Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatyzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatyzacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2012

Nie lecz się!

Na pierwszy rzut oka działanie Ministerstwa Zdrowia, które zwiększa liczbę kontroli ubezpieczenia zdrowotnego jest działaniem całkowicie racjonalnym. Do 2004 roku idąc do lekarza nie trzeba było za każdym razem okazywać dowodu swojego ubezpieczenia. Sytuacja stopniowo uległa jednak zmianie. Podbijane książeczki zdrowotne ważne były kiedyś pół roku, potem przez trzy miesiące, by w chwili obecnej wymagać stempla dwanaście razy do roku. Odpowiedzialność za ubezpieczenie przerzucono całościowo na pacjenta. To pacjent musi każdorazowo udowadniać posiadanie przez siebie ubezpieczenia. Teraz nawet to oraz konieczność rejestrowania każdej wizyty lekarskiej okazuje się być nie wystarczająca, dodatkowo ubezpieczenia kontrolować mają jeszcze lekarze.

Kto ma prawo do publicznej opieki zdrowotnej? Z tytułu obowiązkowego ubezpieczenia są to: pracownicy, osoby prawne, rolnicy, zarejestrowani bezrobotni, renciści, emeryci, pobierający jakiekolwiek świadczenia z pomocy społecznej... ubezpieczeni są też członkowie rodzin wyżej wymienionych, czyli dzieci, wnuczęta, a także wszyscy obywatele do 18 roku życia i wszyscy pobierający naukę do 26 roku życia, nie zapomnijmy też o wszystkich z orzeczoną niepełnosprawnością oraz o wszystkich obywatelach Unii Europejskiej ubezpieczonych na mocy obustronnego porozumienia.

Dodajmy też, że zgodnie z Konstytucją RP, każdy obywatel ma "gwarantowane prawo do ochrony zdrowia".

Kogo więc ścigają przepisy?

Cóż, zdaniem Ministerstwa Zdrowia jest w Polsce około... 250 tysięcy nieubezpieczonych obywateli... A więc, zgodnie z formalnym usprawiedliwieniem rządu to specjalnie dla nich powstają kolejne obostrzenia i regulacje prawne mające na celu ściganie nieubezpieczonych obywateli... Jak na dłoni widać oszustwo.

Działania rządu mają bowiem na celu tylko jedno zadanie: zmniejszenie liczby osób korzystających w Polsce z opieki zdrowotnej.

Poprzez kruczki prawne, presję i rygor kontroli oraz terror biurokratyczny państwo rządzące się kapitalistyczną logiką minimalizacji wydatków pragnie maksymalnie zmniejszyć wydatki na opiekę zdrowotną. Przy konieczności każdorazowego, comiesięcznego podbijania książeczki zdrowotnej, przy trudnościach odczuwanych na każdym kroku - od rejestracji po wykupienie lekarstw - część (z tych najmniej zdeterminowanych) chorych wykruszy się i zrezygnuje z leczenia. Ci rezygnujący to dla oszczędzającego NFZ-u i cierpiącego na skandaliczne niedofinansowanie polskiego systemu publicznej opieki zdrowotnej czysty zysk i dowód skutecznej, bogatej w cięcia, reformy.

Profilaktyka i promocja zdrowia są dla neoliberalnego państwa pustymi pojęciami. Mamy więc do czynienia z cichą eutanazją. Trzeba być bowiem naiwnym, by sądzić, że planowe zmniejszanie liczby korzystających z opieki medycznej nie odbije się na ich zdrowiu, czy też nie zakończy czyjegoś życia. Opieka nad obywatelami i ich zdrowie nie jest wartościowe, bo nie niesie za sobą natychmiastowego zysku i nie mieści się w skali burżuazyjnego interesu. Na kompletną prywatyzację służby zdrowia jest jeszcze za wcześnie, choć przyszłe pokolenia będą być może urobione już na tyle, że i to ujdzie rządzącym płazem. Dlatego Ministerstwo ze zdrajcą prywatyzatorem-ministrem na czele pragnie przynajmniej przekształcić i sprywatyzować wykonawców usług medycznych, czyli szpitale, przychodnie itp. Furtka do prywatyzacji szpitali otwarta została już dawno temu. Obecnie NFZ ulega transformacji w "publicznego płatnika" prywatnych usług. Nieporównanie droższe, prywatne usługi, przy jednoczesnej całkowitej prywatyzacji publicznego dotychczas majątku, zastąpią publiczne ośrodki zdrowia - nastawione na realizację społecznych celów i będące publiczną własnością.

