Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teoria. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 czerwca 2012
Kultura informacji
Wiadomości w telewizji i internecie już od dłuższego czasu przypominają kronikę wypadków. Pierwsze wiadomości tradycyjnie dotyczą nieszczęśliwych utonięć, matek, które zabiły własne dziecko, nastolatka, który wpadł do stawu i utonął, katastrof naturalnych i tzw. "raportów z dróg". Siła tego zjawiska jest zaskakująca, zadziwia też całkowita zgodność i niezwykła synchronizacja działań mediów w tym zakresie. Proces ten ewoluował do tego stopnia, że trudno nie zwrócić na niego uwagi. Debata na ten temat najczęściej kończy się narzekaniem na zbytnią „tabloidyzację” życia społecznego, lub związana jest z wyrażaniem tęsknoty za umierającymi wartościami społeczeństwa konserwatywnego. Chcąc potraktować temat uproszczenia przekazu poważnie należy zbadać funkcję, którą pełni on w nowoczesnym społeczeństwie kapitalistycznym. Należy objaśnić jak to się dzieje, że reporterzy budujący nastrój grozy i wytwarzający śmiertelnie poważne napięcie przy najgłupszej nawet okazji otrzymują możliwość takiego działania. Kolejnym ważnym pytaniem będzie pytanie o skuteczność tego działania – ta na dziś dzień zdaje się być wręcz piorunująca, do tego stopnia by ‘dyskurs nieszczęśliwych wypadków’ zawładnął opinią publiczną i był w stanie dostosowywać ją do siebie. Mamy do czynienia ze zjawiskiem nowym i występującym powszechnie. Zjawisko uproszczenia przekazu dotyczy przede wszystkim obszaru kultury i języka. Media, ośrodki kultury, przestrzeń publiczna ewoluowały i zostały podporządkowane nowej narracji.
Ta nowa narracja, nowy język to język świata jednowymiarowego [1], świata sprowadzonego do konsumpcji. Rzeczywistość, w której żyjemy jest przestrzenią ludzi konsumujących, jednocześnie ludzi którzy nie posługują się w swoim życiu codziennym czymś takim jak informacja. To właśnie proces dewaluacji informacji stworzył podwaliny pod sukces tej specyficznej, jednowymiarowej nowomowy. Ludzie nie korzystający z informacji żyją w świecie poszczególnych przedmiotów i swoich fantazji na ich temat. Obywatele kapitalistycznego świata nie potrzebują informacji, ponieważ wszystkie potrzebne informacje otrzymują wraz z nabyciem i skonsumowaniem towaru. Wiedza i informacja pochodzi dziś od kapitalistycznego produktu, który zaprzęgając odbiorców do konsumpcji zaprzęga ich jednocześnie do procesu reprodukcji całego systemu kapitalistycznego. Sam produkt i towar-informacja jest współcześnie informacją społecznie wystarczającą.
Tutaj upatrywać można przyczyn, genezy problemów współczesnej Europy. To, co miało być gospodarką opartą na wiedzy było (i jest nadal) w istocie gospodarką opartą na konsumpcji. Problem pojawił się w chwili, w której okazało się, że sama kapitalistyczna konsumpcja (także ta dotycząca wiedzy) nie tworzy niczego, co pozwalałoby uzyskiwać wystarczający do podtrzymywania takiego systemu dochód. Wiedza-kapitalizm okazał się być systemem niepłodnym, systemem który musiał wpaść w kryzys i ustąpić pola przed – uznawanym za prymitywny – systemem opartym na produkcji przemysłowej, który dojrzał już dostatecznie w krajach takich jak Chiny.
W związku z połączeniem się informacji z konsumpcją (która jako zjawisko stosunkowo świeże nie występowała pod masową postacią w starszych od kapitalizmu systemach) przedawnieniu uległy starsze formy zdobywania wiedzy. Wszelkiego rodzaju humanistyczne, także religijne, czy idealistyczne motywy, które niegdyś pchały ludzi do poszukiwań usprawiedliwienia, „sensu”, swoich działań zostały przez kapitalizm wyparte. Najwyższym usprawiedliwieniem do zdobywania wiedzy może być dziś chęć kontynuacji konsumpcji – przy tym zwrócić należy w tym miejscu uwagę na to, że w krajach pierwszego świata (a więc na Zachodzie) konsumpcja ta, najczęściej wcale nie jest tożsama z koniecznością przeżycia, czy biologicznego przetrwania. Po co cokolwiek wiedzieć, jeśli bezpośrednio nie służy to uzyskaniu przychodu i – w dalszej konsekwencji – możliwości pójścia na zakupy? Takie jest ego jednowymiarowego kapitalizmu i jego ofiar, taki jest też kryzys wiedzy. Kapitalistyczna kultura informacji działająca w oparciu o towar-informację i towar-rozkaz nie byłaby więc Baudrillardowskim „symulakrem” [2] , ale raczej Horkheimerowskim „konkretem” [3] Różnica między „nową rzeczowością” Horkheimera a współczesną kulturą informacji zawarta jest w różnicy treści. „Nowa rzeczowość” odsyła do konkretu, istoty, substancji, podczas gdy współczesna, kapitalistyczna kultura informacji odsyła wyłącznie do konsumpcji.
Społecznym nośnikiem towaru-informacji są reklamy i media. Media są w tym wypadku w tym samym stopniu oprawcą, co ofiarą. Wyalienowane media i kultura stronią od tematów ważnych by nie okazywać swojej bezsilności. Twórcy informacji utracili bowiem swój największy przywilej - przywilej recenzji krytycznej i w ogóle wszelkiej krytyczności. Strategia postideologiczności, która zawiera się w zwalczaniu wszystkiego co niekapitalistyczne zakończyła żywot alternatyw, które nie mają już przedstawicielstwa w języku publicznej debaty. Media tracąc swój zmysł krytyczny i porównawczy toną w partykularnych historyjkach. Przekaz publiczny jest dziś zawsze ten sam, drobnym poprawkom ulega tylko poziom jego komplikacji.
Dotykając tylko spraw takich jak wypadki, czy katastrofy naturalne media tworzą wielką narrację kapitalizmu. Ta narracja nie dotyka systemu społecznego, ani jakichkolwiek politycznych rozstrzygnięć, jest narracją obezwładniającą i naturalizującą otaczającą nas rzeczywistość. Kapitalistyczny świat informacji opisuje wypadki przy pracy, ale nigdy nie zajmuje się samą pracą. Przy tych środkach opisu cywilizacja człowieka jawi się jako magiczny las, w którym człowiekowi przyszło żyć z nieznanych przyczyn i gdzie człowiek na stałe unieruchomiony jest w swej niemocy pośród innych zwierząt. Dziś powszechnie wiadome jest tylko to, że nic nie można zrobić. Wyjście poza konsumpcyjną rzeczywistość i sprzężoną z nią kulturę informacji jest równoznaczne z śmiercią „zachodnich wartości” i końcem świata – stąd też (niekiedy rozpaczliwe) próby Zachodu do piętnowania wszelkiej niekapitalistycznej i niekonsumpcyjnej rzeczywistości. Próby te – szczególnie w odniesieniu do państw znajdujących się na marginesie życia politycznego (jak Białoruś, czy Korea Północna) – potrafią przyjmować komiczny charakter.
Należy zadać też sobie pytanie dlaczego to właśnie wypadki i katastrofy cieszą się taką popularnością i wzięciem kanałów informacyjnych. Jest tak dlatego, ponieważ wielka „narracja kapitalizmu” i związana z nią – opisana wcześniej - naturalizacja opiera się na mistyfikacji i wyparciu samego pojęcia narracji, dyskursu i systemu. W tym zadaniu wyparcia tematu społecznego najlepiej sprowadza się systemowo nieistotny szczegół. Katastrofy, wypadki, przypadki i indywidualne perypetie są właśnie tymi nieistotnymi szczegółami, które w żaden sposób nigdy nie pozwolą uchwycić tematu jakim jest społeczeństwo, system, czy sam kapitalizm. Szczegóły są skutecznie neutralne bo dotyczyć mogą każdej rzeczywistości społecznej. Szczegóły zobojętniają ludzi na całość i gaszą dyskurs krytyczny. Pozbawieni wielogłosu, pozbawieni debaty na temat tematów i form utopii obywatele ulegają transformacji i przeobrażeniu w człowieka jednowymiarowego.
Jednowymiarowa jednostka ludzka - czyli produkt narracji kapitalistycznej kultury informacji - to człowiek, który coraz bardziej oddala się od świadomości swego istnienia, świadomości swego gatunku [4] Pozbawiony tej świadomości staje się niewolnikiem świata rzeczy, cudzego świata rzeczy. Za Henri Lefebvre’em [5] stwierdzić możemy, że wszystkie uczucia fizyczne i moralne zajęte zostały przez alienację tych uczuć i przez wytworzenie się i supremację nowego hiperuczucia - uczucia posiadania.
Omówiliśmy uproszczenie przekazu, wiemy już, na czym polega kultura informacji w kapitalizmie, wiemy, że informacja stała się częścią produktu i jego podrzędną wręcz funkcją, prostym odsyłaczem, prowadzącym nas wprost do zjawiska kapitalistycznej konsumpcji. Musimy teraz wyjaśnić najważniejsze, wyjaśnić powody, dla których taki stan jest w kapitalizmie pożądany. Jakie więc są cele tej nowej kultury informacji?
Możemy pisać o kilku celach i efektach, a granica między jednymi a drugimi jest stosunkowo płynna. Najważniejszym celem połączenia informacji z produktem będzie bez wątpienia podtrzymanie systemu kapitalistycznego i generowanie w nim popytu na wieczną nadpodaż. Towar, który sam w sobie jest informacją i który tworzy cały plan działania i określa zachowania jednostek w społeczeństwie jest przedmiotem kapitalistycznej władzy. Życie, w którym jedyne uzyskiwane informacje dotyczą zdobywania dóbr konsumpcyjnych stało się życiem pozbawionym krytyczności, prawdziwych informacji, a nader wszystko wszelkiego ogółu. Zamiast teorii i teoretyczności królować ma konkret, czy też właśnie towar-informacja [6] .
Cele nowej kultury informacji to też cele panującej ideologii. Dla której, najważniejszym celem – uzyskiwanym przy pomocy kapitalistycznej narracji prymitywnego naturalizmu, którym operuje domena publiczna - jest likwidacja wszelkiego konfliktu i opartej na nim partycypacji. W systemie, w którym wszyscy zmuszeni są do partycypacji i gdzie wszyscy uczestniczą w życiu społecznym na tych samych warunkach budowana jest wielka wspólnota i prymitywne, lecz bardzo skuteczne, jej poczucie. Wiadomym jest, że uczestnictwo w życiu społecznym na tych samych warunkach dla wszystkich jest, z uwagi na dzielące ludzi przepaście majątkowe, czymś całkowicie nieosiągalnym - dlatego też "życie na tych samych warunkach" zmieniło swą definicję i oznacza teraz życie na tych samych warunkach kulturowych. Dlatego właśnie język (i przekaz), którym posługują się ośrodki kultury i media jest językiem możliwie najprostszym, najbardziej prymitywnym i przez to najbardziej społecznie scalającym.
Skuteczność i sukces uproszczonego przekazu i nowej kultury informacji zapewnia fakt, że dla zdecydowanej większości konsumentów kultury jest to pierwsza historycznie forma informacji, którą są w stanie oni uzyskać. To co wiąże się z upadkiem projektu oświecenia, triumfem kapitalizmu i pogrążeniem się społeczeństwa w transie konsumpcyjnym, jest jednocześnie po części rewolucyjne. Sam fakt masowej partycypacji społecznej w głównym nurcie ‘wiedzy’ jest czymś, co wprowadza dopiero kapitalizm i jego uproszczony przekaz. Uproszczenie i powiązanie wiedzy z konsumpcją tworzy też specyficzne poczucie pewności i bezpieczeństwa. Niewiedza nie zagraża, bo nie jest w kapitalizmie możliwa, skoro każda wiedza odnosi się wyłącznie do jednej ze strategii konsumpcji. Skuteczna walka z konsumpcyjnym stylem życia i kapitalistycznymi wartościami przy pomocy kontr wiedzy/informacji staje się praktycznie niemożliwa.
By zrealizować rewolucyjne cele w systemie kapitalistycznym rewolucję i zmianę należałoby więc sprzedać i przeobrazić w towar. Wtedy jako odrębny towar-informacja i rewolucja dostąpi zaszczytu rywalizacji z innymi dobrami konsumpcyjnymi. W rzeczywistości nie wyjdzie jednak poza zakres kapitalizmu i nie przekroczy porządku konsumpcyjnego, na użytek którego zostałaby stworzona. Informacja dotycząca rewolucji byłaby dostarczana wyłącznie wraz z produktem, a ten wciąż nierozerwalnie byłby połączony z kapitalistyczną produkcją. Tak więc, z chwilą przeobrażenia się rewolucji w dobro konsumpcyjne zanika jej rewolucyjny charakter. Należałoby wobec tego albo zwrócić uwagę na inne niż konsumpcyjno-kapitalistyczne źródła informacji (pozatowarowej) – i zastanowić się jak wykorzystać je na szerszą skalę - albo oczekiwać na kryzys, albowiem dopóki system dystrybucji dóbr w kapitalizmie funkcjonuje sprawnie - dopóty niemożliwym staje się wyjście poza zamknięty obieg kulturowo-towarowej konsumpcji i uproszczonego do obsługiwania konsumpcji przekazu.
[1] Według Herberta Marcusego człowiek pod wpływem alienacji ogranicza swoją aktywność do produkcji w 8-godzinnym dniu pracy oraz konsumpcji. Jednowymiarowy świat i społeczeństwo to właśnie zbiór ludzi – w ten sposób - wyalienowanych.
[2] Baudrillard Jean. Symulakry i Symulacja. Warszawa: Sic!, 2005
[3] Horkheimer Max. Zmierzch. Warszawa: Książka i Wiedza, 2002, s. 142.
[4] Świadomością w rzeczywistości wyobcowanej zajmuje się Karol Marks w "Rękopisach ekonomiczno-filozoficznych" z 1844 roku..
[5] Lefebvre Henri. Marks a idea wolności. Warszawa: Książka i Wiedza, 1949
[6] Parafrazując György Lukácsa utowarowienie informacji można, rozumieć jako reifikację, czyli uprzedmiotowienie wiedzy - tyle tylko, że to nie przedmiot staje się atrybutem wiedzy, ale wiedza staje się przedmiotem konsumpcyjnego przedmiotu, przez który zostaje wchłonięta.
sobota, 16 czerwca 2012
Bezprawne długi, prawny system
Czy długi zawsze należy spłacać? Czy społeczeństwa powinny czuć się
zobowiązane do spłaty długów, które zaciągane były na ich szkodę? Co zrobić
ażeby uzdrowić pogrążoną w kryzysie finansowym Unię Europejską? Kogo posłać do
więzienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada książka "Bezprawne
długi". W swej książce François Chesnais, francuski profesor ekonomii i
członek rady naukowej ATTAC-France bada przyczyny europejskiego kryzysu. Autor
nie tylko dokonuje drobiazgowej analizy poszczególnych, najsilniej zadłużonych
państw strefy euro, ale także demaskuje reguły gospodarki kapitalistycznej.
Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.
Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.
Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.
U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.
Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.
To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.
Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.
Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.
Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.
Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.
Tymoteusz Kochan
Pojęcia takie jak "dług", czy "reforma" przywykło się w Polsce interpretować na jedno, neoliberalne kopyto. Podobnie przedstawiany jest "kryzys". Oto chciwi i z natury złodziejscy oraz śmiertelnie leniwi pracownicy zadłużyli swoim rozpasaniem i chciwością niewinne i poszkodowane tym samym państwa, które nie mają teraz innego wyjścia jak dokonać tzw. "koniecznych reform". Ekonomia w krajach pozbawionych społecznej nad nią kontroli stała się zbiorem magicznych sformułowań. W umysłach komentatorów i polityków gospodarka to zbiór potocznych sformułowań takich jak: „Długi należy spłacać”, „Nie należy żyć ponad stan”, czy „Dobrze jest oszczędzać”. Za tym prostactwem w myśleniu stoi śmiertelnie poważna strategia finansowa wielkich instytucji finansowych i całej Unii Europejskiej, opierająca się na serii kłamstw i niepodważalnej dominacji sił bezwzględnego kapitalizmu.
Władze europejskich państw przez całe dziesięciolecia działały na szkodę własnych społeczeństw. Ich strategia oparta na całkowitym podporządkowywaniu polityki państwa żądaniom rynków, dokonywaniu nieustannych obniżek podatków dla najbogatszych i przedsiębiorstw oraz - ostatnimi czasy - ratowaniu instytucji finansowych przy pomocy publicznych środków bez ich późniejszego nacjonalizowania i zachowania starannej kontroli nad wydawanymi pieniędzmi doprowadziła do poważnego w społecznych skutkach krachu gospodarczego. Kryzys wyprodukowany został na życzenie polityków, którzy decydowali o takim, a nie innym kształcie gospodarki. Mówiąc o panowaniu neoliberalizmu mówimy w istocie o imperializmie, w którym polityka poszczególnych państw zostaje całkowicie podporządkowana żądaniom najbogatszych, międzynarodowych instytucji finansowych, czy też podpiętym pod państwa firmom przemysłu zbrojeniowego.
Nie powinno nas więc dziwić to, że w latach 2005 - 2009 Grecja była jednym z pięciu największych importerów broni w Europie. Zakupione przez Grecję samoloty bojowe (26 F-16, 25 Mirage) stanowiły 38% wolumenu importu. Równocześnie, od lat 80-tych stale obniżane są w Europie podatki dla najbogatszych - stopa podatkowa dla najwyższego progu dochodowego w pogrążonej dziś w kryzysie Hiszpanii w 1986 roku wynosiła 66%, by w 2007 spaść do 43%. Ta sama praktyka cięć i kapitalistycznej kolonizacji króluje w Polsce. Najwyższa stawka podatkowa wynosi u nas 32%, a CIT 19% (o 4,5 pkt proc. mniej od średniej w UE). Przy tak prowadzonej polityce gospodarczej zmagających się obecnie z kryzysem państw krachu nie dało się uniknąć.
