Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewolnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewolnictwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

W niewolniczej dziurze

Sejmowy cyrk trwa.

Mieliśmy dziś dosłownie wszystko.


1) Premiera snującego kłamliwe wizje i nie czującego się odpowiedzialnym za sytuację gospodarczą w kraju

2) Palikota skarżącego się na to, że zagłosował za podniesieniem wieku emerytalnego za frajer

3) PiSowców uwrażliwionych społecznie, na kilka dni po tym jak głosowali za projektem Solidarnej Polski dotyczącym zaostrzenia prawa aborcyjnego

4) Hucpę z nibypremierem Glińskim na czele

5) idiotyczne głosowanie nad wotum zaufania

...


Sytuacja nie wygląda zbyt różowo.


Jedyne inwestycje państwowe, jakie planowane są przez rząd to takie, które przydatne będą przede wszystkim dla kapitału. Dlatego ciągle mówi się głównie o autostradach. Majaczące na marginesie przedszkola i urlopy macierzyńskie to tylko zasłona dymna, doskonale wiemy przecież jaka do tej pory była polityka Platformy w stosunku do kobiet i rodzin. Wiemy też z jakim zapałem zatrudniane są przez naszych pracodawców kobiety, które zamierzają mieć dziecko i skorzystać z macierzyńskiego.

Naczelnym zadaniem Tuska jest to, żeby jego państwowy komitet barbarzyńskiej eksploatacji nie rozsypał się do reszty, tylko dalej zbierał podatki [głównie od pracowników] i wydawał później te środki na to, czego od państwa wymagają prywatni inwestorzy.

Cisza wokół tematu systemu podatkowego to dowód na to, że nic się nie zmieni.

Uskładkowienie umów śmieciowych okazało się dla Premiera projektem zbyt rewolucyjnym. Tusk w jeden dzień nieomalże nie stracił władzy, tylko z tego powodu, że w mediach pojawiły się pogłoski(!) o tym iż zamierza on uzusowić ten rodzaj umów.

Teraz wmawia się nam, że ZUS i podatki płacone przez zatrudniaczy to dla pracownika same szkody. Emerytury, publiczna opieka zdrowotna, prawa socjalne... wszystko to jest jedynie chorym wymysłem państwowej biurokracji, a dla pracownika najlepiej będzie, jeśli otrzyma na swym śmiertelnie uelastycznionym stanowisku 300 zł i sam opłaci sobie to wszystko.

Największym sukcesem Polski po 1989 roku jest przecież zrobienie z Polaków taniej siły roboczej. Podpychanie 'taniego polaka' zachodniemu pracodawcy stało się prawdziwym rytuałem, dla każdej partii i dla każdej władzy. Nie ma tu miejsca na jakąkolwiek godność.

Wszyscy grają dziś w ciuciubabkę, obiecują inwestycje, ale nie chcą sięgnąć do kieszeni kapitalistów i najbogatszych. Nikt nie chce inwestować w publiczną własność w ten sposób, aby uzyskiwać z niej stałe przychody. Premierowi pozostaje więc tylko składać puste obietnice, twierdzi on wręcz, że nowe inwestycje mogą być finansowe ze środków pochodzących z.... prywatyzacji! (Pojawia się tylko pytanie jak długo można się utrzymywać z własności powstałej w PRL-u?)

Kiedy Premier nauczył się robić coś z niczego - nie wie nikt.

Tusk wieszczący nadejście chudych lat, z uporem neoliberalnego oszołoma stosuje logikę kryzysowego zaciskania pasa, za żadną cenę nie chce jednak porównać naszej sytuacji do sytuacji krajów przeżywających obecnie największy kryzys. Zamorski kryzys bogatych gospodarek unijnych to świetny pretekst do tego, by doić niewolników jak tylko się da. W tym kontekście, nasz wzrost gospodarczy to tylko dowód na to jak dobrze się nas doi.

Nasz kraj nie ma prawa się zmienić. Polska to niewolnicza dziura, a myślenie o poprawie zastąpione zostało myśleniem o podtrzymaniu stanu obecnego. Wszyscy pocą się wyłącznie nad tym, żeby niewolnicza dziura trwała. Przodują w tym oczywiście neoliberalne think-tanki i ich energiczni lobbyści.

Dramat polityków, którzy są najemnikami neoliberalnej ideologii polega na tym, że nawet jeśli zechcą oni zmienić sytuację gospodarki na lepsze, to metody, którymi się posłużą będą metodami z teki neoliberalnych ekspertów i z wiadra neoliberalnej oczywistowości.

W tym języku lekiem na bezrobocie jest obniżanie kosztów pracy, lekiem na kryzys jest zaciskanie pasa, zaś lekiem na państwową biedę jest likwidacja państwa.

Praca, czy niewolnictwo?