Prywatyzacja służby zdrowia - wbrew trendom obecnym nawet w Stanach Zjednoczonych - będzie w Polsce postępować. Peryferia kapitalizmu to dobre poletko pod interesy dla zagranicznych koncernów medycznych. Możemy być pewni, że obietnica J.K Bieleckiego zostanie przez rządzących dotrzymana.[2]



[1] Wydatki poszczególnych krajów UE na opiekę medyczną można porównać sobie na stronach eurostatu - http://epp.eurostat.ec.europa.eu/statistics_explained/index.php/Healthcare_statistics

[2] http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/jan-krzysztof-bielecki-obieca-amerykanom-bedzie-prywatyzacja-suzby-zdrowia_205672.html

sobota, 16 czerwca 2012

Bezprawne długi, prawny system

Czy długi zawsze należy spłacać? Czy społeczeństwa powinny czuć się zobowiązane do spłaty długów, które zaciągane były na ich szkodę? Co zrobić ażeby uzdrowić pogrążoną w kryzysie finansowym Unię Europejską? Kogo posłać do więzienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada książka "Bezprawne długi". W swej książce François Chesnais, francuski profesor ekonomii i członek rady naukowej ATTAC-France bada przyczyny europejskiego kryzysu. Autor nie tylko dokonuje drobiazgowej analizy poszczególnych, najsilniej zadłużonych państw strefy euro, ale także demaskuje reguły gospodarki kapitalistycznej.

Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.

Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o  imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.

Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.

U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.

Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.

To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.

Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.

Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.

Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.

Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.

Tymoteusz Kochan

poniedziałek, 14 maja 2012

Przyszłe reformy, przyszłość pracowników



Odbyło się głosowanie dotyczące podniesienia wieku emerytalnego do 67. roku życia. Głosami PO, PSL i Ruchu Palikota wiek emerytalny podwyższono. Klamka zapadła, wkrótce wszystkim pracującym dodane zostaną zgodnie z przelicznikiem kolejne miesiące pracy, aż do całkowitego wydłużenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn. Polacy pracować będą dłużej. Mroczne, skrywane przez rząd fakty są takie: co trzeci Polak nie dożyje emerytury, żyjemy znacznie krócej niż Europejczycy na Zachodzie, już teraz osoby powyżej 55 roku życia mają olbrzymie trudności ze znalezieniem pracy, a także nie istnieje jakakolwiek skuteczna państwowa strategia dotycząca tworzenia miejsc pracy. Rząd Platformy posiada jasny plan i realizował go będzie z całą bezwzględnością. Jaki to plan, czyj to plan? By uzyskać odpowiedź wystarczy poszperać w rozwiązaniach gospodarczych proponowanych przez neoliberalne instytuty, fundacje i grupy nacisku.


1. Podwyższenie wieku emerytalnego

Podwyższenie wieku emerytalnego służy dwóm najważniejszym celom - obniżeniu ceny siły roboczej poprzez zwiększenie ilości konkurujących ze sobą pracowników na rynku oraz oszczędności, którą zapewni mniejsza liczba koniecznych do utrzymania emerytów. Wydłużenie wieku emerytalnego to doskonały interes dla poszukujących taniej robocizny kapitalistów. Rozwiązanie to rekomendowane jest przez takie instytucje jak Bank Światowy, a także Forum Obywatelskiego Rozwoju, stało się też priorytetem dla rządu. Innym priorytetem są też radykalne cięcia i niskie składki emerytalne oraz jak najniższe świadczenia. W przyszłości, kiedy ostatnie pieniądze nazbierane za czasów Polski Ludowej zostaną wydane, minimalna emerytura wynosić będzie około ~635 zł. Nie pozostanie nic innego jak liczyć wyłącznie na siebie lub swoje dzieci – jak radził z resztą wicepremier Waldemar Pawlak. 


2. Deregulacja i liberalizacja zawodów

Mowa o tzw. "uwolnieniu zawodów". Rząd już teraz planuje uwolnić ponad 50 zawodów regulowanych. Ma to "zwiększyć konkurencję" i "zwiększyć zatrudnienie". Wiele profesji stanie się przedmiotem intensywnej rywalizacji drobnych i średnich podmiotów gospodarczych. Deregulacja umożliwi wejście na rynek dodatkowego kapitału, małe firmy szybko jednak upadną i przepadną w rywalizacji z dużymi spółkami i korporacjami - deregulacja będzie dobrą okazją do wywłaszczenia, a także - co najważniejsze - do obniżenia kosztów kształcenia pracowników przez pracodawców. Od chwili wprowadzenia zmian w życie trenerem, taksówkarzem, czy przewodnikiem turystycznym zostać będzie mógł niemal każdy. Konsumenci tych usług staną się w dużej mierze bezradni, szybko wzrośnie też bezrobocie w wyniku niekontrolowanych boomów na poszczególne branże. Gowinowską strategię od dawna wspiera Fundacja Republikańska oraz oczywiście fundacja Balcerowicza.


