Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strategia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strategia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Z dala od kałuży historii

Lewica powoli kupuje prawicową koncepcję święta niepodległości, która polega na upodobnianiu święta odzyskania niepodległości do święta zmarłych. W takiej licytacji liczy się tylko to, kto wyciągnie na rocznicę lepszego trupa z szafy i kto pochwali się fajniejszą wersją historii starożytnej - najlepiej taką z bogatymi nawiązaniami do Dmowskiego lub jego ówczesnych oponentów. Kompleksy lewicy, która myśli o sobie, że jest znikąd leczyć trzeba inaczej i gdzie indziej.

Jeśli pisałem o odzyskiwaniu patriotyzmu to bynajmniej nie chodziło mi o odzyskiwanie trupów z szafy. Pojedynek na przeszłość musi wyglądać inaczej.

Całą polityczną energię lewica powinna skierować na przekierowanie patriotyzmu z przeszłości na przyszłość. Tylko w ten sposób można odróżnić się od prawicy. Wszelkie ewentualne spory historyczne załatwiać należy wewnątrz i w obrębie organizacji, najlepiej cementując je warstwą pożytecznej praktyki politycznej na teraz. Im dalej od dyskursu rozrachunków tym lepiej.

Wyścigu na relikwie lewica nie wygra. W ogóle nie powinna brać w nim udziału. Praktyki nawiązującej do historii lewicy, która sięga po postacie z lat 20-tych ubiegłego wieku, byle tylko nie mówić o niczym związanym z rzeczywistością, która trwała jeszcze 22 lata temu jest tyleż śmieszna co operetkowa. Teraźniejszość potrzebuje przykładów z historii, ale nie przykładów historycznej archeologii symbolicznej, lecz przykładów rozwiązań i przykładów działania.

Archeologią lewica będzie mogła się zająć wtedy, gdy na powrót zaistnieje i na nowo odrodzi się w świadomości publicznej. Prawica może sobie pozwolić na sekcję nekrofilną, lewica nie. Lewica musi zaistnieć na poziomie praktyki teraźniejszości, a nie ustawiać się w szeregu z innymi ruchami pomnikowymi.

Przed bagnem i kałużą historii należy w wypadku polskich skłonności do historycznej nekrofilii wyłącznie uciekać. Zamiast tego trzeba mówić wyłącznie o tym co teraz, teraz, teraz.

Odzyskać patriotyzm

W coraz bardziej prowincjonalnej Polsce coraz więcej pojęć zawłaszczają na swój wyłączny użytek różne grupy i odłamy politycznego marginesu. Każda frakcja polityczna pragnie mieć swoje własne słowo, dla jednej będzie to równość, dla drugiej moralność, dla jeszcze innej - patriotyzm. Słowa-klucze (wobec niepopularności prawdziwych programów politycznych) stały się programami zastępczymi i teraz każdy chce mieć dla siebie swoje własne zaklęcie. Szczególnie ten ostatni przypadek powinien zwrócić naszą uwagę.

Patriotyzm został całkowicie wchłonięty przez prawicową narrację i konserwatywny dyskurs polityczny. Patriotyzm w kraju nad Wisłą automatycznie oznacza dziś antysocjalizm i antykomunizm. Przyzwolenie na to powszechne jest nawet na lewicy. Patriotyczne = Piłsudczykowskie. Jedyna prawdziwa Polska to zgodnie z przekonaniem ‘patriotów’- II RP. Polskość w latach powojennych odznaczała się z kolei wyłącznie w walkach z ‘sowiecką okupacją’, aż do wspaniałego wyzwolenia roku 1989.

Scena polityczna uległa w Polsce takiemu przesunięciu na prawo, że mamy obecnie nawet deklaratywnie lewicową wersję prawicy, co nie powinno nas dziwić w kraju, w którym ostrożni socjaldemokraci przepychają się po kątach, z rzadka będąc dopuszczanymi do głosu w publicznej debacie i do tego uchodząc za skrajnych radykałów.

Kradzież patriotyzmu przez prawicę nie była łatwa, powiodła się głównie dzięki bierności i naturze nowolewicy. Nowolewica (wychowana na Gazecie Wyborczej) lekką ręką oddała patriotyzm, kwestię narodową, wątki emancypacji narodowej i z miłością poświęciła się wyłącznie kwestiom swobód obyczajowych (w wersji liberalnej, dalekiej od wątków ekonomicznych). Z czasem lewica ekonomiczna zaczęła pojawiać się na nowo, w swej uszczuplonej i wystraszonej formie. Pomimo tego, że posiada ona szerszy od nowolewicy horyzont to i tak nie zdecydowała się sięgnąć z powrotem po język narodowej emancypacji – zamiast tego zrobiła prawie wszystko byle tylko odseparować się od wszelkich form narodowego patriotyzmu i przybliżyć się do kosmopolitycznego, neokolonialnego, ‘dyskursu-glamour’, jakim posługuje się (neo)liberalna prawica.

