czwartek, 20 września 2012
Rewolucja z twarzą Mahometa
W większości z zachodnich relacji dziennikarskich ostatnie, wciąż
trwające, protesty na Bliskim Wschodzie przedstawia się jako efekt
histerycznej reakcji po emisji w internecie filmu obrażającego Mahometa.
Zgodnie z tym przekazem Arabowie to rozjuszeni krytycy filmowi, których
dzikość i ciemnota religijna skłania do irracjonalnych, dewastatorskich
i godnych największego potępienia działań.
Przy pomocy tego dyskursu szybko zjednoczono praktycznie całą zachodnią opinię publiczną. Do środowisk tradycyjnie imperialistycznych dołączyli niezdecydowani liberałowie, a także lewica, która jak się okazuje, dla walki z 'religijnym fundamentalizmem' gotowa jest nawet porzucić wszystkie swoje pozostałe wartości i przekonania. Rasiści, zwolennicy 'zderzenia cywilizacji', wolnorynkowi militaryści oraz liberałowie i lewica połączyli swe siły by zgodnie, wspólnie reprezentować zachodni imperializm, udowadniając jak bardzo, pomimo pozornych różnic, homogeniczna jest nasza polityka zagraniczna i świadomość. W ten właśnie sposób, dosłownie w tydzień wyprodukowano globalną wrogość w stosunku do Arabów i ich protestów.
Każdy, kto tylko dłuższą chwilę poświęcił na to, by przyjrzeć się charakterowi wystąpień w krajach arabskich spostrzegł jaka jest ich prawdziwa treść i natura. W rzeczywistości mamy do czynienia z protestami antyamerykańskimi, wymierzonymi przede wszystkim przeciwko Stanom Zjednoczonym. Palone i atakowane przez tłum ambasady amerykańskie to (dość łagodny) wyraz sprzeciwu wobec polityki USA, wobec wojen, okupacji, milionów trupów i całkowitej bezkarności Wielkiego Brata. Internetowy filmik ośmieszający proroka to tylko kropla, która przelała czarę goryczy i wprawiła ludzki gniew w ruch.
Gniew zrodził się z rozczarowań. "Arabska Wiosna", która przynieść miała wyzwolenie i prawdziwe zmiany przyniosła wojnę, niepewność i kolejne, inspirowane przez USA pola bitew. Trwa nagonka na Iran, trwa podsycana przez USA wojna domowa w Syrii, a cały region zapłonąć może w każdej chwili. Z perspektywy czasu "Wiosna" to dla Maghrebu przejście z ery narodowo-socjalistycznych (częściowo niepodległych) państw do ery całkowicie skolonizowanych zamorskich terytoriów Stanów Zjednoczonych. Najlepszym przykładem tego jest Libia, w której za czasów Kaddafiego część zysków z ropy zasilała budowę szkół, czy też darmową opiekę zdrowotną. Obecnie ropa służyć ma wyłącznie zachodnim panom. Krytyczną ocenę zagospodarowanej przez amerykanów "Wiosny" wyrażają też mieszkańcy regionu, wyraźnie odczuwający z czyjej inspiracji pozbawia się ich surowców, pieniędzy, wolności i życia.
Od momentu, w którym w Krajach Arabskich rozpoczęły się antyamerykańskie protesty od razu zdehumanizowano ich uczestników, nie było też żadnych prób zrozumienia genezy tych działań. Żeby wytworzyć kulturowe sprzeczności produkowane są kulturowe ‘bariery nie do przejścia’, taką barierą ma być terrorystyczność (wkomponowana w naturę Araba) i fundamentalizm. Lęk przed religijnym fundamentalizmem Wschodu to czysto funkcyjny element zachodniego kolonializmu. Równie dobrze pozostałe kraje świata mogłyby obawiać się fundamentalizmu chrześcijańskiego i europejskiego/amerykańskiego, który doprowadził do dwóch wojen światowych, zrzucenia bomb atomowych, niezliczonych wojen kolonialnych i milionów ofiar w ludziach. Religijna tożsamość to dla Arabów nadbudowa i wehikuł dla całkowicie racjonalnych treści politycznych, tyle tylko, że są to treści pozostające w sprzeczności z żywotnymi interesami państw Zachodu.
