Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Zadłużcie się jeszcze bardziej... P.S - Radźcie sobie sami

Rząd dostrzegł wreszcie problem niedoboru mieszkań. Pojawił się nowy projekt. Dofinansowywanie nowych mieszkań dla młodych ludzi ma się w Polsce odbywać poprzez dofinansowywanie... kredytów.

Umarzanie kilku procent kredytu to nowy sposób, którym rząd chce załatać braki mieszkaniowe. Pomysł, delikatnie mówiąc, chybiony.

Państwo nie tylko promuje tym samym zadłużanie się w nieskończoność, ale przede wszystkim ignoruje 3/4 społeczeństwa, czyli wszystkich tych, których na wysokie kredyty nigdy nie będzie stać. Kto może się zadłużać? Komu banki udzielają kredytów?

Przede wszystkim stale zatrudnionym. Tym, których dochody pochodzą ze śmieciówek (a przypominam, na śmieciówkach w Polsce pracuje 1/3 zatrudnionych) te kredyty nigdy nie zostaną udzielone. Jak otrzymać kredyt w kraju, w którym oficjalna ideologia promuje śmieciową elastyczność?

Dobre pytanie.

Nikt oczywiście nie wpadnie na oczywiste rozwiązanie problemu: społeczne budownictwo mieszkaniowe. Bo przecież na tym w żaden sposób nie zarobiłby banki, byłby to czysty koszt, a przecież koszt to w neoliberalnym słowniku słowo nieczyste. Koszt nie przynoszący natychmiastowo przekraczającego go zysku to grzech śmiertelny. Grzech niekapitalizmu, którego najlepszym przykładem są kompletnie nieopłacalne z tej perspektywy dzieci. Chyba należałoby z nich zrezygnować.

Kościoły jak widać są różne.

W swojej dzisiejszej wypowiedzi Premier stwierdził, że wolałby, by jego syn był spawaczem, niż bezrobotnym. Zachęcał też do zmieniania zawodów i pracowania w zawodzie niewyuczonym.

Cóż za genialny pomysł! W końcu jak twierdzą eksperci "lepsza jakakolwiek praca niż bezrobocie". Tak jak gdyby ludzie z własnej woli siedzieli na bezrobociu, tak jak gdyby miliony miejsc pracy roiły się na rynku.



Niestety, jedyna potencjalna kuracja została zakazana. Trup koncepcji tworzenia miejsc pracy przez nasze państwo został pochowany już dawno temu.

Premier, szef państwa, które zajmuje się przecież edukacją, bezradnie rozkłada ręce. Nie ma dla niego nic dziwnego w tym, że kształci się ludzi po nic, że nie istnieje żaden plan zatrudnienia. Wyrzucanie pieniędzy na śmietnik, kompletna fikcja edukacji nie są już nawet dla niego sprawami wstydliwymi.

Jest to normalność.

Praca, czy niewolnictwo?

Neoliberalne gadzinówki ruszyły na żer. Informacje o domniemanej propozycji uzusowienia umów śmieciowych, którą miałby przedstawić Donald Tusk w swoim piątkowym Expose wywołały prawdziwy skandal. W jednej chwili cały kapitał obrócił się przeciwko Premierowi, w jednej chwili kapitał zdecydował się Tuska zniszczyć.

Nagle nawet PiS, w osobie Adama Hoffmana, zrezygnowało z postulatu uskładkowienia umów śmieciowych, ukazując swoją prawdziwą, neoliberalną, burżuazyjną twarz i bez żadnych wyrzutów sumienia depcząc swoje wcześniejsze obietnice. Podobnie PSL, słowami Pawlaka zaczęło przestrzegać przed spodziewanymi planami Tuska, wicepremier stwierdził wręcz, że to dzięki umowom śmieciowym uniknęliśmy kryzysu i dzięki temu nie jest u nas tak źle jak w Hiszpanii.

Fakt, tak źle nie jest... jest kilka razy gorzej i biedniej.