3. Likwidacja okresu ochronnego

Przedsiębiorcom bardzo ciąży okres ochronny pracowników. "To, że pracodawca nie może zwolnić osoby od 56. roku życia w przypadku kobiet i 61. roku życia w przypadku mężczyzn, sprawia, że znalezienie pracy po pięćdziesiątce jest prawie niemożliwe - twierdzi Małgorzata Rusewicz." Marzeniem zatrudniających jest likwidacja emerytur, likwidacja okresu ochronnego i całkowita dowolność w kwestii zatrudniania/zwalniania ludzi. Propaganda przeciwko okresowi ochronnemu już przewija się na portalach internetowych i w gazetach, projekt gorąco wspiera Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Tylko kwestią czasu jest, kiedy rząd zabierze się do realizacji tego postulatu.


4. Likwidacja ochrony lokatorów

Już teraz resort budownictwa chce skasować przepis zgodnie z którym eksmitowanym kobietom w ciąży i rodzinom z dziećmi przysługuje lokal socjalny.  Te działania związane są z neoliberalną strategią, która polegać ma na "uwolnieniu rynku mieszkań na wynajem". Nie istnieje żadna publiczna strategia tworzenia nowych mieszkań, od czasu do czasu z konieczności stawiane są najwyżej kontenery. Stopniowe uwalnianie rynku mieszkań jest doskonałą okazją dla spekulacji kredytowych, w których prym wiodą instytucje finansowe i banki. Państwo likwidując swoją obecność na rynku mieszkaniowym zyskuje oszczędność i wspiera prywatny kapitał, który jest z nim bezpośrednio powiązany. Lokatorzy (szczególnie ciążaci i dzieciaci) dostaną w prezencie poczekalnie na odremontowanych na Euro 2012 dworcach.


5. Przekwalifikowanie rolników na pracowników

Ten autorski projekt Forum Obywatelskiego Rozwoju zakłada przesunięcie 160 tysięcy ludzi z sektora rolnictwa do sektora usług i przemysłu. Działanie to "zapewnić ma wzrost PKB o 0,9 proc". Eksperci Balcerowicza są wyjątkowo optymistyczni w swej wierze, że ludzie ci znaleźliby zatrudnienie gdzie indziej. Gwarancją pracy dla nich ma być... ich niskie wynagrodzenie. Ta stricte burżuazyjna logika, którą posługują się neoliberałowie za cel swej polityki zakłada stworzenie jak największej liczby, jak najtańszych pracowników najemnych. Niskie stawki nie są wcale środkiem do powszechnego zatrudnienia (chyba, że w rachubę wchodziłyby stawki rzędu 200 złotych miesięcznie), tylko do zwiększenia konkurencji na rynku i stworzenia możliwości uzyskiwania jak największej wartości dodatkowej. Rolnicy, których obecnie utrzymują w dużej mierze dopłaty unijne znajdują się poza rynkiem, są poza nawiasem rynkowej konkurencji - i to doprowadza neoliberałów do irytacji.


6. Inwestycje prywatne z publicznej kasy

Posługujący się neoliberalizmem przedsiębiorcy wcale nie zrezygnowali z udziału państwa w gospodarce. Wręcz przeciwnie - pragną oni, by państwo utrzymywało ich i fundowało im życie wykładając środki na prywatne inwestycje. W kraju, w którym wszystko co państwowe i publiczne cieszy się opinią nierentownego, przynoszącego straty i szkodliwego publiczne środki pójdą do kieszeni prywatnych właścicieli - którzy być może zrobią to co do nich należy, rzecz jasna mając na uwadze przede wszystkim jak największe oszczędności i jak największą prywatną korzyść. "Wzrost stopy oszczędności krajowych i podniesienie poziomu inwestycji pomogłyby PKB. Poziom inwestycji to ok. 20 proc PKB rocznie, w tym tylko ok. 15 proc. prywatnych. Potrzebny jest lepszy dostęp do krajowego kapitału, czyli oszczędności." - czytamy w Forbesie. Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Jak oszczędzać i jednocześnie wydawać na inwestycje, którymi zajmą się żądni zysku przedsiębiorcy? Wydawać mogłoby się, że jest to niemożliwe. A jednak można to zrobić - wystarczy brać pieniądze od przeciętnych obywateli, po czym oddawać je na rzecz prywatnych inwestycji. Temu służyć będą podatki - transferowi pieniędzy od pracowników najemnych do przedsiębiorców.


