Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neokolonializm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neokolonializm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2012

Rewolucja z twarzą Mahometa

W większości z zachodnich relacji dziennikarskich ostatnie, wciąż trwające, protesty na Bliskim Wschodzie przedstawia się jako efekt histerycznej reakcji po emisji w internecie filmu obrażającego Mahometa. Zgodnie z tym przekazem Arabowie to rozjuszeni krytycy filmowi, których dzikość i ciemnota religijna skłania do irracjonalnych, dewastatorskich i godnych największego potępienia działań.

Przy pomocy tego dyskursu szybko zjednoczono praktycznie całą zachodnią opinię publiczną. Do środowisk tradycyjnie imperialistycznych dołączyli niezdecydowani liberałowie, a także lewica, która jak się okazuje, dla walki z 'religijnym fundamentalizmem' gotowa jest nawet porzucić wszystkie swoje pozostałe wartości i przekonania. Rasiści, zwolennicy 'zderzenia cywilizacji', wolnorynkowi militaryści oraz liberałowie i lewica połączyli swe siły by zgodnie, wspólnie reprezentować zachodni imperializm, udowadniając jak bardzo, pomimo pozornych różnic, homogeniczna jest nasza polityka zagraniczna i świadomość. W ten właśnie sposób, dosłownie w tydzień wyprodukowano globalną wrogość w stosunku do Arabów i ich protestów.

Każdy, kto tylko dłuższą chwilę poświęcił na to, by przyjrzeć się charakterowi wystąpień w krajach arabskich spostrzegł jaka jest ich prawdziwa treść i natura. W rzeczywistości mamy do czynienia z protestami antyamerykańskimi, wymierzonymi przede wszystkim przeciwko Stanom Zjednoczonym. Palone i atakowane przez tłum ambasady amerykańskie to (dość łagodny) wyraz sprzeciwu wobec polityki USA, wobec wojen, okupacji, milionów trupów i całkowitej bezkarności Wielkiego Brata. Internetowy filmik ośmieszający proroka to tylko kropla, która przelała czarę goryczy i wprawiła ludzki gniew w ruch.

Gniew zrodził się z rozczarowań. "Arabska Wiosna", która przynieść miała wyzwolenie i prawdziwe zmiany przyniosła wojnę, niepewność i kolejne, inspirowane przez USA pola bitew. Trwa nagonka na Iran, trwa podsycana przez USA wojna domowa w Syrii, a cały region zapłonąć może w każdej chwili. Z perspektywy czasu "Wiosna" to dla Maghrebu przejście z ery narodowo-socjalistycznych (częściowo niepodległych) państw do ery całkowicie skolonizowanych zamorskich terytoriów Stanów Zjednoczonych. Najlepszym przykładem tego jest Libia, w której za czasów Kaddafiego część zysków z ropy zasilała budowę szkół, czy też darmową opiekę zdrowotną. Obecnie ropa służyć ma wyłącznie zachodnim panom. Krytyczną ocenę zagospodarowanej przez amerykanów "Wiosny" wyrażają też mieszkańcy regionu, wyraźnie odczuwający z czyjej inspiracji pozbawia się ich surowców, pieniędzy, wolności i życia.

Od momentu, w którym w Krajach Arabskich rozpoczęły się antyamerykańskie protesty od razu zdehumanizowano ich uczestników, nie było też żadnych prób zrozumienia genezy tych działań. Żeby wytworzyć kulturowe sprzeczności produkowane są kulturowe ‘bariery nie do przejścia’, taką barierą ma być terrorystyczność (wkomponowana w naturę Araba) i fundamentalizm. Lęk przed religijnym fundamentalizmem Wschodu to czysto funkcyjny element zachodniego kolonializmu. Równie dobrze pozostałe kraje świata mogłyby obawiać się fundamentalizmu chrześcijańskiego i europejskiego/amerykańskiego, który doprowadził do dwóch wojen światowych, zrzucenia bomb atomowych, niezliczonych wojen kolonialnych i milionów ofiar w ludziach. Religijna tożsamość to dla Arabów nadbudowa i wehikuł dla całkowicie racjonalnych treści politycznych, tyle tylko, że są to treści pozostające w sprzeczności z żywotnymi interesami państw Zachodu.

