Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą globalizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą globalizacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Bez różnicy

Medialny szum wokół wyborów prezydenckich w USA trwa już od wielu tygodni. Zainteresowanie wyborami w Stanach Zjednoczonych znacząco przekracza w Polsce zainteresowanie jakimikolwiek innymi wyborami zagranicznymi. Szybko dociera do nas, że musi chodzić o coś naprawdę bardzo ważnego, skoro tylu dziennikarzy, tylu komentatorów i tyle stacji telewizyjnych zajmuje się tym tematem tak intensywnie. Tak duże zainteresowanie wyborami w USA jest podyktowane przede wszystkim tym, że Polska od dłuższego czasu jest w stanie politycznej zależności /czy też służalczości/ wobec Wielkiego Brata zza oceanu.

Mamy do czynienia z wyborami, podczas których koronowany zostanie nowy, współczesny Cezar.

Niełatwo jest przedrzeć się przez cyrkowe i estradowe sztuczki kampanijnej fasady – niewielu osobom też się ma to udać. Nas jednak mniej interesować powinno to co ma do powiedzenia Fryzjer Obamy, która gwiazda estrady wystąpiła podczas przemówienia Romneya i który z kandydatów lubi rozwiązywać krzyżówki, a który wybiera tylko ekologiczną sałatę.

Zadajmy sobie pytanie o faktyczne różnice pomiędzy jednym i drugim kandydatem. Jaka jest polityka w wydaniu Obamy, jaka jest polityka w wydaniu Romneya? A wreszcie – czym są Stany Zjednoczone?

Od razu powiem, że mało interesuje mnie wewnętrzna polityka gospodarcza USA. Tutaj różnice między kandydatami są największe, tutaj też faktycznie możemy mówić o jakichkolwiek różnicach. Obama jest tutaj delikatnie na lewo od Romneya, choć jego rekordowa pomoc dla banków i prywatnych firm w postaci pakietu ratunkowego nijak nie przełożyła się na nacjonalizację, czy na przejęcie kontroli nad tymi instytucjami i zamienienie ich w mienie społeczne.

Nie jestem jednak obywatelem Stanów Zjednoczonych, niewielką też różnicę robi mi to co okupanci Iraku i Afganistanu robią później z kradzionymi pieniędzmi pochodzącymi z eksploatowanych w koloniach złóż surowców. Zachęcam więc do innej niż amerykańskiej refleksji nad wyborami w USA, zachęcam nie do refleksji kolonizatora, lecz do refleksji kolonizowanych.

Bez wątpienia Romney znajduje się na prawo od Baracka Obamy. Reprezentuje bardziej twardogłowe, bardziej rusofobiczne i bardziej zimnowojenne podejście w sprawach polityki międzynarodowej. Dlatego prawica polska upatruje w nim szansy na powrócenie do planu budowy tarczy antyrakietowej, dlatego też wybór Romneya na prezydenta prawdopodobnie sprzyjałby PiSowskiej polityce. Czy jednak Obama to dla nas lepsza ‘oferta’? Nie bardzo. Nasza obecność w amerykańskich napaściach jest stale taka sama, rządzi nami sprzyjający USA, odporny na wszelkie zmiany polityczne minister spraw zagranicznych. Z perspektywy Polski nie zmienia się więc zbyt wiele. Z perspektywy świata podobnie: czy to krwawy noblista, czy krwawy bushysta - jeden pies. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że lepszy już krwawy bushysta - bowiem wszystko co fałszywe i pozornie dobre mąci tylko w głowach idealistów (a także lewicowców) wydając im się dobrem nie tylko z pozoru. Reklamowanie ‘dobra do wewnątrz’ kosztem ‘zła na zewnątrz’ też nie wydaje się być działaniem moralnym.

Prezydent USA to trybik imperialnej machiny korporacyjno-militarnej. Imperialistyczny interes amerykański dominuje nad wszystkim pozostałym i jest dobrem transpolitycznym, niezależnym od sztandaru rządzącej partii, czy prezydenta. Wizje kandydatów są więc takie same. Imperializm i funkcje imperium są stałe i niezmienne. Obsługa może nosić krawat albo muszkę, lecz zawsze będzie robić to samo. Maszyna zatnie się dopiero w chwili, w której mechanizm eksploatacji przestanie być skuteczny i aprobowany.