U źródła kryzysu finansowego i kryzysu długu publicznego leży charakter kapitalistycznej gospodarki, na czele z działalnością sektora finansowego. François Chesnais doskonale analizuje proces zyskiwania na znaczeniu tego co określa on mianem finansjery. Finansjera to nic innego jak wielkie banki, fundusze emerytalne i fundusze inwestycji finansowych o dużym ryzyku. Rosnące ryzyko spekulacji na różnorodnych, coraz bardziej niepewnych (nazwanej później "toksycznymi") aktywach doprowadziło w efekcie do powstania i pęknięcia baniek spekulacyjnych. Przyczyniło się do tego umiarkowanie płacowe, które uniemożliwiło konsumentom partycypację w konsumpcji. By ratować system kapitalistyczny instytucje finansowe z błogosławieństwem kapitalistów poczęły oferować kolejne, coraz bardziej ryzykowne kredyty. W pewnym momencie kurtyna zostaje podniesiona i obnażona zostaje nierentowność i wyłącznie fikcyjna możliwość spłaty kolejnych kredytów. Jak na statku, tak i na rynku zwycięża w takim momencie strategia "ratuj się kto może" i dotychczas opłacalne aktywa w skutek wycofywania się kapitału z rynku potrafią tracić swą wartość z dnia na dzień. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Musiały zostać wytworzone odpowiednie narzędzia, przemianie ulec musiał cały system bankowy.
Zdaniem autora tradycyjne banki przestały już istnieć, te musiały bowiem upewniać się co do występowania zdolności kredytowej wśród obdarzonych kredytami klientów. Nowoczesne banki po prostu pozbywają się ryzyka, przerzucając je skutecznie na inne instytucje finansowe i wypuszczając niepewne papiery na 'giełdową wolność'. Takie właśnie zakłady i spekulacje na ryzyku stały się specjalnością całego segmentu gospodarki kapitalistycznej. Do tej polityki dostosowały się kolejno: instytucje finansowe, fundusze emerytalne, firmy, korporacje i wszystkie państwa Unii Europejskiej. Rozpoczęło się panowanie neoliberalizmu.
To co obserwowaliśmy i obserwujemy w Europie miało także swój szerszy wymiar, wymiar konfrontacji wielkich gospodarczych podmiotów – Chin, USA, z Unią Europejską w tle. Wynik tego starcia staje się nam powoli znany, to osłabienie waluty Euro, obniżenie się poziomu życia państw europejskich i wielki awans Państwa Środka.
Można rzec, że dobiegła końca era wiary w "gospodarkę opartą na wiedzy". Pozbawianą przemysłu Europę miały zasilać fundusze, którym europejskie instytucje finansowe umożliwiły łatwe finansowanie swojej działalności. Neoliberalizm sprzedawano u nas właśnie pod takim płaszczykiem. Rzeczywistość zweryfikowała te śmiałe plany. Wraz z ucieczką kapitału do Chin i innych krajów trzeciego świata uciekł też do nich przemysł, dzięki któremu państwa te szybko przekształciły się w wyjątkowo atrakcyjne dla zachodnich inwestorów rezerwuary wartości dodatkowej i w pola pod szybką akumulację. Europejska kontrola nad kapitałem, który z kapitalistycznie słusznych pobudek wyemigrował na wschód okazała się zbyt słaba. Na nic nie zdał się płacz konserwatystów. Ucieczki kapitału nie powstrzymała misja dziejowa obrony Cywilizacji Zachodu – którą tak sugestywnie przedstawiali w swoich pracach zwolennicy teorii Zderzenia Cywilizacji i inni agenci światowego Bushyzmu.
Proces o którym mówimy ma wiele negatywnych konsekwencji odczuwanych w państwach europejskich, ale ma też (o czym François Chesnais pisze niechętnie) strony pozytywne. Będą to przede wszystkim: postęp, internacjonalizacja światowej produkcji oraz stopniowe, powolne wyrównywanie się stopy życiowej, której podnoszenie się najlepiej widoczne jest dzisiaj w Chinach.
Proces dalszego wyrównywania się poziomu życia wymaga jednak społecznej kontroli. Uwolnić się z karuzeli nieustannych kryzysów i spod podporządkowania polityki społecznej zyskom prywatnych instytucji, to zyskać prawdziwą władzę i kontrolę, odzyskać demokrację i stworzyć warunki dla socjalistycznej wspólnoty.
Tej kontroli nie zapewnią instytucje kapitalistyczne, fundusze inwestycyjne, czy neoliberalne think-tanki. Potrzebna jest kontrola konkretna, kontrola własnościowa, potrzebna jest własność społeczna.
Droga do nacjonalizacji, czy też audytu lub restrukturyzacji bezprawnego i haniebnego długu, który ściągnął na nas neoliberalny demiurg nie będzie drogą politycznie łatwą. Wręcz przeciwnie - spotka się z oporem całej maszynerii, którą przez lata wypracował na swój użytek neoliberalny kolos kapitalizmu. Nie ma jednak na dziś innej politycznej drogi dla lewicowych ugrupowań, nie ma innej drogi do budowy gospodarki dla człowieka.
Tymoteusz Kochan
Etykiety:
demokracja,
ekonomia,
globalizacja,
imperializm,
kapitalizm,
kryzys,
neokolonializm,
neoliberalizm,
prywatyzacja,
recenzja,
teoria,
uspołecznienie
czwartek, 26 kwietnia 2012
Doktryna: Wiecznykatyń
Fala tematyki smoleńsko-katyńskiej w dyskursie publicznym wciąż
przybiera na sile. Im więcej czasu mija od wydarzeń w Katyniu i nawet
katastrofy smoleńskiej, tym silniej toczymy bój ze sprawcami tamtych
wydarzeń – czy rzeczywistymi choć już mocno historycznymi, czy zupełnie
urojonymi, to już mniej istotna sprawa. Prawicowa rzeczywistość, jak
kania deszczu, potrzebuje przeciwnika. System określa się bowiem poprzez
tworzony przez siebie antagonizm. Konflikt, czy to smoleński, czy to
katyński służy właśnie stworzeniu przeciwnika, służy walce ideologicznej
i tworzeniu nowej, patriotyczno-narodowej tożsamości, na której oparty
ma zostać projekt forsowanej przez Jarosława Kaczyńskiego IV RP.
Batalia Smoleńska i walka o „prawdę” to w rzeczywistości jednak walka nie z urojeniami, lecz z prawdziwym, konkretnym przeciwnikiem. Tym wrogiem jest socjalizm, zwalczany tak bezwzględnie i z pogwałceniem wszelkich zasad „prawdy” i politycznej rywalizacji, ponieważ skutecznie i trwale podważył święty i nienaruszalny fundament obecnej rzeczywistości - własność prywatną i jej dogmat. Walka ta ma jednak charakter komiczny, włączając w to nawet jej metody szulerskie i infantylne jednocześnie. Przeciwnik jest bowiem fantomem, nie istnieje, nie ma go, więc i nie „przyjmuje pola”. W związku z tym komunizm (czy socjalizm) identyfikowany i lokowany jest historycznie, w odległej przeszłości. Po pierwsze w ZSRR, po drugie w PRL-u, czyli komunistyczno-socjalistycznym grzechu polskiej przeszłości. PRL to skrywana, wstydliwa geneza obecnej rzeczywistości, do której całkowitego wyparcia i piętnującego naznaczenia na wieczność dążą elity współczesnego, neoliberalnego kapitalizmu. Wypierając się tym samym znaczącej części siebie, swej własnej przeszłości i kreując przeszłość sztuczną, fałszywą, a tym samym słabą i poniekąd wariacką, jak opowieść o babce hrabinie i klejnotach rodowych.
Elity (takie to zresztą i elity), które urosły i wychowały się w warunkach przeszłości i dzięki tej przeszłości, potwierdzają swoje oddanie aktualnemu systemowi poprzez nieustanną i pogłębiającą się negację wszystkiego, co symbolicznie choćby zatrąca o lewicową treść lub niekapitalistyczną formę, system ów potencjalnie kwestionując. Przybierający na sile, ubrany w pozornie aktualne zagadnienia bój z komunizmem służy więc i cementowaniu III RP, ale także i wykluczaniu z obiegu wszelkiej faktycznie lewicowej i faktycznie antysystemowej treści. W tej materii zawiązał się między prawicą neoliberalną (PO) a kościelną prawicą neoliberalną (PIS) sojusz. Ten pakt polega na wspólnym budowaniu nowej tożsamości narodowej i wspólnej walce, ze wspólnie zdefiniowanym przeciwnikiem – komunizmem.
IPN, mimo wszystkie związane z nim skandale – od tragedii po kompletną farsę -został przecież nieprzypadkowo utrzymany podczas kolejnej kadencji premiera Tuska, nieprzypadkowo to właśnie Bronisław Komorowski zapowiada budowę muzeum zbrodni komunizmu, etc. Zamożna część społeczeństwa i jej liberalni reprezentanci często nie rozumieją tej milczącej zgody, ale to właśnie ten sojusz pozwala utrzymywać się przy władzy Platformie. Jest to możliwe dzięki wyparciu wszelkiego lewicowego dyskursu z polityki i stworzeniu mitu Wiecznegokatynia, wokół którego między PO a PIS trwa co prawda spór, ale spór pozorny i pożądany, który pozwala każdej z formacji prezentować swój charakter.
Mogłoby tak trwać i trwać, od rocznicy, do rocznicy… Tak dobrze jednak nie ma. Najpewniej bowiem wydarzy się coś, co łatwo przewidzieć, historia naszego stulecia zna bowiem podobne sytuacje i przypadki i boleśnie je pamięta [1]... Hodowany za przyzwoleniem liberałów IPN-owski nacjonalizm urośnie i obróci się przeciwko swoim twórcom czy chrzestnym rodzicom. Gniew społeczny, który wzrasta z każdym kolejnym punktem wzrostu bezrobocia i każdym zamykanym zakładem pracy znajdzie bowiem inny, niż lewicowy, socjalistyczny nośnik. Tym nośnikiem będzie (a może już jest) faszyzm. I tak, liberalna władza zaangażowana w wieczną walkę z komuną, walkę, która miałaby zaprzątać uwagę całego społeczeństwa wyprodukuje i wytworzy naprawdę największych wrogów komunizmu – faszystów. I na nic zdadzą się lamenty i apele do zdrowego rozsądku. Zdziwienie, które lojalne Platformie media żywią wobec gromadzących się na miesięcznice katastrofy i na wiece maryjno-kaczyńskie, czy skręcających w nacjonalizm mas kibiców będzie ostatnią reakcją. Dotychczasowy sojusznik liberałów zdradzi bowiem bez wahania (już zdradza) swych twórców i żywicieli. Wozy transmisyjne TVN24 spłoną.
[1]Pamięta, kto chce pamiętać. Jak wiadomo, w uprawianej przez nasz system polityce historycznej wróg jest jeden.
Batalia Smoleńska i walka o „prawdę” to w rzeczywistości jednak walka nie z urojeniami, lecz z prawdziwym, konkretnym przeciwnikiem. Tym wrogiem jest socjalizm, zwalczany tak bezwzględnie i z pogwałceniem wszelkich zasad „prawdy” i politycznej rywalizacji, ponieważ skutecznie i trwale podważył święty i nienaruszalny fundament obecnej rzeczywistości - własność prywatną i jej dogmat. Walka ta ma jednak charakter komiczny, włączając w to nawet jej metody szulerskie i infantylne jednocześnie. Przeciwnik jest bowiem fantomem, nie istnieje, nie ma go, więc i nie „przyjmuje pola”. W związku z tym komunizm (czy socjalizm) identyfikowany i lokowany jest historycznie, w odległej przeszłości. Po pierwsze w ZSRR, po drugie w PRL-u, czyli komunistyczno-socjalistycznym grzechu polskiej przeszłości. PRL to skrywana, wstydliwa geneza obecnej rzeczywistości, do której całkowitego wyparcia i piętnującego naznaczenia na wieczność dążą elity współczesnego, neoliberalnego kapitalizmu. Wypierając się tym samym znaczącej części siebie, swej własnej przeszłości i kreując przeszłość sztuczną, fałszywą, a tym samym słabą i poniekąd wariacką, jak opowieść o babce hrabinie i klejnotach rodowych.
Elity (takie to zresztą i elity), które urosły i wychowały się w warunkach przeszłości i dzięki tej przeszłości, potwierdzają swoje oddanie aktualnemu systemowi poprzez nieustanną i pogłębiającą się negację wszystkiego, co symbolicznie choćby zatrąca o lewicową treść lub niekapitalistyczną formę, system ów potencjalnie kwestionując. Przybierający na sile, ubrany w pozornie aktualne zagadnienia bój z komunizmem służy więc i cementowaniu III RP, ale także i wykluczaniu z obiegu wszelkiej faktycznie lewicowej i faktycznie antysystemowej treści. W tej materii zawiązał się między prawicą neoliberalną (PO) a kościelną prawicą neoliberalną (PIS) sojusz. Ten pakt polega na wspólnym budowaniu nowej tożsamości narodowej i wspólnej walce, ze wspólnie zdefiniowanym przeciwnikiem – komunizmem.
IPN, mimo wszystkie związane z nim skandale – od tragedii po kompletną farsę -został przecież nieprzypadkowo utrzymany podczas kolejnej kadencji premiera Tuska, nieprzypadkowo to właśnie Bronisław Komorowski zapowiada budowę muzeum zbrodni komunizmu, etc. Zamożna część społeczeństwa i jej liberalni reprezentanci często nie rozumieją tej milczącej zgody, ale to właśnie ten sojusz pozwala utrzymywać się przy władzy Platformie. Jest to możliwe dzięki wyparciu wszelkiego lewicowego dyskursu z polityki i stworzeniu mitu Wiecznegokatynia, wokół którego między PO a PIS trwa co prawda spór, ale spór pozorny i pożądany, który pozwala każdej z formacji prezentować swój charakter.
Mogłoby tak trwać i trwać, od rocznicy, do rocznicy… Tak dobrze jednak nie ma. Najpewniej bowiem wydarzy się coś, co łatwo przewidzieć, historia naszego stulecia zna bowiem podobne sytuacje i przypadki i boleśnie je pamięta [1]... Hodowany za przyzwoleniem liberałów IPN-owski nacjonalizm urośnie i obróci się przeciwko swoim twórcom czy chrzestnym rodzicom. Gniew społeczny, który wzrasta z każdym kolejnym punktem wzrostu bezrobocia i każdym zamykanym zakładem pracy znajdzie bowiem inny, niż lewicowy, socjalistyczny nośnik. Tym nośnikiem będzie (a może już jest) faszyzm. I tak, liberalna władza zaangażowana w wieczną walkę z komuną, walkę, która miałaby zaprzątać uwagę całego społeczeństwa wyprodukuje i wytworzy naprawdę największych wrogów komunizmu – faszystów. I na nic zdadzą się lamenty i apele do zdrowego rozsądku. Zdziwienie, które lojalne Platformie media żywią wobec gromadzących się na miesięcznice katastrofy i na wiece maryjno-kaczyńskie, czy skręcających w nacjonalizm mas kibiców będzie ostatnią reakcją. Dotychczasowy sojusznik liberałów zdradzi bowiem bez wahania (już zdradza) swych twórców i żywicieli. Wozy transmisyjne TVN24 spłoną.
[1]Pamięta, kto chce pamiętać. Jak wiadomo, w uprawianej przez nasz system polityce historycznej wróg jest jeden.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Jakub Szela. Mity a Klasy. Refleksje Krytyczne.
Spektakl "W imię Jakuba S." to dobra okazja do szerokiej, wielotorowej teoretycznej refleksji.
W dziele tym, twórcy nawiązują do postaci Jakuba Szeli, przedstawiając go i jego działalność w kontrze do pasywnej i poddańczej natury dzisiejszych spauperyzowanych pracowników najemnych. Osią spektaklu jest sam Szela, tożsamy z pojęciem rewolucji, a najważniejszym porównaniem i mostem łączącym dwie epoki jest porównanie sytuacji chłopów pańszczyźnianych do sytuacji XXI-wiecznych miejskich pracujących-biednych.
Czyj bunt, czyja rewolucja?
Widać wyraźnie, że opresyjna, neoliberalna rzeczywistość zrodziła w sztuce, a także w społeczeństwie potrzebę buntu. Ten bunt potrzebuje swojego artystycznego, ale też rzeczywistego i historycznego nośnika. Czy rzeczywiście Jakub Szela jest tym, odpowiednim nośnikiem? Nie. Polska nie jest już krajem chłopskim, a bunt chłopski, tak jak i chłopska kultura, nie niosą sobą wystarczającego ładunku i nie korespondują z rzeczywistością XXI-wiecznego mieszkańca potransformacyjnej Polski. Ludowo-chłopska kultura ma niewiele do zaoferowania, a już na pewno mniej niż wypracowana już przecież, kultura proletariacko-robotnicza.
Problem z kulturą robotniczą w Polsce jest taki, że po roku 89' została ona zniszczona i wypchnięta na kompletny margines. Stało się tak dlatego, że kultura ta jest tożsama z dziełami powstałymi w epoce PRL-u. Mit rewolucji i buntu XXI-wieku, to nie mit walczącego o własną ziemię Jakuba Szeli, ale mit (uwaga, straszne słowo) bolszewicki! Choć postać Jakuba Szeli wydaje się straszna to jednocześnie jest ona szerszej publiczności nieznana, a dzieje się tak dlatego, że jest to postać, której projekt polityczny uległ realizacji i tym samym likwidacji. Dlatego też pańszczyzna nie jest żywa w świadomości społecznej i porównanie jej z sytuacją współczesnego robotnika nie będzie porównaniem skutecznym, czy wywołującym oczekiwany efekt w postaci jakiegokolwiek wzburzenia. Bunty chłopskie mają dziś także swoją drugą - immanentną, wrodzoną - słabość. Nie przedstawiają już sobą automatycznie żadnego, nowego, całościowego projektu społecznego. Szela to archetyp rewolucjonisty, ale rewolucjonisty archaicznego, stojącego w jednym szeregu ze Spartakusem i Robin Hoodem. Próba stworzenia ludowego bohatera wyjętego wprost z realiów średniowiecza jest projektem chybionym.
Analizując systemowo, można stwierdzić, że kapitalizm zmusza poszukujących w swej własnej, codziennej walce z uciskiem i wyzyskiem ciągłości historycznej do ucieczki w odleglejszą przeszłość. Następuje zatrzymanie się na buntach chłopskich. Są one zwyczajnie mniej aktualne i dzięki temu - mniej groźne.
W kulturze III RP bardzo widoczna jest ta ucieczka od socjalizmu. IPN, którego początkowo nikt nie traktował poważnie robi i zrobił swoje. Wszelki socjalizm, a szczególnie PRL, stał się projektem trędowatym, wyklętym i zwalczanym na każdym kroku. Szarik dostał kaganiec, Kloss został antykomunistą, Wajda bojownikiem o kapitalizm, Michnik wiecznym neoliberałem, Starsi Panowie stali się Starszymi Fabrykantami, a bolszewik - zgodnie z planem - stał się tożsamy z hitlerowcem, lub jeszcze lepiej - z samym diabłem.
Refleksje Krytyczne
Ludowe i Szelowe hasła są dziś pomimo to czymś niezwykle odważnym i trafnym pod kątem oceny stopnia dokonującego się w społeczeństwie wyzysku. Ale jak można sprzedać taki bunt? Jak wybrać target? Jak sformułować treść i przekuć ją w reakcję?
