyduje się ratować swoją sytuację na rynku to będą czekały nas kolejne decyzje rodem z gospodarki centralnie planowanej.
Zachód/Chiny?
Nie ulega wątpliwości, że każde pogorszenie się sytuacji gospodarczej w Europie będzie miało swoje dalekosiężne skutki w krajach takich jak Chiny. Trwają rozmowy z Pekinem [5] - Chińczycy niechętnie jednak będą fundować Europie kurację [6]. Choć wydatki na fundusz pomocowy i łatanie dziur najpewniej wiązałyby się ze wzrostem udziałów i wpływów - to dla Chin istnieje obecnie tyle dróg i scenariuszy rozwoju/ekspansji, że nie ma mowy by 'wielki żółty brat' skazany był na kooperację z tonącą łajbą strefy euro. Wkrótce dojdzie do istotnego przetasowania na politycznej mapie wpływów, na chwilę obecną nie wiadomo kto wyjdzie zeń zwycięsko i czy będzie to Europa i Stany Zjednoczone, czy też Chiny, lub grupa innych państw pozostaje kwestią otwartą. Obecnie, gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę 'Arabską Wiosnę Ludów' i zintensyfikowany ruch kapitału na całym świecie nie istnieją jasne, jednoznaczne wnioski, a wszelkie przewidywania weryfikowane będą przez okres następnych lat. Jednakowoż nieprzypadkowo to najbardziej rozregulowane rynkowo państwa mają obecnie największe kłopoty - gospodarka Chin, gdzie mówić można raczej o kapitalizmie państwowym niźli wolnorynkowym będzie z pewnością odporniejsza na wszelkie zawirowania i ich następstwa.
Jaki kryzys, taka polityka?
"Nie mogę dłużej patrzeć na sondaże, w których większość jest przeciwko ugodzie, w których większość jest przeciwna programowi ale jednocześnie, w których większość opowiada się także za pozostaniem w strefie euro" - rzekł ostatnio na temat sytuacji w swoim kraju minister finansów Grecji [7]. To właśnie w tych wynikach sondaży drzemie największa szansa i największy potencjał dla politycznej alternatywy wobec liberalnych programów. Dziś cała gospodarcza opozycja polityczna jest w posiadaniu tego leku. Nadal żywy i aktualny jest projekt europejskiej 'unii narodów', projekt integracji gospodarczej, kulturowej i projekt wspólnej waluty dla kontynentu - to co uległo zmianie to rodzaj pożądanego przez społeczeństwo systemu ekonomicznego. Polityka cięć wywołuje rosnący, masowy gniew społeczny - wywołuje go szczególnie, gdyż prowadzona jest wyłącznie zgodnie z interesami szczytów władzy gospodarczej. W czasach, w których rozstrzyga się przyszłość unijnej gospodarki społeczeństwo wyraźnie łaknie alternatywy dla wolnorynkowej dyktatury 'świętej', kapitalistycznej stopy zysku. Historia i teraźniejszość wyraźnie wskazuje, że czasy kryzysu są wymarzoną okazją dla sił nacjonalistycznych, które rosną w siłę niesione na fali lęku narodów przed ich ubożeniem. Już spostrzec możemy jak do głosu dochodzą prawicowe i izolacjonistyczne w tendencjach ugrupowania (szczególnie w zamożniejszych państwach [8]). Jeśli liberalna doktryna nie sprosta wyzwaniom - a wiele na to wskazuje - to nastanie nowa era dla socjalistycznych projektów gospodarczych. Przyszłość pokaże czy Europa po kryzysie będzie Europą Narodów, czy też Europą Nacjonalizmów.
[1] http://forsal.pl/artykuly/557801,najwyzszy_rating_francji_zagrozony_paryz_juz_nie_jest_wiarygodny_w_oczach_inwestorow.html
[2] http://biznes.onet.pl/ubs-obnizyl-prognoze-pkb-dla-polski-za-2012-r-do-2,18490,4895676,1,news-detal
[3] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/hiszpania-najwyzsze-bezrobocie-od-15-lat,1,4893814,wiadomosc.html
[4] http://gielda.onet.pl/nyt-fala-uderzeniowa-z-grecji-moze-zalamac-gospoda,18489,4895627,1,news-detal
[5] http://rt.com/news/eu-china-bailout-fund-967/
[6] http://rt.com/news/china-refrain-saving-euro-863/
[7] http://wallstcheatsheet.com/economy/papandreou-shocks-european-leaders-with-call-for-referendum-on-debt-accord.html/
[8] http://www.hurriyetdailynews.com/n.php?n=rebel-lawmakers-want-referendum-on-uk-leaving-european-union-2011-10-24
sobota, 16 kwietnia 2011
Europa na prawo
Susza u źródeł rewolucji
W jednym z ostatnich wywiadów Grzegorz Kołodko, uważany za jednego z czołowych ekonomistów ruchu alternatywy w Polsce - i słusznie zważywszy na popularność w naszym kraju dinozaurów neoliberalizmu pokroju Leszka B. - wyraźnie dał do zrozumienia, że nie widzi alternatywy dla systemu kapitalistycznego. Nie ma wobec tego w jego dyskursie konfrontacji stanu obecnego z utopią, możliwością zmiany czy nawet znamion jakiejkolwiek alternatywy. Można się spierać, czy przypadkiem nie jest to rutynowa przypadłość wielu ekonomistów, którzy operują słupkami wskaźników nie będąc w istocie zaangażowanymi w jakiekolwiek rozważania nad samą mechaniką w jakiej się poruszają (pomimo tego, że nieraz odmienna sytuacja wpływałaby na ich różnie pojętą korzyść). Jednocześnie Profesor Reykowski w Tygodniku Przegląd formułuje program lewicy, który zakłada działalność wewnątrz kapitalizmu, najlepiej tego bogatego. Ta dolegliwość wydaje się być jednak poważniejszą chorobą, objawy widoczne są w całym życiu publicznym Polski. "Ciąża w firmie na koszt... podatnika" - czytamy w jednym z tytułów Gazety Wyborczej, w TVN 24 Radosław Sikorski pozbawia moralnego prawa do władzy Kaddafiego, z kolei Sławomir Sierakowski zajmuje się podkreślaniem Polskiej nienawiści do Imperium Sowieckiego i niedemokratyczności Chin [interwencja jak w Libii?] a inne źródła męczą nas szczegółami na temat zagadnień związanych z urokami katastrofy smoleńskiej. Syreny przypominają nam o cierpieniu jakie mamy współodczuwać z narodem. Najgorszym wrogiem prawdziwie Polskiego Polaka pozostaje żydokomuna, z tą różnicą że po jednej stronie bardziej żydo, po drugiej bardziej komuna. W tym świecie można czuć się niczym turysta w Zoo z tylko jednym gatunkiem małpy w klatkach. Ten proces jaki przebiega prowadzi na prawo całą opinię publiczną. Utwierdzać ma nas w przekonaniu o sile i stabilności jeśli nie neoliberalizmu to kapitalizmu ekonomicznego. Jeśli dyskusja nie obejmuje alternatywy systemu, szybko przemienia się w rozmyślania bogatych nad tym, czy przypadkiem nie czas już, żeby coraz bardziej niezadowolonemu społeczeństwu rzucić kilka dodatkowych ochłapów. Daleki jestem również od optymizmu i wiary w wydolność środowiska akademickiego Zachodu - a co dopiero Polski - jeśli chodzi o awangardowe posunięcia na scenie politycznej. Sama przyjemna debata na temat trendów kulturowych czy próba syntezy ich z geopolityczną sytuacją nie jest w stanie przybliżyć kogokolwiek do uformowania się realnych struktur czy ruchów zdolnych do zmiany paradygmatu ekonomicznego. Atmosfera swoistego wyczekiwania jaka pojawiła się w środowisku lewicy i w pewnych obszarach warstw inteligencji od chwili 'Arabskiej Wiosny Ludów' jest swego rodzaju oszustwem i zawłaszczaniem rebelii ubogich warstw państw Bliskiego Wschodu na rzecz swojej lokalnej sytuacji. "Obetniecie nam stypendia, a zrobimy wam Egipt!" - grozi środowisko akademickie systemowi neoliberalnemu. Sama groźba brzmi całkiem do rzeczy, na płaszczyźnie interesu środowiska akademickiego pozostaje jednak nadal - tylko to stypendium - po, którego otrzymaniu lwia część powróci do sprzyjania misji demokratycznej Nato w Libii - jeśli do tej pory tego nie robiła.