Tusk ma nóż na gardle. Wie doskonale, że społeczeństwo ustawicznie pogrąża się w biedzie, a jednocześnie odnotowujemy przecież stały wzrost gospodarczy. Nieuzusowienie umów śmieciowych to dla Tuska gwarancja utraty opinii i władzy, gwarancja problemów budżetowych, krachu emerytalnego i katastrofy politycznej. Jego instynkt przetrwania może kazać mu realizować zadania racjonalne, nawet kosztem akceptacji antyneoliberalnego charakteru tych postulatów.

Pracobiorcy (czyt. 'pracodawcy' oszukańczo zwani pracodawcami, albo po prostu właściciele kapitału) straszą nas / pracowników najemnych / , że jeśli umowy śmieciowe zostaną obłożone zusowską składką to oni zrezygnują z zatrudniania pracowników i wszyscy wylądujemy na bruku. To czysty szantaż. Państwo musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest za realizacją interesów ok. 5% społecznej śmietanki właścicieli, czy też jest od tego by zabezpieczyć godziwą pracę, płacę i emerytury druzgocącej większości społeczeństwa. To spór o to, czy Polska jest, czy nie jest kolonią.

Pracobiorcy otwarcie kłamią - to że zmniejszy się ich stopa zysku nie zmieni tego, że warunki zatrudniania (a więc i wyzysku) w Polsce i tak pozostaną jednymi z najatrakcyjniejszych w regionie i całej Unii Europejskiej. Komitet barbarzyńskiej eksploatacji - którym jest rząd RP - musi zmienić swoją strategię. Wyzysk w tej skali co dotychczas musi się skończyć. Chyba, że mielibyśmy zrezygnować z tego , co pracobiorcy nazywają 'kosztami pracy', a więc z emerytur i z ubezpieczenia zdrowotnego. Tego nie zrobimy. Na to nie pozwolimy.

Myślenie prostackiego wyzyskiwacza jest proste. Życie pracownika zarówno przed podjęciem pracy, tak jak i życie pracownika po podjęciu pracy nic go nie obchodzi. Nie interesuje go nawet jego stan zdrowia, bo zawsze może przecież zastąpić jednego taniego frajera, drugim tanim frajerem, zwłaszcza, że do 67 roku życia i tak mało kto dożyje, jest więc z kogo wybierać. Poza maksymalną, krótkotrwałą eksploatacją naszych pracobiorców nie interesuje nic.

Oni chcą byśmy my też nie byli zainteresowani niczym innym, tylko tym, żeby oni mogli dawać nam jak najmniej.

‘Pracodawcy’! Nie zatrudniajcie jeśli macie wyzyskiwać ludzi do tego stopnia, że nie stać ich będzie na emeryturę, jeśli nie stać ma nas być na opiekę zdrowotną. Jeżeli nie stać was na pracowników, jeśli bycie zatrudnionym ma oznaczać bycie niewolnikiem to zajmijcie się czymś co potraficie, zajmijcie się godziwszym zajęciem. Do biznesu po prostu się nie nadajecie! Na wasze miejsce przyjdą inni, którzy nie chcą mieć w sercu Europy Bangladeszu, a jeśli nie – społeczeństwo poradzi sobie bez was.

Kłamstwa, że zamkniecie firmy, gdy zostaną uskładkowione umowy śmieciowe wciskajcie komu innemu. Z czego będziecie żyli jeśli pozamykacie firmy? Co będziecie robić?