Kwestie opresyjności kultury, religijności nadal pozostają otwarte, ale są tak samo otwarte na globalnym południu jak i na globalnej północy, co więcej – by nastąpiły przemiany i by dokonała się transformacja w kwestii tych lub innych praw wpierw nastąpić musi rozwiązanie podstawowych sprzeczności wynikających z układów kolonialnych, to bowiem kolonializm umocnił i zamroził konserwatyzm, tak jak działania USA umocniły fundamentalizm religijny, który stał się radykalną formą antyimperialistycznego oporu.


17 września, w rocznicę powstania ruchu Occupy Wall Street przez Nowy Jork przetoczyły się protesty, mniej więcej w tym samym czasie przeciw Stanom Zjednoczonym protestowano w Libii, Turcji, Afganistanie, Egipcie, Tunezji a w obecnej chwili trwa oblężenie ambasady USA w Pakistanie. I jedni i drudzy protestują przeciwko kapitalizmowi, jednak jakże inna jest sytuacja protestujących przy Wall Street od sytuacji tych żyjących w krajach Bliskiego Wschodu. To ci drudzy są dziś bliżej walki klas, ci drudzy nie mają nic do stracenia.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Moda na morderców

Chris Kyle, czyli "najskuteczniejszy snajper w historii USA" nie kryje swojego dorobku, a wręcz przeciwnie - chwali się i szczyci tym, że podczas amerykańskiej inwazji na Irak zabił co najmniej 160 ludzi. W Polsce, nakładem wydawnictwa ZNAK właśnie ma ukazać się autobiograficzna książka Kyle'a, zatytułowana "Cel Snajpera".

W świecie celebrytów, ludzi słynnych z tego, że są słynni prawdziwie autentyczne osiągnięcie Chrisa Kyle'a budzi wielki szacunek. Promocją jego osoby i działalności zajęły się wszystkie polskie czołowe portale internetowe. Kyle traktowany jest jak człowiek, który spełnił swój patriotyczny obowiązek, wykazał się męstwem, odwagą i stanowi wzór do naśladowania. Całą robotę odwala w tym przypadku liczba. 160 zabitych brzmi jak dobry wynik w grze komputerowej, takiej jak Counter Strike czy innej, z licznego grona niezwykle modnych gier-strzelanek. Fetowanie osiągnięcia tego mordercy wydaje się nie mieć końca. Musimy mieć jednak świadomość tego, że w imperialistycznych wojnach zginęło nie 160, a setki tysięcy osób, Chrisów Kyle'ów jest więc cała rzesza, prawdziwa chmara.

Do czego musiało dojść, żeby snajper-morderca mógł stać się herosem zachodniej cywilizacji (tej cywilizacji, która zawsze szczyciła się swoim humanizmem i etyką postępowania)? Przede wszystkim dehumanizacji i uprzedmiotowieniu ulec musieli mieszkańcy państw Wschodu, w szczególności Irakijczycy, których narodowość stała się tożsama z pojęciem terroryzmu. Dzięki temu Chris Kyle zabijając terrorystów, zabijał nie ludzi, a zagrażające nam zjawisko - terroryzm. Gloryfikacja amerykańskich morderców i polskich okupantów przychodzi łatwo, bo życie ludzkie przestało mieć znaczenie. Kult praw człowieka, o które Zachód zabiega wtedy, gdy chce zaatakować jakieś państwo z pozycji moralnej po to, by następnie usprawiedliwić militarną inwazję to nie kult człowieka, lecz kult wyłącznie Człowieka Zachodniego.

Kapitalizm liberalny przedstawia jednoznaczną wizję człowieka. Człowiek kupuje. Człowiek sprzedaje się na wolnym rynku. Człowiekowi zależy wyłącznie na pieniądzach. Człowiek jest bogaty i zamożny. Człowiek jest piękny i ma 'seksowne' ciało. Człowiekiem jest tylko pan i władca. Człowiekiem jest więc tylko podobny do mnie - do władcy.