Europa na prawo
Trudno być optymistą, kiedy obserwujemy jak społeczeństwa stają się coraz bardziej konserwatywne, a 'demokracja' rozumiana bardziej jako zachodni styl życia staje się kulturowym syndromem wykluczania możliwości partnerstwa dla 2/3 świata. 'Demokracja' stała się bowiem karykaturą samej siebie. Okazuje się, że tylko demokracja państw najbardziej rozwiniętych i kapitalistycznych ma prawo być arbitrem dla innych, niedorozwiniętych krajów, gdzie nadal panuje niemodna bieda. Europa idzie na prawo, widać to nie tylko po rosnącym poparciu dla skrajnie prawicowych partii ale i skutecznych działaniach takowych gdy te dostają się do władzy, jak choćby na Węgrzech. Rynki finansowe nie znają świętości ani nie zamierzają z sentymentu inwestować w Europie, jeżeli lepsze warunki znaleźć mogą w krajach poza EU czy USA. Tym samym odpływ kapitału zmusza Europę do kolejnych ustępstw i odejścia od praw wywalczonych w toku kształtowania się formuły państwa opiekuńczego w wieku XX. Ludność Europy broni się kierując swe oczy w stronę skrajnej prawicy. Nie ma już bowiem zaufania dla lewicowych partii, które pod szyldem socjaldemokracji wprowadzały kolejne destrukcyjne dla rynków pracy i solidaryzmu społecznego reformy. Tymczasem rządzący w wielu państwach giganci liberalnej doktryny, którzy przegrali starcie o postawienie się międzynarodowemu kapitałowi próbują ratować się akcjami militarnymi, które napędzać mają koniunkturę i dostarczać funduszy by łatać odpływ inwestorów na rodzimych rynkach - tak interpretować można wojnę w Libii. Cała sytuacja na Bliskim Wschodzie jest wobec tego podwójnie przykra dla państw Europejskich i Stanów. Groźba utraty wpływów w roponośnym regionie, przy jednoczesnych gigantycznych utopionych środkach w prywatny sektor podczas kryzysu i braku jakiejkolwiek nad nimi kontroli zwiastuje perspektywę społecznego fermentu wywodzącego się z widma niewypłacalności dotychczasowych praw socjalnych. Przed wielkimi trudnościami stanie także sama koncepcja Unii Europejskiej. Bogate państwa już teraz przejawiają rosnący opór przed dalszym finansowaniem i pomaganiem krajom w trudniejszej sytuacji finansowej. Gdy skończą się płynące potokiem dopłaty - sytuacja w biedniejszych krajach ulegnie pogorszeniu zwiastującemu wręcz katastrofę - jednocześnie rynki państw takich jak Niemcy odnotują wzrost a kraje prawdziwie majętne wzbogacą się kosztem izolacji i rosnących sprzeczności w regionie. Przy takim rozwoju wypadków staniemy się świadkami niebezpiecznego chaosu, sprzyjającego wszelkim skrajnym odmianom prawicowej ideologii w dojściu do władzy.
Zmiana polityki zagranicznej
Na własne oczy obserwujemy jak zmienia się polityka zagraniczna w Europie. Dotąd będące stricte zgodnymi z interesem USA środowiska otwierają się na współpracę z Rosją i idą jej na ustępstwa formując partnerstwo - inspirowane z rozkazu Ameryki. Ta nieuchronna wspólnota interesów USA, UE oraz Rosji wskazuje na rosnące zagrożenie ze strony gospodarek rosnących w siłę takich jak Chiny czy Indie. W tych stających się potęgami państwach kontrola nad nimi zachodniego kapitału jest tak samo umowna jak władza Zachodnich rządów nad ich gospodarką. Jednocześnie NATO wraz z USA instrumentalnie odnosi się do Bliskiego Wschodu, gdzie mnoży sobie wrogów kolejną kampanią wojenną - tym razem w Libii. Tym samym sytuacja staje się coraz bardziej napięta. NATO dało jasny sygnał jak instrumentalnie jest w stanie posłużyć się ONZ i zademonstrowało na przykładzie Libijskim jakimi środkami planuje uzyskiwać przewagę gospodarczą nad pozostałymi podmiotami. Obserwujemy bitwę kapitalizmów w różnym wydaniu. Gdzieś osobno od poszczególnych decyzji rządów państw ma miejsce także transfer i subtelnie prowadzona wojna inwestorów giełdowych. To Wall Street chce dyktować USA jak bardzo kraj ten może się zadłużyć, to Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy chcą pełnić rolę bardzo konkretnego (mimo promowania koncepcji 'wolnego rynku') modulatora gospodarki światowej z ramienia elity finansjery. Jak gdyby zawieszone w powietrzu rządy państw Europejskich i USA balansują między zaspokajaniem rosnącego apetytu kapitału światowego a zapobieganiem rewolcie społecznej, którą spowodować może rosnące rozwarstwienie i nierówność w podziale środków ze wzrostu gospodarczego. W obliczu śmierci alternatywnych od kapitalizmu modeli ideologicznych, wszystkie partie polityczne, zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej proponują różnorodne rozwiązania w polityce wewnętrznej Europy na bazie kapitalizmu. Jednocześnie wszystkie te partie stosują te same izolacjonistyczne i ksenofobiczne postawy w stosunku do innych krajów i nimi będą kierować się przy prowadzeniu gospodarczej polityki zagranicznej. Wydaje się, że ta tendencja do domykania rynków pracy przed imigrantami przy jednoczesnym odpływie kapitału do państw rozwijających się będzie pełniła kluczową rolę w rozwoju sytuacji w Europie. Zauważyć należy jednak, że kapitał posiada wewnętrzne, rosnące sprzeczności. Burżuazja podzieliła się na z jednej strony fragmentarycznie patriotyczną, inwestującą w wysokie technologie pochodzące z Europy, i na tą drugą: lokującą swoje interesy w krajach rozwijających się, kompradorską o nasyceniu spekulacyjnym. Poziom komplikacji przepływu finansowego na świecie doprowadził do izolacji i indywidualizacji wielu potencjalnie podmiotowych struktur kapitałowych. Koncerny przemysłu zbrojeniowego i finansowe zaplecze neoliberalizmu jest jednak nadal najstabilniejszą finansową strukturą, jak do tej pory egzystującą przede wszystkim przy interesach Stanów Zjednoczonych, co może jednak łatwo ulec zmianie. Pozostałe, możliwie alternatywne jednostki ekonomiczne wydają się nie być dostatecznie autonomiczne by samodzielnie kreować politykę państwową. Tym samym wiodące liberalne grupy interesu mogą okazać się zbyt silnie narodowymi by zamortyzować faszyzację polityczną.