Nie wmawiajcie nam polityki jedności narodowej. Polityka jedności społecznej nie istnieje - nie, jeśli w jedności tej mają znajdować się cyniczni wyzyskiwacze. Jeżeli zieloność naszej wyspy ma wiecznie polegać wyłącznie na tym, że jej mieszkańcy są najtańszą siłą roboczą w Europie, to lepiej tą wyspę spalić i zacząć budowę kraju od nowa.

poniedziałek, 14 maja 2012

Przyszłe reformy, przyszłość pracowników



Odbyło się głosowanie dotyczące podniesienia wieku emerytalnego do 67. roku życia. Głosami PO, PSL i Ruchu Palikota wiek emerytalny podwyższono. Klamka zapadła, wkrótce wszystkim pracującym dodane zostaną zgodnie z przelicznikiem kolejne miesiące pracy, aż do całkowitego wydłużenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn. Polacy pracować będą dłużej. Mroczne, skrywane przez rząd fakty są takie: co trzeci Polak nie dożyje emerytury, żyjemy znacznie krócej niż Europejczycy na Zachodzie, już teraz osoby powyżej 55 roku życia mają olbrzymie trudności ze znalezieniem pracy, a także nie istnieje jakakolwiek skuteczna państwowa strategia dotycząca tworzenia miejsc pracy. Rząd Platformy posiada jasny plan i realizował go będzie z całą bezwzględnością. Jaki to plan, czyj to plan? By uzyskać odpowiedź wystarczy poszperać w rozwiązaniach gospodarczych proponowanych przez neoliberalne instytuty, fundacje i grupy nacisku.


1. Podwyższenie wieku emerytalnego

Podwyższenie wieku emerytalnego służy dwóm najważniejszym celom - obniżeniu ceny siły roboczej poprzez zwiększenie ilości konkurujących ze sobą pracowników na rynku oraz oszczędności, którą zapewni mniejsza liczba koniecznych do utrzymania emerytów. Wydłużenie wieku emerytalnego to doskonały interes dla poszukujących taniej robocizny kapitalistów. Rozwiązanie to rekomendowane jest przez takie instytucje jak Bank Światowy, a także Forum Obywatelskiego Rozwoju, stało się też priorytetem dla rządu. Innym priorytetem są też radykalne cięcia i niskie składki emerytalne oraz jak najniższe świadczenia. W przyszłości, kiedy ostatnie pieniądze nazbierane za czasów Polski Ludowej zostaną wydane, minimalna emerytura wynosić będzie około ~635 zł. Nie pozostanie nic innego jak liczyć wyłącznie na siebie lub swoje dzieci – jak radził z resztą wicepremier Waldemar Pawlak. 


2. Deregulacja i liberalizacja zawodów

Mowa o tzw. "uwolnieniu zawodów". Rząd już teraz planuje uwolnić ponad 50 zawodów regulowanych. Ma to "zwiększyć konkurencję" i "zwiększyć zatrudnienie". Wiele profesji stanie się przedmiotem intensywnej rywalizacji drobnych i średnich podmiotów gospodarczych. Deregulacja umożliwi wejście na rynek dodatkowego kapitału, małe firmy szybko jednak upadną i przepadną w rywalizacji z dużymi spółkami i korporacjami - deregulacja będzie dobrą okazją do wywłaszczenia, a także - co najważniejsze - do obniżenia kosztów kształcenia pracowników przez pracodawców. Od chwili wprowadzenia zmian w życie trenerem, taksówkarzem, czy przewodnikiem turystycznym zostać będzie mógł niemal każdy. Konsumenci tych usług staną się w dużej mierze bezradni, szybko wzrośnie też bezrobocie w wyniku niekontrolowanych boomów na poszczególne branże. Gowinowską strategię od dawna wspiera Fundacja Republikańska oraz oczywiście fundacja Balcerowicza.


3. Likwidacja okresu ochronnego

Przedsiębiorcom bardzo ciąży okres ochronny pracowników. "To, że pracodawca nie może zwolnić osoby od 56. roku życia w przypadku kobiet i 61. roku życia w przypadku mężczyzn, sprawia, że znalezienie pracy po pięćdziesiątce jest prawie niemożliwe - twierdzi Małgorzata Rusewicz." Marzeniem zatrudniających jest likwidacja emerytur, likwidacja okresu ochronnego i całkowita dowolność w kwestii zatrudniania/zwalniania ludzi. Propaganda przeciwko okresowi ochronnemu już przewija się na portalach internetowych i w gazetach, projekt gorąco wspiera Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Tylko kwestią czasu jest, kiedy rząd zabierze się do realizacji tego postulatu.