Tu pojawiają się trudności. W formie spektaklu zwróciły moją uwagę dwa problemy. Pierwszy problem dotyczy samego miejsca jakim jest teatr i rodzaju zwabianej przezeń publiczności. Szela na sprzedaż po 60 zł za bilet jest z góry rozbrojony. I jest coś nieszczerego w tym sprzedawaniu Szeli, w takiej formie, dla takich odbiorców. Teatr awangardowy i polityczny wyobrażam sobie jako teatr dostępny i szukający, dobierający widza zgodnie z prezentowanym przekazem. "W imię Jakuba S" odniosłoby sukces i wzbudziło podziw, nie w teatrze, ale na ulicy, na wsi, lub przy biletach za 1 zł. Drugą, o wiele ważniejszą kwestią jest sprawa samej formy spektaklu i języka, którym on operuje. Zawarta w sztuce histerycznie-krzykliwa gra aktorska i nadto rzucająca się w oczy przaśność i hecność przeradza cały wysiłek w farsę i komedię. Mówiąc o buncie, o Szeli, o sytuacji dzisiejszych pracowników najemnych należałoby posłużyć się dramatem najbardziej ponurego kalibru. Sentencje powinny wypowiadane być wprost. Wykorzystana teledyskowa forma (zaczerpnięta z awangardy teatralnej lat 70-tych) zamgliła i zamroczyła publiczność, a śmiechy, które padają podczas spektaklu dobitnie świadczą o fiasku tej konwencji. Widownia przeczekiwała trudno-nudne kwestie by dotrwać do upragnionych żarcików lub wulgaryzmów. Wyzysk dopiero staje się poważny, gdy mówi się o wyzysku poważnie - i na odwrót.
Mity a Klasy
Przy okazji intensywnie przejawiającej się w spektaklu koncepcji powrotu do kultury ludowej należy wspomnieć, że takie próby były już podejmowane w przeszłości, lecz słusznie funkcjonowały głównie jako motywy kulturowe w analizie historycznej - a nie analizie współczesności. Takie dzieła jak "Tańczący Jastrząb" Juliana Kawalca i inne opowiadające o przenosinach ludzi wsi do miast były elementem powstałym przy okazji industrializacji i rozwoju społecznego Polski po roku 1945. Wielkie migracje minęły, a społeczeństwo polskie stało się społeczeństwem robotniczym, proletariackim - i staje się nim w coraz większym stopniu. Ten współczesny proletariat w pewnej mierze zaadoptował szlacheckie rozumienie historii i przeszłości - ale mity szlachty i arystokracji wcale nie są tak żywe, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Ich siła jest pozorna, bo nie dotykają już one spraw współczesności. Mit szlachty to dziś co najwyżej część etosu Prawa i Sprawiedliwości. Mity są zawsze mitami klasowymi, ewoluują wraz z ustrojem i identyfikowane są wraz z nim. Najpotężniejsze dziś mity to: mit nowobogactwa, który jest wyznawany przez elektorat PO, rodzimych bourgeois i tłamszonych (tłamszonych-aspirujących) przez fałszywą świadomość pracowników najemnych, oraz mit pauperyzowanego proletariatu (czasem w swej lumpenproletariackiej postaci). Próbkę tego drugiego otrzymaliśmy w spektaklu od aktorów występujących w sekwencjach umocowanych we współczesności.
Gdzie leży wobec tego kultura robotnicza? Co się stało z jej mitem?
Szukajcie mitów wyklętych, tych czerwonych.
W dziele tym, twórcy nawiązują do postaci Jakuba Szeli, przedstawiając go i jego działalność w kontrze do pasywnej i poddańczej natury dzisiejszych spauperyzowanych pracowników najemnych. Osią spektaklu jest sam Szela, tożsamy z pojęciem rewolucji, a najważniejszym porównaniem i mostem łączącym dwie epoki jest porównanie sytuacji chłopów pańszczyźnianych do sytuacji XXI-wiecznych miejskich pracujących-biednych.
Czyj bunt, czyja rewolucja?
Widać wyraźnie, że opresyjna, neoliberalna rzeczywistość zrodziła w sztuce, a także w społeczeństwie potrzebę buntu. Ten bunt potrzebuje swojego artystycznego, ale też rzeczywistego i historycznego nośnika. Czy rzeczywiście Jakub Szela jest tym, odpowiednim nośnikiem? Nie. Polska nie jest już krajem chłopskim, a bunt chłopski, tak jak i chłopska kultura, nie niosą sobą wystarczającego ładunku i nie korespondują z rzeczywistością XXI-wiecznego mieszkańca potransformacyjnej Polski. Ludowo-chłopska kultura ma niewiele do zaoferowania, a już na pewno mniej niż wypracowana już przecież, kultura proletariacko-robotnicza.
Problem z kulturą robotniczą w Polsce jest taki, że po roku 89' została ona zniszczona i wypchnięta na kompletny margines. Stało się tak dlatego, że kultura ta jest tożsama z dziełami powstałymi w epoce PRL-u. Mit rewolucji i buntu XXI-wieku, to nie mit walczącego o własną ziemię Jakuba Szeli, ale mit (uwaga, straszne słowo) bolszewicki! Choć postać Jakuba Szeli wydaje się straszna to jednocześnie jest ona szerszej publiczności nieznana, a dzieje się tak dlatego, że jest to postać, której projekt polityczny uległ realizacji i tym samym likwidacji. Dlatego też pańszczyzna nie jest żywa w świadomości społecznej i porównanie jej z sytuacją współczesnego robotnika nie będzie porównaniem skutecznym, czy wywołującym oczekiwany efekt w postaci jakiegokolwiek wzburzenia. Bunty chłopskie mają dziś także swoją drugą - immanentną, wrodzoną - słabość. Nie przedstawiają już sobą automatycznie żadnego, nowego, całościowego projektu społecznego. Szela to archetyp rewolucjonisty, ale rewolucjonisty archaicznego, stojącego w jednym szeregu ze Spartakusem i Robin Hoodem. Próba stworzenia ludowego bohatera wyjętego wprost z realiów średniowiecza jest projektem chybionym.
Analizując systemowo, można stwierdzić, że kapitalizm zmusza poszukujących w swej własnej, codziennej walce z uciskiem i wyzyskiem ciągłości historycznej do ucieczki w odleglejszą przeszłość. Następuje zatrzymanie się na buntach chłopskich. Są one zwyczajnie mniej aktualne i dzięki temu - mniej groźne.
W kulturze III RP bardzo widoczna jest ta ucieczka od socjalizmu. IPN, którego początkowo nikt nie traktował poważnie robi i zrobił swoje. Wszelki socjalizm, a szczególnie PRL, stał się projektem trędowatym, wyklętym i zwalczanym na każdym kroku. Szarik dostał kaganiec, Kloss został antykomunistą, Wajda bojownikiem o kapitalizm, Michnik wiecznym neoliberałem, Starsi Panowie stali się Starszymi Fabrykantami, a bolszewik - zgodnie z planem - stał się tożsamy z hitlerowcem, lub jeszcze lepiej - z samym diabłem.
Refleksje Krytyczne
Ludowe i Szelowe hasła są dziś pomimo to czymś niezwykle odważnym i trafnym pod kątem oceny stopnia dokonującego się w społeczeństwie wyzysku. Ale jak można sprzedać taki bunt? Jak wybrać target? Jak sformułować treść i przekuć ją w reakcję?
Tu pojawiają się trudności. W formie spektaklu zwróciły moją uwagę dwa problemy. Pierwszy problem dotyczy samego miejsca jakim jest teatr i rodzaju zwabianej przezeń publiczności. Szela na sprzedaż po 60 zł za bilet jest z góry rozbrojony. I jest coś nieszczerego w tym sprzedawaniu Szeli, w takiej formie, dla takich odbiorców. Teatr awangardowy i polityczny wyobrażam sobie jako teatr dostępny i szukający, dobierający widza zgodnie z prezentowanym przekazem. "W imię Jakuba S" odniosłoby sukces i wzbudziło podziw, nie w teatrze, ale na ulicy, na wsi, lub przy biletach za 1 zł. Drugą, o wiele ważniejszą kwestią jest sprawa samej formy spektaklu i języka, którym on operuje. Zawarta w sztuce histerycznie-krzykliwa gra aktorska i nadto rzucająca się w oczy przaśność i hecność przeradza cały wysiłek w farsę i komedię. Mówiąc o buncie, o Szeli, o sytuacji dzisiejszych pracowników najemnych należałoby posłużyć się dramatem najbardziej ponurego kalibru. Sentencje powinny wypowiadane być wprost. Wykorzystana teledyskowa forma (zaczerpnięta z awangardy teatralnej lat 70-tych) zamgliła i zamroczyła publiczność, a śmiechy, które padają podczas spektaklu dobitnie świadczą o fiasku tej konwencji. Widownia przeczekiwała trudno-nudne kwestie by dotrwać do upragnionych żarcików lub wulgaryzmów. Wyzysk dopiero staje się poważny, gdy mówi się o wyzysku poważnie - i na odwrót.
Mity a Klasy
Przy okazji intensywnie przejawiającej się w spektaklu koncepcji powrotu do kultury ludowej należy wspomnieć, że takie próby były już podejmowane w przeszłości, lecz słusznie funkcjonowały głównie jako motywy kulturowe w analizie historycznej - a nie analizie współczesności. Takie dzieła jak "Tańczący Jastrząb" Juliana Kawalca i inne opowiadające o przenosinach ludzi wsi do miast były elementem powstałym przy okazji industrializacji i rozwoju społecznego Polski po roku 1945. Wielkie migracje minęły, a społeczeństwo polskie stało się społeczeństwem robotniczym, proletariackim - i staje się nim w coraz większym stopniu. Ten współczesny proletariat w pewnej mierze zaadoptował szlacheckie rozumienie historii i przeszłości - ale mity szlachty i arystokracji wcale nie są tak żywe, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Ich siła jest pozorna, bo nie dotykają już one spraw współczesności. Mit szlachty to dziś co najwyżej część etosu Prawa i Sprawiedliwości. Mity są zawsze mitami klasowymi, ewoluują wraz z ustrojem i identyfikowane są wraz z nim. Najpotężniejsze dziś mity to: mit nowobogactwa, który jest wyznawany przez elektorat PO, rodzimych bourgeois i tłamszonych (tłamszonych-aspirujących) przez fałszywą świadomość pracowników najemnych, oraz mit pauperyzowanego proletariatu (czasem w swej lumpenproletariackiej postaci). Próbkę tego drugiego otrzymaliśmy w spektaklu od aktorów występujących w sekwencjach umocowanych we współczesności.
Gdzie leży wobec tego kultura robotnicza? Co się stało z jej mitem?
Szukajcie mitów wyklętych, tych czerwonych.
sobota, 14 kwietnia 2012
Farsa z końca świata
W niedawno udzielonym wywiadzie Zygmunt Bauman w podniosłym tonie przedstawiał wizję końca. Zdaniem socjologa na świecie panuje "atmosfera końca". - Ów koniec (...) szybuje w pustej, słabo oznakowanej przestrzeni i czeka na coś, do czego można się przylepić - twierdzi socjolog. Zauważa też, że dotychczasowe teorie o końcu historii, cywilizacji i społeczeństwa przemysłowego wyszły już z mody i "przyszedł czas na ostateczną generalizację końca, czyli koniec świata". [1]
Perspektywa końca świata ma przerażać. Hołduje jej ostatnimi czasy wielu komentatorów. I rzeczywiście, panujący nastrój społeczny przypomina nastrój epoki schyłku. Oto wszystko tracić ma swą wartość, poznanie w każdej swej postaci przestaje się sprawdzać. Uprawianie polityki, nauki, przywiązanie do tradycji teoretycznej przestaje być możliwe. Klasy społeczne, społeczeństwo, demokracja, socjalizm, kapitalizm... wszystko uległo dezaktualizacji i nie znaczy nic. Koniec przypominać ma utonięcie w postmodernistycznej zupie pozbawionej znaczenia.
Koniec nastąpi, oj nastąpi...
Bo Chiny Bo kryzys
A właśnie, Chiny! Żółte ludzie ze wschodu najwidoczniej nie pogodziły się z wieczną rolą ciekawostki przyrodniczej. Mało im, że doceniamy ich kurczaka w pięciu smakach. Otóż, wyobraźcie to sobie państwo, wzięli się w garść i zaczęli pracować. I nic nie robią sobie, że świętej zasady tyrania za nasz, zachodni dobrobyt. Zostawiają sobie i na kryzys się uodpornili i jeszcze bezczelnie chcieli nam pożyczać pieniądze! Zachód tonie! Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo kapitalizm
Kapitalizm jest zły i wiedzą o tym nawet najbardziej zagorzali kapitaliści. Owszem jest złem, ale tym koniecznym. W końcu wszyscy doskonale wiemy, że socjalizm jest trupem, nigdy już nie wróci, a w praktyce oznacza stalinizm i Katyń Do Potęgi Smoleńskiej. Powstaje więc pewien problem, jak zrobić niekapitalizm, żeby był niesocjalizmem i żeby jeszcze był rzeczywisty? Albo jak zrobić porządek społeczny żeby nie był on porządkiem ekonomicznym? Wydaje się to niemożliwe, co wobec tego nas czeka? Dopicie ropy naftowej do końca, życie w kapitalizmie aż po kres! A dalej? Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo lipa z tym poprzemysłowym społeczeństwem
Otóż to, miał już nikt nie pracować. oddaliśmy takie hobbystyczne rozrywki jak praca w fabrykach i kopalniach do trzeciego świata, postawiliśmy na rozum, głębokie myśli i studia na kierunku zarządzania zasobami ludzkimi dla wszystkich. Aż tu nagle! Okazuje się, że pieniędzy z tego nie ma! Potworne żółte i czarne ludzie zarobiły i ośmielają się udowadniać, że przemysłowe znaczy opłacalne, a nieprzemysłowe głupie. Przemysł wyemigrował, sprywatyzowaliśmy wszystko jak kazali, uruchomiliśmy OFE. Aż tu nagle! Niemożliwe! Oszukali nas! Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo za szybko Bo internet
Jeżeli otworzę książkę na konkretnej stronie, to wiem czego się na niej spodziewać. I w styczniu i w lutym i w marcu będzie tam to samo, ta sama treść, ten sam tusz. Tymczasem, internet miga, po każdym kliknięciu pojawia się tam, w monitorze, nowa treść. Nie sposób dowiedzieć się więc czym jest internet, bo jak można stwierdzić czym jest internet nie poznając go w całości? Jak kiedyś udowodnił jeden z miłośników seriali telewizyjnych nie można nie zapoznając się wcześniej ze wszystkimi odcinkami danego dzieła stwierdzić, że jest ono dziełem głupim! Wszystko miga tak szybko. E-mail dochodzi tak prędko, kawa gotuje się w czajniku szybciej niż kiedyś, samochody szybsze, stare rekordy olimpijskie pobite! Wszystko jest takie szybkie, że nic nie wiadomo, jak żyć? Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo za dużo
Kiedyś słowo muzyka oznaczało filharmonia. Kino było Fellinim. Knajpa była jedna. Głupek wioskowy był jeden. Dziennik był jeden. Gwiazda była jedna. A teraz? Co chwilę coś nowego! Filmów setki, knajp tysiące, idiotów rzesze całe, dzienników do wyboru do koloru, gwiazd jak ziaren piasku na plaży! Jest wszystkiego tak dużo, że za dużo. Za dużo by coś znaczyć. A jeśli wszystko nic nie znaczy, to niczego nie ma. A jeśli niczego nie ma, to znaczy że jest już po nas. Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Zbliżając się do puenty. Kto tonie w tej postmodernistycznej zupie? Dlaczego nie zdołał trzymać się łyżki ? Dla kogo ten koniec?
dla frajerów....
[1] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/z-bauman-przyszedl-czas-na-ostateczna-generalizacj,1,5098545,wiadomosc.html
Perspektywa końca świata ma przerażać. Hołduje jej ostatnimi czasy wielu komentatorów. I rzeczywiście, panujący nastrój społeczny przypomina nastrój epoki schyłku. Oto wszystko tracić ma swą wartość, poznanie w każdej swej postaci przestaje się sprawdzać. Uprawianie polityki, nauki, przywiązanie do tradycji teoretycznej przestaje być możliwe. Klasy społeczne, społeczeństwo, demokracja, socjalizm, kapitalizm... wszystko uległo dezaktualizacji i nie znaczy nic. Koniec przypominać ma utonięcie w postmodernistycznej zupie pozbawionej znaczenia.
Koniec nastąpi, oj nastąpi...
Bo Chiny Bo kryzys
A właśnie, Chiny! Żółte ludzie ze wschodu najwidoczniej nie pogodziły się z wieczną rolą ciekawostki przyrodniczej. Mało im, że doceniamy ich kurczaka w pięciu smakach. Otóż, wyobraźcie to sobie państwo, wzięli się w garść i zaczęli pracować. I nic nie robią sobie, że świętej zasady tyrania za nasz, zachodni dobrobyt. Zostawiają sobie i na kryzys się uodpornili i jeszcze bezczelnie chcieli nam pożyczać pieniądze! Zachód tonie! Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo kapitalizm
Kapitalizm jest zły i wiedzą o tym nawet najbardziej zagorzali kapitaliści. Owszem jest złem, ale tym koniecznym. W końcu wszyscy doskonale wiemy, że socjalizm jest trupem, nigdy już nie wróci, a w praktyce oznacza stalinizm i Katyń Do Potęgi Smoleńskiej. Powstaje więc pewien problem, jak zrobić niekapitalizm, żeby był niesocjalizmem i żeby jeszcze był rzeczywisty? Albo jak zrobić porządek społeczny żeby nie był on porządkiem ekonomicznym? Wydaje się to niemożliwe, co wobec tego nas czeka? Dopicie ropy naftowej do końca, życie w kapitalizmie aż po kres! A dalej? Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo lipa z tym poprzemysłowym społeczeństwem
Otóż to, miał już nikt nie pracować. oddaliśmy takie hobbystyczne rozrywki jak praca w fabrykach i kopalniach do trzeciego świata, postawiliśmy na rozum, głębokie myśli i studia na kierunku zarządzania zasobami ludzkimi dla wszystkich. Aż tu nagle! Okazuje się, że pieniędzy z tego nie ma! Potworne żółte i czarne ludzie zarobiły i ośmielają się udowadniać, że przemysłowe znaczy opłacalne, a nieprzemysłowe głupie. Przemysł wyemigrował, sprywatyzowaliśmy wszystko jak kazali, uruchomiliśmy OFE. Aż tu nagle! Niemożliwe! Oszukali nas! Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo za szybko Bo internet
Jeżeli otworzę książkę na konkretnej stronie, to wiem czego się na niej spodziewać. I w styczniu i w lutym i w marcu będzie tam to samo, ta sama treść, ten sam tusz. Tymczasem, internet miga, po każdym kliknięciu pojawia się tam, w monitorze, nowa treść. Nie sposób dowiedzieć się więc czym jest internet, bo jak można stwierdzić czym jest internet nie poznając go w całości? Jak kiedyś udowodnił jeden z miłośników seriali telewizyjnych nie można nie zapoznając się wcześniej ze wszystkimi odcinkami danego dzieła stwierdzić, że jest ono dziełem głupim! Wszystko miga tak szybko. E-mail dochodzi tak prędko, kawa gotuje się w czajniku szybciej niż kiedyś, samochody szybsze, stare rekordy olimpijskie pobite! Wszystko jest takie szybkie, że nic nie wiadomo, jak żyć? Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Bo za dużo
Kiedyś słowo muzyka oznaczało filharmonia. Kino było Fellinim. Knajpa była jedna. Głupek wioskowy był jeden. Dziennik był jeden. Gwiazda była jedna. A teraz? Co chwilę coś nowego! Filmów setki, knajp tysiące, idiotów rzesze całe, dzienników do wyboru do koloru, gwiazd jak ziaren piasku na plaży! Jest wszystkiego tak dużo, że za dużo. Za dużo by coś znaczyć. A jeśli wszystko nic nie znaczy, to niczego nie ma. A jeśli niczego nie ma, to znaczy że jest już po nas. Straszne, co to będzie? Koniec, niechybny!