Bezruch społeczny
Dopóki trwał będzie bezruch społeczeństwa Europy i USA, dopóki stabilność wyznaczonej hierarchii ustroju będzie przekonująca, dopóty wszelkie interwencje w obronie tego wydzielonego prosperity będą prawomocne. To wrażenie stabilności, jakim otoczona jest perspektywa kapitalistyczna ma maskować niestałość tendencji ekonomicznych, które nią rządzą. Konsumpcyjna konstrukcja nowoczesnego kapitalizmu tworzy na tyle nośną i nienasyconą przestrzeń, że zdecydowanej większości nie jest dane kiedykolwiek poza nią wyjść. O tyle o ile konsumpcyjny styl życia na Zachodzie jest czymś wynikłym wprost z historycznego awansu i bogacenia się społeczeństwa, to zadziwiająco skutecznie model ten funkcjonuje również w państwach praktycznie pozbawionych szans na szerszy dostęp do konsumpcyjnych dóbr. Bogactwo, majątek, status jest czymś co uchronić ma przed niepewnością jaka udziela się każdemu w kapitalizmie. System tym samym udziela odpowiedzi samemu sobie, będąc odpowiedzią na własny, opresyjny charakter. "Czujesz się niepewnie? Boisz się, że zdechniesz na ulicy nikogo nie obchodząc? Dorób się!" - taki wewnętrzny głos krąży po masach, tworząc z każdej istoty ludzkiej sprowadzoną do popędu mróweczkę. Rzeczywistość uświadamia nam jak długo utrzymywać może się taki stan rzeczy. Status stoi na szczycie wszystkich współczesnych wartości kapitalistycznego świata. Świadomość, że status szerszej grupy i sytuacja całego społeczeństwa stanowi gwarant własnego samopoczucia i bezpieczeństwa jest zarezerwowana dla właścicieli kapitału i rządzących. Ten znany od dawna proces indywidualizacji, atomizacji społeczeństwa jest dziś czymś szczególnie widocznym. Symboliczna samotność w tłumie, cisza pełna wzajemnej wrogości i wyrachowanie to objawy ogłuszenia mas, które będzie trwało tak długo, jak długo system przynosił będzie dostateczne profity by podtrzymywać tą znieczulicę. Perspektywa humanistyczna, ogólnoludzka i równościowa nie przemawia do druzgocącej większości. Jest czymś naturalnym godzić się na powszechny egoizm. Przeciwdziałać stara się temu jedynie dyskurs narodowy, który apeluje do nas o solidaryzm na szczeblu narodu. Jest to oczywiste, jak fałszywy musi być ten dyskurs, lub jak bardzo zakłamana jako niedostępna i fikcyjna jest perspektywa ogólnoludzka. Co wobec tego może być tym czynnikiem izolującym społeczeństwa narodowe od szerszej perspektywy? Zarówno narodowa organizacja państwa, wciąż bariera językowa, oraz szeroko pojęta kultura, która wykorzystywana jest jako narzędzie izolacji. Kultura międzynarodowa dostępna jest dla wybranych. Języki konferencyjne i etykieta unormowanych zachowań przemieszcza się wraz z globalną ekspansją kapitału. Masy w swojej pełnej złości odpowiedzi na pogarszające się ich warunki bytowania skazane są na użycie dostępnego, lokalnego systemu pojęciowego, symbolicznego, kulturowego. Ta perspektywa uświadamia nam jak daleko jeszcze w swoim procesie zajść musi globalizacja by przekształcić hierarchie narodowe we w pełni klasowe. Tym samym współczesne społeczeństwa wciąż wydają się być podatne na faszyzujące je i izolujące od szerszej perspektywy procesy.
Przestrzeń pod wyzysk
Przepowiadany kres kolonializmu nie następuje. Możesz mieć tyle demokracji, ile tylko pragniesz, ale jeżeli jest ona wprowadzana z pomocą przewagi wojskowej twoich bogatszych sąsiadów, jest to tak fałszywa demokracja jak demokratyczny jest dzisiejszy Irak. Perspektywą dla bliskiej przyszłości zdaje się być epoka wtórnego kolonializmu ekonomicznego. Poszczególne bogacące się i ubożejące rynki narodowe tworzą nieustanne, zapętlone koło wyzysku i drenażu finansowego. Ta huśtawka koniunktury nie odbywa się jednak bez konsekwencji. Reakcją na niższy i pogarszający się status ekonomiczny Niemiec po I Wojnie Światowej była ideologia nazizmu. Reakcją na strach przed zapaścią ekonomiczną i fiaskiem polityki Unii Europejskiej będzie i jest już ten sam izolacjonistyczny trend w państwach bogatej Unii. Funkcję rozbrajania tej tendencji mogą mieć Europejskie grupy gospodarcze i inwestycyjne, dla których izolacjonizm stanowił będzie katastrofalny spadek konkurencyjności. Jednakowoż ideologia liberalizmu jaka będzie przy okazji tej próby rozbrajania stosowana nie zaskarbi już sobie prawdopodobnie wymaganego poparcia społecznego. Tymczasem nikt nie wyłoży środków na perspektywę międzynarodowej polityki socjalistycznej, nikt też nie wydaje się być nią zainteresowany. Jeśli liberalizm ma zwyciężyć z tą faszyzacją bez ingerencji ideologii internacjonalizmu socjalistycznego będzie musiał zrezygnować z narodowego uwiązania do USA i dominacji stosowanego przez Stany neoliberalizmu. Jednakowoż reakcja samych Stanów na tą decyzję o separacji nie będzie już zależała od kapitału. Pozostaje nadzieja w inteligencję rządzących i pragnienie z ich strony na uniknięcie szerszej skali konfliktów natury tak samo ekonomicznej jak i militarnej. Ewolucja systemowa w krótkich odcinkach historycznych przyjmować może nie liniowy, a wahadłowy ruch i prawdopodobne wydaje się być krążenie między tendencjami narodowo-socjalistycznymi a liberalnymi o rosnącym szczeblu. Współczesny wolnorynkowy kapitalizm chce sprzedawać się jako nowe lekarstwo, zbudowane na zgliszczach złego, starego. Kłamstwo rwanej historii to prosty mechanizm mający zasłonić procesualny charakter dziejów. W przeszłości siła Europejskich socjalistycznych partii w okresie międzywojennym okazała się iluzoryczna, a socjaldemokracja przyłożyła rękę do rozwoju polityki militaryzmu, prowadzącego w rezultacie do wojny. Wielki kapitał wtedy istniejący w o wiele mniej konkretnym kształcie również nie zapobiegł konfliktowi. Współcześnie siła socjalistycznych i internacjonalistycznych frakcji jest tak samo, a może nawet bardziej namacalnie iluzoryczna, o co zadbał imperializm i jego zamaskowane odłamy rozrzucone od prawicy po lewicę. Rozwinął się natomiast sam kapitał, formułując ponadnarodowe, globalne reguły gry. Rynek i kapitał może się jednak okazać zbyt mało jednomyślny by zapobiec procesowi faszyzacji, a nawet sam może przyłożyć do tego procesu rękę, wietrząc w konfliktach różnorodnej natury wspaniałą okazję do robienia interesów. To mające teraz miejsce siłowanie się nacjonalizmu i internacjonalizmu w Europie będzie miało rezultaty rzutujące na najbliższą przyszłość i dalszy kształt historii.