4. Likwidacja ochrony lokatorów

Już teraz resort budownictwa chce skasować przepis zgodnie z którym eksmitowanym kobietom w ciąży i rodzinom z dziećmi przysługuje lokal socjalny.  Te działania związane są z neoliberalną strategią, która polegać ma na "uwolnieniu rynku mieszkań na wynajem". Nie istnieje żadna publiczna strategia tworzenia nowych mieszkań, od czasu do czasu z konieczności stawiane są najwyżej kontenery. Stopniowe uwalnianie rynku mieszkań jest doskonałą okazją dla spekulacji kredytowych, w których prym wiodą instytucje finansowe i banki. Państwo likwidując swoją obecność na rynku mieszkaniowym zyskuje oszczędność i wspiera prywatny kapitał, który jest z nim bezpośrednio powiązany. Lokatorzy (szczególnie ciążaci i dzieciaci) dostaną w prezencie poczekalnie na odremontowanych na Euro 2012 dworcach.


5. Przekwalifikowanie rolników na pracowników

Ten autorski projekt Forum Obywatelskiego Rozwoju zakłada przesunięcie 160 tysięcy ludzi z sektora rolnictwa do sektora usług i przemysłu. Działanie to "zapewnić ma wzrost PKB o 0,9 proc". Eksperci Balcerowicza są wyjątkowo optymistyczni w swej wierze, że ludzie ci znaleźliby zatrudnienie gdzie indziej. Gwarancją pracy dla nich ma być... ich niskie wynagrodzenie. Ta stricte burżuazyjna logika, którą posługują się neoliberałowie za cel swej polityki zakłada stworzenie jak największej liczby, jak najtańszych pracowników najemnych. Niskie stawki nie są wcale środkiem do powszechnego zatrudnienia (chyba, że w rachubę wchodziłyby stawki rzędu 200 złotych miesięcznie), tylko do zwiększenia konkurencji na rynku i stworzenia możliwości uzyskiwania jak największej wartości dodatkowej. Rolnicy, których obecnie utrzymują w dużej mierze dopłaty unijne znajdują się poza rynkiem, są poza nawiasem rynkowej konkurencji - i to doprowadza neoliberałów do irytacji.


6. Inwestycje prywatne z publicznej kasy

Posługujący się neoliberalizmem przedsiębiorcy wcale nie zrezygnowali z udziału państwa w gospodarce. Wręcz przeciwnie - pragną oni, by państwo utrzymywało ich i fundowało im życie wykładając środki na prywatne inwestycje. W kraju, w którym wszystko co państwowe i publiczne cieszy się opinią nierentownego, przynoszącego straty i szkodliwego publiczne środki pójdą do kieszeni prywatnych właścicieli - którzy być może zrobią to co do nich należy, rzecz jasna mając na uwadze przede wszystkim jak największe oszczędności i jak największą prywatną korzyść. "Wzrost stopy oszczędności krajowych i podniesienie poziomu inwestycji pomogłyby PKB. Poziom inwestycji to ok. 20 proc PKB rocznie, w tym tylko ok. 15 proc. prywatnych. Potrzebny jest lepszy dostęp do krajowego kapitału, czyli oszczędności." - czytamy w Forbesie. Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Jak oszczędzać i jednocześnie wydawać na inwestycje, którymi zajmą się żądni zysku przedsiębiorcy? Wydawać mogłoby się, że jest to niemożliwe. A jednak można to zrobić - wystarczy brać pieniądze od przeciętnych obywateli, po czym oddawać je na rzecz prywatnych inwestycji. Temu służyć będą podatki - transferowi pieniędzy od pracowników najemnych do przedsiębiorców.