Zbliżając się do puenty. Kto tonie w tej postmodernistycznej zupie? Dlaczego nie zdołał trzymać się łyżki ? Dla kogo ten koniec?
dla frajerów....
[1] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/z-bauman-przyszedl-czas-na-ostateczna-generalizacj,1,5098545,wiadomosc.html
wtorek, 13 marca 2012
Przekroczyć liberalizm
I - Liberalizm
Przyzwyczailiśmy się do postrzegania Polski jako kraju na wskroś europejskiego, w tym przekonaniu utwierdziło nas dołączenie Polski do Unii Europejskiej; udział rządu w posiedzeniach unijnych, flagi unijne na państwowych masztach, czy transmisje sporów, które mają miejsce podczas posiedzeń europarlamentu. Na nasze państwo ma jednak wpływ czynnik związany z procesem, który w Polsce, w porównaniu do pozostałych krajów Europy, uległ drastycznemu opóźnieniu. Ten czynnik nazwać można rewolucją mieszczańską, przewrotem oświeceniowym, naporem liberalizmu politycznego. Liberalizm, o którym mowa, jest dla naszego społeczeństwa specyficznym, politycznym novum - w odróżnieniu od krajów Europy Zachodniej, gdzie proces ten trwa (lub nawet skończył się) już od bardzo dawna. W Polsce proces inwazji kapitalistycznej nastąpił stosunkowo późno i inwazja ta nałożyła się na ofensywę nowej, nieobecnej przedtem, ideologii - liberalizmu. Omawiany proces narastania liberalizmu politycznego i przekraczania przez niego ram religijno-narodowych dogmatów jest niezwykle ważny z perspektywy analizy politycznej, teoretycznej i naukowej. To proces definiujący scenę polityczną, programy poszczególnych partii i całość społeczeństwa polskiego. Dla lewicowej analizy społecznej rozpoznanie tego procesu to klucz do przejścia poza paraliżujący dziś lewą scenę liberalny uniwersalizm.
Liberalizacja dyskursu publicznego to proces wielotorowy. Proces ten widoczny jest w powolnej ewolucji partii politycznych, przesuwaniu się Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota w stronę klasycznie liberalnych pozycji, świadczy o nim także monolitycznie liberalny charakter partyjnych programów gospodarczych - nawet konserwatyści w Polsce ulegli całkowitej dominacji liberalizmu okopując się jedynie na szańcach pozbawionej społecznego kontekstu religijności. Proces ten można także spostrzec, gdy weźmiemy pod uwagę organizacje pozarządowe, działalność kulturową i inne obszary aktywności społecznej - wszystkie one zdominowane są liberalną terminologią i rynkowymi mechanizmami utrzymywanymi przez hegemonię liberalizmu w doktrynie polityczno-instytucjonalnej. Odejście kościoła od politycznego centrum, wysadzenie go od stołu, przy którym podejmowane są najważniejsze decyzje, racjonalizacja wydatków państwa, która dotykać zaczyna wszystkie nierynkowe dziedziny życia społecznego i politycznego, ilość uwagi poświęcanej przez polityczny dyskurs kwestiom obyczajowym - te objawy świadczą o natarciu liberalizmu, w wielu jego przejawach i niejednej postaci. To co jest ofensywą liberalną to jednocześnie triumf i hegemonia kapitalistycznej struktury i systemu, który rządzi niepodzielnie od dwudziestu lat, coraz bardziej przybierając na sile. Liberalizm to proces obserwowalny w swych przejawach na styku polityki, kultury, świadomości, który jednocześnie wsparty jest makropolityczną kontrolą, jaką sprawują nad działaniami państwa polskiego jego bogaci, kapitalistyczni sąsiedzi. Liberalizm jest więc: mainstreamem, osią możliwości z ratyfikowanej przez układ (w którym znajduje się Polska) umowy.
Duch i czas liberalizmu, co zrozumiałe, najlepiej służy frakcjom prokapitalistycznym i partiom (neo)liberalnym. Jednocześnie jednakże, panujący duch liberalizmu najsilniej doświadczył lewicę, paraliżując jej polityków i pozbawiając lewicy jej tożsamości. Nieprzypadkowo wiele z lewicowych inicjatyw, działalność SLD w sejmie, ruch feministyczny, ruch zielonych przybiera charakter protestu liberalnego - przybiera ten charakter, gdyż z nim łatwiej jest każdej z tych inicjatyw zaistnieć i uzyskać instytucjonalne wsparcie. Nie jest też przypadkiem fakt, że liberalizm w Polsce kojarzy się politykom pozytywnie, a jeżeli jest w ogóle poddawany krytyce to w swojej neoliberalnej, uznawanej za 'wypaczoną', formie. Bunt, protest i sprzeciw jest w Polsce zagospodarowany właśnie przez liberalne struktury i liberalną ideologię. Powoli dozwolonym staje się protest przeciwko kościołowi, popierana jest także walka z państwową biurokracją i z aktywną rolą państwa w gospodarce. Bez walki politycznej inny bunt niż liberalny nie zaistnieje. W tej liberalnej galaktyce swoją właściwą tożsamość lewica oraz lewica socjalistyczna prezentuje rzadko, wie bowiem doskonale, że manifestując nieliberalne hasła spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem, oporem i będzie bezwzględnie przez system zwalczana. Odwagę zachowali jedynie pogodzeni z rolą marginesu politycznego działacze. Politykę historyczną, programy lewicy, język którym ona się posługuje najsilniej definiuje dziś liberalizm, który stanowi schemat porównawczy, schemat sukcesu - z którym lewica ma się mierzyć i którego krytykować nie może. Lewica to w Polsce sprzątaczka i pomagier liberalizmu, głos zwolenników filantropii. To właśnie liberalna kastracja lewicy jest źródłem jej porażki społecznej i powodem, dla którego lewica parlamentarna (i nie tylko) nie potrafi (lub nie chce) posłużyć się językiem protestu.
II - Przekroczenie
Dokonaliśmy krótkiej analizy schematu panowania liberalizmu w polskim społeczeństwie. Czas zadać sobie dwa podstawowe pytania. Jak lewica może wyjść poza liberalizm i jak mocno w liberalizmie zakotwiczone jest samo społeczeństwo, innymi słowo, czy jest ono zdolne wykroczyć poza system neoliberalnych znaków i znaczeń. Jest jeszcze jedna interesująca kwestia: czy polski kapitalizm można zdemistyfikować, odebrać mu twarz postępu, którą ten ciągle manifestuje?
Dla lewicy najważniejszym zadaniem jest przekroczenie liberalizmu. Lewica musi odrzeć się z cech prymitywnego reformizmu, co więcej - musi stworzyć całkowicie odrębną wizję społeczną, operować własnym systemem wartości, który pozostawać musi w trwałym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi wizjami i koncepcjami społecznymi. Odrębną koncepcję systemową należy reprezentować stale, na każdym kroku działalności - nie wystarczy rysować perspektywy generalnej zmiany w dalekim tle, przyszłości, bądź tylko do niej nawiązywać. Ażeby przekroczyć ten liberalny schemat i tworzyć swój własny bezustannie dokonywana być musi demaskacja obecnego ustroju społecznego. Język klasowych różnic i interesów musi zastąpić konserwatywną mowę narodową i (używaną przez obecną lewicę) mowę wolności gospodarczej i indywidualnej. Lewica nie może mieć z kapitalizmem wspólnych wrogów, musi skończyć z pochwałami liberalnych wartości i adaptowaniem indywidualizmu. To przekroczenie liberalizmu zadziała na korzyść znacznej części lewicowej sceny politycznej, albowiem na język lewicy jest duże zapotrzebowanie - zapotrzebowanie to jest wystarczające by zabezpieczyć sukces wyborczy, a później stanowiska i ugruntowanie instytucjonalne. Przekroczyć reformizm, język liberałów, język indywidualizmu demokratycznego oznacza stworzyć nową wizję i szansę dla wszystkich, których obecny ustrój tłamsi. Dlatego lewica posługiwać się musi pojęciami, ideami o zasięgu ogólnym i inkluzywnym charakterze, koncepcją lewicy jest inkluzja całości społeczeństwa w proces sprawiedliwego i opartego na równości państwa - idee ogólne (takie jak wolność, samodzielność, godność, sprawiedliwość, postęp) muszą być nieustannie powtarzanymi, aż nabiorą właściwego dla lewicy znaczenia, zostaną zinterpelowane i wchłonięte przez autonomiczny przekaz ideologiczny lewicy.
Odpowiadając na pierwsze pytanie: wyjściem poza liberalizm jest demistyfikacja pojęć liberalnego słownika, stworzenie całkowicie przeciwstawnej wizji społecznej, posługiwanie się autonomicznymi ideami ogólnymi.
Bardziej złożoną wydaje się kwestia dotycząca zakotwiczenia społeczeństwa polskiego w ideologii liberalizmu. Tutaj sytuacja wydaje się być dwoista i perspektywa szerszych, bardziej radykalnych zmian wydaje się być jeśli nie mglistą, to bardzo problematyczną. Warto zauważyć, że opisywana przeze mnie "rewolucja oświeceniowa" przybiera w Polsce charakter powolny i ewolucyjny, spotyka się także ze znaczącym oporem i lekceważeniem ze strony społeczeństwa, które nosząc w sobie elementy porównawcze z poprzedniego systemu nie operuje z przekonaniem liberalną nowomową sukcesu. Ten fakt postępującego ewolucyjnie przejścia i jednoczesnej ambiwalencji lub wrogości wobec niego dużej części społeczeństwa czyni możliwą do realizacji w przyszłości perspektywę łatwego i szybkiego przekroczenia buntu liberalnego w bunt socjalistyczny. Polska w odróżnieniu od Zachodniej Europy tkwi w okresie przejściowym od dobrych dwudziestu lat, kapitalizm nie jest w naszym kraju utożsamiany z bezpieczeństwem, dobrobytem i bogactwem. Ta autonomia w stosunku do kapitalizmu i specyfika polskich realiów pozwalają na optymizm, są podstawą, która pozwala zakładać, że ewentualna zmiana systemowa spotka się w Polsce z mniejszym oporem, niż miałoby to miejsce w krajach "rdzennie" kapitalistycznych. Ażeby jednak w ogóle doszło do zmiany, wpierw przekroczyć należy dogmaty liberalnej doktryny i z ideą społecznej równości wyjść na prostą codziennej praktyki politycznej.
Przyzwyczailiśmy się do postrzegania Polski jako kraju na wskroś europejskiego, w tym przekonaniu utwierdziło nas dołączenie Polski do Unii Europejskiej; udział rządu w posiedzeniach unijnych, flagi unijne na państwowych masztach, czy transmisje sporów, które mają miejsce podczas posiedzeń europarlamentu. Na nasze państwo ma jednak wpływ czynnik związany z procesem, który w Polsce, w porównaniu do pozostałych krajów Europy, uległ drastycznemu opóźnieniu. Ten czynnik nazwać można rewolucją mieszczańską, przewrotem oświeceniowym, naporem liberalizmu politycznego. Liberalizm, o którym mowa, jest dla naszego społeczeństwa specyficznym, politycznym novum - w odróżnieniu od krajów Europy Zachodniej, gdzie proces ten trwa (lub nawet skończył się) już od bardzo dawna. W Polsce proces inwazji kapitalistycznej nastąpił stosunkowo późno i inwazja ta nałożyła się na ofensywę nowej, nieobecnej przedtem, ideologii - liberalizmu. Omawiany proces narastania liberalizmu politycznego i przekraczania przez niego ram religijno-narodowych dogmatów jest niezwykle ważny z perspektywy analizy politycznej, teoretycznej i naukowej. To proces definiujący scenę polityczną, programy poszczególnych partii i całość społeczeństwa polskiego. Dla lewicowej analizy społecznej rozpoznanie tego procesu to klucz do przejścia poza paraliżujący dziś lewą scenę liberalny uniwersalizm.
Liberalizacja dyskursu publicznego to proces wielotorowy. Proces ten widoczny jest w powolnej ewolucji partii politycznych, przesuwaniu się Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota w stronę klasycznie liberalnych pozycji, świadczy o nim także monolitycznie liberalny charakter partyjnych programów gospodarczych - nawet konserwatyści w Polsce ulegli całkowitej dominacji liberalizmu okopując się jedynie na szańcach pozbawionej społecznego kontekstu religijności. Proces ten można także spostrzec, gdy weźmiemy pod uwagę organizacje pozarządowe, działalność kulturową i inne obszary aktywności społecznej - wszystkie one zdominowane są liberalną terminologią i rynkowymi mechanizmami utrzymywanymi przez hegemonię liberalizmu w doktrynie polityczno-instytucjonalnej. Odejście kościoła od politycznego centrum, wysadzenie go od stołu, przy którym podejmowane są najważniejsze decyzje, racjonalizacja wydatków państwa, która dotykać zaczyna wszystkie nierynkowe dziedziny życia społecznego i politycznego, ilość uwagi poświęcanej przez polityczny dyskurs kwestiom obyczajowym - te objawy świadczą o natarciu liberalizmu, w wielu jego przejawach i niejednej postaci. To co jest ofensywą liberalną to jednocześnie triumf i hegemonia kapitalistycznej struktury i systemu, który rządzi niepodzielnie od dwudziestu lat, coraz bardziej przybierając na sile. Liberalizm to proces obserwowalny w swych przejawach na styku polityki, kultury, świadomości, który jednocześnie wsparty jest makropolityczną kontrolą, jaką sprawują nad działaniami państwa polskiego jego bogaci, kapitalistyczni sąsiedzi. Liberalizm jest więc: mainstreamem, osią możliwości z ratyfikowanej przez układ (w którym znajduje się Polska) umowy.
Duch i czas liberalizmu, co zrozumiałe, najlepiej służy frakcjom prokapitalistycznym i partiom (neo)liberalnym. Jednocześnie jednakże, panujący duch liberalizmu najsilniej doświadczył lewicę, paraliżując jej polityków i pozbawiając lewicy jej tożsamości. Nieprzypadkowo wiele z lewicowych inicjatyw, działalność SLD w sejmie, ruch feministyczny, ruch zielonych przybiera charakter protestu liberalnego - przybiera ten charakter, gdyż z nim łatwiej jest każdej z tych inicjatyw zaistnieć i uzyskać instytucjonalne wsparcie. Nie jest też przypadkiem fakt, że liberalizm w Polsce kojarzy się politykom pozytywnie, a jeżeli jest w ogóle poddawany krytyce to w swojej neoliberalnej, uznawanej za 'wypaczoną', formie. Bunt, protest i sprzeciw jest w Polsce zagospodarowany właśnie przez liberalne struktury i liberalną ideologię. Powoli dozwolonym staje się protest przeciwko kościołowi, popierana jest także walka z państwową biurokracją i z aktywną rolą państwa w gospodarce. Bez walki politycznej inny bunt niż liberalny nie zaistnieje. W tej liberalnej galaktyce swoją właściwą tożsamość lewica oraz lewica socjalistyczna prezentuje rzadko, wie bowiem doskonale, że manifestując nieliberalne hasła spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem, oporem i będzie bezwzględnie przez system zwalczana. Odwagę zachowali jedynie pogodzeni z rolą marginesu politycznego działacze. Politykę historyczną, programy lewicy, język którym ona się posługuje najsilniej definiuje dziś liberalizm, który stanowi schemat porównawczy, schemat sukcesu - z którym lewica ma się mierzyć i którego krytykować nie może. Lewica to w Polsce sprzątaczka i pomagier liberalizmu, głos zwolenników filantropii. To właśnie liberalna kastracja lewicy jest źródłem jej porażki społecznej i powodem, dla którego lewica parlamentarna (i nie tylko) nie potrafi (lub nie chce) posłużyć się językiem protestu.
II - Przekroczenie
Dokonaliśmy krótkiej analizy schematu panowania liberalizmu w polskim społeczeństwie. Czas zadać sobie dwa podstawowe pytania. Jak lewica może wyjść poza liberalizm i jak mocno w liberalizmie zakotwiczone jest samo społeczeństwo, innymi słowo, czy jest ono zdolne wykroczyć poza system neoliberalnych znaków i znaczeń. Jest jeszcze jedna interesująca kwestia: czy polski kapitalizm można zdemistyfikować, odebrać mu twarz postępu, którą ten ciągle manifestuje?