W jednym z ostatnich wywiadów Grzegorz Kołodko, uważany za jednego z czołowych ekonomistów ruchu alternatywy w Polsce - i słusznie zważywszy na popularność w naszym kraju dinozaurów neoliberalizmu pokroju Leszka B. - wyraźnie dał do zrozumienia, że nie widzi alternatywy dla systemu kapitalistycznego. Nie ma wobec tego w jego dyskursie konfrontacji stanu obecnego z utopią, możliwością zmiany czy nawet znamion jakiejkolwiek alternatywy. Można się spierać, czy przypadkiem nie jest to rutynowa przypadłość wielu ekonomistów, którzy operują słupkami wskaźników nie będąc w istocie zaangażowanymi w jakiekolwiek rozważania nad samą mechaniką w jakiej się poruszają (pomimo tego, że nieraz odmienna sytuacja wpływałaby na ich różnie pojętą korzyść). Jednocześnie Profesor Reykowski w Tygodniku Przegląd formułuje program lewicy, który zakłada działalność wewnątrz kapitalizmu, najlepiej tego bogatego. Ta dolegliwość wydaje się być jednak poważniejszą chorobą, objawy widoczne są w całym życiu publicznym Polski. "Ciąża w firmie na koszt... podatnika" - czytamy w jednym z tytułów Gazety Wyborczej, w TVN 24 Radosław Sikorski pozbawia moralnego prawa do władzy Kaddafiego, z kolei Sławomir Sierakowski zajmuje się podkreślaniem Polskiej nienawiści do Imperium Sowieckiego i niedemokratyczności Chin [interwencja jak w Libii?] a inne źródła męczą nas szczegółami na temat zagadnień związanych z urokami katastrofy smoleńskiej. Syreny przypominają nam o cierpieniu jakie mamy współodczuwać z narodem. Najgorszym wrogiem prawdziwie Polskiego Polaka pozostaje żydokomuna, z tą różnicą że po jednej stronie bardziej żydo, po drugiej bardziej komuna. W tym świecie można czuć się niczym turysta w Zoo z tylko jednym gatunkiem małpy w klatkach. Ten proces jaki przebiega prowadzi na prawo całą opinię publiczną. Utwierdzać ma nas w przekonaniu o sile i stabilności jeśli nie neoliberalizmu to kapitalizmu ekonomicznego. Jeśli dyskusja nie obejmuje alternatywy systemu, szybko przemienia się w rozmyślania bogatych nad tym, czy przypadkiem nie czas już, żeby coraz bardziej niezadowolonemu społeczeństwu rzucić kilka dodatkowych ochłapów. Daleki jestem również od optymizmu i wiary w wydolność środowiska akademickiego Zachodu - a co dopiero Polski - jeśli chodzi o awangardowe posunięcia na scenie politycznej. Sama przyjemna debata na temat trendów kulturowych czy próba syntezy ich z geopolityczną sytuacją nie jest w stanie przybliżyć kogokolwiek do uformowania się realnych struktur czy ruchów zdolnych do zmiany paradygmatu ekonomicznego. Atmosfera swoistego wyczekiwania jaka pojawiła się w środowisku lewicy i w pewnych obszarach warstw inteligencji od chwili 'Arabskiej Wiosny Ludów' jest swego rodzaju oszustwem i zawłaszczaniem rebelii ubogich warstw państw Bliskiego Wschodu na rzecz swojej lokalnej sytuacji. "Obetniecie nam stypendia, a zrobimy wam Egipt!" - grozi środowisko akademickie systemowi neoliberalnemu. Sama groźba brzmi całkiem do rzeczy, na płaszczyźnie interesu środowiska akademickiego pozostaje jednak nadal - tylko to stypendium - po, którego otrzymaniu lwia część powróci do sprzyjania misji demokratycznej Nato w Libii - jeśli do tej pory tego nie robiła.
Europa na prawo
Trudno być optymistą, kiedy obserwujemy jak społeczeństwa stają się coraz bardziej konserwatywne, a 'demokracja' rozumiana bardziej jako zachodni styl życia staje się kulturowym syndromem wykluczania możliwości partnerstwa dla 2/3 świata. 'Demokracja' stała się bowiem karykaturą samej siebie. Okazuje się, że tylko demokracja państw najbardziej rozwiniętych i kapitalistycznych ma prawo być arbitrem dla innych, niedorozwiniętych krajów, gdzie nadal panuje niemodna bieda. Europa idzie na prawo, widać to nie tylko po rosnącym poparciu dla skrajnie prawicowych partii ale i skutecznych działaniach takowych gdy te dostają się do władzy, jak choćby na Węgrzech. Rynki finansowe nie znają świętości ani nie zamierzają z sentymentu inwestować w Europie, jeżeli lepsze warunki znaleźć mogą w krajach poza EU czy USA. Tym samym odpływ kapitału zmusza Europę do kolejnych ustępstw i odejścia od praw wywalczonych w toku kształtowania się formuły państwa opiekuńczego w wieku XX. Ludność Europy broni się kierując swe oczy w stronę skrajnej prawicy. Nie ma już bowiem zaufania dla lewicowych partii, które pod szyldem socjaldemokracji wprowadzały kolejne destrukcyjne dla rynków pracy i solidaryzmu społecznego reformy. Tymczasem rządzący w wielu państwach giganci liberalnej doktryny, którzy przegrali starcie o postawienie się międzynarodowemu kapitałowi próbują ratować się akcjami militarnymi, które napędzać mają koniunkturę i dostarczać funduszy by łatać odpływ inwestorów na rodzimych rynkach - tak interpretować można wojnę w Libii. Cała sytuacja na Bliskim Wschodzie jest wobec tego podwójnie przykra dla państw Europejskich i Stanów. Groźba utraty wpływów w roponośnym regionie, przy jednoczesnych gigantycznych utopionych środkach w prywatny sektor podczas kryzysu i braku jakiejkolwiek nad nimi kontroli zwiastuje perspektywę społecznego fermentu wywodzącego się z widma niewypłacalności dotychczasowych praw socjalnych. Przed wielkimi trudnościami stanie także sama koncepcja Unii Europejskiej. Bogate państwa już teraz przejawiają rosnący opór przed dalszym finansowaniem i pomaganiem krajom w trudniejszej sytuacji finansowej. Gdy skończą się płynące potokiem dopłaty - sytuacja w biedniejszych krajach ulegnie pogorszeniu zwiastującemu wręcz katastrofę - jednocześnie rynki państw takich jak Niemcy odnotują wzrost a kraje prawdziwie majętne wzbogacą się kosztem izolacji i rosnących sprzeczności w regionie. Przy takim rozwoju wypadków staniemy się świadkami niebezpiecznego chaosu, sprzyjającego wszelkim skrajnym odmianom prawicowej ideologii w dojściu do władzy.