7. Atak na uczelnie

Ostatnimi czasy wiele mówi się o produkcji bezrobotnych na polskich uczelniach wyższych. Burzę swoim wystąpieniem rozpoczął prezes PZU, później pojawiły się kolejne krytyczne głosy wobec sposobów kształcenia na uniwersytetach. Cała krytyka skupiona została wyłącznie na uczelniach i zatrudnionych w nich pracownikach, podczas gdy ani słowem nie poruszona została kwestia wielkiego boomu prywatnych uczelni i świadomego otwarcia przez państwo uczelni wyższych na wszystkich kandydatów. Nie mówi się o tym, że celowo zdestabilizowano edukację wyższą i zrobiono z uczelni przechowalnię, lodówkę zamrażającą i pacyfikującą na czas studiów przyszłych bezrobotnych. Atak na uczelnie szybko zagospodarowany został przez neoliberalne instytucje, które już teraz proponują przejście do modelu edukacji wyższej przyjętego w USA. Płatny drugi kierunek studiów to dopiero początek, już teraz FOR lobbuje za wprowadzeniem powszechnej odpłatności wraz z systemem kredytów studenckich i stypendiów. Studenci kończący studia z kredytami rzędu kilkuset tysięcy złotych? Już wkrótce.
 

Jak widać przyszłość polskich pracowników nie jest elastyczna. Jest określona, zaplanowana i dawno już przewidziana...

piątek, 23 marca 2012

Droga praca dla wszystkich!

Podejście ekonomiczne wszystkich partii politycznych w Polsce jest identyczne. Cechuje je dążenie do obniżania kosztów pracy, współczująca i poddańcza postawa wobec przedsiębiorców i całkowita uległość wobec mistycznych sił rynkowych. W tej reprezentowanej przez polityków wszystkich maści postawie ekonomia staje się polem, w którym stają się oni bezsilni, w którym każdy ich zdaniem człowiek, nawet wyposażony w najlepsze intencje, jest bezradny i może tylko poddać się kapitalistycznym siłom natury. Te siły natury ukierunkowane są bardzo konkretnie. Każą pracownikom ponosić wszelkie koszty nieudolnego kapitalizmu, państwo pozbawiają wszelkich zdolności interwencyjnych i pozostawiają ludzi na lodzie, uświadamiając im, że są oni tylko narzędziem w wytwarzaniu bogactwa, którego prawdziwi twórcy nie ujrzą nawet na oczy. Królowanie umów śmieciowych, likwidowanie emerytur, obniżanie podatków dla najbogatszych. Wszystko przedstawiane jest jako nieuchronność. I wszystko to nieuchronnością nie jest.

Całą gospodarkę oddano we władzę prymitywnego, neoliberalnego kapitalizmu, sterowanego przez siły spoza granic. Rola państwa, które dba została zlikwidowana. Przy pomocy uzyskiwanych z podatków środków nie prowadzi się już polityki pełnego zatrudnienia, nie ma żadnych przyszłościowych inwestycji publicznych. Jeżeli dodamy do tego coraz niższą kwotę, którą aktywnie operuje budżet to uzyskamy odpowiedź na pytanie dlaczego nasze zadłużenie rośnie i dlaczego nie ma pieniędzy na wypłatę emerytur. Wycofywanie się państwa z gospodarki, uległość lobby przedsiębiorców w każdej kwestii, poddańcze zachowanie wobec zewnętrznych rynków prowadzi do minimalizmu gospodarczego - minimalnych płac, minimalnych wydatków i zniewolenia, upodlonego przez wyzysk społeczeństwa[1]. Bezczynność i bierność państwa, które oszczędza przed podatkami najbogatszych i przedsiębiorców, stała się wytrychem dla kolejnych, rosnących roszczeń kapitału. Państwo jako asystent spekulantów giełdowych, zbrojne ramię Lewiatana i BCC, reprezentant jedynej słusznej doktryny - staje się i ulega transformacji w prywatną korporację o specyficznie, pseudowspólnotowym charakterze. Strategia tej korporacji to "prowadzić politykę stałego relatywnego ograniczenia wydatków budżetowych i kosztów pracy, m.in bardzo restrykcyjnie pilnować równowagi finansów publicznych i uelastycznić rynek pracy"[2].