Neoliberalne gadzinówki ruszyły na żer. Informacje o domniemanej propozycji uzusowienia umów śmieciowych, którą miałby przedstawić Donald Tusk w swoim piątkowym Expose wywołały prawdziwy skandal. W jednej chwili cały kapitał obrócił się przeciwko Premierowi, w jednej chwili kapitał zdecydował się Tuska zniszczyć.

Nagle nawet PiS, w osobie Adama Hoffmana, zrezygnowało z postulatu uskładkowienia umów śmieciowych, ukazując swoją prawdziwą, neoliberalną, burżuazyjną twarz i bez żadnych wyrzutów sumienia depcząc swoje wcześniejsze obietnice. Podobnie PSL, słowami Pawlaka zaczęło przestrzegać przed spodziewanymi planami Tuska, wicepremier stwierdził wręcz, że to dzięki umowom śmieciowym uniknęliśmy kryzysu i dzięki temu nie jest u nas tak źle jak w Hiszpanii.

Fakt, tak źle nie jest... jest kilka razy gorzej i biedniej.

Tusk ma nóż na gardle. Wie doskonale, że społeczeństwo ustawicznie pogrąża się w biedzie, a jednocześnie odnotowujemy przecież stały wzrost gospodarczy. Nieuzusowienie umów śmieciowych to dla Tuska gwarancja utraty opinii i władzy, gwarancja problemów budżetowych, krachu emerytalnego i katastrofy politycznej. Jego instynkt przetrwania może kazać mu realizować zadania racjonalne, nawet kosztem akceptacji antyneoliberalnego charakteru tych postulatów.

Pracobiorcy (czyt. 'pracodawcy' oszukańczo zwani pracodawcami, albo po prostu właściciele kapitału) straszą nas / pracowników najemnych / , że jeśli umowy śmieciowe zostaną obłożone zusowską składką to oni zrezygnują z zatrudniania pracowników i wszyscy wylądujemy na bruku. To czysty szantaż. Państwo musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest za realizacją interesów ok. 5% społecznej śmietanki właścicieli, czy też jest od tego by zabezpieczyć godziwą pracę, płacę i emerytury druzgocącej większości społeczeństwa. To spór o to, czy Polska jest, czy nie jest kolonią.

Pracobiorcy otwarcie kłamią - to że zmniejszy się ich stopa zysku nie zmieni tego, że warunki zatrudniania (a więc i wyzysku) w Polsce i tak pozostaną jednymi z najatrakcyjniejszych w regionie i całej Unii Europejskiej. Komitet barbarzyńskiej eksploatacji - którym jest rząd RP - musi zmienić swoją strategię. Wyzysk w tej skali co dotychczas musi się skończyć. Chyba, że mielibyśmy zrezygnować z tego , co pracobiorcy nazywają 'kosztami pracy', a więc z emerytur i z ubezpieczenia zdrowotnego. Tego nie zrobimy. Na to nie pozwolimy.

Myślenie prostackiego wyzyskiwacza jest proste. Życie pracownika zarówno przed podjęciem pracy, tak jak i życie pracownika po podjęciu pracy nic go nie obchodzi. Nie interesuje go nawet jego stan zdrowia, bo zawsze może przecież zastąpić jednego taniego frajera, drugim tanim frajerem, zwłaszcza, że do 67 roku życia i tak mało kto dożyje, jest więc z kogo wybierać. Poza maksymalną, krótkotrwałą eksploatacją naszych pracobiorców nie interesuje nic.

Oni chcą byśmy my też nie byli zainteresowani niczym innym, tylko tym, żeby oni mogli dawać nam jak najmniej.

‘Pracodawcy’! Nie zatrudniajcie jeśli macie wyzyskiwać ludzi do tego stopnia, że nie stać ich będzie na emeryturę, jeśli nie stać ma nas być na opiekę zdrowotną. Jeżeli nie stać was na pracowników, jeśli bycie zatrudnionym ma oznaczać bycie niewolnikiem to zajmijcie się czymś co potraficie, zajmijcie się godziwszym zajęciem. Do biznesu po prostu się nie nadajecie! Na wasze miejsce przyjdą inni, którzy nie chcą mieć w sercu Europy Bangladeszu, a jeśli nie – społeczeństwo poradzi sobie bez was.

Kłamstwa, że zamkniecie firmy, gdy zostaną uskładkowione umowy śmieciowe wciskajcie komu innemu. Z czego będziecie żyli jeśli pozamykacie firmy? Co będziecie robić?

Nie wmawiajcie nam polityki jedności narodowej. Polityka jedności społecznej nie istnieje - nie, jeśli w jedności tej mają znajdować się cyniczni wyzyskiwacze. Jeżeli zieloność naszej wyspy ma wiecznie polegać wyłącznie na tym, że jej mieszkańcy są najtańszą siłą roboczą w Europie, to lepiej tą wyspę spalić i zacząć budowę kraju od nowa.