Prawa człowieka dotyczą wyłącznie ludzi wpasowujących się w powyższą definicję. Zgodnie z tą definicją człowieka, osoby które nie są kapitalistycznie piękne, nie sprzedają się i nie kupują, nie są władcami, zakrywają ciało... nie są też i ludźmi. Stąd już bardzo krótka droga do wojny, legalnego mordowania i systematycznej likwidacji. Ofiary nie robiły zakupów w centrach handlowych, nie wyjeżdżały na wakacje do ciepłych krajów, nie miały konta na facebooku... a więc nie istniały. Tylko w nielicznych miejscach krążą jeszcze pogłoski, zgodnie z którymi Chris Kyle zlikwidował ludzi a nie ruchome, komputerowe cele o niskim ilorazie sztucznej inteligencji.

Utrata uprzywilejowanej pozycji na światowym rynku pracy jest czymś niewyobrażalnym. Chris Kyle to bohater, który zapewnił Zachodowi niezmierzone ilości Big Maców z McDonalda i tysiące litrów ropy do naszych wspaniałych, błyszczących samochodów. Cóż z tego, że przy okazji nie obyło się bez ofiar, lecz skoro ofiary nie były ludźmi, nikt o nich nie słyszał - żadna z nich nie wystąpiła przecież w "Tańcu z gwiazdami". Chris Kyle, nie Jezus, jest prawdziwym męczennikiem Zachodu. To właśnie Kyle musiał odwalić 'brudną robotę', a jak sam wspomina "miał opory" przed strzelaniem do kobiety z dzieckiem na rękach, ale opory te zdołał w sobie zwalczyć i dzięki temu sięgnął nieba, ideału, złamał ostatnią barierę w obronie 'wartości zachodu', które to umożliwiły i które na to zezwalają.

Na Zachodzie wszyscy szkolą się na Chrisów Kyle'ów. Trening jest bardzo skuteczny. Nie wszystkich zdołano niestety wysłać na czas do Iraku... Być może gdyby sprawcy masakry na premierze "Batmana", Jamesowi Holmesowi zdołano by dostarczyć na czas Irakijczyków zapobieżono by tragedii... Holmes w Iraku byłby kimś użytecznym, może nawet pobiłby rekord Kyle'a.

Chris Kyle może mordować. Polska, Stany Zjednoczone i inne kraje mogą brać udział w wojnach. Społeczeństwa nie reagują. Nie wierzą w to, że inny świat jest możliwy. Ofiara z trupów na zagranicznych wojnach wydaje się być ofiarą skromną i niezauważalną. Gdy ginie jeden z nas - reagujemy. Gdy ginie nie ktoś, a coś i płynie dla nas z tego korzyść... fetujemy.



-----------------------------------

Dopiero co rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Przy okazji przemarszu reprezentacji Syrii komentatorowi wymknęło się, że państwa uczestniczące w wojnach nie mogą - zgodnie z prawem olimpijskim - brać udziału w igrzyskach. Dla komentatora jedynym światowym agresorem jest Syria. Nie USA, nie Wielka Brytania, Nie Francja, nie Polska... lecz Syria. Mordercą również nie jest Barack Obama, nie jest nim Nicolas Sarkozy, nie jest nim Chris Kyle. Mordercami są ci, którzy działają przeciw nam, czyli przeciw imperializmowi, kimkolwiek by nie byli, z dzieckiem na rękach lub bez...

sobota, 16 czerwca 2012

Bezprawne długi, prawny system

Czy długi zawsze należy spłacać? Czy społeczeństwa powinny czuć się zobowiązane do spłaty długów, które zaciągane były na ich szkodę? Co zrobić ażeby uzdrowić pogrążoną w kryzysie finansowym Unię Europejską? Kogo posłać do więzienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada książka "Bezprawne długi". W swej książce François Chesnais, francuski profesor ekonomii i członek rady naukowej ATTAC-France bada przyczyny europejskiego kryzysu. Autor nie tylko dokonuje drobiazgowej analizy poszczególnych, najsilniej zadłużonych państw strefy euro, ale także demaskuje reguły gospodarki kapitalistycznej.

Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.

Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o  imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.

Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.

U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.

Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.

To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.

Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.

Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.

Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.

Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.

Tymoteusz Kochan

poniedziałek, 21 maja 2012

Kto dziś nie jest imperialistą?

Zadaję sobie to pytanie w chwili, w której wojna obchodzi już tylko nielicznych. Około dwóch tysięcy osób protestowało dziś w USA przeciwko szczytowi NATO. Większość z tych osób to członkowie ruchu Occupy Wall Street, stale włączający się w protesty tego rodzaju. Te wyjątkowo skromne protesty antywojenne mogą świadczyć o kondycji światowego ruchu pacyfistycznego i alterglobalistycznego. W krajach takich jak USA, czy Wielka Brytania społeczeństwa zostały całkowicie zdominowane przez polityczny imperializm i przyuczone do życia w świecie ciągłej wojny.

Współcześnie, dominacja polityczna imperializmu jest w Stanach totalna i całkowita. A przecież nie tak dawno (bo w latach 60-tych) ruch hippisowski był w stanie zorganizować prawdziwie masowe, spektakularne protesty. Na dziś wydaje się to niewykonalne. Hipisi stanowili olbrzymi ruch masowy, jaka była jego geneza? Hipisów zasilał bunt dzieci z konserwatywnych domów. Ta młodzież wychowywana była w duchu chrześcijaństwa, który z wiekiem dorastania okazywał się fałszywy i złudny. Pragnienie autentycznych więzi międzyludzkich, miłości i prawdziwych uczuć podszyte było specyficzną niby-religijną mistyką, której ton nadawał autentyczny humanizm. W tamtych czasach humanizm i zwrot humanistyczny wypływał z rozczarowania konserwatywnym życiem i jego zbójeckimi politycznymi metodami, kontrast tworzony był przez specyficznie naiwną moralność i prawdziwie bezlitosną praktykę życia społecznego. Obecnie metody, które niegdyś wywoływały oburzenie stały się normą i codziennością.

A zasługę tę przypisać można szalejącej propagandzie oraz klęsce ruchów pacyfistycznych i humanistycznych, w których przerwana została łączność pokoleniowa. W efekcie wojna została zorientalizowana[1]. Pojęciem "wojny" posłużyć można się dziś jedynie w stosunku do mieszkańców Zachodu i krajów pierwszego świata. Te same działania i praktyki wykorzystywane w krajach trzeciego świata, np. na Bliskim Wschodzie nazywane są „interwencjami „lub „misjami pokojowymi”. Wojna straszy więc nadal, ale dopóki nie dotyczy ona nas nie będzie się nią nazywać. Dlatego pomimo dziesiątek tysięcy mordowanych ludzi w Iraku i Afganistanie każdy zaczepiony na ulicy przechodzień stwierdzi, że żyjemy w czasach pokoju.

Skutecznie wyhodowana znieczulica wojenna posiada swe źródła w interesach i silnym imperializmie społeczeństw pierwszego świata. Wojny kierowane do zewnątrz, nie ważne jak bardzo brutalne i krwawe, znajdują się w kręgu ekonomicznego zainteresowania obywateli krajów zachodnich. Czerpanie zysków z kolonialnych wypraw ma swoją długą historię, podobnie ma się rzecz z przekupywaniem europejskiej klasy robotniczej częścią zysków z tych wypraw. Można więc paradoksalnie stwierdzić, że Stany Zjednoczone i Europa stają się coraz bardziej konserwatywne. W kulturze pozornej dokonują się kolejne przełomy na poziomie swobód obyczajowych, liberalizmu politycznego i szeroko rozumianego równouprawnienia. Najważniejszy szczegół tkwi jednak w tym kogo dotyczyć mogą tworzone, nowe swobody. W tym właśnie miejscu do głosu dochodzą sławne "prawa człowieka", zmodyfikowane o reguły pozbawiania tych praw skojarzone z prowadzeniem działań wojennych. Zachód do perfekcji opanował nadawanie i odbieranie ludziom rangi Człowieka, odgradzając się jednocześnie od wszelkich swobód i praw, które dotyczyć mogłyby innych niż kapitalistyczno-liberalne społeczeństwa. „Prawa człowieka”[2] działają w kapitalizmie na podobnej zasadzie co wolny rynek. W odróżnieniu od wolnego rynku (który prawdziwie „wolny” jest jedynie w państwach podbitych i skolonizowanych, gdzie „wolnością” staje się swoboda gospodarcza drapieżnika-zachodniej korporacji) prawa człowieka obowiązują nie do zewnątrz, tylko do wewnątrz, dotyczą wyłącznie pierwszoświatowego kapitalizmu i obywateli żyjących na jego zasadach.