Rząd przedstawia swoje postępowanie jako logiczne i spójne. I jest ono takim - tyle, że jedynie w obrębie przyjętej przez rząd strategii. Można i trzeba wyjść poza ten schemat. Ażeby go przekroczyć dokonać należy niewyobrażalnego, bo niewyobrażalnym jest dziś dla polityków skolonizowanych przez kapitał partii działanie inne niż pod dyktando neoliberalnej doktryny. Cięcia, malejący budżet, niestabilność, bieda, bezrobocie, nierówności... są przedstawiane jako zewnętrzne i niezależne od przyjętego przez rząd postępowania, kryje się za tym pakt i zmowa. Wszystko co - zdaniem rządu - należy robić to reperować i dokręcać odpadające śrubki, prowadzić dialog, nieśmiało machać chudą nóżką... co i tak kończy się pełną realizacją żądań rynków - które nie są mistyczną siłą, a konkretnymi grupami interesów i lobbystów odciskających swój wpływ na rządzie i państwie dzięki przewadze ekonomicznej i ideologicznej.

O ile trudno będzie stworzyć przeciwwagę ekonomiczną dla skapitalizowanych rządów i partii, o tyle stosunkowo łatwo można sformułować kontrideologię i alternatywną, przeciwstawną doktrynę. Doktrynę wspólnoty, samodzielności, samorządności, sprawiedliwości społecznej i antykapitalizmu. Żądajmy drogiej pracy, dużego długu na poczet wydatków i bezpiecznej przyszłości, inwestycji rządowych projektowanych z myślą o korzyści wspólnoty, a nie indywiduów, żądajmy nieelastycznego zatrudnienia i trwałej godności ludzi pracy. Dokonać niemożliwego oznacza dziś zrobić bardzo niewiele, to kilka decyzji, kilka posunięć na wysokim szczeblu zarządzania, to bardzo proste kroki, które będą cieszyć cię poparciem większości. Łódź rządzących płynie pod prąd interesu społecznego, lecz zawrócić można ją stosunkowo prosto - by tego dokonać trzeba mieć kim zastąpić starą, zgniłą załogę, potrzebna jest odwaga i zorganizowana reprezentacja alternatywy politycznej.


[1] W toku dyskusji na temat podwyższania wieku emerytalnego żaden komentator nie zapytał rządu o to gdzie podziały się środki odłożone ze składek zatrudnionych? Jeżeli teraźniejsze emerytury opłacane są ze środków zatrudnionych teraz, to co stało się ze wcześniejszymi przychodami? Należy też zadać pytanie, jak rząd wyobraża sobie wypłacanie emerytur zatrudnionym na umowach śmieciowych, a także o wysokość płaconych składek ubezpieczeniowych. Dlaczego nie są podejmowane wysiłki, które zmierzałyby do likwidacji stale ponad 10 procentowego bezrobocia? Dlaczego z taką obojętnością przyjęto do wiadomości fakt milionowych emigracji zarobkowych z Polski? Dlaczego nie istnieją żadne poważniejsze, publiczne plany inwestycyjne, które tworzyłyby miejsca pracy? Odpowiedź na wszystkie te pytania jest jedna i ta sama: w Polsce świadomie realizowany jest plan, który ma na celu przeistoczenie kraju w peryferyjny rezerwuar najtańszej w Europie siły roboczej.
[2] Forbes, 3/2012, s.18