Dla lewicy najważniejszym zadaniem jest przekroczenie liberalizmu. Lewica musi odrzeć się z cech prymitywnego reformizmu, co więcej - musi stworzyć całkowicie odrębną wizję społeczną, operować własnym systemem wartości, który pozostawać musi w trwałym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi wizjami i koncepcjami społecznymi. Odrębną koncepcję systemową należy reprezentować stale, na każdym kroku działalności - nie wystarczy rysować perspektywy generalnej zmiany w dalekim tle, przyszłości, bądź tylko do niej nawiązywać. Ażeby przekroczyć ten liberalny schemat i tworzyć swój własny bezustannie dokonywana być musi demaskacja obecnego ustroju społecznego. Język klasowych różnic i interesów musi zastąpić konserwatywną mowę narodową i (używaną przez obecną lewicę) mowę wolności gospodarczej i indywidualnej. Lewica nie może mieć z kapitalizmem wspólnych wrogów, musi skończyć z pochwałami liberalnych wartości i adaptowaniem indywidualizmu. To przekroczenie liberalizmu zadziała na korzyść znacznej części lewicowej sceny politycznej, albowiem na język lewicy jest duże zapotrzebowanie - zapotrzebowanie to jest wystarczające by zabezpieczyć sukces wyborczy, a później stanowiska i ugruntowanie instytucjonalne. Przekroczyć reformizm, język liberałów, język indywidualizmu demokratycznego oznacza stworzyć nową wizję i szansę dla wszystkich, których obecny ustrój tłamsi. Dlatego lewica posługiwać się musi pojęciami, ideami o zasięgu ogólnym i inkluzywnym charakterze, koncepcją lewicy jest inkluzja całości społeczeństwa w proces sprawiedliwego i opartego na równości państwa - idee ogólne (takie jak wolność, samodzielność, godność, sprawiedliwość, postęp) muszą być nieustannie powtarzanymi, aż nabiorą właściwego dla lewicy znaczenia, zostaną zinterpelowane i wchłonięte przez autonomiczny przekaz ideologiczny lewicy.
Odpowiadając na pierwsze pytanie: wyjściem poza liberalizm jest demistyfikacja pojęć liberalnego słownika, stworzenie całkowicie przeciwstawnej wizji społecznej, posługiwanie się autonomicznymi ideami ogólnymi.
Bardziej złożoną wydaje się kwestia dotycząca zakotwiczenia społeczeństwa polskiego w ideologii liberalizmu. Tutaj sytuacja wydaje się być dwoista i perspektywa szerszych, bardziej radykalnych zmian wydaje się być jeśli nie mglistą, to bardzo problematyczną. Warto zauważyć, że opisywana przeze mnie "rewolucja oświeceniowa" przybiera w Polsce charakter powolny i ewolucyjny, spotyka się także ze znaczącym oporem i lekceważeniem ze strony społeczeństwa, które nosząc w sobie elementy porównawcze z poprzedniego systemu nie operuje z przekonaniem liberalną nowomową sukcesu. Ten fakt postępującego ewolucyjnie przejścia i jednoczesnej ambiwalencji lub wrogości wobec niego dużej części społeczeństwa czyni możliwą do realizacji w przyszłości perspektywę łatwego i szybkiego przekroczenia buntu liberalnego w bunt socjalistyczny. Polska w odróżnieniu od Zachodniej Europy tkwi w okresie przejściowym od dobrych dwudziestu lat, kapitalizm nie jest w naszym kraju utożsamiany z bezpieczeństwem, dobrobytem i bogactwem. Ta autonomia w stosunku do kapitalizmu i specyfika polskich realiów pozwalają na optymizm, są podstawą, która pozwala zakładać, że ewentualna zmiana systemowa spotka się w Polsce z mniejszym oporem, niż miałoby to miejsce w krajach "rdzennie" kapitalistycznych. Ażeby jednak w ogóle doszło do zmiany, wpierw przekroczyć należy dogmaty liberalnej doktryny i z ideą społecznej równości wyjść na prostą codziennej praktyki politycznej.
piątek, 9 marca 2012
Europa na rozdrożu
"Gdy Francja kicha, cała Europa dostaje kataru" rzekł niegdyś Klemens Metternich i słowa te nadal pozostają aktualne. Jesteśmy na kilka tygodni przed niezwykle ważnymi wyborami prezydenckimi we Francji, które zdecydują o losach Europy na najbliższe dekady. Kryzys gospodarczy, przez który Europa zadrżała w posadach, zniszczył dotychczasowe porozumienie w kwestii programu gospodarczego Unii Europejskiej. Porozumienie europejskich polityków i neoliberałów, które trwało przez lata zakończyło się klęską kryzysu, wzrostem bezrobocia i bezlitosnym szantażem ze strony finansjery. Wraz z kolejnymi fazami kryzysu kapitał bez skrupułów porzucił swoje europejskie szańce i wyemigrował do krajów tańszej siły roboczej pozostawiając wiele krajów na skraju bankructwa. Pomoc, wprowadzane udogodnienia i uległość Unii Europejskiej wobec żądań kapitału dotyczących deregulacji, prywatyzacji i demontażu państwa socjalnego zaowocowały grecką plajtą i sukcesem jedynie nielicznych grup biznesowych związanych z silną niemiecką gospodarką.
Pauperyzacja, rosnące bezrobocie, brak inwestycji publicznych, likwidacja wszelkich elementów planowego zatrudnienia - oto efekty panowania neoliberalnej doktryn. Wszystko, co Europa wywalczyła na przestrzeni historii w toku walk o polepszenie bytu pracownika, uległo i nadal ulega demontażowi. Społeczeństwa krajów europejskich są zbyt dumne, by bez walki poddać się woli kapitału, który europejskiej klasie robotniczej szykuje warunki wprost z trzeciego świata.
Dla poniżonego Starego Kontynentu nadszedł czas wyboru, nie tylko nowego modelu gospodarczego, ale i nowej koncepcji integracji i wspólnoty europejskiej. Europa potrzebuje projektu ekonomicznego, który przywróci jej niezależność od kaprysów międzynarodowego kapitału i pozwoli przywrócić godność ludziom pracy. Dziś takiego projektu dostarczają tylko dwa, konkurencyjne modele pochodzące z wrogich sobie obozów politycznych. Jest to konserwatywny, narodowy, faszyzujący w swych przejawach model prawicowy oraz socjalistyczny i internacjonalistyczny model lewicowy. Tylko ten drugi jest w stanie uratować projekt integracji europejskiej i przywrócić mu jego pierwotny, wspólnotowy charakter. Pierwsza batalia obu tych projektów będzie miała miejsce podczas nadchodzących wyborów prezydenckich we Francji.
Najpoważniejszym zagrożeniem dla Europy jest rośnięcie w siłę ruchów nacjonalistycznych i faszystowskich. Masy ludzkie zniewolone i pozbawione podmiotowości w obecnym systemie władzy tą tożsamość odzyskać mogą tylko przy pomocy zdecydowanej nadbudowy ideologicznej, która zaoferuje im nowy projekt. Ten projekt musi dotrzeć na czas. Decydować o kształcie przyszłej Europy będą nie tylko najzamożniejsze państwa jak Niemcy i Francja, ale także państwa pogranicza i peryferii, które wyznaczają zakres możliwych rozwiązań. Prawicowo-narodowe starania rządu Orbana by właśnie z pozycji półperyferyjnych Węgier przeciwstawić się dyktatowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego zakończyły się niepowodzeniem. Równie problematyczny będzie potencjalny lewicowy bunt przeciwko neoliberalnym ośrodkom władzy instytucjonalnej - ten utrudniony start do alternatywy i samodzielności europejskich krajów peryferyjnych może zniwelować fakt pojawienia się radykalnej lewicowej opcji we Francji. Francois Hollande jest politykiem, który w odróżnieniu od Nicolasa Sarkozego nie buduje swojej pozycji na hasłach o tworzeniu nowych, drastycznych rozwiązań antyimigracyjnych, jest częścią opcji, którą Europa-Peryferie powinna wesprzeć. W takiej ponadnarodowej koalicji partii lewicowych aktualność zachowuje perspektywa integracji europejskiej, a także otwarte zostaje pole pod utrzymanie dotychczasowych rozwiązań w dopłatach unijnych. W takiej socjalistycznej perspektywie Europę czeka rozwój, wyrównywanie się poziomu życia i prawdziwie społeczna wspólnota.
Nie we wszystkich krajach lewica nadąża za zmieniającym się kształtem sceny politycznej. Polska jest przykładem takiego kraju, którego partie polityczne tkwią w bezprzedmiotowych debatach skupionych wokół politycznych marginaliów. Ten dystans do Europy trzeba nadgonić, lewica naśladować musi działania frontu lewicy europejskiej. Potrzebna jest adaptacja osi konfliktu oraz przejęcie od zagranicznej lewicy podstawowych pojęć walki politycznej. Przede wszystkim czas odejść od haseł miałkiej socjaldemokracji w stronę nurtu krytyki systemowej i języka antykapitalistycznego. Koncepcje naprawy kapitalizmu po kryzysie to oręż konserwatywnej prawicy, bądź liberalnej nostalgii. Lewica stawia na nowy projekt i nowy polityczny paradygmat. Zadaniem lewicy jest - naturalne dla niej - przejęcie niezadowolenia i gniewu społecznego, a to osiągnąć można programem walki ze światem finansjery i prowodyrów kryzysu. Kryzys to w kapitalizmie norma, normą jest też bieda i bezrobocie - lewica to przeciwdziałanie nie tylko skutkom kapitalizmu, ale i przeciwdziałanie samemu kapitalizmowi. Program w sferze idei to jedno, drugie to praktyczne rozwiązania i postulaty płynące z nowej, radykalnie lewicowej postawy. Tutaj także sięgnąć możemy do programu europejskiej lewicy. Projekt lewicy to projekt pozytywny, apelujący do bezpośredniego działania. To obciążenie kosztami kryzysu banków, instytucji finansowych i najbogatszych, to wzrost gospodarczy mierzony poziomem życia obywateli, to zmniejszanie nierówności społecznych przy pomocy państwowych narzędzi, to wspólnotowa gospodarka oparta na zasadach powszechnej równości obywateli.
Polska to kraj nieudanych buntów. Bunt Palikota to bunt zamożnych. Kościół i prawica od dawna już jest jedynie ostoją konserwatyzmu. Wszystkie inne frakcje to sługusy kapitalistycznego układu, lub ostrożni, wstydliwi i nieskuteczni reformatorzy. Lewica parlamentarna długo była sparaliżowana pustymi sloganami i z dezorientacją nie potrafiła się odnaleźć w realiach walki o prawa ludzi pracy w kapitalizmie. Czas to zmienić, nim bunt i żądania pracowników wykorzystają siły nacjonalizmu, nim wyhodowany zostanie (tu lub gdzie indziej) faszyzm. Od lat zwykło uważać się, że prawica łatwiej potrafi przedstawić wizję wspólnoty społecznej - bazując przy tym na pojęciu wspólnoty narodowej. Pora najwyższa, żeby lewica sięgnęła po hasła, które dotyczą większości i trudu codzienności szarego obywatela, pora wyłonić lewicową wspólnotę i stać się jej głosem. Historia przemian jest stosunkowo krótka, w Europie trwa burza kryzysowych przemian - starania by zmienić kształt Europy po kryzysie i by zapewnić Polsce przyszłość rozpocząć muszą się już dziś. Lewicową rewolucję poprzedzić musi rewolucja na lewicy.
Pauperyzacja, rosnące bezrobocie, brak inwestycji publicznych, likwidacja wszelkich elementów planowego zatrudnienia - oto efekty panowania neoliberalnej doktryn. Wszystko, co Europa wywalczyła na przestrzeni historii w toku walk o polepszenie bytu pracownika, uległo i nadal ulega demontażowi. Społeczeństwa krajów europejskich są zbyt dumne, by bez walki poddać się woli kapitału, który europejskiej klasie robotniczej szykuje warunki wprost z trzeciego świata.
Dla poniżonego Starego Kontynentu nadszedł czas wyboru, nie tylko nowego modelu gospodarczego, ale i nowej koncepcji integracji i wspólnoty europejskiej. Europa potrzebuje projektu ekonomicznego, który przywróci jej niezależność od kaprysów międzynarodowego kapitału i pozwoli przywrócić godność ludziom pracy. Dziś takiego projektu dostarczają tylko dwa, konkurencyjne modele pochodzące z wrogich sobie obozów politycznych. Jest to konserwatywny, narodowy, faszyzujący w swych przejawach model prawicowy oraz socjalistyczny i internacjonalistyczny model lewicowy. Tylko ten drugi jest w stanie uratować projekt integracji europejskiej i przywrócić mu jego pierwotny, wspólnotowy charakter. Pierwsza batalia obu tych projektów będzie miała miejsce podczas nadchodzących wyborów prezydenckich we Francji.
Najpoważniejszym zagrożeniem dla Europy jest rośnięcie w siłę ruchów nacjonalistycznych i faszystowskich. Masy ludzkie zniewolone i pozbawione podmiotowości w obecnym systemie władzy tą tożsamość odzyskać mogą tylko przy pomocy zdecydowanej nadbudowy ideologicznej, która zaoferuje im nowy projekt. Ten projekt musi dotrzeć na czas. Decydować o kształcie przyszłej Europy będą nie tylko najzamożniejsze państwa jak Niemcy i Francja, ale także państwa pogranicza i peryferii, które wyznaczają zakres możliwych rozwiązań. Prawicowo-narodowe starania rządu Orbana by właśnie z pozycji półperyferyjnych Węgier przeciwstawić się dyktatowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego zakończyły się niepowodzeniem. Równie problematyczny będzie potencjalny lewicowy bunt przeciwko neoliberalnym ośrodkom władzy instytucjonalnej - ten utrudniony start do alternatywy i samodzielności europejskich krajów peryferyjnych może zniwelować fakt pojawienia się radykalnej lewicowej opcji we Francji. Francois Hollande jest politykiem, który w odróżnieniu od Nicolasa Sarkozego nie buduje swojej pozycji na hasłach o tworzeniu nowych, drastycznych rozwiązań antyimigracyjnych, jest częścią opcji, którą Europa-Peryferie powinna wesprzeć. W takiej ponadnarodowej koalicji partii lewicowych aktualność zachowuje perspektywa integracji europejskiej, a także otwarte zostaje pole pod utrzymanie dotychczasowych rozwiązań w dopłatach unijnych. W takiej socjalistycznej perspektywie Europę czeka rozwój, wyrównywanie się poziomu życia i prawdziwie społeczna wspólnota.
Nie we wszystkich krajach lewica nadąża za zmieniającym się kształtem sceny politycznej. Polska jest przykładem takiego kraju, którego partie polityczne tkwią w bezprzedmiotowych debatach skupionych wokół politycznych marginaliów. Ten dystans do Europy trzeba nadgonić, lewica naśladować musi działania frontu lewicy europejskiej. Potrzebna jest adaptacja osi konfliktu oraz przejęcie od zagranicznej lewicy podstawowych pojęć walki politycznej. Przede wszystkim czas odejść od haseł miałkiej socjaldemokracji w stronę nurtu krytyki systemowej i języka antykapitalistycznego. Koncepcje naprawy kapitalizmu po kryzysie to oręż konserwatywnej prawicy, bądź liberalnej nostalgii. Lewica stawia na nowy projekt i nowy polityczny paradygmat. Zadaniem lewicy jest - naturalne dla niej - przejęcie niezadowolenia i gniewu społecznego, a to osiągnąć można programem walki ze światem finansjery i prowodyrów kryzysu. Kryzys to w kapitalizmie norma, normą jest też bieda i bezrobocie - lewica to przeciwdziałanie nie tylko skutkom kapitalizmu, ale i przeciwdziałanie samemu kapitalizmowi. Program w sferze idei to jedno, drugie to praktyczne rozwiązania i postulaty płynące z nowej, radykalnie lewicowej postawy. Tutaj także sięgnąć możemy do programu europejskiej lewicy. Projekt lewicy to projekt pozytywny, apelujący do bezpośredniego działania. To obciążenie kosztami kryzysu banków, instytucji finansowych i najbogatszych, to wzrost gospodarczy mierzony poziomem życia obywateli, to zmniejszanie nierówności społecznych przy pomocy państwowych narzędzi, to wspólnotowa gospodarka oparta na zasadach powszechnej równości obywateli.
Polska to kraj nieudanych buntów. Bunt Palikota to bunt zamożnych. Kościół i prawica od dawna już jest jedynie ostoją konserwatyzmu. Wszystkie inne frakcje to sługusy kapitalistycznego układu, lub ostrożni, wstydliwi i nieskuteczni reformatorzy. Lewica parlamentarna długo była sparaliżowana pustymi sloganami i z dezorientacją nie potrafiła się odnaleźć w realiach walki o prawa ludzi pracy w kapitalizmie. Czas to zmienić, nim bunt i żądania pracowników wykorzystają siły nacjonalizmu, nim wyhodowany zostanie (tu lub gdzie indziej) faszyzm. Od lat zwykło uważać się, że prawica łatwiej potrafi przedstawić wizję wspólnoty społecznej - bazując przy tym na pojęciu wspólnoty narodowej. Pora najwyższa, żeby lewica sięgnęła po hasła, które dotyczą większości i trudu codzienności szarego obywatela, pora wyłonić lewicową wspólnotę i stać się jej głosem. Historia przemian jest stosunkowo krótka, w Europie trwa burza kryzysowych przemian - starania by zmienić kształt Europy po kryzysie i by zapewnić Polsce przyszłość rozpocząć muszą się już dziś. Lewicową rewolucję poprzedzić musi rewolucja na lewicy.
piątek, 17 lutego 2012
Zlikwidować emerytury, obniżyć koszty pracy, z roboty na cmentarz
Minister Rostowski i cała tuba propagandowa rządu działa już i lobbuje na rzecz podwyższenia wieku emerytalnego. Obiecywane są cuda na kiju, "Już za 8 lat znalezienie pracy nie będzie problemem"[1] recytuje minister - I ma rację, bo nikogo już wtedy w Polsce nie będzie. Już dziś 13 procentowe bezrobocie, brak perspektyw i całkowita prywata w sektorze zatrudnienia skłoniły miliony do emigracji - a będzie jeszcze gorzej, dlaczego? Bo rząd Platformy to marionetka w rękach Lewiatana, BCC i Bieleckiego. Żeby lepiej zrozumieć działania rządu zastanówmy się przez chwilę na poważnie nad konsekwencjami postulowanego przedłużenia wieku emerytalnego...
Podstawowym celem przesunięcia wieku emerytalnego jest obniżenie ceny pracy. Im tańszy będzie dla państwa emeryt, im większe będzie bezrobocie [bo bezrobotnym będzie się do samej śmierci] tym tańsza będzie dla kapitalisty praca. Rezerwowa armia bezrobotnych obejmująca bezrobotnych do późnej starości i samego grobu oraz pracujący bez prawa do emerytury na starość to marzenie budżetowe neoliberała. Oszczędność na świadczeniach to jedno, drugie to presja, która odciśnie się na społeczeństwie. W chwili gdy pracy poszukiwali będą wszyscy do 67 roku życia, będzie ich tak wielu, że będą zmuszeni przyjąć każde proponowane im warunki zatrudnienia. Polska stanie się krajem starych pracujących i młodych emigrantów, cmentarzyskiem w sercu Europy.