7. Atak na uczelnie

Ostatnimi czasy wiele mówi się o produkcji bezrobotnych na polskich uczelniach wyższych. Burzę swoim wystąpieniem rozpoczął prezes PZU, później pojawiły się kolejne krytyczne głosy wobec sposobów kształcenia na uniwersytetach. Cała krytyka skupiona została wyłącznie na uczelniach i zatrudnionych w nich pracownikach, podczas gdy ani słowem nie poruszona została kwestia wielkiego boomu prywatnych uczelni i świadomego otwarcia przez państwo uczelni wyższych na wszystkich kandydatów. Nie mówi się o tym, że celowo zdestabilizowano edukację wyższą i zrobiono z uczelni przechowalnię, lodówkę zamrażającą i pacyfikującą na czas studiów przyszłych bezrobotnych. Atak na uczelnie szybko zagospodarowany został przez neoliberalne instytucje, które już teraz proponują przejście do modelu edukacji wyższej przyjętego w USA. Płatny drugi kierunek studiów to dopiero początek, już teraz FOR lobbuje za wprowadzeniem powszechnej odpłatności wraz z systemem kredytów studenckich i stypendiów. Studenci kończący studia z kredytami rzędu kilkuset tysięcy złotych? Już wkrótce.
 

Jak widać przyszłość polskich pracowników nie jest elastyczna. Jest określona, zaplanowana i dawno już przewidziana...

środa, 14 marca 2012

Co oznacza bankructwo

Śledząc wiadomości, newsy, informacje ze świata polityki i ekonomii bombardowani jesteśmy pewną, konkretną terminologią, która wydaje się stała, niezmienna i wsparta o potoczne rozumowanie przeciętnego zjadacza chleba. I tak, podczas kryzysu gospodarczego, bardzo często słyszymy o takich zjawiskach jak cięcia, dług, życie ponad stan, czy też bankructwo. Warto przyjrzeć się bliżej każdemu z tych terminów i przeanalizować rzeczywistą treść oraz konsekwencje każdego z nich. Przy bliżej analizie okazuje się bowiem, że terminy te są bezpośrednio uzależnione od kapitalistycznych mechanizmów, które dowolnie sterują i kierują nimi w ramach zmieniających się potrzeb systemu.

W wiadomościach ekonomicznych, na stronach portalów newsowych, w telewizji... bez przerwy słyszymy o bankructwie. Bankructwo przedstawiane jest jako termin pokrewny z końcem świata. Bankrut oznacza kogoś skończonego, wyrzuconego poza margines. Bankructwo danego kraju przedstawiane jest jako wyrzucenie poza nawias państwowości i utrata wszelkiej suwerenności, a nawet prawa do własnej tożsamości. W analizach i komentarzach na temat sytuacji gospodarczej w Grecji bezustannie słyszymy o "niewypłacalności", "zagrożeniu bankructwem", lub po prostu o bankructwie. Co w przypadku Grecji oznacza bankructwo? Nie oznacza tego, co podpowiada widowni zdrowy rozsądek - jest wręcz na odwrót. Bankructwo jest w systemie kapitalistycznym nie klęską, lecz zwycięstwem. Tyle, że zwycięstwem konkretnej grupy, klasy, konkretnych ludzi. Rezultatem bankructwa Grecji będzie jej kompletna, całkowita prywatyzacja, zawłaszczenie całości majątku i narzucenie maksymalnego spłacalnego programu spłat "długów". Bankructwo nie oznacza w tym wypadku, że Grecja wypada poza stawkę, że przestaje się liczyć i wychodzi poza kapitalizm - co to, to nie. Wręcz przeciwnie, Grecja z całym impetem wkracza w kapitalizm właśnie z chwilą bankructwa, które to pozwala kapitalistom na przejęcie majątku, zawłaszczenie budżetowej teraźniejszości i przyszłości. Dług, na którym kapitał robił doskonałe interesy i który sprzyjał tanim kredytom - dzięki którym obławiały się instytucje finansowe i ich państwa-siedziby - okazuje się nie być długiem kapitału, który z niego korzystał, lecz długiem obarczonego nim państwa.