piątek, 17 lutego 2012

Zlikwidować emerytury, obniżyć koszty pracy, z roboty na cmentarz

Minister Rostowski i cała tuba propagandowa rządu działa już i lobbuje na rzecz podwyższenia wieku emerytalnego. Obiecywane są cuda na kiju, "Już za 8 lat znalezienie pracy nie będzie problemem"[1] recytuje minister - I ma rację, bo nikogo już wtedy w Polsce nie będzie. Już dziś 13 procentowe bezrobocie, brak perspektyw i całkowita prywata w sektorze zatrudnienia skłoniły miliony do emigracji - a będzie jeszcze gorzej, dlaczego? Bo rząd Platformy to marionetka w rękach Lewiatana, BCC i Bieleckiego. Żeby lepiej zrozumieć działania rządu zastanówmy się przez chwilę na poważnie nad konsekwencjami postulowanego przedłużenia wieku emerytalnego...

Podstawowym celem przesunięcia wieku emerytalnego jest obniżenie ceny pracy. Im tańszy będzie dla państwa emeryt, im większe będzie bezrobocie [bo bezrobotnym będzie się do samej śmierci] tym tańsza będzie dla kapitalisty praca. Rezerwowa armia bezrobotnych obejmująca bezrobotnych do późnej starości i samego grobu oraz pracujący bez prawa do emerytury na starość to marzenie budżetowe neoliberała. Oszczędność na świadczeniach to jedno, drugie to presja, która odciśnie się na społeczeństwie. W chwili gdy pracy poszukiwali będą wszyscy do 67 roku życia, będzie ich tak wielu, że będą zmuszeni przyjąć każde proponowane im warunki zatrudnienia. Polska stanie się krajem starych pracujących i młodych emigrantów, cmentarzyskiem w sercu Europy.

Nie jest przypadkowym fakt, że jako pierwszy otwarcie pomysł rządu poparł Janusz Palikot i jego ultraliberalna partia[2], która zaadoptowała język naturalizmu neoliberalnego. Żadna partia w kraju nie jest odważna na tyle, by zaproponować prawdziwie alternatywne rozwiązania. Nie ma inwestycji, nie ma polityki tworzenia miejsc pracy. Jedyną polityką jest polityka deregulacji i prywatyzacji, wyprzedaży i napadu przed zamknięciem sklepu. Wyznawcami świętych cięć i ograniczania roli państwa jest Tusk, Palikot i cała skorumpowana wolą możnych tego kraju elita. W kraju, w którym miało nie być kryzysu i w którym ponoć nigdy on nie nastąpił będą teraz podejmowane najbardziej bezwzględne i brutalne[3] działania, dążące do upodlenia pracujących i stworzenia enklawy taniej pracy dla unijnych sąsiadów na eksport i żebraczej pracy na miejscu.

[1] http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,11139650,Rostowski_w_TOK_FM__Juz_za_8_lat_znalezienie_pracy.html
[2] http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,11111446,_Bedziemy_pracowac_dluzej___Pomysl_rzadu_popiera_tylko.html
[3] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-prawda-jest-brutalna-i-z-brutalna-szczeroscia,1,5026477,wiadomosc.html

poniedziałek, 19 września 2011

Edukacja na bezrobocie

Czym jest wykształcenie wyższe? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Z upływem lat w kulturze akademickiej przemianie uległo wiele aspektów. Prościej jest dzisiaj zostać studentem na wyższej uczelni i uzyskać wyższe wykształcenie, rozmnożyły się różnorodne, nowe gałęzie nauki, które umożliwiają niespotykaną w dotychczasowej historii specjalizację na wybranym przez studenta kierunku, zmianie uległ status absolwenta a także diametralnej przemianie poddany został sam proces kształcenia i jego funkcja we współczesnym, kapitalistycznym społeczeństwie.