Nie jest przypadkowym fakt, że jako pierwszy otwarcie pomysł rządu poparł Janusz Palikot i jego ultraliberalna partia[2], która zaadoptowała język naturalizmu neoliberalnego. Żadna partia w kraju nie jest odważna na tyle, by zaproponować prawdziwie alternatywne rozwiązania. Nie ma inwestycji, nie ma polityki tworzenia miejsc pracy. Jedyną polityką jest polityka deregulacji i prywatyzacji, wyprzedaży i napadu przed zamknięciem sklepu. Wyznawcami świętych cięć i ograniczania roli państwa jest Tusk, Palikot i cała skorumpowana wolą możnych tego kraju elita. W kraju, w którym miało nie być kryzysu i w którym ponoć nigdy on nie nastąpił będą teraz podejmowane najbardziej bezwzględne i brutalne[3] działania, dążące do upodlenia pracujących i stworzenia enklawy taniej pracy dla unijnych sąsiadów na eksport i żebraczej pracy na miejscu.
[1] http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,11139650,Rostowski_w_TOK_FM__Juz_za_8_lat_znalezienie_pracy.html
[2] http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,11111446,_Bedziemy_pracowac_dluzej___Pomysl_rzadu_popiera_tylko.html
[3] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-prawda-jest-brutalna-i-z-brutalna-szczeroscia,1,5026477,wiadomosc.html
Podstawowym celem przesunięcia wieku emerytalnego jest obniżenie ceny pracy. Im tańszy będzie dla państwa emeryt, im większe będzie bezrobocie [bo bezrobotnym będzie się do samej śmierci] tym tańsza będzie dla kapitalisty praca. Rezerwowa armia bezrobotnych obejmująca bezrobotnych do późnej starości i samego grobu oraz pracujący bez prawa do emerytury na starość to marzenie budżetowe neoliberała. Oszczędność na świadczeniach to jedno, drugie to presja, która odciśnie się na społeczeństwie. W chwili gdy pracy poszukiwali będą wszyscy do 67 roku życia, będzie ich tak wielu, że będą zmuszeni przyjąć każde proponowane im warunki zatrudnienia. Polska stanie się krajem starych pracujących i młodych emigrantów, cmentarzyskiem w sercu Europy.
Nie jest przypadkowym fakt, że jako pierwszy otwarcie pomysł rządu poparł Janusz Palikot i jego ultraliberalna partia[2], która zaadoptowała język naturalizmu neoliberalnego. Żadna partia w kraju nie jest odważna na tyle, by zaproponować prawdziwie alternatywne rozwiązania. Nie ma inwestycji, nie ma polityki tworzenia miejsc pracy. Jedyną polityką jest polityka deregulacji i prywatyzacji, wyprzedaży i napadu przed zamknięciem sklepu. Wyznawcami świętych cięć i ograniczania roli państwa jest Tusk, Palikot i cała skorumpowana wolą możnych tego kraju elita. W kraju, w którym miało nie być kryzysu i w którym ponoć nigdy on nie nastąpił będą teraz podejmowane najbardziej bezwzględne i brutalne[3] działania, dążące do upodlenia pracujących i stworzenia enklawy taniej pracy dla unijnych sąsiadów na eksport i żebraczej pracy na miejscu.
[1] http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,11139650,Rostowski_w_TOK_FM__Juz_za_8_lat_znalezienie_pracy.html
[2] http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,11111446,_Bedziemy_pracowac_dluzej___Pomysl_rzadu_popiera_tylko.html
[3] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-prawda-jest-brutalna-i-z-brutalna-szczeroscia,1,5026477,wiadomosc.html
sobota, 11 lutego 2012
Trup demokracji
Obowiązujące systemy polityczne zawsze przedstawiały się w możliwie jak najlepszym świetle. Dziś jest tak samo. Społeczeństwa krajów Zachodu żyją dziś w systemie demokratycznym. Wszystkie posunięcia polityków rządzących partii uchodzą za motywowane wolą społeczeństwa. Tak samo dzieje się z rzeczywistością ekonomiczną i polityczną, która dzięki demokratyzacji uzyskała pełnię swobody, niezależność i mandat wiecznego, niezmąconego zaufania. Każdy protestujący, każda niezgoda, każdy słuszny sprzeciw napotyka na mur, w konfrontacji z "systemem demokratycznym" staje przed koniecznością konfrontacji nie z rzeczywistością polityczną, lecz z samym sobą i z całym społeczeństwem.
Wiara w demokracją parlamentarną, która jest dziś uważana za największe osiągnięcie gatunku ludzkiego i ukoronowanie jego świętości to dziś wiara przebrzmiała, wiara czasów minionych, wiara trupa. Z wiarą tego rodzaju jest tak samo jak z - portretowaną dziś w filmach kostiumowych - wiarą ludzi średniowiecznych, gorąco wierzących w boski i ponadludzki mandat króla do sprawowania przez niego władzy absolutnej. Demokracja jest dziś ulubionym argumentem do wywoływania wojen, podejmowania krwawych i brzemiennych w złe skutki decyzji, jest orężem niszczenia sprzeciwu w wymiarze gospodarczym, kulturowym, humanistycznym i codziennym. Dzisiejsza demokracja - demokracja kapitalizmu to kaganiec, który zakładany jest społeczeństwu - kaganiec uniemożliwiający rozwój, przejście w prawdziwą samodzielność, a nawet wysuwanie samych postępowych żądań. Wiara w Zachodnią Demokracją i idące za nią "zachodnie wartości" to rezerwacja miejsca w kościele wierzących w przewagę jednostki nad siłą pieniądza - w rządzonym przez kapitał kapitalizmie. Demokracja dana panom i niewolnikom nie przedstawia sobą większej wartości. Dzisiaj demokracja jest ostatnią linią obrony władz, które nie potrafią wyobrazić sobie innego, sprawiedliwszego systemu. Nie potrafią? Nie, one nie chcą tego zrobić, słusznie boją się - bo wiedzą czym jest alternatywa.
Czym zatem jest demokracja? Czy jest sposobem wybierania władz i sprawowania kontroli? Czy jest wiarą w to, że wyposażone w nią społeczeństwo zawsze pójdzie prawą ścieżką? Czy demokracja wyczerpuje i zamyka drogę postulatom poprawy i przemian? Czy demokracja to wybór lepszy, gorszy i czy w ogóle inny od dyktatury (swego szatańskiego brata bliźniaka)?
Demokracja nie wyczerpuje niczego, co więcej - ona nie istnieje. Demokracja to mit prywatnej własności, która posługuje się nią w razie potrzeby - w chwili gdy demokracja nie jest jej potrzebna do gry wchodzi ostra amunicja i kryzys. Wobec tego - sam postulat demokracji zakrywany jest przez cień haseł Wielkiej Rewolucji Francuskiej - Wolność, Równość, Braterstwo. Demokracja nie jest orężem ludzi dążących do zmian, ani ludzi rewolucji - nie będzie prawdziwym postulatem na sztandarach przemian. Równość - oto prawdziwa demokracja, oto gwarancja prawdziwie równych szans, a równe, coraz większe szanse i szersza wiedza to gwarant braterstwa i wolności - do której droga wiedzie przez współpracę.
Rozbroimy i rozbrajamy "demokrację". Wstawiamy w to miejsce socjalizm, sprawiedliwy podział dóbr i społeczną własność. I musimy to robić, czasem nawet w samotności. Ludzie sami się nie przeciwstawią, bo nie znają i nie rozumieją zmistyfikowanej rzeczywistości, w której hegemonia i dominacja ośrodków ideologii kapdemokracji ich przytłacza. Ale, społeczeństwo wyczuwa przesłanki, które prowadzić będą do nadejścia alternatywy, bo za każdym razem gdy demokracja przestaje działać, zaczyna działać śmiertelny - dla swych wrogów - postulat równości.
Wiara w demokracją parlamentarną, która jest dziś uważana za największe osiągnięcie gatunku ludzkiego i ukoronowanie jego świętości to dziś wiara przebrzmiała, wiara czasów minionych, wiara trupa. Z wiarą tego rodzaju jest tak samo jak z - portretowaną dziś w filmach kostiumowych - wiarą ludzi średniowiecznych, gorąco wierzących w boski i ponadludzki mandat króla do sprawowania przez niego władzy absolutnej. Demokracja jest dziś ulubionym argumentem do wywoływania wojen, podejmowania krwawych i brzemiennych w złe skutki decyzji, jest orężem niszczenia sprzeciwu w wymiarze gospodarczym, kulturowym, humanistycznym i codziennym. Dzisiejsza demokracja - demokracja kapitalizmu to kaganiec, który zakładany jest społeczeństwu - kaganiec uniemożliwiający rozwój, przejście w prawdziwą samodzielność, a nawet wysuwanie samych postępowych żądań. Wiara w Zachodnią Demokracją i idące za nią "zachodnie wartości" to rezerwacja miejsca w kościele wierzących w przewagę jednostki nad siłą pieniądza - w rządzonym przez kapitał kapitalizmie. Demokracja dana panom i niewolnikom nie przedstawia sobą większej wartości. Dzisiaj demokracja jest ostatnią linią obrony władz, które nie potrafią wyobrazić sobie innego, sprawiedliwszego systemu. Nie potrafią? Nie, one nie chcą tego zrobić, słusznie boją się - bo wiedzą czym jest alternatywa.
Czym zatem jest demokracja? Czy jest sposobem wybierania władz i sprawowania kontroli? Czy jest wiarą w to, że wyposażone w nią społeczeństwo zawsze pójdzie prawą ścieżką? Czy demokracja wyczerpuje i zamyka drogę postulatom poprawy i przemian? Czy demokracja to wybór lepszy, gorszy i czy w ogóle inny od dyktatury (swego szatańskiego brata bliźniaka)?
Demokracja nie wyczerpuje niczego, co więcej - ona nie istnieje. Demokracja to mit prywatnej własności, która posługuje się nią w razie potrzeby - w chwili gdy demokracja nie jest jej potrzebna do gry wchodzi ostra amunicja i kryzys. Wobec tego - sam postulat demokracji zakrywany jest przez cień haseł Wielkiej Rewolucji Francuskiej - Wolność, Równość, Braterstwo. Demokracja nie jest orężem ludzi dążących do zmian, ani ludzi rewolucji - nie będzie prawdziwym postulatem na sztandarach przemian. Równość - oto prawdziwa demokracja, oto gwarancja prawdziwie równych szans, a równe, coraz większe szanse i szersza wiedza to gwarant braterstwa i wolności - do której droga wiedzie przez współpracę.
Rozbroimy i rozbrajamy "demokrację". Wstawiamy w to miejsce socjalizm, sprawiedliwy podział dóbr i społeczną własność. I musimy to robić, czasem nawet w samotności. Ludzie sami się nie przeciwstawią, bo nie znają i nie rozumieją zmistyfikowanej rzeczywistości, w której hegemonia i dominacja ośrodków ideologii kapdemokracji ich przytłacza. Ale, społeczeństwo wyczuwa przesłanki, które prowadzić będą do nadejścia alternatywy, bo za każdym razem gdy demokracja przestaje działać, zaczyna działać śmiertelny - dla swych wrogów - postulat równości.
środa, 25 stycznia 2012
Ten wszechwładny kapitalizm, ten stary dziad Marks
Gdy przyjrzymy się tekstom z zakresu publicystyki antykapitalistycznej dostrzeżemy różnorodność podejmowanych zagadnień. Są pośród nich teksty podejmujące tak ważne tematy jak: zatrudnienie, płaca, przemoc, kultura, czy naród. Wielu autorom, szczególnie tym z aspiracjami literackimi lista tematów rozrasta się aż po koci wyzysk mysiego gatunku i kapitalistyczną zawartość cukru w cukrze. Przy tak szeroko konstruowanym pojęciu kapitalizmu rzeczywiście jawić może się on jako "wszechwładny duch historii"[1], dla którego alternatywą może być wyłącznie jego całkowite przeciwieństwo w każdym aspekcie. Nie trzeba dodawać, że tak projektowana wizja systemowej alternatywy, w której przy okazji zmiany ustrojowej należy rozstrzygnąć wszelkie nierówności (od ludzkich po psie) prowadzi donikąd, potęgując - tylko pozornie - rozmach.
Ta naiwnie, holistycznie konstruowana wizja kapitalizmu wiąże się z przyjmowaną perspektywą. U wielu ludzi, także u znakomitych obserwatorów i badaczy analiza systemowa sprowadza się do indywidualnej konfrontacji z rzeczywistością. W takiej konfrontacji w pojęcie kapitalizmu włączone zostają wszelkie cechy poznawanego świata, z jego uciążliwymi dla obserwatorów cechami. Kapitalizm staje się władzą biologiczną (jaki system nią nie jest?), władzą 'tej złej' płci, niepowołanych gatunków, złych ras, błędnej świadomości i destrukcyjnych procesów naturalnych. Cechy świata człowieka, świata naturalnego zostają zawłaszczone przez kapitalistyczny holizm a walka z kapitalizmem staje się walką ze wszelkim bytem (ku uciesze obrońców kapitalizmu). Walka o transformację ustrojową przez pryzmat kapitalistycznego holizmu staje się walką o niebyt.
Walka o niebyt, o nierealny system, o nierealny socjalizm jest (wciąż z pewnym trudem) tolerowana przez kapitalizm - co innego walka o socjalizm realny. Podstawowym narzędziem poznawczym ludzi lewicy zawsze była teoria klas Karola Marksa, odkrywała i odkrywa ona podstawowy antagonizm, klasową sprzeczność kapitalizmu i jest ona tak skomplikowanym narzędziem teoretycznym - jak prostym kluczem otwierającym drogę do skutecznej praktyki politycznej. Posługujące się fragmentami marksizmu jego nowoczesne odłamy często wykorzystują jedynie walkę klas by transferować jej moc i siłę perswazji teoretycznej w idealistyczny paraliż. Ta kastracja, to droga do całkowitej i permanentnej flauty, w której debata trwa i krąży wokół leczenia ludzkości ze wszystkich jej chorób. Dla tych idealistycznych szkół, marksizm jako praktyka i ruch polityczny z bogatą przeszłością i historią zmagań klasowych staje się ciężarem. Marks ostaje się jako pożądany, interesujący orient, którym zapchać można każdą dziurę w dachu i którym posłużyć można się przy interpretacjach modnych seriali i zachowań świnek morskich.
Rozmaite teorie krytyczne jakie wciąż rodzą się w nauce pozwalają "wyjść poza" marksizm, pojęcie socjalizmu ze złudzeniem przejmowania rewolucyjnego, marksistowskiego języka. Ceną za możliwość uzyskania tego złudzenia jest całkowita kastracja praktyczna oraz polityczno-historyczna. Niestety, skuteczna praktyka antykapitalistyczna nie sprowadza się do rzucania haseł typu "uwolnić orkę", lub wynajdywania pojedynczych postulatów, które to miałyby zagrozić kapitalistycznej całości (często tak pojmowany jest m.in postulat powszechnego dochodu). Swoboda w interpretacjach marksizmu wynika m.in z powszechnego, pokoleniowego przekonania o wyjątkowości obecnych czasów i całkowitej oryginalności charakteru bieżących relacji społecznych - idąc dalej tym tokiem rozumowania, Marks jako dziewiętnastowieczny dziad (z uwagi na sam fakt, że już jest martwy) racji mieć nie może. W erze wręcz hiperproletaryzacji[2] i rosnącej produkcji przemysłowej szczególny sceptycyzm wzbudzają próby twórcze w zakresie kreowania i dodawania nowych klas społecznych - czego doskonałym przykładem jest silnie promowane (ostatnio nawet przez źródła mainstreamowe) pojęcie prekariatu, nowej nibyklasy. Takie działania maskują i mistyfikują stosunki pracy i wyzysku. W przypadku pojęcia 'prekariatu' warto przyjrzeć się dyskursowi stojącemu za tym pojęciem - zgodnie z którym 'uelastycznione' warunki pracy miałyby całkowicie przekształcać perspektywę walki klasowej. Przekonanie to nie znajduje pokrycia w rzeczywistości - by to sprawdzić wystarczy sięgnąć po pierwszy z brzegu podręcznik historii i przeczytać fragmenty opisujące warunki zatrudnienia w czasach samego Karola Marksa...
Lewicowa myśl krytyczna wędruje z rąk do rąk. Trudno się dziwić, że wędruje i krąży w różnych kręgach i wzdłuż przekroju całego społeczeństwa. Wykład teorii Marksa przed dwudziestoma laty praktycznie zniknął z uniwersytetów - został zastąpiony przez obfite, nowe, establishmentowe treści, silnie pokropione wodą święconą i przez całe lata podawane w bardzo dużych dawkach. Gdy marksizm wraca, często wprowadzany jest tylnymi drzwiami, ulegając zniekształceniu i wtórnym interpretacjom - nierzadko ze szkodą dla swej istoty. Nadal istnieje potrzeba skutecznego działania i myślenia konkretami - do tego potrzebna jest trafna i sprawna identyfikacja systemów, stron i rzeczywistych, potencjalnych możliwości. Odczarowanie pojęcia kapitalizmu, oczyszczenie z nadmiernego idealizmu, liryczno-subiektywnych spostrzeżeń i modnych, importowanych, nietrafionych pomysłów pomoże weryfikować postulaty, budować program i odkrywać prawdziwą siłę wywodzących się z teorii marksistowskiej postulatów. Konfrontowany z potencjalnym kontrfaktycznym projektem kapitalizm szybko "skończy się", nie poprzez negację, lecz poprzez wysunięcie kontrpropozycji, świata - tej możliwej - zmiany.
[0] Kapitalizm to oczywiście - "system ekonomii burżuazyjnej"
[1] http://www.lewica.pl/?id=25615&tytul=Rafa%B3-Majka:-Koniec-kapitalizmu-%28w-naszych-g%B3owach%29
[2] http://www.neurokultura.pl/felietonesej/1120-stiegler-bernard-jak-przemys-kulturowy-niszczy-jednostk.html
Ta naiwnie, holistycznie konstruowana wizja kapitalizmu wiąże się z przyjmowaną perspektywą. U wielu ludzi, także u znakomitych obserwatorów i badaczy analiza systemowa sprowadza się do indywidualnej konfrontacji z rzeczywistością. W takiej konfrontacji w pojęcie kapitalizmu włączone zostają wszelkie cechy poznawanego świata, z jego uciążliwymi dla obserwatorów cechami. Kapitalizm staje się władzą biologiczną (jaki system nią nie jest?), władzą 'tej złej' płci, niepowołanych gatunków, złych ras, błędnej świadomości i destrukcyjnych procesów naturalnych. Cechy świata człowieka, świata naturalnego zostają zawłaszczone przez kapitalistyczny holizm a walka z kapitalizmem staje się walką ze wszelkim bytem (ku uciesze obrońców kapitalizmu). Walka o transformację ustrojową przez pryzmat kapitalistycznego holizmu staje się walką o niebyt.