Na czym polega w kapitalizmie sukces państwowej gospodarki? Bardzo ważnym i wykorzystywanym w tej materii miernikiem jest dla neoliberalnych ekonomistów wzrost gospodarczy. Zasady współczesnej ekonomii nakazują troszczyć się wyłącznie o wzrost gospodarczy (i ew. związane z nim ratingi w agencjach ratingowych). Wydatki na cele inne niż podtrzymywanie wzrostu gospodarczego stają się niedozwolone - w takim układzie rząd z polityków przemienia się w kapitalistycznych zarządców pewnego, konkretnego obszaru ekonomicznego. Wzrost gospodarczy jest uznawany za bardzo ważny wskaźnik i dzieje się tak nie bez przyczyny. W rzeczywistości mierzy on zdolność państwa do realizacji ekonomicznego programu burżuazji. Jeżeli wzrost staje się zbyt niski to dług zaczyna rosnąć, a gdy dług rośnie pojawia się niebezpieczeństwo... bankructwa...czyli całkowitego przejęcia państwa przez kapitał. W tym układzie państwo staje się kontrolowanym narzędziem wzrostu gospodarczego globalnego kapitału, może być wymieniane, poddane rozbiórce i sprywatyzowane do cna - o ile tylko będzie dostatecznie słabe i niewystarczająco dochodowe. Państwa nie przynoszące kapitałowi zysku kończą bankrutując i zostając poddane rozbiórce. Dezercja, plajta, opcja upadłości i możliwość wyjścia poza schemat nie jest przewidziana - taka opcja ostała się już tylko w języku potocznym.

Dotykamy szerszego zagadnienia. Kapitalizm nie tylko usuwa możliwość alternatywy gospodarczej z potencjalnego zakresu decyzyjnego społeczeństw - które w razie kryzysu przechodzą w ręce skorumpowanych neoliberalnych technokratów - , ale także bezustannie wykorzystuje swój aparat ideologiczny, który służy piętnowaniu wszelkich wysiłków zmierzających do przejścia w alternatywną formację gospodarczą. Niezwykle żywe w naszym społeczeństwie są koszmarne wizje związane z wynaturzeniami Białorusi, Korei Północnej, a nawet Chin (choć te ostatnie poprzez swoje wpływy wymykają się już z zasięgu kapitalistycznej propagandy). W ten sposób kapitalizm uzyskuje także władzę w przestrzeni teoretycznej, pacyfikuje potencjalne alternatywy zrównując je do (w pewnej mierze hodowanych przez siebie) obiektów reprezentujących zło absolutne. Hegemonia polityczna kapitalizmu usuwa więc: możliwość wyjścia poza system, możliwość plajty w ramach systemu, oraz wszelkie alternatywne perspektywy i systemy. Co więc oznacza bankructwo? Bankructwo oznacza przecenę, obniżkę na asortyment danego organizmu państwowego, służąc jednocześnie jako pojęcie z zakresu kompleksowego, kapitalistycznego terroru ideologicznego.

niedziela, 26 lutego 2012

Nie uprawiajmy polityki, zadowalajmy rynki

Trwa rządowa ofensywa antysocjalna. Donald Tusk lekceważy malejące słupki poparcia deklarując, że gotów jest umrzeć za swą "męską decyzję" o podniesieniu wieku emerytalnego. W mniemaniu Tuska cierpienia społeczeństwa są niczym wobec niewygody odpowiedzialności i przykrej "konieczności historycznej" jaką na swoje barki bierze premier. Sytuacja, w której polityk i jego partia świadomie psuje sobie opinię i renomę to w naszym kraju polityczne novum. Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli zrobi to co planuje to straci władzę, szacunek i najprawdopodobniej wszelką polityczną przyszłość - i kompletnie się tym nie przejmuje! Premier przestał być politykiem, nie jest ani liberałem (od którego można spodziewać się przynajmniej konkretnych wyliczeń i usprawiedliwień), ani prawicą ludową (która nie zwykła palić za sobą wszelkich mostów), stał się wraz z Platformą Obywatelską podwykonawcą zleceń - bardzo konkretnych zleceń.

W udzielonym dziś wywiadzie telewizyjnym Jan Krzysztof Bielecki (słusznie określony przez Leszka Millera mianem jednej z najbardziej wpływowych postaci polskiej polityki) wyjawił cel rządowej strategii. Ten cel to "robienie tego, czego oczekują rynki", co więcej robienie tego nawet z wyprzedzeniem ich oczekiwań! Bielecki z dwudziestoletnim zapasem wie już czego oczekiwał od Polski będzie zagraniczny kapitał - tu nie ma miejsca na elastyczność. Doktryna służby rynkom zawładnęła rządem na dobre, co więcej, lobby rynkowe (czyli lobby kapitalistów) posiada tak dużą władzę nad rządzącymi, że jest w stanie poświęcić całą dzisiejszą kadrę, byle tylko przeforsować korzystne dla siebie ustawy - i potem zastąpić stare popychadła nowszymi.