Kwestie opresyjności kultury, religijności nadal pozostają otwarte, ale są tak samo otwarte na globalnym południu jak i na globalnej północy, co więcej – by nastąpiły przemiany i by dokonała się transformacja w kwestii tych lub innych praw wpierw nastąpić musi rozwiązanie podstawowych sprzeczności wynikających z układów kolonialnych, to bowiem kolonializm umocnił i zamroził konserwatyzm, tak jak działania USA umocniły fundamentalizm religijny, który stał się radykalną formą antyimperialistycznego oporu.
17 września, w rocznicę powstania ruchu Occupy Wall Street przez Nowy Jork przetoczyły się protesty, mniej więcej w tym samym czasie przeciw Stanom Zjednoczonym protestowano w Libii, Turcji, Afganistanie, Egipcie, Tunezji a w obecnej chwili trwa oblężenie ambasady USA w Pakistanie. I jedni i drudzy protestują przeciwko kapitalizmowi, jednak jakże inna jest sytuacja protestujących przy Wall Street od sytuacji tych żyjących w krajach Bliskiego Wschodu. To ci drudzy są dziś bliżej walki klas, ci drudzy nie mają nic do stracenia.
Przy pomocy tego dyskursu szybko zjednoczono praktycznie całą zachodnią opinię publiczną. Do środowisk tradycyjnie imperialistycznych dołączyli niezdecydowani liberałowie, a także lewica, która jak się okazuje, dla walki z 'religijnym fundamentalizmem' gotowa jest nawet porzucić wszystkie swoje pozostałe wartości i przekonania. Rasiści, zwolennicy 'zderzenia cywilizacji', wolnorynkowi militaryści oraz liberałowie i lewica połączyli swe siły by zgodnie, wspólnie reprezentować zachodni imperializm, udowadniając jak bardzo, pomimo pozornych różnic, homogeniczna jest nasza polityka zagraniczna i świadomość. W ten właśnie sposób, dosłownie w tydzień wyprodukowano globalną wrogość w stosunku do Arabów i ich protestów.
Każdy, kto tylko dłuższą chwilę poświęcił na to, by przyjrzeć się charakterowi wystąpień w krajach arabskich spostrzegł jaka jest ich prawdziwa treść i natura. W rzeczywistości mamy do czynienia z protestami antyamerykańskimi, wymierzonymi przede wszystkim przeciwko Stanom Zjednoczonym. Palone i atakowane przez tłum ambasady amerykańskie to (dość łagodny) wyraz sprzeciwu wobec polityki USA, wobec wojen, okupacji, milionów trupów i całkowitej bezkarności Wielkiego Brata. Internetowy filmik ośmieszający proroka to tylko kropla, która przelała czarę goryczy i wprawiła ludzki gniew w ruch.
Gniew zrodził się z rozczarowań. "Arabska Wiosna", która przynieść miała wyzwolenie i prawdziwe zmiany przyniosła wojnę, niepewność i kolejne, inspirowane przez USA pola bitew. Trwa nagonka na Iran, trwa podsycana przez USA wojna domowa w Syrii, a cały region zapłonąć może w każdej chwili. Z perspektywy czasu "Wiosna" to dla Maghrebu przejście z ery narodowo-socjalistycznych (częściowo niepodległych) państw do ery całkowicie skolonizowanych zamorskich terytoriów Stanów Zjednoczonych. Najlepszym przykładem tego jest Libia, w której za czasów Kaddafiego część zysków z ropy zasilała budowę szkół, czy też darmową opiekę zdrowotną. Obecnie ropa służyć ma wyłącznie zachodnim panom. Krytyczną ocenę zagospodarowanej przez amerykanów "Wiosny" wyrażają też mieszkańcy regionu, wyraźnie odczuwający z czyjej inspiracji pozbawia się ich surowców, pieniędzy, wolności i życia.