Zmiana polityki zagranicznej
Na własne oczy obserwujemy jak zmienia się polityka zagraniczna w Europie. Dotąd będące stricte zgodnymi z interesem USA środowiska otwierają się na współpracę z Rosją i idą jej na ustępstwa formując partnerstwo - inspirowane z rozkazu Ameryki. Ta nieuchronna wspólnota interesów USA, UE oraz Rosji wskazuje na rosnące zagrożenie ze strony gospodarek rosnących w siłę takich jak Chiny czy Indie. W tych stających się potęgami państwach kontrola nad nimi zachodniego kapitału jest tak samo umowna jak władza Zachodnich rządów nad ich gospodarką. Jednocześnie NATO wraz z USA instrumentalnie odnosi się do Bliskiego Wschodu, gdzie mnoży sobie wrogów kolejną kampanią wojenną - tym razem w Libii. Tym samym sytuacja staje się coraz bardziej napięta. NATO dało jasny sygnał jak instrumentalnie jest w stanie posłużyć się ONZ i zademonstrowało na przykładzie Libijskim jakimi środkami planuje uzyskiwać przewagę gospodarczą nad pozostałymi podmiotami. Obserwujemy bitwę kapitalizmów w różnym wydaniu. Gdzieś osobno od poszczególnych decyzji rządów państw ma miejsce także transfer i subtelnie prowadzona wojna inwestorów giełdowych. To Wall Street chce dyktować USA jak bardzo kraj ten może się zadłużyć, to Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy chcą pełnić rolę bardzo konkretnego (mimo promowania koncepcji 'wolnego rynku') modulatora gospodarki światowej z ramienia elity finansjery. Jak gdyby zawieszone w powietrzu rządy państw Europejskich i USA balansują między zaspokajaniem rosnącego apetytu kapitału światowego a zapobieganiem rewolcie społecznej, którą spowodować może rosnące rozwarstwienie i nierówność w podziale środków ze wzrostu gospodarczego. W obliczu śmierci alternatywnych od kapitalizmu modeli ideologicznych, wszystkie partie polityczne, zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej proponują różnorodne rozwiązania w polityce wewnętrznej Europy na bazie kapitalizmu. Jednocześnie wszystkie te partie stosują te same izolacjonistyczne i ksenofobiczne postawy w stosunku do innych krajów i nimi będą kierować się przy prowadzeniu gospodarczej polityki zagranicznej. Wydaje się, że ta tendencja do domykania rynków pracy przed imigrantami przy jednoczesnym odpływie kapitału do państw rozwijających się będzie pełniła kluczową rolę w rozwoju sytuacji w Europie. Zauważyć należy jednak, że kapitał posiada wewnętrzne, rosnące sprzeczności. Burżuazja podzieliła się na z jednej strony fragmentarycznie patriotyczną, inwestującą w wysokie technologie pochodzące z Europy, i na tą drugą: lokującą swoje interesy w krajach rozwijających się, kompradorską o nasyceniu spekulacyjnym. Poziom komplikacji przepływu finansowego na świecie doprowadził do izolacji i indywidualizacji wielu potencjalnie podmiotowych struktur kapitałowych. Koncerny przemysłu zbrojeniowego i finansowe zaplecze neoliberalizmu jest jednak nadal najstabilniejszą finansową strukturą, jak do tej pory egzystującą przede wszystkim przy interesach Stanów Zjednoczonych, co może jednak łatwo ulec zmianie. Pozostałe, możliwie alternatywne jednostki ekonomiczne wydają się nie być dostatecznie autonomiczne by samodzielnie kreować politykę państwową. Tym samym wiodące liberalne grupy interesu mogą okazać się zbyt silnie narodowymi by zamortyzować faszyzację polityczną.
Bezruch społeczny
Dopóki trwał będzie bezruch społeczeństwa Europy i USA, dopóki stabilność wyznaczonej hierarchii ustroju będzie przekonująca, dopóty wszelkie interwencje w obronie tego wydzielonego prosperity będą prawomocne. To wrażenie stabilności, jakim otoczona jest perspektywa kapitalistyczna ma maskować niestałość tendencji ekonomicznych, które nią rządzą. Konsumpcyjna konstrukcja nowoczesnego kapitalizmu tworzy na tyle nośną i nienasyconą przestrzeń, że zdecydowanej większości nie jest dane kiedykolwiek poza nią wyjść. O tyle o ile konsumpcyjny styl życia na Zachodzie jest czymś wynikłym wprost z historycznego awansu i bogacenia się społeczeństwa, to zadziwiająco skutecznie model ten funkcjonuje również w państwach praktycznie pozbawionych szans na szerszy dostęp do konsumpcyjnych dóbr. Bogactwo, majątek, status jest czymś co uchronić ma przed niepewnością jaka udziela się każdemu w kapitalizmie. System tym samym udziela odpowiedzi samemu sobie, będąc odpowiedzią na własny, opresyjny charakter. "Czujesz się niepewnie? Boisz się, że zdechniesz na ulicy nikogo nie obchodząc? Dorób się!" - taki wewnętrzny głos krąży po masach, tworząc z każdej istoty ludzkiej sprowadzoną do popędu mróweczkę. Rzeczywistość uświadamia nam jak długo utrzymywać może się taki stan rzeczy. Status stoi na szczycie wszystkich współczesnych wartości kapitalistycznego świata. Świadomość, że status szerszej grupy i sytuacja całego społeczeństwa stanowi gwarant własnego samopoczucia i bezpieczeństwa jest zarezerwowana dla właścicieli kapitału i rządzących. Ten znany od dawna proces indywidualizacji, atomizacji społeczeństwa jest dziś czymś szczególnie widocznym. Symboliczna samotność w tłumie, cisza pełna wzajemnej wrogości i wyrachowanie to objawy ogłuszenia mas, które będzie trwało tak długo, jak długo system przynosił będzie dostateczne profity by podtrzymywać tą znieczulicę. Perspektywa humanistyczna, ogólnoludzka i równościowa nie przemawia do druzgocącej większości. Jest czymś naturalnym godzić się na powszechny egoizm. Przeciwdziałać stara się temu jedynie dyskurs narodowy, który apeluje do nas o solidaryzm na szczeblu narodu. Jest to oczywiste, jak fałszywy musi być ten dyskurs, lub jak bardzo zakłamana jako niedostępna i fikcyjna jest perspektywa ogólnoludzka. Co wobec tego może być tym czynnikiem izolującym społeczeństwa narodowe od szerszej perspektywy? Zarówno narodowa organizacja państwa, wciąż bariera językowa, oraz szeroko pojęta kultura, która wykorzystywana jest jako narzędzie izolacji. Kultura międzynarodowa dostępna jest dla wybranych. Języki konferencyjne i etykieta unormowanych zachowań przemieszcza się wraz z globalną ekspansją kapitału. Masy w swojej pełnej złości odpowiedzi na pogarszające się ich warunki bytowania skazane są na użycie dostępnego, lokalnego systemu pojęciowego, symbolicznego, kulturowego. Ta perspektywa uświadamia nam jak daleko jeszcze w swoim procesie zajść musi globalizacja by przekształcić hierarchie narodowe we w pełni klasowe. Tym samym współczesne społeczeństwa wciąż wydają się być podatne na faszyzujące je i izolujące od szerszej perspektywy procesy.