Nie ma więc większej różnicy między obydwoma kandydatami. Nie ma większego znaczenia kto wygra te wybory. Kapitał na pewno wolałby Mitta Romneya, jemu też dałbym większe szanse na zwycięstwo dzisiejszej nocy (Czarnoskóry prezydent przez dwie kadencje to już chyba jak na Stany zbyt wiele, zwłaszcza że jest jeszcze opcja oszustwa wyborczego). Jeśli jednak wygra Obama strategia polityczna imperium i tak nie ulegnie zmianie, w obydwu wypadkach możemy za to rychło spodziewać się wojny na Bliskim Wschodzie.

sobota, 16 czerwca 2012

Bezprawne długi, prawny system

Czy długi zawsze należy spłacać? Czy społeczeństwa powinny czuć się zobowiązane do spłaty długów, które zaciągane były na ich szkodę? Co zrobić ażeby uzdrowić pogrążoną w kryzysie finansowym Unię Europejską? Kogo posłać do więzienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada książka "Bezprawne długi". W swej książce François Chesnais, francuski profesor ekonomii i członek rady naukowej ATTAC-France bada przyczyny europejskiego kryzysu. Autor nie tylko dokonuje drobiazgowej analizy poszczególnych, najsilniej zadłużonych państw strefy euro, ale także demaskuje reguły gospodarki kapitalistycznej.

Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.

Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o  imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.

Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.

U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.

Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.

To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.

Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.

Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.

Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.

Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.

Tymoteusz Kochan

poniedziałek, 21 maja 2012

Kto dziś nie jest imperialistą?

Zadaję sobie to pytanie w chwili, w której wojna obchodzi już tylko nielicznych. Około dwóch tysięcy osób protestowało dziś w USA przeciwko szczytowi NATO. Większość z tych osób to członkowie ruchu Occupy Wall Street, stale włączający się w protesty tego rodzaju. Te wyjątkowo skromne protesty antywojenne mogą świadczyć o kondycji światowego ruchu pacyfistycznego i alterglobalistycznego. W krajach takich jak USA, czy Wielka Brytania społeczeństwa zostały całkowicie zdominowane przez polityczny imperializm i przyuczone do życia w świecie ciągłej wojny.

Współcześnie, dominacja polityczna imperializmu jest w Stanach totalna i całkowita. A przecież nie tak dawno (bo w latach 60-tych) ruch hippisowski był w stanie zorganizować prawdziwie masowe, spektakularne protesty. Na dziś wydaje się to niewykonalne. Hipisi stanowili olbrzymi ruch masowy, jaka była jego geneza? Hipisów zasilał bunt dzieci z konserwatywnych domów. Ta młodzież wychowywana była w duchu chrześcijaństwa, który z wiekiem dorastania okazywał się fałszywy i złudny. Pragnienie autentycznych więzi międzyludzkich, miłości i prawdziwych uczuć podszyte było specyficzną niby-religijną mistyką, której ton nadawał autentyczny humanizm. W tamtych czasach humanizm i zwrot humanistyczny wypływał z rozczarowania konserwatywnym życiem i jego zbójeckimi politycznymi metodami, kontrast tworzony był przez specyficznie naiwną moralność i prawdziwie bezlitosną praktykę życia społecznego. Obecnie metody, które niegdyś wywoływały oburzenie stały się normą i codziennością.

A zasługę tę przypisać można szalejącej propagandzie oraz klęsce ruchów pacyfistycznych i humanistycznych, w których przerwana została łączność pokoleniowa. W efekcie wojna została zorientalizowana[1]. Pojęciem "wojny" posłużyć można się dziś jedynie w stosunku do mieszkańców Zachodu i krajów pierwszego świata. Te same działania i praktyki wykorzystywane w krajach trzeciego świata, np. na Bliskim Wschodzie nazywane są „interwencjami „lub „misjami pokojowymi”. Wojna straszy więc nadal, ale dopóki nie dotyczy ona nas nie będzie się nią nazywać. Dlatego pomimo dziesiątek tysięcy mordowanych ludzi w Iraku i Afganistanie każdy zaczepiony na ulicy przechodzień stwierdzi, że żyjemy w czasach pokoju.