Od momentu, w którym w Krajach Arabskich rozpoczęły się antyamerykańskie protesty od razu zdehumanizowano ich uczestników, nie było też żadnych prób zrozumienia genezy tych działań. Żeby wytworzyć kulturowe sprzeczności produkowane są kulturowe ‘bariery nie do przejścia’, taką barierą ma być terrorystyczność (wkomponowana w naturę Araba) i fundamentalizm. Lęk przed religijnym fundamentalizmem Wschodu to czysto funkcyjny element zachodniego kolonializmu. Równie dobrze pozostałe kraje świata mogłyby obawiać się fundamentalizmu chrześcijańskiego i europejskiego/amerykańskiego, który doprowadził do dwóch wojen światowych, zrzucenia bomb atomowych, niezliczonych wojen kolonialnych i milionów ofiar w ludziach. Religijna tożsamość to dla Arabów nadbudowa i wehikuł dla całkowicie racjonalnych treści politycznych, tyle tylko, że są to treści pozostające w sprzeczności z żywotnymi interesami państw Zachodu.
Kwestie opresyjności kultury, religijności nadal pozostają otwarte, ale są tak samo otwarte na globalnym południu jak i na globalnej północy, co więcej – by nastąpiły przemiany i by dokonała się transformacja w kwestii tych lub innych praw wpierw nastąpić musi rozwiązanie podstawowych sprzeczności wynikających z układów kolonialnych, to bowiem kolonializm umocnił i zamroził konserwatyzm, tak jak działania USA umocniły fundamentalizm religijny, który stał się radykalną formą antyimperialistycznego oporu.
17 września, w rocznicę powstania ruchu Occupy Wall Street przez Nowy Jork przetoczyły się protesty, mniej więcej w tym samym czasie przeciw Stanom Zjednoczonym protestowano w Libii, Turcji, Afganistanie, Egipcie, Tunezji a w obecnej chwili trwa oblężenie ambasady USA w Pakistanie. I jedni i drudzy protestują przeciwko kapitalizmowi, jednak jakże inna jest sytuacja protestujących przy Wall Street od sytuacji tych żyjących w krajach Bliskiego Wschodu. To ci drudzy są dziś bliżej walki klas, ci drudzy nie mają nic do stracenia.
Niepełnosprawny do fotografii
Wątek dotyczący paraolimpiady rozrósł się w Polsce do monstrualnych
rozmiarów. Chwilowo. W tym momencie medialna kariera paraolimpiady i
niepełnosprawnych powoli dobiega już końca. Premier i Prezydent
'bulnadzieia' trzasnęli sobie już fotki z paraolimpijczykami, Tomasz Lis
wyraził swoją dezaprobatę wobec korwinizmów, wszyscy ponarzekali sobie
na słabe wyniki zdrowych olimpijczyków i na Telewizję Polską, która nie
pokazała paraolimpiady... i to by było na tyle. Zainteresowanie
niepełnosprawnymi gaśnie... niemal tak szybko jak po oburzającej
wypowiedzi Wojewódzkiego zgasło zainteresowanie pracującymi w Polsce
Ukrainkami...
Niepełnosprawni to towar bardzo niepopularny. Piszę o niepełnosprawnych jako o 'towarze' bo tak też się ich u nas traktuje. Wszystkie liberalne stacje na czele z TVN-em posługują się niepełnosprawnymi przede wszystkim do szeroko zakrojonych 'akcji charytatywnych', w których ślepe, upośledzone, okaleczone dzieci muszą błagać na wizji o złotówkę, o sms - by przeżyć. Nikt oczywiście nie zakwestionuje tego porządku i nikt nie wytknie skandalu kryjącego się za koniecznością żebrania niepełnosprawnych o przeżycie. Tak właśnie, na wizji, trwa cicha eutanazja.
Niepełnosprawność, bezdomność, bieda stały się elementem normalności, stały się codziennością i rozrywką dla bogatych, których ewentualne przejęcie się losem niepełnosprawnych i umierających zostaje z radością spieniężone przez szereg żerujących na cierpieniu fundacji. Mamy do czynienia ze zjawiskiem uprywatnienia cierpienia, biedy i szeroko pojętych trudności życiowych. Cierpienie to twoja prywatna sprawa, nie afiszuj się - mówi do nas neoliberalne państwo. To właśnie to uprywatnienie pozwoliło rozgrzeszyć wszystkich biernych widzów, polityków, czy też całkowicie bezczynne państwo.