Przestrzeń pod wyzysk
Przepowiadany kres kolonializmu nie następuje. Możesz mieć tyle demokracji, ile tylko pragniesz, ale jeżeli jest ona wprowadzana z pomocą przewagi wojskowej twoich bogatszych sąsiadów, jest to tak fałszywa demokracja jak demokratyczny jest dzisiejszy Irak. Perspektywą dla bliskiej przyszłości zdaje się być epoka wtórnego kolonializmu ekonomicznego. Poszczególne bogacące się i ubożejące rynki narodowe tworzą nieustanne, zapętlone koło wyzysku i drenażu finansowego. Ta huśtawka koniunktury nie odbywa się jednak bez konsekwencji. Reakcją na niższy i pogarszający się status ekonomiczny Niemiec po I Wojnie Światowej była ideologia nazizmu. Reakcją na strach przed zapaścią ekonomiczną i fiaskiem polityki Unii Europejskiej będzie i jest już ten sam izolacjonistyczny trend w państwach bogatej Unii. Funkcję rozbrajania tej tendencji mogą mieć Europejskie grupy gospodarcze i inwestycyjne, dla których izolacjonizm stanowił będzie katastrofalny spadek konkurencyjności. Jednakowoż ideologia liberalizmu jaka będzie przy okazji tej próby rozbrajania stosowana nie zaskarbi już sobie prawdopodobnie wymaganego poparcia społecznego. Tymczasem nikt nie wyłoży środków na perspektywę międzynarodowej polityki socjalistycznej, nikt też nie wydaje się być nią zainteresowany. Jeśli liberalizm ma zwyciężyć z tą faszyzacją bez ingerencji ideologii internacjonalizmu socjalistycznego będzie musiał zrezygnować z narodowego uwiązania do USA i dominacji stosowanego przez Stany neoliberalizmu. Jednakowoż reakcja samych Stanów na tą decyzję o separacji nie będzie już zależała od kapitału. Pozostaje nadzieja w inteligencję rządzących i pragnienie z ich strony na uniknięcie szerszej skali konfliktów natury tak samo ekonomicznej jak i militarnej. Ewolucja systemowa w krótkich odcinkach historycznych przyjmować może nie liniowy, a wahadłowy ruch i prawdopodobne wydaje się być krążenie między tendencjami narodowo-socjalistycznymi a liberalnymi o rosnącym szczeblu. Współczesny wolnorynkowy kapitalizm chce sprzedawać się jako nowe lekarstwo, zbudowane na zgliszczach złego, starego. Kłamstwo rwanej historii to prosty mechanizm mający zasłonić procesualny charakter dziejów. W przeszłości siła Europejskich socjalistycznych partii w okresie międzywojennym okazała się iluzoryczna, a socjaldemokracja przyłożyła rękę do rozwoju polityki militaryzmu, prowadzącego w rezultacie do wojny. Wielki kapitał wtedy istniejący w o wiele mniej konkretnym kształcie również nie zapobiegł konfliktowi. Współcześnie siła socjalistycznych i internacjonalistycznych frakcji jest tak samo, a może nawet bardziej namacalnie iluzoryczna, o co zadbał imperializm i jego zamaskowane odłamy rozrzucone od prawicy po lewicę. Rozwinął się natomiast sam kapitał, formułując ponadnarodowe, globalne reguły gry. Rynek i kapitał może się jednak okazać zbyt mało jednomyślny by zapobiec procesowi faszyzacji, a nawet sam może przyłożyć do tego procesu rękę, wietrząc w konfliktach różnorodnej natury wspaniałą okazję do robienia interesów. To mające teraz miejsce siłowanie się nacjonalizmu i internacjonalizmu w Europie będzie miało rezultaty rzutujące na najbliższą przyszłość i dalszy kształt historii.
niedziela, 21 listopada 2010
Europo, jak zubożejesz?
Nic się nie zmienia
Tekst jest podjęc
iem dialogu z tekstem Slavoja Žižka pt. "Permanentny stan wyjątkowy". Punktem wyjścia będzie dla mnie silniejsze umiejscowienie Europy na tle historycznych zmian jakie dokonały się podczas ostatnich dekad. Należy nam zauważyć przede wszystkim niezmienną pozycję kapitału i sektora bankowego jako pozostających w tej samej sferze kapitalistycznej pazerności od samego początku formowania się systemu kapitalistycznego. Oczywiście jako opozycja, defekt tej teorii można by wskazać zjawisko rosnącej w krótszych i dłuższych okresach czasu roli Europejskiego państwa opiekuńczego. Rozszerzmy więc perspektywę i dokonajmy analizy przepływu kapitału czy pozyskiwania wartości dodatkowej przez pierwszoświatową elitę finansową, dostrzeżemy wówczas, że proces obecnych tarć czy walk przypada na chwilę upadku starych, sprawdzonych metod drenażu środków bez konsekwencji z państw trzeciego świata. Innymi słowy rynek pracy ulega deregionalizacji i w ten sam sposób przebiega proces utraty uprzywilejowanych realiów jakie od wielu lat panowały w Europie kosztem pozyskiwania dla lokalnego sektora finansowego środków na terytorium bezbronnych rynków wyzysku ekonomicznego. Podziały ulegają zatarciu, klasowo rzecz ujmując kapitał chce przeformułować Europę nie w uprzywilejowaną [w realiach globalizacji z niewyjaśnionych powodów] wyspę lecz prowincję z tak samo wysokimi stratami na koszt niezmiennych żądań globalnej finansjery.
Nasz zysk za was nie umrze
Wszelkie możliwe aparaty kontroli rynkowej, publicznej czy skorumpowanej tymi poprzednimi państwowej są już zaprzęgnięte w politykę coraz to bardziej błyszczących opakowań skrywających kiełbasę w coraz to większym stopniu będącą jedynie wydmuszką na zalewających nas wypełniaczach począwszy od kwestii tak prostych jak pożywienie, po kampanie obywatelskie z kategorii "Idź na wybory" jakimi wpycha się społeczeństwa w poczucie współwiny za odnoszone porażki systemu na rzecz kolejnych kompromisów z kapitałem. Hipotetycznie może istnieć nawet ciało dokonujące skomplikowanego strukturalnego planowania jak z całą złożonością dość rozwiniętych i świadomych społeczeństw Europejskich poradzić sobie i jak za pomocą licznych środków znieczulających nie doprowadzić w tym właśnie miejscu do jakichkolwiek przemian wykluczających z uczestnictwa siły od dawna tu zadomowione i stąd operujące środkami władzy nad resztą kapitalistycznego globu. Albowiem to tu jest najniebezpieczniej, jabłuszko gnijące od środka ku zdumieniu wielu na peryferiach może mieć najsilniejsze oparcie dla dawnej metodyki funkcjonowania. To bowiem system przeformułował się w zespół fundamentalistycznych odruchów na wszelkie zagrożenie dochodowości. Najistotniejszą walką podczas kryzysu gospodarczego była odnowiona wiecznie antagonistyczna relacja sektora prywatnego i państwowego, możemy sobie wręcz wyobrazić jak sektor prywatny wymusił pomoc finansową od gospodarki państwowej tylko i wyłącznie na właśnie niespełniającą się obietnicę wzajemnej pomocy w ramach narodowości. To oczywiście założenie nie zahaczające o stopień skorumpowania idei państwa opiekuńczego gdzie niczym w porewolucyjnej Rosji reakcja była w stanie wkraczać i przejmować stery na najwyższych szczeblach władzy. Wielka dekonspiracja zdrady państwa opiekuńczego jest niczym próba zagazowania Kodeksu Napoleona i powinna budzić opór we wszystkich, opór z jego nowoczesną nomenklaturą i w najprymitywniejszych przejawach, w przemocy.