Walka o niebyt, o nierealny system, o nierealny socjalizm jest (wciąż z pewnym trudem) tolerowana przez kapitalizm - co innego walka o socjalizm realny. Podstawowym narzędziem poznawczym ludzi lewicy zawsze była teoria klas Karola Marksa, odkrywała i odkrywa ona podstawowy antagonizm, klasową sprzeczność kapitalizmu i jest ona tak skomplikowanym narzędziem teoretycznym - jak prostym kluczem otwierającym drogę do skutecznej praktyki politycznej. Posługujące się fragmentami marksizmu jego nowoczesne odłamy często wykorzystują jedynie walkę klas by transferować jej moc i siłę perswazji teoretycznej w idealistyczny paraliż. Ta kastracja, to droga do całkowitej i permanentnej flauty, w której debata trwa i krąży wokół leczenia ludzkości ze wszystkich jej chorób. Dla tych idealistycznych szkół, marksizm jako praktyka i ruch polityczny z bogatą przeszłością i historią zmagań klasowych staje się ciężarem. Marks ostaje się jako pożądany, interesujący orient, którym zapchać można każdą dziurę w dachu i którym posłużyć można się przy interpretacjach modnych seriali i zachowań świnek morskich.
Rozmaite teorie krytyczne jakie wciąż rodzą się w nauce pozwalają "wyjść poza" marksizm, pojęcie socjalizmu ze złudzeniem przejmowania rewolucyjnego, marksistowskiego języka. Ceną za możliwość uzyskania tego złudzenia jest całkowita kastracja praktyczna oraz polityczno-historyczna. Niestety, skuteczna praktyka antykapitalistyczna nie sprowadza się do rzucania haseł typu "uwolnić orkę", lub wynajdywania pojedynczych postulatów, które to miałyby zagrozić kapitalistycznej całości (często tak pojmowany jest m.in postulat powszechnego dochodu). Swoboda w interpretacjach marksizmu wynika m.in z powszechnego, pokoleniowego przekonania o wyjątkowości obecnych czasów i całkowitej oryginalności charakteru bieżących relacji społecznych - idąc dalej tym tokiem rozumowania, Marks jako dziewiętnastowieczny dziad (z uwagi na sam fakt, że już jest martwy) racji mieć nie może. W erze wręcz hiperproletaryzacji[2] i rosnącej produkcji przemysłowej szczególny sceptycyzm wzbudzają próby twórcze w zakresie kreowania i dodawania nowych klas społecznych - czego doskonałym przykładem jest silnie promowane (ostatnio nawet przez źródła mainstreamowe) pojęcie prekariatu, nowej nibyklasy. Takie działania maskują i mistyfikują stosunki pracy i wyzysku. W przypadku pojęcia 'prekariatu' warto przyjrzeć się dyskursowi stojącemu za tym pojęciem - zgodnie z którym 'uelastycznione' warunki pracy miałyby całkowicie przekształcać perspektywę walki klasowej. Przekonanie to nie znajduje pokrycia w rzeczywistości - by to sprawdzić wystarczy sięgnąć po pierwszy z brzegu podręcznik historii i przeczytać fragmenty opisujące warunki zatrudnienia w czasach samego Karola Marksa...
Lewicowa myśl krytyczna wędruje z rąk do rąk. Trudno się dziwić, że wędruje i krąży w różnych kręgach i wzdłuż przekroju całego społeczeństwa. Wykład teorii Marksa przed dwudziestoma laty praktycznie zniknął z uniwersytetów - został zastąpiony przez obfite, nowe, establishmentowe treści, silnie pokropione wodą święconą i przez całe lata podawane w bardzo dużych dawkach. Gdy marksizm wraca, często wprowadzany jest tylnymi drzwiami, ulegając zniekształceniu i wtórnym interpretacjom - nierzadko ze szkodą dla swej istoty. Nadal istnieje potrzeba skutecznego działania i myślenia konkretami - do tego potrzebna jest trafna i sprawna identyfikacja systemów, stron i rzeczywistych, potencjalnych możliwości. Odczarowanie pojęcia kapitalizmu, oczyszczenie z nadmiernego idealizmu, liryczno-subiektywnych spostrzeżeń i modnych, importowanych, nietrafionych pomysłów pomoże weryfikować postulaty, budować program i odkrywać prawdziwą siłę wywodzących się z teorii marksistowskiej postulatów. Konfrontowany z potencjalnym kontrfaktycznym projektem kapitalizm szybko "skończy się", nie poprzez negację, lecz poprzez wysunięcie kontrpropozycji, świata - tej możliwej - zmiany.
[0] Kapitalizm to oczywiście - "system ekonomii burżuazyjnej"
[1] http://www.lewica.pl/?id=25615&tytul=Rafa%B3-Majka:-Koniec-kapitalizmu-%28w-naszych-g%B3owach%29
[2] http://www.neurokultura.pl/felietonesej/1120-stiegler-bernard-jak-przemys-kulturowy-niszczy-jednostk.html
czwartek, 12 stycznia 2012
Kapitalizm was nie chce
Z zainteresowaniem przeczytałem kolejne z tekstów dotyczących sytuacji polskiego Uniwersytetu i humanistyki, które pojawiały się w ostatnich dniach na łamach lewica.pl. Publicyści piszący te teksty przedstawili sytuację szkolnictwa wyższego na tle przeprowadzanych reform z całą grozą konsekwencji, którą te zmiany przyniosą. Przy poważnej ocenie stanu edukacji wyższej z perspektywy lewicowej myśli krytycznej potrzebna jest nam jednak (poza samą krytyką reform) surowa ocena i refleksja nad dokonaniami dotychczas-szczęśliwie zatrudnionych akademików - potrzebna nam szersza perspektywa.
Jestem jedną z wielu osób, które nie są zachwycone kondycją edukacji wyższej. Szczątkowa aktywność nie tylko lewicowych naukowców, brak bardziej prężnych i trwałych inicjatyw i powszechna praktyka odklepywania działalności naukowej, nakierowanej przede wszystkim na łapanie systemowo-osiągalnych funduszy [od grantów po "projekty badawcze"], zachwyt nad wszystkim co zagraniczne [adaptowanie neoliberalnych, często zakamuflowanych treści] i ogólna fragmentaryzacja pozwala mi postawić tezę, że Uniwersytet krytyczny w Polsce nie dość, że dostrzegalny jest jedynie przy użyciu szkła powiększającego to jego "krytyczność" w gruncie rzeczy realizuje się na poziomie reprodukcji treści proestablishmentowej, tzw. 'niegroźnej alternatywy'. Jakie instytucje, inicjatywy, grupy stworzyła Polska lewica intelektualna? Praktycznie żadne. Co więcej - te nieliczne, podejmujące próby tworzenia zaplecza lewicowej myśli pisemka, czy też zmarginalizowane odłamy działaczy od lat już radzą sobie bez jakichkolwiek funduszy nadrabiając wszystko zapałem i trwając w egzystencji na marginesie systemu . Z perspektywy lewicowca nie bardzo jest czego bronić przed zmianami przynoszonymi przez reformę.
Dotykamy szerszego problemu. Ewolucja i reforma szkolnictwa wyższego związana jest z trendem obecnym w Europie i w kapitalistycznej rzeczywistości. Podczas trwania realnego socjalizmu i przez pewien okres po reformie ustrojowej utrzymywanie humanistyki wiązało się z potrzebą intensywnej reprodukcji ideologicznej dla obowiązującej rzeczywistości politycznej. Teraz - w realiach kompletnej dominacji neoliberalizmu, (przy praktycznej śmierci uniwersyteckiej doktryny radykalnej, socjalistycznej i komunistycznej stanowiącej wcześniej zagrożenie) kapitalizm nie ma już celu w utrzymywaniu tak licznych szeregów akademickich agentów liberalnej represji. Cięcia w obszarze nauk humanistycznych dotyczące pism naukowych biorą się z zaniku zapotrzebowania na nie, szczególnie, że zdecydowana część tworów jest kiepskiej jakości, a proliberalne, establishmentowe i potrzebne układowi pisemka (jeżeli w ogóle okażą się użyteczne) i tak zdobędą dofinansowanie od polityczno-finansowych elit. Cywilizacja czytająca i kręgi intelektualne to dziś pieśń przeszłości - teraźniejszość to kompletna, biologiczna i organiczna dominacja neoliberalizmu na poziomach przednaukowych i przedczytelniczych. W sytuacji, w której studenci nie potrafią zakwestionować kapitalistycznych reguł gry rynkowej i gdy nie istnieje presja ze strony opozycji politycznej zanika konieczność utrzymywania tak rozbudowanych szeregów naukowców akademickich, humanistów - stają się oni zbyteczni, ich dotychczasowa rola ideologiczno-propagandowa uległa wyczerpaniu.
Poza ograniczeniem liczebności swojego aparatu ideologicznego system kapitalistyczny wprowadza także drugą ważną zmianę, nowy przelicznik finansowania: przelicznik ilościowy. W kapitalistycznej rzeczywistości, w regułach wolnego rynku idea, koncepcyjność i kultura tracą na znaczeniu i cenie stając się zbędnym balastem - szczególnie, że kultura i nauka i tak powstają w centrach globalnego kapitalizmu, a nasza peryferyjna produkcja naukowa jest dla systemu nie tylko wtórna, ale i mniej pewna. Pojawia się przelicznik przemysłowy, w którym liczy się ilość zdobytych funduszy, rynkowa pozycja w odniesieniu do monopolistów nauki i imperiów kapitalistycznych oraz proste kryterium przerobu. Ów przelicznik podporządkowuje szkolnictwo wyższe regułom obowiązującym w przedsiębiorstwach, system punktowy to forma wymuszenia oszczędności, część procesu kolonizacji Polskiej nauki i ostatni etap drenażu myśli i transformacji w kierunku zaplecza taniej siły roboczej - w odniesieniu do ogółu społeczeństwa - oraz w kierunku urzędników niższego szczebla - w odniesieniu do kadry naukowej.
Jaka może być ocena tego procesu z perspektywy lewicy? Na pewno trudno jest odczuwać współczucie dla akademickiej, zdradzonej systemowej policji. Ten ostateczny kres złotej ery kapitalistycznego szkolnictwa może stać się impulsem prowadzącym do buntu. Z czasem spadnie także odporność neoliberalnego Uniwersytetu na hasła filozofii i humanistyki zakazanej przez przyjętą systemową logikę efektywności. Im słabsza jest światowa pozycja sił socjalistycznych, klasy robotniczej, marksistowskiej nauki - tym na więcej będzie pozwalał sobie neoliberalny, światowy kapitalizm. Istniały i istnieją jednostki nieuleczalne, żyjące nadzieją reformy systemu poprzez wierną mu służbę - teraz to one najbardziej dostaną w pysk. W realiach "neouniwersytetu" system przestanie mieć także potrzebę utrzymywania pseudoalternatywy - dotychczas finansowanej z myślą o gospodarowaniu niegroźną treścią i pacyfikowaniu potencjalnych, powstających radykalnych ruchów.
Czy naukowcy liczyli, że autonomia i swoboda nauki w realiach kapitalizmu będzie wieczna? Czy ufali i wierzyli w nieskończoną dobroć swego chlebodawcy? Wiele na to wskazuje. Uniwersytet nie buntował się, nie stawiał oporu kapitalistycznej rzeczywistości, w niewielkim stopniu angażując się w życie polityczne kraju po lewej stronie. Przez lata ruch akademicki nie robił dla lewicy kompletnie nic. Uniwersytet, który zrezygnował z funkcji ośrodka myśli krytycznej i który dla korzyści materialnych zaangażowany był w fałszywą, masową edukację 'pokolenia boomu uczelnianego' (cierpiącego z uwagi na spadek jakości nauczania) za późno uzyskał orientację w sytuacji. Rozpaczliwa sytuacja skłoni (i skłania już) krnąbrną część Uniwersytetu do rozpoczęcia poszukiwań lepszego pana. Dwudziestoletnia 'apolityczność' uniwersytetu, pozwalająca w spokoju reprodukować się treściom neoliberalnym w zamian za ochłapy z budżetu dobiega końca. Niestety praca jaką wykonał Uniwersytet przez te dwadzieścia lat, tworząc i wychowując odmóżdżone neoliberalizmem pokolenia okazuje się na tyle skuteczna - że nie ma w obecnych warunkach komu przeprowadzać potrzebnych reform i zmian, których nagle zapragnęły odsuwane od funduszy kręgi akademickie.
niedziela, 8 stycznia 2012
WOŚP - mit dojrzałego kapitalizmu
Dojrzały kapitalizm różni się od kapitalizmu młodego. Z ordynusa i wulgarnego, zbrutalizowanego podrostka przemienia się w pazerną, dorosłą kutwę, która rozglądać zaczyna się za coraz bardziej wysublimowanymi środkami przekazu. Taki "stary kapitalizm" pragnie rządzić we wszystkich dostępnych obszarach - ma także swoje wymagania i kaprysy, jest syty do tego stopnia, że wybrzydza i transformuje, przekształca tylko wybrane dziedziny życia. Takim właśnie, powoli dorastającym tworem jest polska rzeczywistość - z tym, że u nas ewoluujący system nadal oparty jest o bezwzględne zasady narzucane przez neoliberalne państwo i usłużne szeregi drobnej burżuazji utrzymującej system w pionie.
Krajowa doktryna liberalna ciągle poszukuje nośnika dla mitu narodowej wspólnoty, pragnie ona rozpowszechniać bezpieczną dla III RP ideę solidaryzmu społecznego. Takim nośnikiem dla systemu stała się od pewnego momentu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. WOŚP powstawała jako kontrkulturowa alternatywa dla neoliberalnej ciemnoty Balcerowiczyzmu, jednocześnie wzrastała w siłę w oparciu o młodzieżowy bunt lat 90-tych - stając się dla systemu groźnym ośrodkiem-procederem, mobilizującym wokół siebie rzeczywiste masy ludzkie gotowe do działania. Z upływem lat "ordynarny kapitalizm" dorósł i zaczął produkować własne ośrodki kulturowego i organizacyjnego przekazu - skutki tej produkcji były i są nadal wyjątkowo marne, pomimo całej zmasowanej, liberalnej propagandy (w myśl której system wolnorynkowy uwalnia w społeczeństwie nieskrępowaną, dziką inicjatywę) ciężko wskazać obszar, w którym przejawiałby się ów wyśniony społeczny aktywizm.
WOŚP karnie i posłusznie za Jerzym Owsiakiem zbliżyła się do establishmentu i liberalnej doktryny. Na Woodstocku zaczęli pojawiać się goście pokroju Wałęsy, Mazowieckiego, aż po Balcerowicza. Osłabł 'owsiakowy bunt' i pojawiły się hasła nawołujące do surowego karania piratów i zaostrzania ustawodawstwa dotyczącego posiadania narkotyków. To wszystko pozwoliło organizacji zbliżyć się do Platformy Obywatelskiej - pozwoliło na oparcie się o jej logistyczno-medialne zaplecze i o autorytet sił rządzących. To co potencjalnie (na nasze warunki) buntownicze i rewolucyjne przemieniło się w liberalną mszę, jej centralnym punktem stał się czczony filantropijny odruch serca, który uspokaja sumienia najbogatszych Polaków i jednocześnie usiłuje dowieść wyższości prywatnej opieki zdrowotnej nad publiczną. Nasz kapitalizm dorósł i nauczył się kaptować ruchy z każdego obszaru działalności społecznej i z każdej ze stron - puszki Orkiestry stanęły w Lidlach, dołączone zostały do pakietu platformerskiej reklamy "zielonej wyspy".
Nieubłaganym efektem tego procesu będzie (i już jest) słabnąca popularność działań fundacji. WOŚP to dziś zabawa i jarmark bogatszych miastowych. Po 89' szok transformacyjny stymulował i pchnął społeczeństwo ku swoistej samoorganizacji. W trakcie kryzysu, gdy na państwo nie ma już co liczyć, społeczeństwo wycofuje się w więzi rodzinne. Pragnienie wyjścia poza rodzinne więzi wraz z nadzieją na powtórne uspołecznienie przekute zostało w spontaniczny i symboliczny (także w swych efektach) ruch WOŚP. Od tamtej chwili wiele uległo zmianie, dziś Orkiestra dołączyła do wydarzeń sportowych, otrzymała status państwowo-liberalnej imprezy i zginęła pod naporem formuły widowiska.
Nie ma już szans i perspektyw na to, ażeby w przyszłości wokół Owsiaka i jego fundacji jednoczyła się polityczno-społeczna, powstająca i wykluwająca się w gniewie alternatywa. W kolejnych latach Orkiestrze towarzyszyć będzie coraz większa pompa (większa nawet od eskorty samolotów F-16), w ten sposób społeczne potrzeby, takie jak: potrzeba bezpieczeństwa, wspólnotowości i solidaryzmu (dotychczas nierozerwalnie połączone z publiczną opieką zdrowotną) zastąpi Owsiakowe "róbta, co chceta", które z chęcią w życie wdroży energiczny minister Arłukowicz.
Krajowa doktryna liberalna ciągle poszukuje nośnika dla mitu narodowej wspólnoty, pragnie ona rozpowszechniać bezpieczną dla III RP ideę solidaryzmu społecznego. Takim nośnikiem dla systemu stała się od pewnego momentu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. WOŚP powstawała jako kontrkulturowa alternatywa dla neoliberalnej ciemnoty Balcerowiczyzmu, jednocześnie wzrastała w siłę w oparciu o młodzieżowy bunt lat 90-tych - stając się dla systemu groźnym ośrodkiem-procederem, mobilizującym wokół siebie rzeczywiste masy ludzkie gotowe do działania. Z upływem lat "ordynarny kapitalizm" dorósł i zaczął produkować własne ośrodki kulturowego i organizacyjnego przekazu - skutki tej produkcji były i są nadal wyjątkowo marne, pomimo całej zmasowanej, liberalnej propagandy (w myśl której system wolnorynkowy uwalnia w społeczeństwie nieskrępowaną, dziką inicjatywę) ciężko wskazać obszar, w którym przejawiałby się ów wyśniony społeczny aktywizm.
WOŚP karnie i posłusznie za Jerzym Owsiakiem zbliżyła się do establishmentu i liberalnej doktryny. Na Woodstocku zaczęli pojawiać się goście pokroju Wałęsy, Mazowieckiego, aż po Balcerowicza. Osłabł 'owsiakowy bunt' i pojawiły się hasła nawołujące do surowego karania piratów i zaostrzania ustawodawstwa dotyczącego posiadania narkotyków. To wszystko pozwoliło organizacji zbliżyć się do Platformy Obywatelskiej - pozwoliło na oparcie się o jej logistyczno-medialne zaplecze i o autorytet sił rządzących. To co potencjalnie (na nasze warunki) buntownicze i rewolucyjne przemieniło się w liberalną mszę, jej centralnym punktem stał się czczony filantropijny odruch serca, który uspokaja sumienia najbogatszych Polaków i jednocześnie usiłuje dowieść wyższości prywatnej opieki zdrowotnej nad publiczną. Nasz kapitalizm dorósł i nauczył się kaptować ruchy z każdego obszaru działalności społecznej i z każdej ze stron - puszki Orkiestry stanęły w Lidlach, dołączone zostały do pakietu platformerskiej reklamy "zielonej wyspy".