Wyrzuty sumienia zamiata się pod dywan. W mediach najchętniej pokazuje się tych niepełnosprawnych, którzy albo dokonali czegoś wyjątkowego, albo są sportowcami, albo są bogaci. Żeby telewizja i opinia publiczna w ogóle zainteresowały się niepełnosprawnym najlepiej dla niego żeby był linoskoczkiem, byłym mistrzem w żużlu lub polarnikiem. Na innych popytu nie ma. Tak jak i nie ma popytu na niepełnosprawność. Cierpienie nie zawsze da się bowiem spieniężyć, szczególnie jeśli całe społeczeństwo jest biedne - dlatego też ogólnie łatwiej jest promować sukces. Media interesują się niemal wyłącznie tymi niepełnosprawnymi, których dysfunkcja się nie liczy, którzy sobie radzą i którzy pomocy praktycznie nie potrzebują. Jeżeli już w ogóle pojawia się ktokolwiek faktycznie potrzebujący to wyłącznie od święta i wyłącznie jako liczący na hojne datki, ubezwłasnowolniony, pozbawiony wszelkiej godności żebrak.
Obrzydliwość tej sytuacji wcale nie przeszkadza gwiazdom i dziennikarzom oburzać się na lekceważenie paraolimpiady. Wielomiesięczne kolejki do lekarzy, brak pieniędzy na lekarstwa i głodowe renty oraz emerytury nie przeszkadzają premierowi i prezydentowi w szczerzeniu zębów do wspólnej fotografii z paraolimpijczykami. W końcu po to są niepełnosprawni, by pozować do fotografii.
Niepełnosprawni to towar bardzo niepopularny. Piszę o niepełnosprawnych jako o 'towarze' bo tak też się ich u nas traktuje. Wszystkie liberalne stacje na czele z TVN-em posługują się niepełnosprawnymi przede wszystkim do szeroko zakrojonych 'akcji charytatywnych', w których ślepe, upośledzone, okaleczone dzieci muszą błagać na wizji o złotówkę, o sms - by przeżyć. Nikt oczywiście nie zakwestionuje tego porządku i nikt nie wytknie skandalu kryjącego się za koniecznością żebrania niepełnosprawnych o przeżycie. Tak właśnie, na wizji, trwa cicha eutanazja.
Niepełnosprawność, bezdomność, bieda stały się elementem normalności, stały się codziennością i rozrywką dla bogatych, których ewentualne przejęcie się losem niepełnosprawnych i umierających zostaje z radością spieniężone przez szereg żerujących na cierpieniu fundacji. Mamy do czynienia ze zjawiskiem uprywatnienia cierpienia, biedy i szeroko pojętych trudności życiowych. Cierpienie to twoja prywatna sprawa, nie afiszuj się - mówi do nas neoliberalne państwo. To właśnie to uprywatnienie pozwoliło rozgrzeszyć wszystkich biernych widzów, polityków, czy też całkowicie bezczynne państwo.
Wyrzuty sumienia zamiata się pod dywan. W mediach najchętniej pokazuje się tych niepełnosprawnych, którzy albo dokonali czegoś wyjątkowego, albo są sportowcami, albo są bogaci. Żeby telewizja i opinia publiczna w ogóle zainteresowały się niepełnosprawnym najlepiej dla niego żeby był linoskoczkiem, byłym mistrzem w żużlu lub polarnikiem. Na innych popytu nie ma. Tak jak i nie ma popytu na niepełnosprawność. Cierpienie nie zawsze da się bowiem spieniężyć, szczególnie jeśli całe społeczeństwo jest biedne - dlatego też ogólnie łatwiej jest promować sukces. Media interesują się niemal wyłącznie tymi niepełnosprawnymi, których dysfunkcja się nie liczy, którzy sobie radzą i którzy pomocy praktycznie nie potrzebują. Jeżeli już w ogóle pojawia się ktokolwiek faktycznie potrzebujący to wyłącznie od święta i wyłącznie jako liczący na hojne datki, ubezwłasnowolniony, pozbawiony wszelkiej godności żebrak.
Obrzydliwość tej sytuacji wcale nie przeszkadza gwiazdom i dziennikarzom oburzać się na lekceważenie paraolimpiady. Wielomiesięczne kolejki do lekarzy, brak pieniędzy na lekarstwa i głodowe renty oraz emerytury nie przeszkadzają premierowi i prezydentowi w szczerzeniu zębów do wspólnej fotografii z paraolimpijczykami. W końcu po to są niepełnosprawni, by pozować do fotografii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