Wieczne echa kolonializmu
Epoka kolonialna jeśli nawet dobiegła końca w swojej klasycznej formie, okrętu z misjonarzami i uzbrojonymi Europejczykami przybijającego do odległych wysp i krain zataczała coraz to bardziej wyrafinowane koła wokół form eksploatacji orientalnych rynków z zachowaniem symbolicznych odniesień jakościowego i pożądanego dla reszty życia zarezerwowanego dla mieszkańców Zachodu. Tendencja kolonialna dobiega jednak końca, nie przez wejście w posiadanie kolejnych państw broni nuklearnej która nie starcza na konfrontację z 'niewidzialną ręką wolnego rynku' lecz przez bogacenie się i nieuchronne kształtowanie się świadomości klasowej w państwach do tej pory marginalizowanych, w państwach jak Chiny gdzie bogacenie się potwornie licznych rzeszy ludzkich musi ciągnąć za sobą spiralę swoistego wywłaszczenia ze środków innych stref, a ostatnią zdolną do poświęceń grupą jest globalny kapitał, który jest już prędzej gotów [i właśnie to czyni] poświęcić nieco większe do tej pory rzucane ochłapy państwom Zachodnim. Tendencja kolonialna dopiero teraz ulega przemianie i przewartościowaniu, dopiero teraz się odwraca i dopiero teraz zacznie nadchodzić kontrreakcja ubezwłasnowolnionych przez wieki społeczeństw które poznały już charakter kapitalistycznych praw rywalizacji i gdzieniegdzie jak w wypadku Chin przerastają powoli swojego niegdysiejszego 'mistrza'. Tymczasem Zachód sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie orientalizujące go względem przyszłej roli na mapie świata, czym Zachód w istocie jest? Zbiorem praw etycznych i kulturowych które znikają w obrębie rywalizacji kapitalistycznej ulegając transgresji w rasizm kulturowy w rzeczywistości obnażany jako czysto antagonistyczne w charakterystyce dialektycznie zwalczające się narodowo nakreślone klasy pracujące konkretnych państw? A może raczej Prometeuszem, skonstruowanym na cierpieniu najdłużej znajdujących się w obrębie serca kapitalistycznych tarć, który winien jest teraz dać przykład jak poświęcić to co do przekroczenia wydaje się niemożliwe, jak pozbyć się jarzma i przekształcić się w społeczeństwo obywatelskie, egalitaryzujące w kontekście wyjścia poza te "nieprzekraczalne" dla neoliberalnych ideologów staroświeckiego na dzisiejsze realia już kapitalizmu.
Wszystko się zmienia
Europa jest bowiem tą zmienną w której należy pokładać największe nadzieje. Francja pokazała jaka może być reakcja na obciążanie kosztami kryzysu klas zupełnie nieuczestniczących przecież w samym procesie jego tworzenia. Organizacja na poziomie Europejskim jest bowiem na tą chwilę najistotniejsza, kreacja urzędowych form faktycznej walki z reżimem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i całościowego systemu - tego będącego obszarem psychologicznego wyparcia utrzymywanego od dziesięcioleci w wyniku jakiejś fetyszystycznej ugody z kapitałem, który odgryza rękę jaką w tej liberalno - konserwatywnej konstrukcji obywatelskiego pojmowania miała utrzymywać to wszystko w stabilności względem tarć, walk i wojen toczących się 'najwyżej' w Wietnamie. Europa będzie ubożeć, musi ubożeć - pozostaje nam zadać pytanie, jak zubożeje? Czy kosztem będącego tematem tabuizacji i ontologicznej orientalizacji jako 'boskiego' zła koniecznego metafizycznie nieosiągalnego kapitału czy kosztem zrzucenia tych obciążeń na formy zachowania swoich realiów ekonomicznej ochrony i wspólnego wysiłku w realizacji Europejskiego projektu socjalistycznego. To wydawać się może walką nieistniejącą, jakiej uzurpuję prawo do egzystencji w tym tylko wywodzie. Czym jeśli nie tym jest jednak ostatnio tocząca się dyskusja nad re-definicją charakteru planów pomocowych Unii Europejskiej? Jest to wynikiem pójścia w stronę dalszego kompromisu z kapitałem, gdzie pracownik Niemiecki wychodzi z założenie że jeśli nie na skalę Europejską to być może chociaż narodową kapitał ulituje się i zostawi mu jego uprzywilejowaną pozycję. To jednak rozwiązanie krótkotrwałe, izolacjonistyczne i nigdy nie będące w stanie zaspokoić żądań wiecznie nienajedzonego smoka jakim są stale rosnące oczekiwania efektywizacji czerpania pieniędzy, tej osławionej idei 'innowacyjności', która ma nam brukować drogę w stronę coraz to większej podaży środków dla środowisk klasowo nigdy nam nie dostępnych. System zaprzęga nas w coraz większe sprzeczności, gdzie coraz więcej wysiłku kosztować ma nas ta sama praca za malejące wynagrodzenia kosztem wartości odprowadzanej do kasy umiędzynarodowiającego się mitycznie otwartego środowiska interesów banków i multimilionerów. Ich praca, a nawet symboliczna dążność powinna spotkać się z materialistycznym zaprzeczeniem i racjonalizacją potrzeb, oddolnie wyrażanych przez organizujące się rzesze tych, którzy mają być niewolnikami tej całej kapitalistycznej zależności, dla której nadchodzi najodpowiedniejszy okres na śmierć zadaną z którejkolwiek ze stron, czy to Europy dla której socjalizowanie charakteru swojej ekonomii w wymiarze Unii Europejskiej stanowi konieczność czy to ze strony w rzeczywistości także uciekającej spod jednoznacznego panowania MFW i Banku Światowego trzecioświatowej, nieobliczalnej powstającej w coraz to bardziej charakterystycznej klasowej identyfikacji w coraz to szerszych środowiskach pracowniczych. Presja pod jaką znajduje się globalny neoliberalizm dotyczy zatem i tych tracących swoją pozycję jak i tych noszących miano aspirantów, w każdej komórce społecznej powstanie ten konserwatywno - rewolucyjny podział i on nakreśli nam bliską przyszłość. Rewolucja, to zmiana a zmiana jest tylko kilka kroków od nas.
Tekst jest podjęc
iem dialogu z tekstem Slavoja Žižka pt. "Permanentny stan wyjątkowy". Punktem wyjścia będzie dla mnie silniejsze umiejscowienie Europy na tle historycznych zmian jakie dokonały się podczas ostatnich dekad. Należy nam zauważyć przede wszystkim niezmienną pozycję kapitału i sektora bankowego jako pozostających w tej samej sferze kapitalistycznej pazerności od samego początku formowania się systemu kapitalistycznego. Oczywiście jako opozycja, defekt tej teorii można by wskazać zjawisko rosnącej w krótszych i dłuższych okresach czasu roli Europejskiego państwa opiekuńczego. Rozszerzmy więc perspektywę i dokonajmy analizy przepływu kapitału czy pozyskiwania wartości dodatkowej przez pierwszoświatową elitę finansową, dostrzeżemy wówczas, że proces obecnych tarć czy walk przypada na chwilę upadku starych, sprawdzonych metod drenażu środków bez konsekwencji z państw trzeciego świata. Innymi słowy rynek pracy ulega deregionalizacji i w ten sam sposób przebiega proces utraty uprzywilejowanych realiów jakie od wielu lat panowały w Europie kosztem pozyskiwania dla lokalnego sektora finansowego środków na terytorium bezbronnych rynków wyzysku ekonomicznego. Podziały ulegają zatarciu, klasowo rzecz ujmując kapitał chce przeformułować Europę nie w uprzywilejowaną [w realiach globalizacji z niewyjaśnionych powodów] wyspę lecz prowincję z tak samo wysokimi stratami na koszt niezmiennych żądań globalnej finansjery.Nasz zysk za was nie umrze
Wszelkie możliwe aparaty kontroli rynkowej, publicznej czy skorumpowanej tymi poprzednimi państwowej są już zaprzęgnięte w politykę coraz to bardziej błyszczących opakowań skrywających kiełbasę w coraz to większym stopniu będącą jedynie wydmuszką na zalewających nas wypełniaczach począwszy od kwestii tak prostych jak pożywienie, po kampanie obywatelskie z kategorii "Idź na wybory" jakimi wpycha się społeczeństwa w poczucie współwiny za odnoszone porażki systemu na rzecz kolejnych kompromisów z kapitałem. Hipotetycznie może istnieć nawet ciało dokonujące skomplikowanego strukturalnego planowania jak z całą złożonością dość rozwiniętych i świadomych społeczeństw Europejskich poradzić sobie i jak za pomocą licznych środków znieczulających nie doprowadzić w tym właśnie miejscu do jakichkolwiek przemian wykluczających z uczestnictwa siły od dawna tu zadomowione i stąd operujące środkami władzy nad resztą kapitalistycznego globu. Albowiem to tu jest najniebezpieczniej, jabłuszko gnijące od środka ku zdumieniu wielu na peryferiach może mieć najsilniejsze oparcie dla dawnej metodyki funkcjonowania. To bowiem system przeformułował się w zespół fundamentalistycznych odruchów na wszelkie zagrożenie dochodowości. Najistotniejszą walką podczas kryzysu gospodarczego była odnowiona wiecznie antagonistyczna relacja sektora prywatnego i państwowego, możemy sobie wręcz wyobrazić jak sektor prywatny wymusił pomoc finansową od gospodarki państwowej tylko i wyłącznie na właśnie niespełniającą się obietnicę wzajemnej pomocy w ramach narodowości. To oczywiście założenie nie zahaczające o stopień skorumpowania idei państwa opiekuńczego gdzie niczym w porewolucyjnej Rosji reakcja była w stanie wkraczać i przejmować stery na najwyższych szczeblach władzy. Wielka dekonspiracja zdrady państwa opiekuńczego jest niczym próba zagazowania Kodeksu Napoleona i powinna budzić opór we wszystkich, opór z jego nowoczesną nomenklaturą i w najprymitywniejszych przejawach, w przemocy.