To spowodowało, że patriotyzm tak jak i pojęcie narodu stał się domeną wyłącznie PiS-u, antykomunistów i innych egzotycznych odmian nacjonalizmu. W ten sposób doszło też do rozłamu na ‘lewicę patriotyczną’, która coraz bardziej zbliżając się do prawicy jednocześnie uważa się za jedyną patriotyczną lewicę, oraz na ‘lewicę wolnościową’, której program to w gruncie rzeczy zlepek o charakterze anarchistyczno-liberalnym. Specyficzny dyskurs anarchizmu, zgodnie z którym naród = państwo, a państwo = zło zgrabnie łączy się w tym punkcie z polityczną linią neoliberałów i burżuazji, dla której każda intensywniejsza obecność państwa = zagrożenie dla kapitalistycznych interesów.

Polska lewica zupełnie zapomniała o swojej podstawowej narracji i wyparła się jej. Swoje zrobił też w tej sprawie napór produkowanych przez IPN ‘prawd historycznych’. Zgodnie z tymi ‘prawdami’ cały okres PRL-u oceniać należy jako okupację, a wszyscy którzy brali w niej udział z automatu stają się tożsami z ruskim najeźdźcą i złem najstraszliwszym. W odpowiedzi na tę indoktrynację wystraszonej lewicy nie pozostało nic innego jak wyprzeć się swojej własnej historii i albo uwierzyć w prawicowe prawdy, albo w ogóle zrezygnować z jakiegokolwiek oparcia historycznego. Patriotyzm socjalistyczny i komunistyczny został wymazany z kart historii.

Podczas gdy w rzeczywistości to właśnie lewica w swej historii sięgała po najczystszy patriotyzm, a wszystkie udane rewolucje socjalistyczne zawsze połączone były z ideologicznym ruchem narodowo-wyzwoleńczym. Komunizm, rozumiany jako klasowe braterstwo narodów również był i jest nadal projektem czysto patriotycznym - innym oczywiście od tego patriotyzmu, który każe klękać przed klerem i posyłać dzieci na barykady powstańcze.

Neoliberalna okupacja i fakt skolonizowania Polski przez zagraniczny kapitał wzmacniają tylko polityczną siłę postulatów propaństwowych i narodowo-wyzwoleńczych. Żądania sprawnego i opiekuńczego, socjalnego państwa łączą się w społeczeństwie z wizją silnego i zjednoczonego narodu. Po taki język sięgają współcześnie wszyscy przywódcy socjalistyczni, na czele z Prezydentem Chavezem. Ten naród to naród inny od tego, który żyje w głowie nacjonalistów i klerykałów - o ten właśnie naród lewica musi zawalczyć, musi też odzyskać swój narodowo-wyzwoleńczy charakter.

Z tej perspektywy różnego rodzaju ‘blokady’ marszu niepodległości tylko odklejają lewicę od jej naturalnego miejsca (a także od jej elektoratu), uniemożliwiają jej też wypłynięcie na szersze polityczne wody. Korzysta na tym wyłącznie polityczne centrum i neoliberalny establishment.

Własne marsze niepodległości, z własną koncepcją patriotyzmu i narodowości to najlepszy pomysł na promocję lewicowego patriotyzmu. A ten lewica musi odzyskać.

Obudź się Polsko, Obudź się Lewico

Postępujące ubożenie polskiego społeczeństwa (i powstała w związku z nim szansa na dojście do władzy na fali niezadowolenia) doprowadziło do integracji środowisk prawicy. W marszu "Obudź się Polsko" widzieliśmy maszerujących razem słuchaczy Radia Maryja, zwolenników Prawa i Sprawiedliwości oraz związkowców z Solidarności. Siły konserwatywnego chrześcijaństwa postanowiły zjednoczyć się, żeby razem stawić czoła rządowi Donalda Tuska.

Protest pełen był haseł prosocjalnych, a także haseł katolicko-smoleńskich, nie zabrakło też naturalnie rusofobii. Słuszna krytyka neoliberalizmu mieszała się z antylewicowością, ciemnogrodzkim zacietrzewieniem i poddańczym stosunkiem wobec kościoła katolickiego. Gwoździem programu manifestacji był Tadeusz Rydzyk, którego zarówno Jarosław Kaczyński jak i Piotr Duda zapewniali o swoim poparciu dla jego sprawy.