Uniwersytet trwa. Gdy w samochodzie kończy się paliwo, pojazd napędzany siłą rozpędu mknie jeszcze przez kilkadziesiąt metrów naprzód impetem samej skorupy. Podobnie jest z dzisiejszymi szkołami wyższymi - ich hierarchia, tradycja i rytuały zaklęte w podtrzymywanie pozorów trwają niezmiennie od wielu wieków. Paliwem uniwersytetów są absolwenci. Studenci, którzy ukończyli uniwersytety [dawniej witani na wsiach niczym herosi] są dzisiaj ogromną rzeszą ludzką, dla której ucieczka w edukację była próbą realizacji marzeń o godnej pracy, staraniem o szybki awans w hierarchii społecznej. Niespodziewanie system uległ gruntownej przemianie.

W przeszłości na wyższe uczelnie dostawali się przede wszystkim ludzie wyjątkowo uzdolnieni i utalentowani lub bogaci - przez to uniwersytety przyodziane zostały w hipnotyzującą aurę statusu. Status ten stał się doskonałym towarem w nowych realiach: realiach liberalnej gospodarki rynkowej. Nic dziwnego, że już kilkanaście lat po transformacji ustrojowej w Polsce zaczęły rodzić się jak grzyby po deszczu prywatne uczelnie, oferujące ten nieosiągalny dla poprzednich pokoleń dyplom za pewną sumę pieniędzy. Nagle studia stały się dostępne dla dużej liczby ludzi, także dla dzieci pokolenia, któremu w dużej mierze odmówiono w przeszłości [często bardzo słusznie] wyższego wykształcenia. Rozpoczęła się przemysłowa produkcja ludzi, którzy w następnych latach stanowili doskonały towar eksportowy jako tania siła robocza do prac fizycznych na Zachód.

Dawniej potężną barierą dla kandydatów były bardzo trudne egzaminy wstępne, jeszcze dawniej była nią sztuka czytania i pisania wiązana ze statusem społecznym i usytuowaniem na drabinie społecznej. W nowej rzeczywistości czasy gdy z szacunku tytułowano ludzi z wykształceniem uniwersyteckim Per Magistrze minęły, minęły też czasy gruntownej edukacji i oczytania - albowiem aby zachować rosnącą stopę zysku na rynku prywatnej edukacji uproszczono programy, 'uelastyczniono' kryteria i wymagania. Dzisiaj nie czyta się książek już od gimnazjum i liceum, zamiast tego proponuje się kilka stron opracowania, tymczasem zamiast oddelegowywać ludzi niezdolnych do przeczytania pojedynczej książki do szkół zawodowych trzymani są oni w liceach ogólnokształcących by później zasilać warstwę 'lipnych studentów'.

Absolwenci uczelni stają się bezrobotnymi, których system oszukał. Przy okazji prywatyzacyjnego boomu w Polsce upadły w zasadzie uczelnie techniczne, a gniew ludzi rozładowano tworząc tą przetwórnię pseudoabsolwentów jaką są dzisiaj liczne prywatne uczelnie, które miały być obietnicą awansu społecznego. Boom edukacyjny skutecznie zamaskował brak miejsc pracy i bolączki związane ze złodziejską prywatyzacją - w trwającej gorączce przedwyborczej postulat tworzenia miejsc pracy jest niemalże całkowicie nieobecny, zamiast tego politycy prześcigają się w obietnicach budżetowania dosłownie wszystkiego, ale z jakich środków zamierzają to zrobić? Dzisiaj rzesze młodych bezrobotnych mają jeszcze możliwość emigracji za pracą - w realiach Europy pogrążonej w kryzysie ten wulkan niezadowolenia i nowe rzesze bezrobotnych zostaną jednak w kraju.

Dzięki tej pozornej powszechnej dostępności wyższego wykształcenia rozbrojone zostały potencjalne niepokoje społeczne związane z poczuciem izolacji od lepszej edukacji, lepszej płacy. Tą lepszą edukację nadal zapewnia pieniądz. Oxfordy, MIT'y i inne prestiżowe uczelnie za granicą i w Polsce płacić każą sobie dziś tyle co nigdy, zachowując przy tym kryteria jakościowej eliminacji kandydatów. Tak trwa proces fałszywej edukacji, na horyzoncie czai się jednak bolesne przebudzenie.