Skutecznie wyhodowana znieczulica wojenna posiada swe źródła w interesach i silnym imperializmie społeczeństw pierwszego świata. Wojny kierowane do zewnątrz, nie ważne jak bardzo brutalne i krwawe, znajdują się w kręgu ekonomicznego zainteresowania obywateli krajów zachodnich. Czerpanie zysków z kolonialnych wypraw ma swoją długą historię, podobnie ma się rzecz z przekupywaniem europejskiej klasy robotniczej częścią zysków z tych wypraw. Można więc paradoksalnie stwierdzić, że Stany Zjednoczone i Europa stają się coraz bardziej konserwatywne. W kulturze pozornej dokonują się kolejne przełomy na poziomie swobód obyczajowych, liberalizmu politycznego i szeroko rozumianego równouprawnienia. Najważniejszy szczegół tkwi jednak w tym kogo dotyczyć mogą tworzone, nowe swobody. W tym właśnie miejscu do głosu dochodzą sławne "prawa człowieka", zmodyfikowane o reguły pozbawiania tych praw skojarzone z prowadzeniem działań wojennych. Zachód do perfekcji opanował nadawanie i odbieranie ludziom rangi Człowieka, odgradzając się jednocześnie od wszelkich swobód i praw, które dotyczyć mogłyby innych niż kapitalistyczno-liberalne społeczeństwa. „Prawa człowieka”[2] działają w kapitalizmie na podobnej zasadzie co wolny rynek. W odróżnieniu od wolnego rynku (który prawdziwie „wolny” jest jedynie w państwach podbitych i skolonizowanych, gdzie „wolnością” staje się swoboda gospodarcza drapieżnika-zachodniej korporacji) prawa człowieka obowiązują nie do zewnątrz, tylko do wewnątrz, dotyczą wyłącznie pierwszoświatowego kapitalizmu i obywateli żyjących na jego zasadach.

Triumf imperializmu to dehumanizacja i kryzys kultury humanistycznej, to także klęska projektu i ideału socjalistycznego człowieka. Ludźmi są dziś wszyscy mieszkańcy planety Ziemia – z wyjątkiem tych, którzy zostaną w następnej kolejności zaatakowani przez USA i ich sojuszników.

Tylko radykalnie lewicowy ruch polityczny byłby w stanie odwrócić ten stan permanentnego imperializmu i orientalizacji wojny. Mam jednak wątpliwości co do tego, czy taki ruch ma obecnie w ogóle szansę powstać w jednym z krajów Zachodu. Aby stworzyć w polityce nowe warunki i prawdziwie emancypacyjny kontekst społeczny potrzebna byłaby fala, które całkowicie zaprzeczyłaby dotychczasowym praktykom stosowanym przez kraje pierwszego świata. Słabe i egoistyczne, pozbawione (często naiwnej, acz pięknej) niby-religijności humanistycznej, buntujące się klasy średnie nie przedstawią nowego projektu społecznego, nie posłużą się też odważnym wartościowaniem, które mogłoby definitywnie wykluczyć klasy te ze współuczestnictwa w kapitalistycznym życiu.

Usiłując odpowiedzieć sobie na tytułowe pytanie musimy zdać sobie więc sprawę jak trudno jest dziś nie być imperialistą i jak trudno jest sprzeciwić się wojennej logice systemu - kapitalizmu wojennego. By nie być w Europie imperialistą należy się wręcz zrzec obywatelstwa (przynajmniej kulturowego). Albowiem w świecie bez imperializmu nie giną tylko rzeczy „złe” jak bomby kasetowe, trupy, czy przemoc – giną też rzeczy „wspaniałe” – takie jak tania ropa naftowa, duże zyski zachodnich firm i płynące z nich podatki , czy anglojęzyczne hity na listach przebojów.

W walce o świat bez wojen i imperializmu zostawiliśmy Irakijczyków, Afgańczyków, Palestyńczyków… samych, organizując co najwyżej smsowe akcje charytatywne i wzruszające raporty z obszarów dotkniętych konfliktem. Ten kult bezbronnych ofiar zdaje się jednak ofiarom nie pomagać…

Pytanie pozostawiam otwarte.