Prawica od zawsze żerowała na antykapitalizmie ubogich i kolonizowała go swoją reakcyjno-konserwatywną narracją. I tym razem nie było inaczej. Kaczyński, niegdyś sam wprowadzający w życie neoliberalne reformy, teraz pozuje na męża stanu oburzonego biedą i bezrobociem. Piotr Duda przypomniał sobie o umowach śmieciowych i w swojej walce z Leninem nie wahał się nawet użyć cytatów z Jana Pawła II. Swoją drogą dziwi trochę to, że "Solidarność" cieszy się jeszcze jakimkolwiek społecznym zaufaniem po serii klęsk, które stały się jej udziałem - począwszy od złodziejskiej transformacji ustrojowej, a skończywszy na rządach Krzaklewskiego i AWS-u.

Wracając do samego marszu – trzeba przyznać, że odniósł on polityczny sukces. Po pierwsze, po raz pierwszy od dawna pojawiła się w świadomości społecznej jakakolwiek realna alternatywa dla rządów PO, po drugie, prawica nie bała się atakować Platformy i nazywać jej rządów złodziejstwem, czy wyprzedawaniem państwa. Wspominano o milionach emigrantów, o bezrobociu, o niskich zarobkach i niskim poziomie życia. Prawica zyskała prawdziwie radykalną twarz.

Siła języka, którym posłużyła się prawica wynika przede wszystkim z bierności i nieobecności lewicy. To lewica powinna toczyć w Polsce bój o prawa pracownicze, to lewica powinna być obecna na ulicach, to lewica powinna używać najostrzejszych słów, a nie kryć się za hasłami typu 'rozwój zamiast stagnacji', czy nieśmiało machać nóżką po kawiarniach. PiS-Radio Maryja-Solidarność odważyły się zrobić coś, czego nigdy dotąd nie potrafiło zrobić SLD - skrytykować liberalizm. Krytyka liberalizmu gospodarczego ze strony PiS jest obłudą, ale obłuda ta może okazać się skuteczna, ponieważ całkiem dobrze oddaje nastroje społeczne.

Fascynacja Kaczyńskim, który nagle ‘przemówił ludzkim głosem’, powinna mieć jednak swoje granice. Odnoszę czasem wrażenie, iż lewica nie jest do końca pewna tego, czym jest lewicowość. Pierwszy z rzędu postulat podniesienia pensji traktowany jest z miejsca jako kwintesencja lewicowości. Oczywiście nie na tym polega program lewicy, nie na tym polega program socjalistyczny.

Postulaty dotyczące podnoszenia poziomu życia pracowników są oczywiście jednym z fundamentów lewicowej polityki, są jednak i inne, równie ważne kwestie. Fundamentem jest rodzaj proponowanej tożsamości. Lewica zawsze stoi po stronie tożsamości klasowej i klasowo-narodowej, nie nacjonalistycznej, czy religijno-ksenofobicznej. Lewica to program wyzwolenia pracownika z kajdan, które zakładają mu kapitaliści i kler. Z takim programem uniwersalnego (!) wyzwolenia ani PiS, ani Radio Maryja nie mają i nie będą mieć nic wspólnego. Zachęty socjalne i obiecanki naprawy gospodarki to nic innego jak marchewka wisząca na kiju. Pamiętajmy też, że Trzecia Rzesza również podnosiła poziom życia swoich obywateli, tyle tylko, że w kilka lat później 10 milionów z nich wyparowało oddając swe życie w najstraszliwszej z europejskich wojen. Tak najczęściej kończą się prawicowe próby realizacji prosocjalnych haseł.

Już wiele razy mieliśmy w historii do czynienia z sytuacją, w której liberalna prawica wykańczała lewicę do spółki z prawicą nacjonalistyczną po to tylko, żeby później sama stać się jej ofiarą. W Polsce też mógłby spełnić się podobny scenariusz. Hodowana przez Tuska sztuczna, 'wszechogarniająca' wojna PO-PiS przy całkowitej bierności i śmierci lewicy bez trudu przerodzić może się w wojnę rzeczywistą.

To, czy polska scena polityczna na zawsze już pozostanie dwubiegunowa zależy właśnie od lewicy.

Jeśli lewica ma zatrzymać marsz na prawo sama musi stać się prawdziwą opozycją. Pewną nadzieją jest OPZZ, które zachowało trzeźwość oceny i uniknęło rydzykowo-smoleńskiego poniżenia. Szansa na lewicowy związek zawodowy to też nadzieja na lewicową partię. I tu i tu potrzebny jednak jest protest bezczelny ,bezpośredni i agresywny. „Wojna polsko-polska”, której tak boją się dziennikarze to wojna o wiele prawdziwsza i bardziej sprawiedliwa od „Wojny polsko-ruskiej”, w którą ciągle gra prezes Kaczyński. Gdyby lewica w Polsce nauczyła się języka protestu i wskazała swego politycznego przeciwnika, wówczas miałaby realną szansę na przejęcie władzy.