W jednym z niedawnych artykułów Forbesa apelowano o zaufanie do "rządów technokratów". Ci technokraci - przedstawieni jako naukowcy, eksperci, specjaliści z dziedziny nauk ścisłych - to nic innego jak neoliberalna kadra, przysłana prosto z magazynów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, neoliberalnych think-tanków i instytucji. U nas, ta wymarzona w artykule rzeczywistość nastała już jakiś czas temu. W ten sposób polityków zastąpiono skorumpowanymi wolą polityczną neoliberalnych grup nacisku urzędnikami niższego szczebla, figurantami - dla których jedynym zmartwieniem jest to, by utrzymać się przez pewien czas na powierzchni, zasłużyć się u swego pana, a na starość (gdy twarz zostanie utracona a zaufanie zmaleje do zera) bezpiecznie zająć miejsce w szykowanej przez pryncypała radzie nadzorczej.

niedziela, 8 stycznia 2012

WOŚP - mit dojrzałego kapitalizmu

Dojrzały kapitalizm różni się od kapitalizmu młodego. Z ordynusa i wulgarnego, zbrutalizowanego podrostka przemienia się w pazerną, dorosłą kutwę, która rozglądać zaczyna się za coraz bardziej wysublimowanymi środkami przekazu. Taki "stary kapitalizm" pragnie rządzić we wszystkich dostępnych obszarach - ma także swoje wymagania i kaprysy, jest syty do tego stopnia, że wybrzydza i transformuje, przekształca tylko wybrane dziedziny życia. Takim właśnie, powoli dorastającym tworem jest polska rzeczywistość - z tym, że u nas ewoluujący system nadal oparty jest o bezwzględne zasady narzucane przez neoliberalne państwo i usłużne szeregi drobnej burżuazji utrzymującej system w pionie.

Krajowa doktryna liberalna ciągle poszukuje nośnika dla mitu narodowej wspólnoty, pragnie ona rozpowszechniać bezpieczną dla III RP ideę solidaryzmu społecznego. Takim nośnikiem dla systemu stała się od pewnego momentu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. WOŚP powstawała jako kontrkulturowa alternatywa dla neoliberalnej ciemnoty Balcerowiczyzmu, jednocześnie wzrastała w siłę w oparciu o młodzieżowy bunt lat 90-tych - stając się dla systemu groźnym ośrodkiem-procederem, mobilizującym wokół siebie rzeczywiste masy ludzkie gotowe do działania. Z upływem lat "ordynarny kapitalizm" dorósł i zaczął produkować własne ośrodki kulturowego i organizacyjnego przekazu - skutki tej produkcji były i są nadal wyjątkowo marne, pomimo całej zmasowanej, liberalnej propagandy (w myśl której system wolnorynkowy uwalnia w społeczeństwie nieskrępowaną, dziką inicjatywę) ciężko wskazać obszar, w którym przejawiałby się ów wyśniony społeczny aktywizm.

WOŚP karnie i posłusznie za Jerzym Owsiakiem zbliżyła się do establishmentu i liberalnej doktryny. Na Woodstocku zaczęli pojawiać się goście pokroju Wałęsy, Mazowieckiego, aż po Balcerowicza. Osłabł 'owsiakowy bunt' i pojawiły się hasła nawołujące do surowego karania piratów i zaostrzania ustawodawstwa dotyczącego posiadania narkotyków. To wszystko pozwoliło organizacji zbliżyć się do Platformy Obywatelskiej - pozwoliło na oparcie się o jej logistyczno-medialne zaplecze i o autorytet sił rządzących. To co potencjalnie (na nasze warunki) buntownicze i rewolucyjne przemieniło się w liberalną mszę, jej centralnym punktem stał się czczony filantropijny odruch serca, który uspokaja sumienia najbogatszych Polaków i jednocześnie usiłuje dowieść wyższości prywatnej opieki zdrowotnej nad publiczną. Nasz kapitalizm dorósł i nauczył się kaptować ruchy z każdego obszaru działalności społecznej i z każdej ze stron - puszki Orkiestry stanęły w Lidlach, dołączone zostały do pakietu platformerskiej reklamy "zielonej wyspy".

Nieubłaganym efektem tego procesu będzie (i już jest) słabnąca popularność działań fundacji. WOŚP to dziś zabawa i jarmark bogatszych miastowych. Po 89' szok transformacyjny stymulował i pchnął społeczeństwo ku swoistej samoorganizacji. W trakcie kryzysu, gdy na państwo nie ma już co liczyć, społeczeństwo wycofuje się w więzi rodzinne. Pragnienie wyjścia poza rodzinne więzi wraz z nadzieją na powtórne uspołecznienie przekute zostało w spontaniczny i symboliczny (także w swych efektach) ruch WOŚP. Od tamtej chwili wiele uległo zmianie, dziś Orkiestra dołączyła do wydarzeń sportowych, otrzymała status państwowo-liberalnej imprezy i zginęła pod naporem formuły widowiska.