[1] Za Edwardem Saidem orientalizację rozumiemy jako proces naznaczania tego co zewnętrzne, zamknięte i dzikie w porównaniu do świata Zachodu. W stosunku do orientu przestają się liczyć prawa respektowane w pierwszym świecie, w niepamięć odchodzą normy i wszelka "europejska moralność". Jerzy Kochan poszerzając pojęcie orientalizacji zwrócił uwagę, że podobny proces możemy obserwować także w przypadku ocen ruchu socjalistycznego i komunistycznego - lewicowe treści są naznaczane jako rosyjskie, wschodnie i dzikie - dzięki czemu skutecznie kryminalizuje się i wypycha je poza nawias społecznej rzeczywistości.

[2] Szeroko o polityce praw człowieka i praktyce dehumanizacji ofiar pisze w swoim tekście Étienne Balibar - http://nowakrytyka.pl/spip.php?article310

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Szkic z globalizacji

Nowoczesny kapitalizm zapewnił nam całkowitą dezintegrację pojęcia społecznego bezpieczeństwa. Nieliczni przedsiębiorczy i zdolni emigrują na zachód gdzie są włączani w umiędzynaradawiające się struktury władzy i jej zaplecza. W krajach gdzie zwiększa się odsetek emerytów i rencistów a na nich i na słabnącą klasę pracującą przerzucane są koszty utrzymania społeczeństwa jedyna droga to droga we wtórny kolonializm i kompletną alienację względem obecnego w mainstreamie ideału gospodarczego funkcjonowania nowoczesnego państwa - to wykluczenie z kategorii wytworzenia strefy zakazanej. Marzenia o luksusowych towarach, wyśnione realia seriali i filmów, odmiana polityki w, której zastępuje się ją administracją, która to następnie pozoruje na niewinną do granic obłudy i fałszu oraz słabość i niezdolność w produkcji ideologicznej jakichkolwiek realnych stronnictw - to tworzy krajobraz współczesnej Polski. Kraj, który reprodukuje swoje społeczeństwo w narastającej biedzie a mimo to pozostaje pozbawiony środowisk zdolnych do krytycznej oceny i nonkonformistycznego nastawienia. Niewielka drobina na mapach, i można poczuć ulgę wiedząc, że jest to mapa Europy, która oddziałując tworzy pole pod szerokie zmiany, gdzie Polska jest jedynie odbiciem szerszych prądów ekonomiczno - ideologicznych w gospodarce EU. Moment historyczny w jakim przychodzi nam się znaleźć jest bardzo charakterystyczny. Mamy okazję obserwować powolny rozpad wszelkich barier identyfikacyjnych - poza tą majątkową. Orientacja seksualna, płeć, narodowość, wiek - ta cała rama klasyfikacyjna zostanie zastąpiona schematem klasowym i majątkowym, który przyniesie światu zglobalizowane realia gospodarcze.