Triumf imperializmu to dehumanizacja i kryzys kultury humanistycznej, to także klęska projektu i ideału socjalistycznego człowieka. Ludźmi są dziś wszyscy mieszkańcy planety Ziemia – z wyjątkiem tych, którzy zostaną w następnej kolejności zaatakowani przez USA i ich sojuszników.

Tylko radykalnie lewicowy ruch polityczny byłby w stanie odwrócić ten stan permanentnego imperializmu i orientalizacji wojny. Mam jednak wątpliwości co do tego, czy taki ruch ma obecnie w ogóle szansę powstać w jednym z krajów Zachodu. Aby stworzyć w polityce nowe warunki i prawdziwie emancypacyjny kontekst społeczny potrzebna byłaby fala, które całkowicie zaprzeczyłaby dotychczasowym praktykom stosowanym przez kraje pierwszego świata. Słabe i egoistyczne, pozbawione (często naiwnej, acz pięknej) niby-religijności humanistycznej, buntujące się klasy średnie nie przedstawią nowego projektu społecznego, nie posłużą się też odważnym wartościowaniem, które mogłoby definitywnie wykluczyć klasy te ze współuczestnictwa w kapitalistycznym życiu.

Usiłując odpowiedzieć sobie na tytułowe pytanie musimy zdać sobie więc sprawę jak trudno jest dziś nie być imperialistą i jak trudno jest sprzeciwić się wojennej logice systemu - kapitalizmu wojennego. By nie być w Europie imperialistą należy się wręcz zrzec obywatelstwa (przynajmniej kulturowego). Albowiem w świecie bez imperializmu nie giną tylko rzeczy „złe” jak bomby kasetowe, trupy, czy przemoc – giną też rzeczy „wspaniałe” – takie jak tania ropa naftowa, duże zyski zachodnich firm i płynące z nich podatki , czy anglojęzyczne hity na listach przebojów.

W walce o świat bez wojen i imperializmu zostawiliśmy Irakijczyków, Afgańczyków, Palestyńczyków… samych, organizując co najwyżej smsowe akcje charytatywne i wzruszające raporty z obszarów dotkniętych konfliktem. Ten kult bezbronnych ofiar zdaje się jednak ofiarom nie pomagać…

Pytanie pozostawiam otwarte.



[1] Za Edwardem Saidem orientalizację rozumiemy jako proces naznaczania tego co zewnętrzne, zamknięte i dzikie w porównaniu do świata Zachodu. W stosunku do orientu przestają się liczyć prawa respektowane w pierwszym świecie, w niepamięć odchodzą normy i wszelka "europejska moralność". Jerzy Kochan poszerzając pojęcie orientalizacji zwrócił uwagę, że podobny proces możemy obserwować także w przypadku ocen ruchu socjalistycznego i komunistycznego - lewicowe treści są naznaczane jako rosyjskie, wschodnie i dzikie - dzięki czemu skutecznie kryminalizuje się i wypycha je poza nawias społecznej rzeczywistości.

[2] Szeroko o polityce praw człowieka i praktyce dehumanizacji ofiar pisze w swoim tekście Étienne Balibar - http://nowakrytyka.pl/spip.php?article310