Nie ma już szans i perspektyw na to, ażeby w przyszłości wokół Owsiaka i jego fundacji jednoczyła się polityczno-społeczna, powstająca i wykluwająca się w gniewie alternatywa. W kolejnych latach Orkiestrze towarzyszyć będzie coraz większa pompa (większa nawet od eskorty samolotów F-16), w ten sposób społeczne potrzeby, takie jak: potrzeba bezpieczeństwa, wspólnotowości i solidaryzmu (dotychczas nierozerwalnie połączone z publiczną opieką zdrowotną) zastąpi Owsiakowe "róbta, co chceta", które z chęcią w życie wdroży energiczny minister Arłukowicz.

czwartek, 17 lutego 2011

Nauka dla bogatych

Reforma wprowadzająca opłaty za studiowanie drugiego kierunku otwiera drogę pod bardzo niebezpieczny proceder w szkolnictwie wyższym i jest kolejnym krokiem do prywatyzacji publicznych uczelni, ta prywatyzacja jednak w znacznej mierze już się dokonała a rzeczona ustawa choć naganna zwraca jednak uwagę na niezbędność wprowadzania reform, choć o zdecydowanie odmiennym charakterze niż ten proponowany przez Platformę Obywatelską. Rzeczywiście - można zrozumieć zasadność ograniczania dostępu do studiowania na drugim kierunku osobom poniżej pewnej średniej - zwłaszcza, jeżeli studiowanie to odbywa się za środki publiczne, które mogą zamiast zapewnić danej osobie drugi kierunek, innej zapewnić pierwszy - nie ma we mnie jednak akceptacji dla jednoczesnego otwierania furtki na oścież dla 'klientów' prywatnych, którzy obsługiwani przez uczelnie publiczne będą elitą i w dalszej perspektywie rasą panów - tworzyć to będzie sytuację w, której miejsca na finansowanych z podatków uniwersytetach będą rezerwowane dla osób o zasobnej kieszeni. Z tego miejsca warto zaznaczyć jaki charakter powinna mieć publiczna edukacja: powinna ona skupiać się na umożliwieniu podjęcia studiów przez jak najszerszy procent młodzieży, szczególnie z uwzględnieniem osób pochodzących ze stref wykluczenia społecznego. Tym samym kryteria przyjmowania na publiczne uczelnie powinny stanowić wyniki w nauce, i one powinny otwierać drogę pod studiowanie drugiego z kierunku studiów a nie prywatne środki, które otworzą pole pod finalizowanie projektu prywatyzacji szkolnictwa wyższego.

Pomysły liberalnych strategów najchętniej uczyniłyby z publicznych uczelni jeden z podmiotów na równi z prywatnymi gdzie rywalizacja toczyć będzie się o środki państwowe na warunkach kierunków zamawianych a najważniejszym wyznacznikiem sukcesu i zarobku uczelni będzie przerób studentów, za których płacone będzie od głowy. To praktycznie już się dokonało - doprowadzi to w dalszej perspektywie nie tylko do obniżenia jakości studiów i prosperity jedynie popularnych kierunków, na które moda w żadnym bądź razie nie będzie odzwierciedlać realizowania programu rzetelnej edukacji zarządzanej na skali krajowej ale również do dalszego odpływu ludzi wykształconych - będą oni bowiem rozczarowani brakiem zbytu na swoje wykształcenie na rynku pracy i tym chętniej i liczniej zdecydują się emigrować za pracą poza granice Polski. W tym miejscu warto byłoby napisać o ewentualnym rozwiązaniu tej sytuacji. Najlepszym rozwiązaniem byłoby utrzymanie profilu dziennych studiów jako całkowicie bezpłatnych, przy czym drugi kierunek mógłby być osiągalny przy przekroczeniu wymaganej średniej, lecz nie przesadnie wysokiej. Studia płatne, dla pozostałych studentów mogłyby być zwyczajnie dotychczasowymi studiami wieczorowymi, gdzie student może jednocześnie pracować i zarabiać na swoją edukację mając szansę godzenia wszystkich swoich obowiązków [odrębny temat to obecne: zmuszające do pracy zdecydowaną większość studentów realia].