Przy jednoczesnym wspieraniu tych unifikujących zasady rywalizacji ekonomicznej zmian należy równie silnie niwelować ich negatywne skutki. Rynki pracy, które decydują się bronić przed tym poszerzaniem perspektywy ekonomicznej są zdradzane przez lokalnych kapitalistów. Lokalnie postęp może doprowadzać do katastrofalnych regresów kosztem wzrostu w krajach na drugim końcu świata. Wojny napastnicze, konflikty na tle od rasowego po religijny i każdy inny będą efektem ksenofobii przed poszerzeniem perspektywy ekonomicznej, ksenofobii uzasadnionej jedynie częściowo i powierzchownie. Część z rynków musi jedynie zmienić naturę swojego uzyskiwanego przychodu - tu uświadamiamy sobie jak kluczowe będą prawa patentowe i intelektualne, które będą głównym orężem w rozrysowywaniu podziałów przyszłego świata i jego rywalizacji gospodarczych podmiotów. Ta całościowa sytuacja daje nam niewygodne uczucie bezradności w makro skali, która jest jednakże podwójnie pozorna. Po pierwsze na skalę lokalną cele pozostają te same: minimalizować rozwarstwienie kosztem tych, którzy najmniej na tym ucierpią a po drugie nowo powstałe społeczeństwo informacyjne otwiera pole pod coraz większe wzajemne zbliżanie się do siebie kultur. To spływające do jednej rzeki motywy - niczym trendy w rozrywkowym kinie akcji, gdzie z kolejnymi dekadami do głównego bohatera przyłączają się przedstawiciele innych ras, nie w dotychczasowym charakterze wrogów, lecz przyjaciół. Tak samo funkcjonuje poszerzająca się uniwersalizacja człowieczeństwa. Tu docieramy przed jeden z palących obecnie Europę problemów; problem faszyzacji na tle religijnym mającym także swój ateistyczny odpowiednik... Problem z Islamem nie jest taki, że jego wyznawcy nie dostosowują się i wysadzają się masowo w autobusach - wtedy nie istniałaby nawet potrzeba dyskusji nad tym co należy robić z członkami tej wspólnoty religijnej. Problem dotyka o wiele głębszego lęku, opartego mianowicie oto iż Islam doskonale dostosowuje się do warunków zachodnich powodując tym samym zanik dotychczasowego przekonania Europejczyków mających konserwatywne poglądy gospodarcze na temat własnej wyjątkowości i nietykalności ze względu na charakterystykę rasową czy religijną [teraźniejszą lub przeszłą]. Rozstania z izolacją i dogmatyzmem mniejszościowym to obecnie powszechność. Kiedy porządek symboliczny zostanie pozbawiony tego pierwotnego lęku - rozpadnie się wedle najbardziej przerażających dla jego współczesnych uczestników scenariuszy. Jeśli okaże się, że wartości 'prawdziwego patrioty' może reprezentować kolorowy piłkarz w reprezentacji kraju w piłce nożnej, jeżeli całe uzurpowanie sobie jakości i wyższości etycznej/co za tym idzie gospodarczej przepadnie - zastąpione realiami zróżnicowanej ewolucji gospodarek i lokalnych realiów - staniemy przed prawdziwą i nieuchronną globalizacją. Będzie to glob uniwersalnych, pozornych wartości gdzie odsłoni się porządek realny, w którym zostaniemy nadzy z podziałem klasowym w rękach - czymś czego tak wielu śmiertelnie się obawia. Globalizacja to jednak nie cudowne lekarstwo a raczej ten sam problem w makroskali. Coś co stanie się widoczne dla obserwatora poza tłem zdarzeń być może będzie zupełnie niedostrzegalne dla uczestników, którzy zastaną opisaną przeze mnie sytuację. Uprzywilejowana pozycja malarza malującego sam pejzaż pozbawia nas widoku na postać samego malarza, który rzadko sam siebie umieszcza na malowanym przez siebie obrazie. Świat o prostszej mechanice ale jednocześnie o wiele wulgarniejszej i cięższej do sforsowania kontrideologią formie będzie polem pod ostateczne dialektyczne zmagania.

Postępujące możliwości produkcyjne świata powinny dać od pewnego momentu zdolność zaspokajania potrzeb struktury społecznej, która w swoim rozwiniętym stopniu opanuje kontrolę urodzeń w swojej reprodukcji. Będąc tak defetystyczni i pesymistycznie usposobionymi względem obecnej sytuacji światowej powinniśmy zdawać sobie sprawę jak ogromnej chmarze, rzeszy ludzkiej - w porównaniu do przeszłości - zapewnia się obecnie byt na satysfakcjonującym i nobilitującym do przeżycia poziomie. Czy człowiek poskromi swój przyrost naturalny tworząc w perspektywie porewolucyjnej imitację żywej utopii, czy wymrze wraz z ostatnim zjadliwym listkiem jest sprawą otwartą, w której w scenariusz inny niż ograniczenie przyrostu naturalnego nie ma zasadności zawierzać - musielibyśmy wtedy bowiem uznać doprawdy cudowną genezę tego dokonania, które zrealizowane zostało przecież we współczesnych krajach rozwiniętych. Lokalizacja przemian wydaje się jednym z kluczowych zadań na najbliższą przyszłość, tak samo paląca jest konieczność wytworzenia szerszych niż narodowe komórek społecznych - wspierających lokalne trudności jednych, produktem zewnętrznych o lepszej koniunkturze. Mamy przed sobą perspektywę międzynarodowych związków zawodowych z masowymi ruchami, będącymi w stanie spontanicznie i synchronicznie realizować swoje interesy. Współczesne, uległe międzynarodowemu sektorowi finansowemu rządy bliźniaczo podobne do siebie w programach ekonomicznym a różniące się jedynie regionalną specyfiką modnych tendencji w społeczeństwie zaczną, a nawet już zaczynają mieć przed sobą równie skonsolidowanego przeciwnika w postaci globalnej klasy pracującej, którą zatrzymać obecnie starają się lokalne odmiany faszyzacji etnicznej albo nadmiernej uległości względem ultraliberalnego modelu gospodarczego. Kraje rozwijające się w potencjale wymuszą jednak przerwanie tej maszynerii ogłuszającej społeczeństwa klas rozwiniętych w stronę albo unii ekonomicznej albo bezpośrednią przyczynę konfliktów każdego możliwego typu, łącznie z nagłym izolacjonizmem państw rozwiniętych od 'wyczerpanych' już w potencjale spekulacyjnym krajów trzeciego świata i trzeci świat opuszczający. Obserwując funkcjonowanie giełdy czy wymiany ekonomicznej całościowo - uświadamiamy sobie jaka jest rzeczywista istota spekulacji finansowych, które jak dotąd są najbardziej efektowną metodą bogacenia się koncernów i podmiotów ekonomicznych. W swej mechanice rywalizacja na zewnętrznych, nieraz zupełnie podporządkowanych rynkach w perspektywie wyrównuje poziom wyczerpując w krótkiej perspektywie przewagę spekulacyjną. Zasada neokolonializmu potrzebuje stale nowych struktur pod eksploatację. Jeśli założymy limit tej taktyki i tym samym konkretnie zarysujemy w przestrzeni i czasie koniec stosowanej retoryki ideologii neoliberalnej otrzymamy perspektywę świata w przerażającej dla kapitalistów stagnacji ekonomicznej, gdzie akumulacja kapitału ewoluuje w permanentny przestój wprowadzając na powrót hierarchiczny charakter społeczny na kształt piramidy feudalnej lub nieunikniony przewrót i zmianę paradygmatu systemowego.