Nieubłaganym efektem tego procesu będzie (i już jest) słabnąca popularność działań fundacji. WOŚP to dziś zabawa i jarmark bogatszych miastowych. Po 89' szok transformacyjny stymulował i pchnął społeczeństwo ku swoistej samoorganizacji. W trakcie kryzysu, gdy na państwo nie ma już co liczyć, społeczeństwo wycofuje się w więzi rodzinne. Pragnienie wyjścia poza rodzinne więzi wraz z nadzieją na powtórne uspołecznienie przekute zostało w spontaniczny i symboliczny (także w swych efektach) ruch WOŚP. Od tamtej chwili wiele uległo zmianie, dziś Orkiestra dołączyła do wydarzeń sportowych, otrzymała status państwowo-liberalnej imprezy i zginęła pod naporem formuły widowiska.
Nie ma już szans i perspektyw na to, ażeby w przyszłości wokół Owsiaka i jego fundacji jednoczyła się polityczno-społeczna, powstająca i wykluwająca się w gniewie alternatywa. W kolejnych latach Orkiestrze towarzyszyć będzie coraz większa pompa (większa nawet od eskorty samolotów F-16), w ten sposób społeczne potrzeby, takie jak: potrzeba bezpieczeństwa, wspólnotowości i solidaryzmu (dotychczas nierozerwalnie połączone z publiczną opieką zdrowotną) zastąpi Owsiakowe "róbta, co chceta", które z chęcią w życie wdroży energiczny minister Arłukowicz.
sobota, 29 października 2011
Wielki kryzys i perspektywy
Wielki kryzys
Europę czeka stagnacja. Wszystko wskazuje na to, że kryzys jaki obserwujemy dopiero się rozpoczyna, 'Grecki Problem' stał się problemem nie tylko Unii Europejskiej ale i całej światowej gospodarki kapitalistycznej i samego jej jądra. Spadać będą ratingi kolejnych krajów Europy [1], prognozy wzrostu lecą w dół [2] i szybko wzrasta bezrobocie [3]. Kryzys jaki obecnie trwa jest największym kryzysem w historii kapitalizmu, jest także nadal w fazie swego rozwoju. Wielka zapaść 'spekulacyjnego' sektora finansowego dopiero zaczyna odciskać swoje piętno na 'realnej gospodarce'. Mamy do czynienia ze zmianami, które odmienią i doprowadzą do przedefiniowania polityki gospodarczej dotychczasowych, największych potęg ekonomicznych. UE, USA, Chiny... w tym momencie cały świat, cała globalna wioska pogrążona jest w kapitalistycznym kryzysie - nie ma już bardziej znaczącego podmiotu, który nie byłby dotknięty jego efektami. Są i będą to czasy wielkich ruchów, wielkich zmian i wielkiego chaosu, w którym sytuacja ulega zmianie z godziny na godzinę, w którym stare potęgi ulec mogą nowym - jest to czas wielkich rozstrzygnięć, które zadecydują o kierunku przyszłych zmian gospodarczych, politycznych i cywilizacyjnych.
Jednak interwencjonizm
To wolny rynek odpowiedzialny jest za kryzys, to neoliberalne koncepcje stoją za wydarzeniami, jakie obserwujemy. Żaden spośród unijnych przywódców nie zakwestionował potrzeby i konieczności interwencji państw UE w gospodarcze problemy strefy. Wspólna polityka ekonomiczna na poziomie kontynentalnym, interwencjonizm zakrojony na niespotykaną w historii skalę i olbrzymi wzrost znaczenia funduszy ratunkowych - oto efekty procesu państwowo-publicznej kontroli jakiej poddawany jest prywatny sektor gospodarki. Krótkotrwałe okazały się wzrosty jakie odnotowały światowe giełdy po ekonomicznym szczycie, którego postanowienia ocalić miały UE przed narastaniem kryzysu. Podczas szczytu postanowiono zwiększyć budżet Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej do biliona euro, zdecydowano się obciąć grecki dług o 100 mld Euro, lecz jednocześnie 100 mld ma zostać przeznaczone na rekapitalizację banków. Banki będą zmuszone szukać tego kapitału, z "restrukturyzacji i konwersji długu na instrumenty kapitałowe" - mowa o sprzedaży obligacji i innych aktywów, które docelowo zwiększać mają ich kapitał. Dopiero kolejnym punktem 'pakietu rekapitalizacyjnego' jest bezpośrednie wsparcie finansowe przez rządy państw UE, a ostatnią możliwością jest pożyczka udzielona przez EFSF. Mimo obszernych postanowień szczytu nie można mieć najmniejszych złudzeń - Grecja zbankrutowała i wszelka suma długu przekraczająca 50% PKB (a po postanowieniach dług Grecji powinien utrzymać się na poziomie 120% PKB) oznacza dla tego kraju niemożność i brak zdolności do wyjścia z zapaści ekonomicznej.
Ten fakt skłonił władze państwa do ogłoszenia referendum w sprawie przyjęcia drugiego pakietu pomocy i programu drastycznych cięć. Premier Grecji - Jeorjos Papandreu dzięki tej decyzji wyjątkowo zmyślnie zaszantażował i obezwładnił unijną gospodarkę. Sektor prywatny - szczególnie finansowy - panicznie zareagował na te wieści i giełdami zawładnął kolor spadków [4], teraz UE musi przedstawić lepszy projekt naprawy gospodarki Grecji, lub pogodzić się z perspektywą jeszcze większych strat dla kapitalistów- straty te odcisną się boleśnie na kondycji całej Europy i wywołają ogromną utratę zaufania. Jeżeli Europa zdecyduje się ratować swoją sytuację na rynku to będą czekały nas kolejne decyzje rodem z gospodarki centralnie planowanej.
Zachód/Chiny?
Nie ulega wątpliwości, że każde pogorszenie się sytuacji gospodarczej w Europie będzie miało swoje dalekosiężne skutki w krajach takich jak Chiny. Trwają rozmowy z Pekinem [5] - Chińczycy niechętnie jednak będą fundować Europie kurację [6]. Choć wydatki na fundusz pomocowy i łatanie dziur najpewniej wiązałyby się ze wzrostem udziałów i wpływów - to dla Chin istnieje obecnie tyle dróg i scenariuszy rozwoju/ekspansji, że nie ma mowy by 'wielki żółty brat' skazany był na kooperację z tonącą łajbą strefy euro. Wkrótce dojdzie do istotnego przetasowania na politycznej mapie wpływów, na chwilę obecną nie wiadomo kto wyjdzie zeń zwycięsko i czy będzie to Europa i Stany Zjednoczone, czy też Chiny, lub grupa innych państw pozostaje kwestią otwartą. Obecnie, gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę 'Arabską Wiosnę Ludów' i zintensyfikowany ruch kapitału na całym świecie nie istnieją jasne, jednoznaczne wnioski, a wszelkie przewidywania weryfikowane będą przez okres następnych lat. Jednakowoż nieprzypadkowo to najbardziej rozregulowane rynkowo państwa mają obecnie największe kłopoty - gospodarka Chin, gdzie mówić można raczej o kapitalizmie państwowym niźli wolnorynkowym będzie z pewnością odporniejsza na wszelkie zawirowania i ich następstwa.
Jaki kryzys, taka polityka?
"Nie mogę dłużej patrzeć na sondaże, w których większość jest przeciwko ugodzie, w których większość jest przeciwna programowi ale jednocześnie, w których większość opowiada się także za pozostaniem w strefie euro" - rzekł ostatnio na temat sytuacji w swoim kraju minister finansów Grecji [7]. To właśnie w tych wynikach sondaży drzemie największa szansa i największy potencjał dla politycznej alternatywy wobec liberalnych programów. Dziś cała gospodarcza opozycja polityczna jest w posiadaniu tego leku. Nadal żywy i aktualny jest projekt europejskiej 'unii narodów', projekt integracji gospodarczej, kulturowej i projekt wspólnej waluty dla kontynentu - to co uległo zmianie to rodzaj pożądanego przez społeczeństwo systemu ekonomicznego. Polityka cięć wywołuje rosnący, masowy gniew społeczny - wywołuje go szczególnie, gdyż prowadzona jest wyłącznie zgodnie z interesami szczytów władzy gospodarczej. W czasach, w których rozstrzyga się przyszłość unijnej gospodarki społeczeństwo wyraźnie łaknie alternatywy dla wolnorynkowej dyktatury 'świętej', kapitalistycznej stopy zysku. Historia i teraźniejszość wyraźnie wskazuje, że czasy kryzysu są wymarzoną okazją dla sił nacjonalistycznych, które rosną w siłę niesione na fali lęku narodów przed ich ubożeniem. Już spostrzec możemy jak do głosu dochodzą prawicowe i izolacjonistyczne w tendencjach ugrupowania (szczególnie w zamożniejszych państwach [8]). Jeśli liberalna doktryna nie sprosta wyzwaniom - a wiele na to wskazuje - to nastanie nowa era dla socjalistycznych projektów gospodarczych. Przyszłość pokaże czy Europa po kryzysie będzie Europą Narodów, czy też Europą Nacjonalizmów.
[1] http://forsal.pl/artykuly/557801,najwyzszy_rating_francji_zagrozony_paryz_juz_nie_jest_wiarygodny_w_oczach_inwestorow.html
[2] http://biznes.onet.pl/ubs-obnizyl-prognoze-pkb-dla-polski-za-2012-r-do-2,18490,4895676,1,news-detal
[3] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/hiszpania-najwyzsze-bezrobocie-od-15-lat,1,4893814,wiadomosc.html
[4] http://gielda.onet.pl/nyt-fala-uderzeniowa-z-grecji-moze-zalamac-gospoda,18489,4895627,1,news-detal
[5] http://rt.com/news/eu-china-bailout-fund-967/
[6] http://rt.com/news/china-refrain-saving-euro-863/
[7] http://wallstcheatsheet.com/economy/papandreou-shocks-european-leaders-with-call-for-referendum-on-debt-accord.html/
[8] http://www.hurriyetdailynews.com/n.php?n=rebel-lawmakers-want-referendum-on-uk-leaving-european-union-2011-10-24
Europę czeka stagnacja. Wszystko wskazuje na to, że kryzys jaki obserwujemy dopiero się rozpoczyna, 'Grecki Problem' stał się problemem nie tylko Unii Europejskiej ale i całej światowej gospodarki kapitalistycznej i samego jej jądra. Spadać będą ratingi kolejnych krajów Europy [1], prognozy wzrostu lecą w dół [2] i szybko wzrasta bezrobocie [3]. Kryzys jaki obecnie trwa jest największym kryzysem w historii kapitalizmu, jest także nadal w fazie swego rozwoju. Wielka zapaść 'spekulacyjnego' sektora finansowego dopiero zaczyna odciskać swoje piętno na 'realnej gospodarce'. Mamy do czynienia ze zmianami, które odmienią i doprowadzą do przedefiniowania polityki gospodarczej dotychczasowych, największych potęg ekonomicznych. UE, USA, Chiny... w tym momencie cały świat, cała globalna wioska pogrążona jest w kapitalistycznym kryzysie - nie ma już bardziej znaczącego podmiotu, który nie byłby dotknięty jego efektami. Są i będą to czasy wielkich ruchów, wielkich zmian i wielkiego chaosu, w którym sytuacja ulega zmianie z godziny na godzinę, w którym stare potęgi ulec mogą nowym - jest to czas wielkich rozstrzygnięć, które zadecydują o kierunku przyszłych zmian gospodarczych, politycznych i cywilizacyjnych.
Jednak interwencjonizm
To wolny rynek odpowiedzialny jest za kryzys, to neoliberalne koncepcje stoją za wydarzeniami, jakie obserwujemy. Żaden spośród unijnych przywódców nie zakwestionował potrzeby i konieczności interwencji państw UE w gospodarcze problemy strefy. Wspólna polityka ekonomiczna na poziomie kontynentalnym, interwencjonizm zakrojony na niespotykaną w historii skalę i olbrzymi wzrost znaczenia funduszy ratunkowych - oto efekty procesu państwowo-publicznej kontroli jakiej poddawany jest prywatny sektor gospodarki. Krótkotrwałe okazały się wzrosty jakie odnotowały światowe giełdy po ekonomicznym szczycie, którego postanowienia ocalić miały UE przed narastaniem kryzysu. Podczas szczytu postanowiono zwiększyć budżet Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej do biliona euro, zdecydowano się obciąć grecki dług o 100 mld Euro, lecz jednocześnie 100 mld ma zostać przeznaczone na rekapitalizację banków. Banki będą zmuszone szukać tego kapitału, z "restrukturyzacji i konwersji długu na instrumenty kapitałowe" - mowa o sprzedaży obligacji i innych aktywów, które docelowo zwiększać mają ich kapitał. Dopiero kolejnym punktem 'pakietu rekapitalizacyjnego' jest bezpośrednie wsparcie finansowe przez rządy państw UE, a ostatnią możliwością jest pożyczka udzielona przez EFSF. Mimo obszernych postanowień szczytu nie można mieć najmniejszych złudzeń - Grecja zbankrutowała i wszelka suma długu przekraczająca 50% PKB (a po postanowieniach dług Grecji powinien utrzymać się na poziomie 120% PKB) oznacza dla tego kraju niemożność i brak zdolności do wyjścia z zapaści ekonomicznej.
Ten fakt skłonił władze państwa do ogłoszenia referendum w sprawie przyjęcia drugiego pakietu pomocy i programu drastycznych cięć. Premier Grecji - Jeorjos Papandreu dzięki tej decyzji wyjątkowo zmyślnie zaszantażował i obezwładnił unijną gospodarkę. Sektor prywatny - szczególnie finansowy - panicznie zareagował na te wieści i giełdami zawładnął kolor spadków [4], teraz UE musi przedstawić lepszy projekt naprawy gospodarki Grecji, lub pogodzić się z perspektywą jeszcze większych strat dla kapitalistów- straty te odcisną się boleśnie na kondycji całej Europy i wywołają ogromną utratę zaufania. Jeżeli Europa zdecyduje się ratować swoją sytuację na rynku to będą czekały nas kolejne decyzje rodem z gospodarki centralnie planowanej.
Zachód/Chiny?
Nie ulega wątpliwości, że każde pogorszenie się sytuacji gospodarczej w Europie będzie miało swoje dalekosiężne skutki w krajach takich jak Chiny. Trwają rozmowy z Pekinem [5] - Chińczycy niechętnie jednak będą fundować Europie kurację [6]. Choć wydatki na fundusz pomocowy i łatanie dziur najpewniej wiązałyby się ze wzrostem udziałów i wpływów - to dla Chin istnieje obecnie tyle dróg i scenariuszy rozwoju/ekspansji, że nie ma mowy by 'wielki żółty brat' skazany był na kooperację z tonącą łajbą strefy euro. Wkrótce dojdzie do istotnego przetasowania na politycznej mapie wpływów, na chwilę obecną nie wiadomo kto wyjdzie zeń zwycięsko i czy będzie to Europa i Stany Zjednoczone, czy też Chiny, lub grupa innych państw pozostaje kwestią otwartą. Obecnie, gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę 'Arabską Wiosnę Ludów' i zintensyfikowany ruch kapitału na całym świecie nie istnieją jasne, jednoznaczne wnioski, a wszelkie przewidywania weryfikowane będą przez okres następnych lat. Jednakowoż nieprzypadkowo to najbardziej rozregulowane rynkowo państwa mają obecnie największe kłopoty - gospodarka Chin, gdzie mówić można raczej o kapitalizmie państwowym niźli wolnorynkowym będzie z pewnością odporniejsza na wszelkie zawirowania i ich następstwa.
Jaki kryzys, taka polityka?
"Nie mogę dłużej patrzeć na sondaże, w których większość jest przeciwko ugodzie, w których większość jest przeciwna programowi ale jednocześnie, w których większość opowiada się także za pozostaniem w strefie euro" - rzekł ostatnio na temat sytuacji w swoim kraju minister finansów Grecji [7]. To właśnie w tych wynikach sondaży drzemie największa szansa i największy potencjał dla politycznej alternatywy wobec liberalnych programów. Dziś cała gospodarcza opozycja polityczna jest w posiadaniu tego leku. Nadal żywy i aktualny jest projekt europejskiej 'unii narodów', projekt integracji gospodarczej, kulturowej i projekt wspólnej waluty dla kontynentu - to co uległo zmianie to rodzaj pożądanego przez społeczeństwo systemu ekonomicznego. Polityka cięć wywołuje rosnący, masowy gniew społeczny - wywołuje go szczególnie, gdyż prowadzona jest wyłącznie zgodnie z interesami szczytów władzy gospodarczej. W czasach, w których rozstrzyga się przyszłość unijnej gospodarki społeczeństwo wyraźnie łaknie alternatywy dla wolnorynkowej dyktatury 'świętej', kapitalistycznej stopy zysku. Historia i teraźniejszość wyraźnie wskazuje, że czasy kryzysu są wymarzoną okazją dla sił nacjonalistycznych, które rosną w siłę niesione na fali lęku narodów przed ich ubożeniem. Już spostrzec możemy jak do głosu dochodzą prawicowe i izolacjonistyczne w tendencjach ugrupowania (szczególnie w zamożniejszych państwach [8]). Jeśli liberalna doktryna nie sprosta wyzwaniom - a wiele na to wskazuje - to nastanie nowa era dla socjalistycznych projektów gospodarczych. Przyszłość pokaże czy Europa po kryzysie będzie Europą Narodów, czy też Europą Nacjonalizmów.
[1] http://forsal.pl/artykuly/557801,najwyzszy_rating_francji_zagrozony_paryz_juz_nie_jest_wiarygodny_w_oczach_inwestorow.html
[2] http://biznes.onet.pl/ubs-obnizyl-prognoze-pkb-dla-polski-za-2012-r-do-2,18490,4895676,1,news-detal
[3] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/hiszpania-najwyzsze-bezrobocie-od-15-lat,1,4893814,wiadomosc.html
[4] http://gielda.onet.pl/nyt-fala-uderzeniowa-z-grecji-moze-zalamac-gospoda,18489,4895627,1,news-detal
[5] http://rt.com/news/eu-china-bailout-fund-967/
[6] http://rt.com/news/china-refrain-saving-euro-863/
[7] http://wallstcheatsheet.com/economy/papandreou-shocks-european-leaders-with-call-for-referendum-on-debt-accord.html/
[8] http://www.hurriyetdailynews.com/n.php?n=rebel-lawmakers-want-referendum-on-uk-leaving-european-union-2011-10-24
Subskrybuj:
Posty (Atom)