Sytuacja w, której pieniądze mają otwierać szerszy i ponadstandardowy dostęp do usług publicznych dotychczas bezpłatnych jak studia wyższe czy opieka zdrowotna [wystarczy tu wspomnieć plan dodatkowego ubezpieczenia, które eliminowałoby dla 'vipa' problem kolejek] tworzą pole pod dalsze rozwarstwienie i hermetyzację podziału na lepszych i gorszych, gdzie z definicji socjalne osiągnięcia i regulacje mają być obarczone dodatkowymi niż podatki kosztami, podczas gdy pieniędzy nie szuka się wśród najbogatszych czego dowodzi prowadzona w kraju polityka podatkowa. Spośród obłożonego opłatami całego społeczeństwa oczywistym jest iż jedynie najbardziej majętni będą w stanie sprostać tym dodatkowym regulacjom. Można także mówić o sytuacjach kuriozalnych dla jakich powstanie szeroka przestrzeń po tego typu reformach: wystarczy wspomnieć poprawczaki w USA gdzie sędzia wysyłał za pieniądze od korporacji dzieci kompletnie niesłusznie skazywane na ten typ resocjalizacji. Podobnie w Polsce, jeżeli okaże się, że uczelnia publiczna więcej pieniędzy dostanie od prywatnej osoby z kiepskimi wynikami, niż od państwa za prymusa chcącego studiować drugi kierunek > uczelnia zgodnie z prawami wolnego rynku wybierze ofertę bogatszego petenta zapewniając sobie po prostu dalszy byt. Taki przykład obnaża jak drastycznie może się zdegenerować przy pomocy 'niewidzialnej ręki wolnego rynku' model wydatków publicznych państwa. Gdy na kolei grasuje kilkanaście spółek, płacąc dodatkowo w przychodniach wchodzi się bez kolejki a na uczelniach studiować będą najbogatsze pociechy dotychczasowych elit tylko zdecydowany opór tych, którym grozi trwała marginalizacja może cokolwiek zmienić i wstrząsnąć polityką wprowadzanych obecnie reform.

sobota, 13 lutego 2010

Zjednoczenie w Prywacie

Rozgnieciona zupełnie i zestandaryzowana świadomość społeczna poparta liberalizmem obyczajowym gdy zniknie już wszelka - dogorywająca - forma działalności i integracji oraz masowego działania zastąpiona zostanie kultem prywatnej własności, różnic i wynikającej z nich "sprawiedliwości", brakiem wszelkich barier dla czerpania korzyści finansowych i spłyceniem każdej formy występowania wysokiej kultury - zastąpi ją przecież najlepiej na siebie zarabiająca pozbawiona wszelkich aspiracji mass-tandeta.

Pozostawieni na łasce hojnie opłacanych specjalistów od wszelkiego rodzaju marketingu i psychologii rynku cywilizacyjnie człowieczeństwo pozbawione zostanie jakichkolwiek wartości poza minimalną ich dozą, bezpiecznie niewychodzącą z ram serwowanej nam sieczki umysłowej. Wszystko co niedochodowe począwszy od poezji po ambitne kino zniknie natomiast wszyscy ci którzy spróbują poszukać sobie głębszego znaczenia zostaną spacyfikowani w najlepszym wypadku przez kościół i przekuci w żarliwą zapchaną zabobonem świadomość liberalno-kościelną.

W ten sposób jako społeczeństwo globalne pozbawione już wszelkich spięć czy punktów zapalnych zmienimy się w będącą namiastką pojęcia demokracji - bo nie oferującą wielości zdań czy stanowisk - karykaturą ewolucyjnego wyścigu po największą przypadkowość uzyskanych jak najwyższych przychodów. Tak też jakakolwiek wspólnota nie będzie miała prawa zaistnieć w chwili gdy skutecznie rozbijane żądzą robienia kariery jakiekolwiek szerzej organizujące się jednostki swymi aspiracjami nie stworzą w jakiejkolwiek przestrzeni chociażby początkowych nawet założeń mających znamiona autentyzmu w szeroko pojętym porozumieniu.

Gdy przyjmiemy choć na chwilę wizję tą jako realną i przebiegającą już wyjątkowo skutecznie całkowicie innym stanie się spojrzenie na pewne zjawiska. Czy nie zabawnym jest jak w świecie zachodnim od dawna uznającym się za ostoję wszelkiej moralności i czystego dobra potępia się sam fakt samobójstwa ze strony Islamskich grup terrorystycznych? W cywilizacji gdzie główny bohater - Jezus - poświęca się dla ludzkości ginąc na krzyżu 'terrorysta' który ginie w imię niezrozumiałej bo niepodjętej w dialogu idei staje się naczelnym zdrajcą rodzaju ludzkiego.

Wydaje się niestety iż niewiele bowiem będzie patrząc perspektywicznie sytuacji w której porządek i jednostajna stabilizacja obecnej dominacji kultu kapitału zostanie jakkolwiek zaburzona. System i jego funkcjonalność bowiem w rzeczywistości zamiast indywidualizować człowieka, tworzy wielką wspólnotę globalnego cierpienia na rzecz kilku jej - szczodrze wspierających obecny stan - procent.