Globalizacja przebiega nie tylko poprzez pływy ideologiczne czy otwarte starcia politycznych oponentów w najróżniejszych realiach. W przestrzeni materialnej odbiciem 'niewidzialnej ręki globalizacji' są naciski i presje gospodarcze, które włączają kolejne podmioty w coraz to większe syntezy systemów ekonomicznych. Ciekawy przykład na funkcjonowanie procesów globalizacji daje przyszła możliwość do leczenia się w dowolnym punkcie medycznym na terenie Unii Europejskiej. Prawo to wejść ma w ciągu dwóch lat, zmieniając jednocześnie o 180 stopni dotychczasową politykę m.in polskiego finansowania usług zdrowotnych. W obliczu tych zmian płacenie NFZ większych składek stanie się koniecznością w ramach spłacania długu powstające z chwilą realizacji zabiegów medycznych za granicą, tym samym układ wspólnotowy UE wytworzy strukturę na kształt spółdzielni, która funkcjonując na makro płaszczyźnie stworzy presję pod lokalne zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną. Tym samym polityka spójności zrobi kolejny krok do przodu w stronę kreacji - będącej wyższą instancją - determinacji ponadnarodowej na skalę Europejską. To właśnie ta presja w standaryzowanie realiów gospodarczych jest czynnikiem stabilizującym to co lokalnie wydawać się może w skali narodowej jedynie rosnącym rozwarstwieniem. Prawa integrujące Unię Europejską powinny przybierać w kolejnych latach na sile z coraz większą intensywnością z uwagi na rosnące i bardzo koherentne w strukturze mimo swych znacznych rozmiarów Chiny oraz integrujące się kraje Ameryki Południowej. Tak jak ścieramy się we współczesności [świecie częściowej globalizacji] - tak samo w przyszłości [świecie bliżej finalnego projektu postkolonialnego] pozostanę podobne problemy. Socjalizacja i poskramianie realiów bezlitosnej gospodarki, łagodzenie efektów wzbogacania się jednej grupy pomocą dla tej drugiej, pozbawianej wartości pozwalającej na godne życie pozostanie aktualnym. Jakkolwiek górnolotne mogę się wydawać sentencje i formuły poetyckie, jak bardzo wirtuozerski może być jazz czy inna forma współczesnej elitarnej sztuki to jako gatunek ludzki pozostaje nam dalej obracać się w sferze zapewnienia członkom społeczności chleba i dachu nad głową. A potem każdy dostanie czas na dojście do jedności duchowej ze światem, niczym szary i coraz bardziej pospolity społeczny, w perspektywie- masowy - Budda.