Wieczne echa kolonializmu
Epoka kolonialna jeśli nawet dobiegła końca w swojej klasycznej formie, okrętu z misjonarzami i uzbrojonymi Europejczykami przybijającego do odległych wysp i krain zataczała coraz to bardziej wyrafinowane koła wokół form eksploatacji orientalnych rynków z zachowaniem symbolicznych odniesień jakościowego i pożądanego dla reszty życia zarezerwowanego dla mieszkańców Zachodu. Tendencja kolonialna dobiega jednak końca, nie przez wejście w posiadanie kolejnych państw broni nuklearnej która nie starcza na konfrontację z 'niewidzialną ręką wolnego rynku' lecz przez bogacenie się i nieuchronne kształtowanie się świadomości klasowej w państwach do tej pory marginalizowanych, w państwach jak Chiny gdzie bogacenie się potwornie licznych rzeszy ludzkich musi ciągnąć za sobą spiralę swoistego wywłaszczenia ze środków innych stref, a ostatnią zdolną do poświęceń grupą jest globalny kapitał, który jest już prędzej gotów [i właśnie to czyni] poświęcić nieco większe do tej pory rzucane ochłapy państwom Zachodnim. Tendencja kolonialna dopiero teraz ulega przemianie i przewartościowaniu, dopiero teraz się odwraca i dopiero teraz zacznie nadchodzić kontrreakcja ubezwłasnowolnionych przez wieki społeczeństw które poznały już charakter kapitalistycznych praw rywalizacji i gdzieniegdzie jak w wypadku Chin przerastają powoli swojego niegdysiejszego 'mistrza'. Tymczasem Zachód sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie orientalizujące go względem przyszłej roli na mapie świata, czym Zachód w istocie jest? Zbiorem praw etycznych i kulturowych które znikają w obrębie rywalizacji kapitalistycznej ulegając transgresji w rasizm kulturowy w rzeczywistości obnażany jako czysto antagonistyczne w charakterystyce dialektycznie zwalczające się narodowo nakreślone klasy pracujące konkretnych państw? A może raczej Prometeuszem, skonstruowanym na cierpieniu najdłużej znajdujących się w obrębie serca kapitalistycznych tarć, który winien jest teraz dać przykład jak poświęcić to co do przekroczenia wydaje się niemożliwe, jak pozbyć się jarzma i przekształcić się w społeczeństwo obywatelskie, egalitaryzujące w kontekście wyjścia poza te "nieprzekraczalne" dla neoliberalnych ideologów staroświeckiego na dzisiejsze realia już kapitalizmu.
Wszystko się zmienia
Europa jest bowiem tą zmienną w której należy pokładać największe nadzieje. Francja pokazała jaka może być reakcja na obciążanie kosztami kryzysu klas zupełnie nieuczestniczących przecież w samym procesie jego tworzenia. Organizacja na poziomie Europejskim jest bowiem na tą chwilę najistotniejsza, kreacja urzędowych form faktycznej walki z reżimem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i całościowego systemu - tego będącego obszarem psychologicznego wyparcia utrzymywanego od dziesięcioleci w wyniku jakiejś fetyszystycznej ugody z kapitałem, który odgryza rękę jaką w tej liberalno - konserwatywnej konstrukcji obywatelskiego pojmowania miała utrzymywać to wszystko w stabilności względem tarć, walk i wojen toczących się 'najwyżej' w Wietnamie. Europa będzie ubożeć, musi ubożeć - pozostaje nam zadać pytanie, jak zubożeje? Czy kosztem będącego tematem tabuizacji i ontologicznej orientalizacji jako 'boskiego' zła koniecznego metafizycznie nieosiągalnego kapitału czy kosztem zrzucenia tych obciążeń na formy zachowania swoich realiów ekonomicznej ochrony i wspólnego wysiłku w realizacji Europejskiego projektu socjalistycznego. To wydawać się może walką nieistniejącą, jakiej uzurpuję prawo do egzystencji w tym tylko wywodzie. Czym jeśli nie tym jest jednak ostatnio tocząca się dyskusja nad re-definicją charakteru planów pomocowych Unii Europejskiej? Jest to wynikiem pójścia w stronę dalszego kompromisu z kapitałem, gdzie pracownik Niemiecki wychodzi z założenie że jeśli nie na skalę Europejską to być może chociaż narodową kapitał ulituje się i zostawi mu jego uprzywilejowaną pozycję. To jednak rozwiązanie krótkotrwałe, izolacjonistyczne i nigdy nie będące w stanie zaspokoić żądań wiecznie nienajedzonego smoka jakim są stale rosnące oczekiwania efektywizacji czerpania pieniędzy, tej osławionej idei 'innowacyjności', która ma nam brukować drogę w stronę coraz to większej podaży środków dla środowisk klasowo nigdy nam nie dostępnych. System zaprzęga nas w coraz większe sprzeczności, gdzie coraz więcej wysiłku kosztować ma nas ta sama praca za malejące wynagrodzenia kosztem wartości odprowadzanej do kasy umiędzynarodowiającego się mitycznie otwartego środowiska interesów banków i multimilionerów. Ich praca, a nawet symboliczna dążność powinna spotkać się z materialistycznym zaprzeczeniem i racjonalizacją potrzeb, oddolnie wyrażanych przez organizujące się rzesze tych, którzy mają być niewolnikami tej całej kapitalistycznej zależności, dla której nadchodzi najodpowiedniejszy okres na śmierć zadaną z którejkolwiek ze stron, czy to Europy dla której socjalizowanie charakteru swojej ekonomii w wymiarze Unii Europejskiej stanowi konieczność czy to ze strony w rzeczywistości także uciekającej spod jednoznacznego panowania MFW i Banku Światowego trzecioświatowej, nieobliczalnej powstającej w coraz to bardziej charakterystycznej klasowej identyfikacji w coraz to szerszych środowiskach pracowniczych. Presja pod jaką znajduje się globalny neoliberalizm dotyczy zatem i tych tracących swoją pozycję jak i tych noszących miano aspirantów, w każdej komórce społecznej powstanie ten konserwatywno - rewolucyjny podział i on nakreśli nam bliską przyszłość. Rewolucja, to zmiana a zmiana jest tylko kilka kroków od nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
